Wczoraj podczas jazy autem dostałem telefon, w którym poinformowany zostałem przez pracownika Banku Millennium, iż na moje dane był wnioskowany kredyt i chcą się upewnić, czy to rzeczywiście ja ów kredyt wnioskowałem. Z racji tego, że słyszałem co drugie słowo dzięki doskonałemu zasięgowi telefonii Orange i skupieniu na drodze, nie zrozumiałem całości, ale słowa kluczowe malowały niepokojący obraz.
Osoba z banku przedstawiła się imieniem, nazwiskiem oraz numerem identyfikacyjnym pracownika i poinformowała mnie, że prawdopodobnie ktoś wziął pożyczkę przy pomocy mojego profilu zaufanego i jeżeli nie zaneguje tego w tej chwili, to będzie już za późno. Po tym zaczęła się śpiewka o całej procedurze zgłoszenia na policję, na jakich ustawach to przebiega, skąd moje dane mogły wypłynąć i tym podobny biurokratyczny bełkot.
Pod presją czasu i z niepełnym zrozumieniem tego, co chłop gada, trochę spanikowałem, ponieważ przez myśl przechodziły ostatnie informacje od google o moich przejętych hasłach, o podawanych PESELACH użytych podczas rejestracji do specjalisty itp.
Kiedy w końcu zatrzymałem się i uzyskałem dobry zasięg, dzięki któremu mogłem wyraźnie słyszeć rozmowę telefoniczną, natychmiast uruchomił się u mnie czerwony alarm atomowy jak usłyszałem bardzo lekki ukraiński akcent. Podtrzymałem gościa trochę na linii, udając słabe połączenie i z ciekawości wygooglowałem sobie jego imię i nazwisko. I na pierwszej pozycji była lista PDF z pracownikami Banku Millennium i ich identyfikatorami, gdzie rzeczywiście taka osoba się znajdowała, co wynika z tego, że każdy ma w to wgląd i można tej listy użyć do podszywania się za rzetelnego pracownika. Gorzej dla scammera było to, że na drugiej pozycji był profil Linkedin osoby, pod którą się podszywał, w którym wynikało, że to czysty Polak z niepolsko brzmiącym nazwiskiem.
Jak chłop zaczął pytać się, z jakiego banku korzystam na co dzień i żebym sprawdził, czy nie było żadnych podejrzanych aktywności, w tym momencie przeszło przez moją głowę setki filmików z Hindusami spamującymi ludzi, co mnie otrzeźwiło i utwierdziło w pewności, że prawie stałem się ofiarą scamu. Co prawda pewnie i tak bym się domyślił, kiedy jegomość by chciał przelania pieniędzy z mojego konta, ale gdybym był tolerancyjny i nie posiadał podejrzliwości do banderowców, czy innej hołoty, to po stracie pieniędzy bym taką podejrzliwość nabył, ale za jaką cenę. Może to zabrzmi dziwnie, ale w jakiś sposób rasizm uratował mnie przed tragedią.
Piszę o tej sytuacji, która mi się przytrafiła nie po to, żeby się pochwalić, czy pożalić, ponieważ nie jest to nic nadzwyczajnego, ale po to, żeby przypomnieć, że takie sytuacje mają miejsca (a jak mnie poinformowała pracownica mojego banku, to codziennie mają parędziesiąt telefonów o próbie oszustwa w ten sposób) i żeby zawsze być czujnym, ponieważ myśl o utracie swoich ciężko zarobionych pieniędzy, czy problemach z nie swoimi kredytami, o których nieraz było głośno w mediach, mogą osłabić czujność i doprowadzić do tragedii.