193
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Witajcie dzidki! Zapewne wiele osób słyszało o niektórych egzekucjach niemieckich zbrodniarzy w powojennej Polsce, np. o egzekucji Rudolfa Hoessa, który był komendantem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau w latach 1940-1943, ale czy ktoś z was słyszał o chyba najgłośniejszej egzekucji tego typu (Benc!, no może nie tego typu, ponieważ była to jedna z trzech egzekucji publicznych, wykonanych na hitlerowcach w powojennej Polsce, inne to egzekucja na Majdanku i w Poznaniu), której przyglądały się tysiące ludzi (w tym dzieci, a według różnych źródeł łącznie temu widowisku miało się przyglądać według różnych szacunków 50-200 tysięcy ludzi), jeśli nie to zapraszam do tekstu poniżej.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Egzekucja ta była publiczna i miała na celu wymierzenie sprawiedliwości oraz zemstę na zbrodniarzach z obozu koncentracyjnego Stutthof, zlokalizowanego w miejscowości Sztutowo (województwo pomorskie, gmina Sztutowo). Wydarzenie to miało miejsce 4 lipca 1946 roku w Gdańsku na Stolzenbergu tzw. Biskupia Górka (obecnie Wysoka Górka przy ul. Pohulanka w dzielnicy Chełm. Według niektórych źródeł owo miejsce, to błędna lokalizacja i miejscem stracenia zbrodniarzy miało być miejsce pomiędzy ulicą Pohulanka i ulicą Kolonia Studentów.), gdzie stracono 11 ludzi, a właściwie to 11 bestii  w ludzkich skórach, bo życie wówczas straciło 6 członków obozowego personelu i 5 więźniów funkcyjnych narodowości polskiej, a do personelu należeli m.in.: Johann Pauls SS-Oberscharführer (kierował tzw. ,,Waldkolonne’’ czyli komandem więźniów, którzy zajmowali się karczowaniem drzew i wyrównywaniem terenu, przy czym byli nieustannie maltretowani przez essesmanów i kapo oraz pracowali na ,,głodowych’’ racjach, przez co umieralność wśród nich była wyjątkowo wysoka, bo sięgała aż 60%.), Jenny-Wanda Barkmann (zwana ,,Pięknym widmem”, była ona nadzorczynią SS w kobiecej części obozu odpowiedzialną za selekcję kobiet i dzieci, które były wysyłane do komór gazowych, znana z wyjątkowego okrucieństwa i maltretowania więźniarek), Gerda Steinhoff (członkini personelu dozorczego w obozie, była nadzorczynią ok. 400 więźniów i kierowała ludzi do komór gazowych, następnie awansowała na SS-Oberaufseherin, czyli starszą nadzorczynię w obozie Danizng Holm, który był podobozem Stutthofu, a następnie pracowała w innym podobozie o nazwie Bromberg-Ost zlokalizowanym w Bydgoszczy, za swoją ,,ciężką pracę’’ i poświęcenie jako nadzorczyni w 1945 roku została odznaczona Krzyżem Żelaznym), Wanda Klaff (nadzorczyni, która słynęła z sadyzmu i okrucieństwa, sama podczas procesu przyznała: ,,… lubiłam bić przynajmniej dwie więźniarki dziennie.’’).
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Gerda Steinhoff podczas procesu w Gdańsku.
Samą egzekucję poprzedzał proces przed Specjalnym Sądem Karnym w Gdańsku, który trwał od 25 kwietnia do 1 czerwca 1946 i był on wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa, proces był przeprowadzony bardzo starannie, bo odbyła się wizja lokalna i przesłuchano dziesiątki świadków, a wstęp na salę rozpraw był wolny, więc ze względu na ogromną ilość chętnych być świadkami procesu musiano wprowadzić bilety, a proces był cały czas relacjonowany przez ówczesne media. Na ławie oskarżonych zasiadło 15 ludzi i wszyscy z nich mieli nadzieję na ułaskawienie, lecz na długo przed końcem procesu jeden ze strażników miał pozbawić ich tych marzeń, bo wiedział, że Bierut nie skorzystał z prawa łaski, więc strażnik miał przyjść do celi w której siedzieli oskarżeni i powiedzieć: ,,Będziecie wisieć , skurwysyny!’’. Po tej informacji jeden ze skazanych podjął próbę samobójczą przez podcięcie sobie żył, jednak odratowano go. Jako ciekawostkę dodam, że oskarżeniu nie wypoczywali w celi, lecz pracowali w więziennych warsztatach szewskich, krawieckich, pralni i szwalni, a jedna z byłych strażniczek miała wyszywać makatkę (mała tkanina dekoracyja do zawieszenia na ścianie) z polskim orłem.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Zdjęcie z wizji lokalnej w obozie Stuthoff. Drugi rząd od lewej: Jan Breit, Wacław Kozłowski, Jan Preiss. Pierwszy rząd: Gerda Steinhoff, Jenny-Wanda Barkmann, Ewa Paradies, Johann Pauls.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Zbrodniarze na ławie oskarżonych, drugi rząd od lewej: Erna Beilhardt, Jenny-Wanda Barkmann. Drugi rząd: Elisabeth Becker, Gerda Steinhoff, Wanda Klaff.
31 maja ogłoszono wyrok na mocy którego: 11 osób zostało skazanych na śmierć (personel obozu: SS-Oberscharführer: Johann Pauls, strażniczki: Jenny-Wanda Barkmann, Elisabeth Becker, Wanda Klaff, Gerda Steinhoff, Ewa Paradies, kapo: Józef Reiter, Jan Brajt, Franciszek Szopiński, Wacław Kozłowski i jeden sztubowy: Tadeusz Kopczyński), dwie osoby zostały uniewinnione: Jan Preiss, Aleksy Duzdal, dwie inne osoby dostały wyroki więzienia: sztubowy - Kazimierz Kowalski dostał 3 lata więzienia, a nadzorczyni - Erna Beilhardt dostała 5 lat więzienia. Według niektórych źródeł jeden z oskarżonych nie dożył ogłoszenia wyroku, a był to kapo - Marian Zielkowski, który oczekując na koniec procesu miał umrzeć z powodu ataku serca.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Ciężarówki ze skazańcami.
Niektórych może dziwić obecność tak dużej ilości kobiet na ławie oskarżonych, ale nie było to niczym niespotykanym, bo wiele z kobiet, które pracowały w obozach przed swoją karierą jako nadzorczynie były kelnerkami, sprzedawczyniami czy osobami bezrobotnymi, a praca w obozie pozwalała im podnieść swój status społeczny (i co można wywnioskować na podstawie czynów niektórych z nich, na spełnianie swoich chorych fantazji). Innym powodem do zdziwienia może być obecność Polaków na ławie oskarżonych, ale jak w przypadku nadzorczyń, nie jest to nic dziwnego. W niemieckich obozach część zadań kluczowych dla utrzymania dyscypliny przerzucano na więźniów, którzy stawali się więźniami funkcyjnymi tzw. kapo, sztubowi, itd… . Ich zadniem było zaprowadzanie porządku wśród więźniów stojących niżej w hierarchii, a dzięki wyjątkowej brutalności, znęcaniu się i mordowaniu współwięźniów mogli liczyć na przychylność Niemców, która objawiać się mogła np. dodatkowymi racjami żywności lub lżejszą pracą. Idealnym przykładem takiej szui jest wyż.wym. Wacław Kozłowski, który potrafił zabijać ludzi za pomocą chochli do zupy, po wojnie złapany w Wejherowie, wielokrotnie był pytany przez sąd o powody mordowania współwięźniów i odpowiedź zawsze była taka sama: ,,Dla chleba, dla chleba.’’.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Przygotowanie zbrodniarzy do egzekucji.
Stracenie zbrodniarzy było ogromnym widowiskiem i przypominało bardziej festyn (w pobliżu szubienic sprzedawano piwo, lody, rozdawano watę cukrową, sprzedawano balony, itp…, a okoliczne budynki, ich dachy i drzewa były pełne gapiów) niż egzekucję, do obserwacji tego widowiska zachęcały same władze miasta, które w dniu egzekucji zniosły opłaty za jazdę komunikacją miejską i ze względu na dużą ilość gapiów zapewniły na Wysoką Górę specjalne połączenia komunikacyjne. Większość zakładów pracy było zamknięte (lub skrócono dzień pracy i zapewniono transport pracownikom na Biskupią Górkę) oraz prasa zachęcała ludzi do podziwiania egzekucji (np. ,,Dziennik Bałtycki’’ 3 lipca obwieścił, że następnego dnia odbędzie się publiczna egzekucja zbrodniarzy z KL Stutthof), warto zaznaczyć, że władze miasta wydały zakaz przyprowadzania dzieci na egzekucję, a gazety i radio apelowały by nie przyprowadzać młodzieży, jednak wielu ludzi zakaz ten miało w poważaniu (co według różnych ,,miejskich legend’’ poskutkować miało zabawami wśród dzieci w wieszanie hitlerowców, co prowadziło do różnych wypadków) . Ze względu na podniosłość wydarzenia i liczbę gapiów, na miejscu znajdował się batalion wojska, milicja i  ̶p̶a̶c̶h̶o̶ł̶k̶i̶ siły UB. Z aresztu przy ul. Kurkowej (w latach powojennych oprócz Niemców czy Volksdeutschów, więziono tam też duchownych oraz działaczy podziemia niepodległościowego, a sam areszt jak wiele innych instytucji tego typu był również katownią UB. Warto dodać że w tym areszcie stracono wielu zbrodniarzy niemieckich, a jednym z nich był Theodor Meyer, który był kierownikiem obozów Stutthof i Ravensbrück) wyruszyło 11 ciężarówek, na których pod plandekami było po jednym skazańcu.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Byłe strażniczki ze związanymi rękoma i nogami, Wanda Klaff i Elisabeth Becker.
Gdy ciężarówki dotarły na miejsce, to wzburzeni widzowie chcieli samosądu i rzucali w oskarżonych kamieniami przez co musieli interweniować żołnierze, którzy oddali strzały w powietrze, aby uspokoić ludzi, natomiast władze miasta przez megafony apelowały o spokój. W końcu punkutalnie o godzinie 17 ciężarówki podjechały pod szubienice i wtedy zdjęto plandeki z naczep. Po zdjęciu plandek publiczność zobaczyła zbrodniarzy na platformach w otoczeniu strażników, za każdym skazańcem stał były więzień obozu (10 mężczyzn i 1 kobieta) w roli kata, który był ubrany w pasiak, a zadaniem było zakładanie pętli na szyje zbrodniarzy, widokowi temu towarzyszyły śmiechy i szyderstwa gapiów skierowane w stronę skazanych. Dodatkowo sprowadzono katolickiego księdza i ewangelickiego pastora (ze sprowadzeniem pastora był problem i zajął się nim ówczesny naczelnik aresztu Alojzy Nowicki, który dostał informacje z UB, że w Sopocie ukrywa się niemiecki pastor, więc wybrał się do miasta i znalazł go na strychu, po czym zapakował go do samochodu i umieścił w więzieniu, gdzie kapłan czekał na egzekucję zbrodniarzy), aby udzielili oprawcom ostatniego namaszczenia, ale pastor nie wytrzymał psychicznie i wmieszawszy się w tłum uciekł, więc do skazanych podszedł tylko ksiądz i zamienił kilka słów z każdym oskarżonym, następnie prokurator dał znak do rozpoczęcia egzekucji. Metoda wykonania  była prosta i dosyć brutalna, bo używano ciężarówek jako zapadni, wiązano ręce oraz nogi i po założeniu pętli na szyję ciężarówka odjeżdżała powodując zawiśnięcie na linie i śmierć.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Duchowny rozmawiający z Ewą Paradies na chwilę przed wykonaniem kary śmierci.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Gerda Steinhoff z wisielczą pętlą.
Tutaj pojawiają się pewne rozbieżności oraz kontrowersje związane z egzekucją. Według jednych wersji, ciężarówki miały odjeżdżać spod szubienic razem , a według innych miały odjeżdżać po kolei, tak aby byli oprawcy przyglądali się śmierci swoich towarzyszy (osobiście jestem skłonny, aby uwierzyć w drugą wersję ze względu na zdjęcia, na których widać osoby już powieszone i te czekające na śmierć). Gdy rozpoczął się spektakl na który czekała publiczność, to pierwszym ,,aktorem’’ był Johann Pauls, który po spadnięciu z platformy nie umarł wskutek skręceni karku, tylko zaczął się dusić i jego ciało zaczęło skręcać się w konwulsjach, dodatkowo na chwilę przed śmiercią miał krzyknąć: ,,Heil Hitler!’’. Tutaj pojawiają się kontrowersje, bo po wykonaniu wyroku w polskiej prasie rozpoczęła się dyskusja dotycząca publicznych egzekucji i wiele publicystów krytykowało egzekucje z publicznością, podkreślając ich demoralizujący wpływ, krytyka ta dotyczyła również brutalności egzekucji, ponieważ ze względu na celowe niedostosowanie długości sznurów do wagi skazańców oraz zrzucania ich z niewielkiej wysokości nie dochodziło do natychmiastowej śmierci od przerwania rdzenia kręgowego,  tylko skazańcy dusili się i ,,tańczyli’’ na szafocie. Według raportów lekarzy czas zgonu następował średnio po kilkunastu minutach, a najdłużej ,,dyndał’’ jeden z kapo, który umarł po ok. 20 minutach, a to ze względu na zaawansowany nowotwór krtani, który uniemożliwiał szybszego przerwania rdzenia kręgowego i w efekcie tego niektórzy ludzie mieli krzyczeć, aby skrócić jego męki, ale nadzorujący egzekucję kazali czekać do chwili śmierci mężczyzny. Inne kontrowersje wzbudził problem ze śmiercią Wandy Klaff, bo ciężarówka na której stała była nadzorczyni nie chciała odpalić, więc stojąca za nią była więźniarka zepchnęła ją z platformy samochodu.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Wanda Klaff w otoczeniu swojego kata (byłej więźniarki) i strażnika, na chwilę przed wykonaniem wyroku śmierci.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Ewa Paradies z pętlą wokół szyi, a tyłem do obiektywu skierowana jest Gerda Steinhoff.
Zaraz po zakończeniu egzekucji tłum ludzi skierował się w stronę zwłok i rozpoczęła się grabież dobytku martwych oprawców (kradziono ubiór, buty, odcinano guziki oraz wybuchły bójki o powrozy z szubienic, bo wierzono że mają przynosić one szczęście) oraz bezczeszczenie zwłok (ludzie mieli kopać i okładać pięściami nieboszczyków), przez co milicja musiała odganiać tłum od zwłok, po czym przewieziono je do Akademii Medycznej, aby służyły jako materiały naukowe studentom gdańskim z Zakładu Anatomii i Neurobiologii. Ludziom którzy z chęcią zaczęli bezcześcić zwłoki tych zbrodniarzy nie ma co się dziwić, bo nie chodziło tylko o zawiść i chęć zemsty na Niemcach po wojnie, ale też o okrucieństwo wobec więźniów jakim wykazywał się obozowy personel np. Ewa Paradies, która mając zaledwie 25 lat (co ciekawe żadna z oskarżonych nie ukończyła 30 roku życia, a ich podejście do sprawy świetnie opisują słowa Jenny-Wandy Barkmann, która w sądzie miała powiedzieć: ,,No cóż, życie rzeczywiście jest przyjemnością, a przyjemności zwykle trwają zbyt krótko’’.)  została skierowana do obozu Stutthof (po uprzednim szkoleniu w obozie w Bydgoszczy) i była znana z okrucieństwa wobec więźniów, bo wielokrotnie biła ich, upokarzała, kazała się im rozbierać do naga, uczestniczyć w orgiach, a za spojrzenie w oczy wysyłała do karceru na kilka dni bez jedzenia i wody, prócz tego osobiście zastrzeliła kilkudziesięciu więźniów oraz uwielbiała wręcz polewać nagie kobiety wodą i trzymać je na mrozie. Poniżej zamieszczam cytat, który z perspektywy osoby w tłumie opisuje całą egzekucję:
,,Tłum gęstniał z każdą chwilą. Plac przy ulicy Pohulanki był wypełniony tak szczelnie, że nie można było wsadzić nawet szpilki. Ludzie powchodzili na drzewa i dachy okolicznych domów. Cały czas przybywali następni. Wielu ludzi, wbrew zakazowi wzięło ze sobą dzieci. Żar lał się z nieba, pot spływał po twarzach, ale nikt nie narzekał. Wszyscy czekali w milczeniu na początek makabrycznego widowiska. Szczelny kordon milicjantów otaczał pięć dużych szubienic ustawionych na placu. Z aresztu przy ulicy Kurkowej wyjechało jedenaście ciężarówek. Przejechały ulicą Strzelecką i skręciły w Pohulankę. Po dotarciu na plac powoli podjehcały pod szubienice. Na odkrytych platformach siedziało jedenastu ludzi ze związanymi z tyłu rękoma – pięć kobiet i sześciu mężczyzn. Za plecami każdego stała postać ubrana w obozowy psiak – byli to dawni więźniowie obozu w Stutthofie. Teraz ich zadaniem było nałożyć pętle na szyje niedawnych oprawców. Na widok skazańców tłum zafalował. Tu i ówdzie rozległy się okrzyki ,,Mordercy!’’, ,,Do piekła!’’, ,,Za naszych braci!’’, ,,Za nasze dzieci!’’.’’
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Chwila po wykonaniu egzekucji.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Wanda Klaff i Elisabeth Becker po wykonaniu wyroku.
W ten sposób kończy się historia jednej z najgłośniejszych jak i przedostatnia publiczna egzekucja w powojennej Polsce, ponieważ ze względu na niepokoje jakie wybuchły w Gdańsku po egzekucji postanowiono zrezygnować z nich. Niestety Temida jest ślepa i sprawiedliwość dopadła niewielki procent zbrodniarzy ze Stutthofu odpowiedzialnych za śmierć kilkudziesięciu tysięcy ludzi, spośród członków załogi obozu na szubienicę trafił m.in. były komendant Max Pauly, który nie odpowieadał za śmierci w Sztutowie, ale w Neuengamme skąd przeniesiono go do Stutthofu, a zajęli się nim Brytyjczycy skazując go na śmierć. Innym przykładem może być drugi komendant obozu Paul Werner Hoppe, który podczas swojego pierwszego procesu w 1955 r. otrzymał śmieszną karę 5 lat i 3 miesięcy pozbawienia wolności, a dwa lata później w drugim procesie 10 lat więzienia, ostatecznie wyszedł on po 1,5 roku.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Elisabeth Becker z makabrycznym grymasem na twarzy po wykonaniu wyroku.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Jenny-Wanda Barkmann tzw. ,,Piękne widmo’’ po wykonaniu wyroku.
Łącznie udało się osądzić 100 SS-manów i 6 nadzorczyń z obozu w Stutthofie (podczas działania obozu przewinęło się przez niego ok. 2 tysiące członków SS). Ostatnia publiczna egzekucja odbyła się 14 lipca (w niektórych źródłach pada data 21 lipca) 1946 roku w Poznaniu, gdzie na stoku poznańskiej cytadeli powieszono przy tłumie kilkudziesięciu tysięcy ludzi Arthura Greisera ,,Kata Poznania’’, czyli byłego prezydenta Senatu Wolnego Miasta Poznań i późniejszego niemieckiego namiestnika Kraju Warty, którego oskarżano o m.in.: indywidualne oraz zbiorowe zabójstwa cywilów i jeńców wojennych, bezprawne pozbawianie dobytków ludności polskiej, grabież i niszczenie polskiej kultury, germanizację kraju i obywateli, przymusowe wysiedlenia, wywożenie polskich dzieci do III Rzeszy, itp… . Natomiast pierwsza publiczna egzekucja hitlerowców odbyła się jeszcze przed kapitulacją Niemiec, w sobotę 23 grudnia 1944 roku na terenie obozu w Majdanku (KL Lublin), przy publice składającej się z 15 tysięcy ludzi powieszono 5 członków załogi obozu, a szósty oskarżony popełnił samobójstwo na 3 dni przed egzekucją, łącznie sprawiedliwość została wymierzona 170 SS-manów z 1037 funkcjonariuszy SS, których personalia były znane.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Tłum ludzi i widok po egzekucji.
Na koniec jako ciekawostkę podam cytat z tygodnika ,,Przekrój’’, który opisuje egzekucję: ,,4 lipca o godz. 17-tej na wzgórzu Stolzenberg w Gdańsku wykonano publicznie wyrok śmierci na 11-tu zbrodniarzy niemieckich z obozu Stutthof, którzy wymordowali tysiące niewinnych ludzi. Zbrodniarze byli otępiali i zrezygnowani. Opuściła ich zupełnie buta i pewność siebie, którą okazywali podczas procesu. Jedna ze zbrodniarek, zobaczywszy szubienicę, zaczęła spazmatycznie łkać i krzyczeć, a gdy założono jej stryczek na szyję, krzyknęła ,,Heil Hitler’’. Inni skazańcy zachowywali się spokojnie, okazując tylko strach i przygnębienie. Wyrok wykonali byli więźniowie obozów koncentracyjnych, ubrani w pasiaki więzienne. Znajdowała się wśród nich jedna kobieta. Wszyscy oni zgłosili się ochotniczo i mimo że przysługiwało im prao wystąpienia w maskach, nie skorzystali z niego, uważając, że przejścia w obozach wystarczająco uzasadniają ich udział w egzekucji. Straceniu zbrodniarzy przypatrywały się wielkie tłumy publiczności.’’.
,,Polska Norymberga’’ czyli egzekucja zbrodniarzy na Biskupiej Górce
Strona z tygodnika ,,Przekrój’’ (Nr 66 – 14–20. Lipiec 1946) z opisem egzekucji.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
11
Dnia 28 lutego roku 1944 doszło do kilku masakr ludności polskiej, których to masakr dopuścili się Niemcy oraz Ukraińcy, a o wydarzeniach tych poniżej.
Masakra Korościatynia i nie tylko
Pierwszym wydarzeniem będzie masakra nieistniejącej już wsi o nazwie Huta Pieniacka (obwód Lwowski, Ukraina), gdzie znajdował się kościół, szkoła, 172 gospodarstwa zamieszkane przez ponad 1000 ludzi, w większości Polaków (według spisu z rok 1939 w miejscowości było 760 stałych mieszkańców. Doszło tam do masakry od 600 do ponad 1500 Polaków, a według śledztwa IPN-u ok. 850 osób. oprócz mieszkańców, ofiarami padli również Żydzi ukrywający się w wiosce i uchodźcy z Wołynia, którym udało się uciec w 1943 roku. Winny tego czynu był 4 pułk Policji SS (pułk utworzony z ukraińskich ochotników, którzy ze względu na problemy np. zdrowotne, nie dostali się do SS Galizien) pod dowództwem Oberstleutnanta Schutzpolizei Siegfrieda Binza, któremu to pułkowi pomagał lokalny oddział UPA (sotnia ,,Siromanci" dowodzona przez Dimytra ,,Jastruba" Karpenke) oraz oddział Włodzimierza Czerniawskiego i okoliczna ukraińska ludność cywilna.


Za początek rzezi można uznać wydarzenie z dnia 23 lutego 1944 roku, które mogło być przyczyną masakry. Od początku roku 1944 we wsi przebywał oddział grupy dywersyjnej NKWD pod dowództwem Dimitrija Medwiediewa i wieści o tym szybko dotarły do Niemców. W związku z atakami ukraińskimi na ludność polską, we wsi utworzono oddział samoobrony (złożony z ok. 40 osób) pod dowództwem Kazimierza ,,Satyra" Wojciechowskiego. Gdy Sowieci opuścili wieś, to dnia 23 lutego do miejscowości przybył patrol oddziału SS Galizien i doszło do walki pomiędzy oddziałem SS a oddziałem samoobrony, który to oddział wspierany był przez 2 pluton AK z Huty Wierchobuskiej (Polacy myśleli że walczą z bandytami z UPA, którzy jedynie przebrali się za żołnierzy). Podczas walk poległo dwóch Ukraińców (Oleksy Bobaka i Roman Andrijczuk, na podstawie ich dokumentów osobistych udało się ustalić, że byli oni żołnierzami stacjonującej w Brodach SS Freiwilligen Division ,,Galizien"), wybawieniem przed klęską oddziału SS okazała się sotnia UPA ,,Siromanci", która zaatakowała oddziały Polaków od boku. W odwecie Niemcy wysłali do wsi jeden z batalionów 4 galicyjskiego pułku SS, dowodzonego przez Oberstleutnanta Schutzpolizei Siegfrieda Binza. W nocy z 27 na 28 lutego do wsi przybył łącznik AK, który przekazał rozkaz Inspektoratu AK, aby samoobrona postarała się uniknąć walki i wycofała się (niektórzy zignorowali rozkaz i zostali, ale w wyniku przewagi sił oponentów, pochowali oni broń i nie walczyli w nadziei na uniknięcie masakry), aby stworzyć złudny obraz tego, że we wsi przebywają tylko kobiety, starcy i dzieci, co miało dać nadzieję na oddanie wioski bez walki, a co za tym idzie ocalenie mieszkańców i uniknięcie pacyfikacji.


Masakra Korościatynia i nie tylko
Pomnik pamięci ofiar w Hucie Pieniackiej, wysadzony w 2017 roku.
Wreszcie dnia 28 lutego do wsi przybył wyżej wspomniany pułk Policji SS (w skład którego oprócz Ukraińców wchodzili też Niemcy), wspierany przez okoliczną ludność ukraińską, oddział Włodzimierza Czerniawskiego i sotnia UPA ,,Siromanci" (która to sotnia pomogła wcześniej w walce z samoobroną). Otoczyli oni wieś i przystąpili do ostrzału z moździerzy i karabinów maszynowych, podczas owego ostrzału mieszkańcy próbowali schronić się w piwnicach i uprzednio przygotowanych schronach. Gdy ostrzał się zakończył, bandyci wkroczyli do wsi, rozstrzeliwując ludzi próbujących ucieczki, a resztę wyprowadzali z domów i grupami zapędzali do lokalnego kościoła. Zachowywali się przy tym bardzo brutalnie np. zabrali jednej kobiecie noworodka i zabili go rzutem o ścianę, inną kobietę która podczas ataku rodziła zastrzelili (jej nowonarodzone dziecko mieli zwyczajnie ,,rozdeptać", a akuszerke próbującą bronić tę dwójkę zastrzelono). Innej kobiecie, 70-letniej Rozalii Sołtys rozpruli brzuch bagnetem. Prawie 20 osób z grupy mieszkańców doprowadzonych do kościoła ukryło się w piwnicy świątyni lub na jej wieży, przez co udało im się przeżyć (kościół zaminowano więc nie było szans na ucieczkę), z kolei ok. 40 osób zdołało się ukryć w stodole rodziny Relich, w związku z czym budynek oblano benzyną i podpalano, na szczęście 10 dziewczynom udało się uciec, pomimo oddawanych w ich stronę strzałów. Wszystkie domy i zabudowania gospodarcze były ograbiane z dobytku przez cywilną ludność ukraińską, a dowódcę samoobrony ,,Satyra" przed kościołem bestialsko pobito, oblano benzyną i na żywca spalono (wcześniej w jego domu została zabita córka i żona oraz żydzi, których on ukrywał), w godzinach popołudniowych zaczęto wyprowadzać kilkunastoosobowe grupy z kościoła do stodół oraz innych zabudowań gospodarczych i zabijać za pomocą broni maszynowej oraz spalać na żywca, poprzez podpalanie budynków. Wreszcie ok. godziny 17 bestie w ludzkich skórach opuściły wieś, a nieliczni mieszkańcy którym udało się przeżyć znaleźli schronienie w okolicznych miejscowościach. 

Łącznie ucieczka udała się ok. 160 osobom, w tym ocalała m.in. Wanda Gośniowska, której córka prowadzi Stowarzyszenie Huta Pieniacka, które to stowarzyszenie upamiętnia zbrodnie dokonaną przez ukraińskich nacjonalistów i zrzesza ludzi ocalałych z ludobójstwa i członków ich rodzin). Jedna z oacałych osób wspomina że niedaleko wsi była leśniczówka, gdzie mieszkał leśniczy ze swoją ukraińską żoną i gdy osoba ta, która uciekła z płonącej stodoły dotarła to leśniczówki, to budynek płonął, na drzewie wisiał leśniczy, a jego żona leżała na łóżku wystawionym przed leśniczówkę i krzyczała- ,,Przyszedł na was czas Lachy". Inny ocalały wspomina, że matka jemu i jego bratu kazała uciekać do sąsiadki, ale przyszedł tam żołnierz w niemieckim mundurze mówiący po polsku (prawdopodobnie Ślązak) i kazał im uciekać, więc schowali się za domem w stercie ziemi, gdzie czekali aż wszystko ucichnie, po czym uciekli. Pomordowanych pochowano przy jedynych budynkach, które się ostały czyli przy szkole i kościele.

I tak mogla wyglądać zagłada Huty Pieniackiej, napisałem mogła bo według relacji niektórych świadków pewne elementy się różnią. Według niektórych powodem masakry miał być sam fakt współpracy niektórych mieszkańców wsi z AK, a nie atak na oddział SS Galizien. Sam atak miał odbyć się również rankiem bez żadnego ostrzału, mieszkańcy poprowadzeni do kościoła i szkoły, a same mordy miały odbywać się wyłącznie przez spalanie żywcem.

Masakra Korościatynia i nie tylko
Odbudowany pomnik ofiar w Hucie Pieniackiej.
Drugim wydarzeniem będzie pacyfikacja wsi Wanaty (województwo Mazowieckie), która to pacyfikacja została dokonana przez Niemców, którym według zeznań świadków pomagali kolaboranci ze wschodu. Sama wieś w lutym 1944 roku liczyła sobie 28 gospodarstw, a liczba ludności wynosiła ok. 130 osób (32 rodziny, a po ,,wyzwoleniu" sowieckim zamieszkało tam 9 rodzin), część tej ludności aktywnie współpracowała z polskimi partyzantami, a okoliczne lasy były kryjówką partyzantów.

Wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania żandarmów niemieckich i oddziału AK. Oddział AK ,,Flądra" pod dowództwem Jana ,,Maxa" Kosickiego składający się z 13 osób miał osłaniać aliancki zrzut nieopodal historycznych Maciejowic, w tym celu partyzanci wyruszyli ze wsi Miętne (gmina Garwolin). dnia 21 lutego przechodząc obok wsi Wanaty natrafili na pościg żandarmów (Schutzpolizei w liczbie ok. 18 osób) za mieszkańcem wsi, w wyniku czego wywiązała się walka, w trakcie potyczki zginęło 5 żandarmów, 3 zostało rannych, a 10 zdołało uciec. W odwecie starosta garwoliński, Karl Freudenthal wydał rozkaz pacyfikacji wsi (warto zwrócić uwagę na fakt, że pacyfikacja ta poprzedzała Wielka łapankę zorganizowaną w powiecie garwolińskim), w nocy z  27 na 28 lutego, do wsi przybyła ekspedycja karna Niemców ( ekspedycja składała się z żandarmerii i Gestapo oraz według niektórych źródeł funkcjonariuszy kriminalpolizei i granatowych policjantów) z oddziałem kolaborantów ze wschodu (o wschodnich kolaborantach mówi się różnie, jedni że byli to po prostu Ukraińcy, a inni mówią o  oddziale zwykłych ,,kałmuków", teorię o Ukraińcach mogą potwierdzać relacje świadków, według których było słychać język Ukraiński) i przystąpili oni do pacyfikacji miejscowości. W nocy ok. godziny 2:00 wieś otoczono, potem o świcie Niemcy wkroczyli do wsi i rozstawiali warty na ulicach i wokół wsi, więc mieszkańcy próbujący ucieczki byli rozstrzeliwani. Następnie ok. godziny 7:00 rano do wsi wkroczyły 3 grupy, pierwsza grupa chodziła po domach mordując mieszkańców (najczęściej strzał w głowę), następnie szła druga grupa, która rozkładała majątek zabitych, a cały pochód zamykała czteroosobowa grupa, która podpalała obrabowane zabudowania (osoby ranne, które zostały w zabudowaniach były palone żywcem). Dnia tego zamordowano łącznie 108 osób (w tym 35 kobiet i 47 dzieci (poniżej 16 roku życia)), na szczęście części mieszkańców udało się przeżyć, bo nie byli oni we wsi, dobrze się ukryli lub ranni uciekli z płonących zabudowań. Zwłoki i prochy ofiar pochowano we wspólnej mogile, w miejscowości Łaskarzew, poniżej załączam link do artykułu z relacjami osób ocalałych z rzezi:

https://garwolin.org/archiwa/16694

Masakra Korościatynia i nie tylko
Plakat rekrutacyjny do SS Galizien w języku Niemieckim i Ukraińskim.
 Ostatnie wydarzenie to masakra miejscowości Korościatyn (obecnie Krynycia, obwód Tarnopolski, Ukraina). Przed wojną w roku 1939 we wsi była stacja kolejowa, szkoła i 156 gospodarstw (206 rodzin polskich, 4 ukraińskie i jedna żydowska), a liczba mieszkańców wynosiła ok. 900 osób.Gdy wybuchła wojna Sowieci przejęli wieś, potem w lipcu 1941 roku zajęli ją Niemcy, a następnie w lipcu 1944 r. znów Sowieci.

Zimą na przełomie 1943/1944 roku na skutek doniesień o nasilających się mordach na Polakach ze strony ludności ukraińskiej, w Korościatynie zorganizowano samoobronę pod dowództwem podchorążego Wojska Polskiego Stanisława Różańskiego, która co noc wystawiała warty. 28 lutego 1944 roku wieczorem  ok. godziny 18, gdy wartownicy dopiero rozchodzili się na posterunki do wsi z trzech stron (od strony dróg prowadzących do miejscowości Wyczółek, Zadarów ((wieś ukraińska)), Komarówka)nadciągnęły oddziały UPA wraz z ukraińską ludnością cywilną. Dostali się oni do wsi, bo znali rozkład wart, hasła wartowników i podali się za polskich partyzantów (rozkład wart i hasła miała im podać Ukrainka, która brała ślub w Korościatynie), krzycząc po polsku do wartowników. Korzystając z efektu zaskoczenia zajęli oni stację kolejową, gdzie przecięli druty telegraficzne, zniszczyli tory i zamordowali urzędników pracujących na stacji i podróżujących czekających na pociąg (łącznie 21 osób, w tym przypadkowo 1 Ukrainiec), następnie zaatakowano wieś i mordowano ludzi za pomocą siekier,noży, broni palnej czy narzędzi rolniczych. Niektóre z ofiar były torturowane i np. wycinano im języki, wydłubywano oczy, przypalano ogniem czy obcinano kobietom piersi. Według świadków Ukraińcy podzielili się na 3 grupy: pierwsza zajmowała się mordowaniem, druga grabieżą dobytku, a trzecia podpalaniem zabudowań (w podpalaniu miały uczestniczyć nawet dzieci w przedziale wiekowym 12-14 lat). Samym atakiem miał kierować greckokatolicki duchowny wraz z córką, znany z nazwiska jako Pałabicki. Dzięki samoobronie udało się uratować część mieszkańców, a sam atak, który trwał do godzin porannych miała przerwać odsiecz polskiej partyzantki ze wsi Puźniki. Podczas ataku na stację kolejową i wieś zostało zamordowane łącznie 156 osób (w tym  kilkanaście dzieci od 4 do 12 roku życia, zidentyfikować udało się tylko 78 ofiar), a zabudowania wsi podpalono (ostał się jedynie kościół i plebania). Pomordowanych pochowano w zbiorowej mogile na lokalnym cmentarzu.

Masakra Korościatynia i nie tylko
Tablica ku pamięci ofiar z Korościatynia, znajduja się w Radwanowicach.
Masakra Korościatynia i nie tylko
Zdjęcie tego jak mogły wyglądać wioski po pogromach. Tutaj przykład ze wsi Lipniki.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
10
Witam ekspertów. 

Szukam pewnego serialu, który kiedyś widziałem i teraz chciałem sobie przypomnieć. Parę info o serialu:

-Był o oddziale lotniczym.
-Czas: II WŚ
-Miejsce: włoskie niebo.

-Każdy żołnierz miał wykonać określoną ilość przelotów (chyba 15) jak to zrobił, to "wypełnił służbę" i mógł wracać do USA.

Przełożeni jednak gdy żołnierze zbliżali się do 15 udanych misji lotniczych zwiększali, ilość wymaganych lotów do 25. Jak ktoś się zbliżał do tej liczby, to znowu zwiększali.

-Jeden z żołnierzy, który ledwo uchodził z życiem podczas każdego lotu, po kolejnym zwiększonym zakresie lotów odbiło i zaczął chodzić po bazie nago i tak też brał udział w przelotach.

Mimo wszystko nie uznali go za szalonego i nie odesłali do domu. 

Wie ktoś może jaka była nazwa tego serialu? Kojarzy ktoś? 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
37
Dziś drogie dzidki, chciałbym przybliżyć wam sprawę obrzydliwej moralnie zbrodni niemieckiej, a będzie to krótki tekst o T4 czyli ,, likwidacji życia niewartego życia"
Pozwolicie że zacznę od początku, czyli dlaczego mordowano pacjentów szpitali psychiatrycznych.
O ,, likwidacji życia niewartego życia" czyli o T4 v.2
Po tym jak naziści zdobyli władzę w Niemczech rozpoczęto przymusową sterylizację osób upośledzonych umysłowo i fizycznie, 14 lipca 1933 roku wprowadzono ustawę o zapobieganiu narodzin potomstwa obciążonego chorobą psychiczną, dzięki tej ustawie powoływani sądy zdrowia dziedzicznego, które decydowały o sterylizacji osób dotkniętych (cytując) „wrodzonym imbecylizmem, schizofrenią, chorobą maniakalno-depresyjną, dziedziczną padaczką, dziedziczną chorobą św. Wita (pląsawicą Huntingtona), dziedziczną ślepotą, dziedziczną głuchotą, ciężką dziedziczną deformacją fizyczną", ustawodawca również dodał ,,każdy cierpiący na ciężki alkoholizm może zostać pozbawiony płodności”, z ogromnym zapałem stosowano sterylizację aż do roku 1945, szacuję się że ok. 400 tysięcy Niemców zostało okaleczonych z czego większość jeszcze przed wojną. Dwa lata później (1935 rok) wymyślono koncepcję masowej eutanazji, Hitler zapewniał Gerharda Wagnera (naczelny lekarz Rzeszy), że program eutanazji zostanie wprowadzony gdy wybuchnie wojna. Już w 1938 roku zaczęto przekonywać Niemców o słuszności ,,likwidacji życia niewartego życia", za sprawą propaganda Goebbelsa zaczęto mówić, że zwykli obywatele ponoszą wielkie koszta utrzymania osób upośledzonych, nawet wywieszeno plakaty w których informowano, że utrzymanie takiej osoby kosztuje niemieckiego podatnika 60 tysięcy marek i w społeczeństwie Rzeszy zaczęła rosnąć akceptacja dla eutanazji i ograniczenia populacji ludzi chorych i upośledzonych, to właśnie wtedy narodził się termin ,,higieny rasowej", bo eksterminacja chorych miała nie tylko wymiar ekonomiczny (odciążenie personelu medycznego w czasie wojny, zaoszczędzenie żywności, leki i miejsca w szpitalach) ale też ideologiczny, bo należało zabić ludzi niosących ,,ciężar" możliwej choroby, dzięki czemu możliwe było zachowanie ,,czystości rasowej". Akwarelista chyba nie mógł się doczekać eutanazji, bo przed atakiem na Polske dano zielone światło dla ,,uwalniania chorych dzieci od cierpienia", a pretekstem był list wysłany do Führera w pierwszej połowie 1939 r. w którym niejaki Kretschmar z Lipska prosił o zgodę na zabicie swojego syna, który urodził się ślepy, ze zdeformowaną ręką i bez nogi, Hitler w swojej "dobroduszności" okazał łaskę i półroczny Herbert Gerhard Kretschmar zginął w lipskiej 18 klinice pediatrycznej. Dzięki tej sprawie możliwe było narzucenie Niemieckim lekarzom obowiązkowej rejestracji dzieci nieuleczalnie chorych, kierowanych do dziecięcych oddziałów specjalistycznych (specjalistycznych czytaj śmierci), do 1945 roku powstało 37 takich oddziałów, a zginęło w nich ok. 10 tysięcy dzieci.
O ,, likwidacji życia niewartego życia" czyli o T4 v.2
Wreszcie latem 1939 roku Theo Morell, (osobisty lekarz Hitlera) przygotował dla swojego Führera  memoriał pt. „Likwidacja istot niewartych życia". Natomiast kilka dni po rozpoczęciu wojny przez Niemcy,  20 lub 21 września w Sopocie w istniejącym do dziś Grand Hotelu odbyła się narada z udziałem Hitlera i elity niemieckiego środowiska medycznego Sopocie odbyła się narada z udziałem Hitlera oraz elity niemieckiego środowiska medycznego. Wśród zebranych znaleźli się osobisty lekarz przywódcy III Rzeszy SS-Sturmbannführer dr Karl Brandt (przyboczny lekarz Hitlera, który podsunął mu pomysł akcji likwidacji chorych umysłowo) naczelny lekarz Rzeszy (Reichsärzteführer) dr Leonardo Conti, szef kancelarii Rzeszy SS-Obergruppenführer Philipp Bouhler oraz jego zastępca Viktor Brack. Na rozkaz wodza Rzeszy Bouhler otrzymał pełnomocnictwo:
„Reichsleiter Bouhler i dr med. Brandt są z mojego polecenia odpowiedzialni za rozszerzenie kompetencji lekarzy, którzy zostaną wymienieni z nazwiska, tak żeby osobom według wszelkiego prawdopodobieństwa nieuleczalnie chorym wobec zupełnie krytycznej oceny stanu ich zdrowia można było zapewnić łaskawą śmierć. podpis /‑/ A. Hitler”. W skrócie ustalono że należy zlikwidować chorych na schizofrenię, pacjentoó szpitali psychiatrycznych, przebywających w zakładach opiekuńczych ponad pięć lat oraz osoby z wrodzonymi zaburzeniami rozwojowymi.
O ,, likwidacji życia niewartego życia" czyli o T4 v.2
Theo Morell 
Akcja T4 (nazwa ,,T4" wywodzi się od adresu biura znajdującego się przy Tiergartenstrasse 4 w Berlinie, gdzie mieściła się Państwowa Wspólnota Pracy Rzeszy na rzecz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, czyli instytucja pełniąca rolę sztabu akcji.) rozpoczęła się juz w wrześniu 1939 w Polsce, gdzie nie obawiano się opinii publicznej w związku z czym nadzorem akcji zajmowało się SS i Gestapo. Przez to ofiary często rozstrzeliwano w zbiorowych egzekucjach, również w Polsce dochodziło do mordów pensjonariuszy niemieckich szpitali np. w lasach paśnickich zabijano pacjentów z prowincji Pommern (Pomorze Zachodnie).  Za pierwszy zlikwidowany szpital można uznać placówkę w Świeciu, gdzie już po 15 września rozstrzeliwano ludzi chorych i polskich więźniów politycznych, a w październiku po przejęciu szpitala przez administrację niemiecką zaczęto codziennie wywozić pacjentów na egzekucję. Wśród ofiar zagłady w Świeciu znalazło się 120 dzieci, a szacunkowa liczba ofoar wynosi 1350 osób.
Ale żeby nie było tak kolorowo, to zarówno Polska jak i Niemcy stanowili swoisty poligon doświadczalny do mordu na skale przemysłową, bo na terenie Polski (nie tylko rozstrzeliwano) jak i Niemiec sprawdzano metody masowych mordów (trujące zastrzyk, przedawkowania różnych leków, gazy, głodzenie itp...), które później wykorzystano w obozach z tą różnicą, że w Polsce grzebano ludzi w masowych mogiłac, gdzie pewnie dużo z nich nie zostało odnalezionch do dziś, a w Niemczech zwłoki elegancko palono. Na początku zabijano za pomocą śmiertelnych dawek barbituranów (leki nasenne, znieczulające, przeciwpadaczkowe) i morfiny, gdy uznano to za mało efektowne zaczęto szukać innych metod i tak dochodzimy do gazów np. w połowie listopada 1939 roku w bunkrze 17 Fortu VII w Poznaniu utworzono pierwszą stacjonarną komorę gazową i uśmiercano za pomocą tlenku węgla, a ofiarami byli pacjenci zakładu w Owińskach, który był pod Poznaniem. Wymyślono też mobilne komory gazowe na podwoziach samochodów ciężarowych, użyto ich np. podczas likwidacji szpitala we wsi Dziekanka (dziś jedna z dzielnic Gniezna), eksterminacja rozpoczęła się  7 grudnia 1939 r., a pierwszy etap trwał do 12 stycznia 1940 roku. Na początku chorym wstrzykiwano silne środki uspokajające, a potem ładowano ich do furgonetek, które były mobilnymi komorami gazowymi, eliminację chorych z Dziekanki realizowano aż do wiosny 1944 roku i szacuje się że w przeciągu trwania wojny zgładzono ok. 3.5 tysiąca pacjentów Dziekanki. Natomiast 12 stycznia 1940 roku Niemcy wymordowali ok. 400 pacjentów (w tym 18 dzieci) szpitala psychiatrycznego w Chełmie. Na początku kazano pielęgniarzom wyprowadzać ich po 10 osób i zabijano serią z karabinów maszynowych, ale po pewnym czasie gdy pacjenci przestali być potulni i zaczęli panikować, opierać się i uciekać, to Niemcy wpadli do szpitala i zaczęli bestialsko mordować, niektórych wyrzucali przez okna i dobijali dopiero na zewnątrz kulą karabinową. Pacjenci z Chełma zakończyli swoją podróż przez życie w zbiorowej mogile, przysypani wapnem i śniegiem.
O ,, likwidacji życia niewartego życia" czyli o T4 v.2
W Niemczech E-Aktion (T4 była nazywana eutanazją osób upośledzonych, stąd skrót E-Aktion) wyglądała trochę inaczej. Ze względu na opinię publiczną akcja była przeprowadzana po cichu, na pół oficjalnie.

Do nikogo nie strzelano, zabijano po cichu trującymi zastrzykami, środkami nasennymi lub głodzono na śmierć, a zwłoki palono w piecach krematoryjnych. Rodziny mordowanych były informowane o śmierci z przyczyn naturalnych, o faktycznym celu akcji wiedzieli nieliczni ponieważ obawiano się buntów, czyli na dobrą sprawę wiedział ttlko personel medyczny tj.  lekarze, pielęgniarki itd..., spośród nich sprzeciw wyrażali tylko niektórzy, głównie katolicy.
Nawet jeden z katolicki biskup Moguncji, Clemens von Galen wyraził swój sprzeciw wobec takiego postępowania, podczas jednego z kazań w 1941 roku mówił: ,,Mamy do czynienia z ludzkimi istotami, naszymi bliźnimi, naszymi braćmi i siostrami. Z biednymi chorymi ludźmi, jeśli chcecie: ludźmi nieproduktywnymi. Ale czy utracili oni prawo do życia?”. Według Edmunda Brandta, statystyka zatrudnionego w ministerstwie rolnictwa III Rzeszy, od stycznia 1940 r. do sierpnia 1941 r. zagazowano 70 tysięcy chorych, a główną diagnozą była schizofrenia. W sierpniu 1941 roku akcja musiała zostać zawieszona e względu na rodziny zabitych, które coraz częściej domagały się wyjaśnienia, a rodziny żyjących wypisek. Również mieszkańcy wsi w pobliżu ośrodków eksterminacji zaczęli gadać o czarnym, gryzącym dymie, który unosi się przez całe dnie i o szarych autobusach, które wjeżdżają pełne, a wyjeżdżają puste. Dlatego 24 sierpnia 1941 roku Hitler postanowił dać na wstrzymanie z eutanazją. I tak oficjalnie zakończono program T4, a przynajmniej zakończono w Niemczech, bo na terenach polskich likwidację osób niepełnosprawnych umysłowo kontynuowano aż do końca wojny.
O ,, likwidacji życia niewartego życia" czyli o T4 v.2
Przykładowa mobilna komora gazowa.
Generalnie to liczba ludzi chorych psychicznie i fizycznie, którzy zginęli w akcji T4 jest trudna do oceny. Według szacunków z 2000 roku w Niemczech i Austrii zginęło ok. 200 tysięcy. Liczbę ofiar na terenach okupowanych szacuje się na ok. 80 tysięcy w tym 20 tysięcy na ziemi Polski.



Na koniec prosiłbym o powstrzymanie się od głupich komentarzy typu ,, Należało im się" czy ,,To tylko jenda z ich zalet", aby okazać szacunek ofiarom.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10622191429138