26
Elo dzidki.

Mam w rodzinie starszą osobę, która niedawno wyszła ze szpitala. Myślę o zakupie dla niej opaski życia. Coś takiego, że nosi się na ręcę, a w przypadku utraty przytomności albo innego stanu zagrożenia życia automatycznie wzywa pogotowie do lokalizacji, gdzie znajduje się ta osoba. Tak to przynajmniej reklamują. Miał ktoś z tym do czynienia? To naprawdę tak działa jak reklamują? Ma to sens?

Z góry dzięki.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
Cześć dzidki, właśnie oglądałem sadola i wypadki na wesołych miasteczkach. Mam historię z własnego życia, gdzie mogło zginąć dwie osoby. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zidentyfikuje po tej historii. Pamiętacie może te rumuńskie wesołe miasteczka które jeździły po Polsce i rozstawiali się na tydzień w różnych miejscach? Otóż mniej więcej 15-20 lat temu, kuzyn ze swoją żoną i 4-letnim synem zabrali mnie na ów atrakcje. Jego żona wsiadła na taką dużą karuzelę, gdzie na każdy "kosz" mogło wsiąść dwie osoby, kosze kręciły się na wysokości około 5 metrów od ziemi przechylając się do 90 stopni w jedną i drugą stronę. Wsiadła do kosza z 4-letnim synkiem, cyganie zapięli już ludzi metalowym mechanizmem a ona w ostatniej chwili spanikowała i chciała, żebym zajął jej miejsce (obok jej synka). No więc samodzielnie wypięła się z mechanizmu, urywając tym samym element odpowiadający za zabezpieczenie. Ja wsiadam obok jej synka i próbuje to zatrzasnąć... W tym momencie karuzela rusza, mimo moich krzyków, że się nie zapięliśmy. O kurwa, na początku myślałem, że szybko przeleci dwa kółka i jakoś się utrzymam. Jednak w miarę rozpędzania karuzeli czułem, że to nie będzie takie proste. Jej syna wziąłem pod pachę i trzymając dłońmi za uchwyty przy każdym przechyleniu zsuwaliśmy się z siedziska. Po 4 minutach walki o życie, myślałem, że ręce mi odpadną a dłonie miałem całe pozdzierane i czerwone. Ogólnie, to nigdy im sie nie przyznałem co tam zaszło, ale blisko było... Jak ja nienawidzę tych jebanych lunaparków.
Dwa dni zakwasów na przedramionach i bicepsach, ale przynajmniej dzieciak żyje a ja nie siedziałem za nieumyślne spowodowanie śmierci. Uważajcie na siebie dzidki.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
168
Internet właśnie stracił Chucka Norrisa - jeden ze swoich największych symboli. Gościa, z którego przez lata robiono mema, ale jednocześnie półboga. Dlatego dziś bez żartów w stylu „Chuck Norris nie robi pompek, tylko odpycha Ziemię”, bo te powinny zostać w 2012 roku. 

Jak się człowiek chwilę zatrzyma i spojrzy na życiorys Chucka Norrisa, to wychodzi, że to nie jest materiał na mema, tylko na całkiem konkretną historię o gościu, który wyszedł z bagna i zrobił coś ze sobą.
Ciekawostki z życia Chucka Norrisa.
Dzieciństwo: bieda, alkohol i zero dobranocek
Zanim był legendą kina kopanego, Norris był dzieciakiem z Oklahomy, który miał pod górkę od startu. Ojciec alkoholik, przemoc w domu, ciągłe przeprowadzki i bieda taka, że zabawek brak - klasyczny pakiet „amerykański sen, tylko w wersji demo bez dodatków”.

Do tego dochodzi trauma wojenna: ojciec wraca z frontu po II wojnie światowej i zamiast happy endu mamy typa, który nie radzi sobie z rzeczywistością. Finalnie znika z życia rodziny. Matka próbuje ogarniać temat, ale łatwo nie jest.

W skrócie: zero stabilizacji, zero komfortu, zero taryfy ulgowej.

Wojsko i Korea: zaczyna się prawdziwe napierdalanie
W 1958 Norris robi coś, co wielu chłopaków w tamtych czasach: idzie do wojska. Trafia do Korei i tam poznaje sztuki walki. I to nie jakieś „rekreacyjne karate dla dzieciaków w sobotę”, tylko hardcore:
- treningi po kilka, a może nawet kilkanaście godzin dziennie
- 6 dni w tygodniu
- do tego w niedzielę dorzuca judo, bo czemu nie

Efekt? Czarny pas w Tang Soo Do i solidne podstawy, które zrobiły z niego maszynę.

To właśnie tam rodzi się Norris, którego później znamy - nie z dowcipów, tylko z dyscypliny i zapierdolu. Mistrz świata, który dalej ledwo wiązał koniec z końcem.
Ciekawostki z życia Chucka Norrisa.
Po powrocie do USA Norris zaczyna działać: otwiera szkołę sztuk walki, startuje w zawodach, robi pokazy.

I co? I zostaje mistrzem świata karate. I to nie raz – tylko kilka razy z rzędu, kończąc karierę jako niepokonany.

Brzmi jak bajka? No to nie do końca. Bo kasa dalej się nie zgadza. Sukces sportowy ≠ sukces finansowy. Gość dalej musi się szarpać, żeby przeżyć.

Bruce Lee i wejście do wielkiej gry
Punkt zwrotny: spotkanie z Brucem Lee.

Panowie się zaprzyjaźniają, trenują razem i co ważne uczą się od siebie. To nie była relacja mistrz-uczeń, tylko dwóch gości na poziomie, którzy wymieniali doświadczenia.

Jednym z pierwszych efektów była rola w kultowym "Droga smoka" i legendarna walka w Koloseum. Scena, która do dziś robi robotę. To otworzyło Norrisowi drzwi do kina. Ale nie, nie było tak, że od razu został gwiazdą.
Ciekawostki z życia Chucka Norrisa.
Kariera filmowa: sukces? Tak, ale po latach kopania się z losem.

Pierwsze filmy? Meh.
Nikt ich nie oglądał.
Dystrybucja leżała.
Hollywood miało go gdzieś.

Dopiero lata 80. przynoszą przełom: "Samotny wilk McQuade",  "Zaginiony w akcji", "Delta Force" I nagle – BAM – Norris staje się symbolem kina akcji.

Nie dlatego, że był świetnym aktorem (bo nie był), tylko dlatego, że był autentyczny. Gość naprawdę umiał się bić, a nie tylko udawał.
Ciekawostki z życia Chucka Norrisa.
„Strażnik Teksasu” – moment, w którym zna go już każdy

To tutaj Norris:
- zdobywa masową popularność
- kontroluje produkcję
- promuje swoje wartości (tak, te chrześcijańskie)

I co najważniejsze – w końcu ma stabilność. Coś, czego nie miał jako dziecko.
Ciekawostki z życia Chucka Norrisa.
Powrót dla fanów i szybki koniec
W 2012 wraca na chwilę w Niezniszczalni 2 i robi fanom prezent życia. Był jeszcze w planie  „Zaginiony w akcji 4”. I co? I nic. Film nigdy nie powstał.

W 2013 choroba żony zatrzymuje wszystko. Norris mówi: koniec kariery, rodzina jest ważniejsza.

I tyle. Bez dramy, bez powrotów co dwa lata „bo kasa się kończy”.
Decyzja i kropka.

Co się z nim stało?
Żył spokojnie: zajmował się rodziną, działał charytatywnie, czasem pojawił się publicznie, dalej trenował (!) mimo 80+ na karku!

Czyli robił dokładnie to, czego wcześniej nie miał - żył normalnie.

Można się więc dalej śmiać z memów o Chucku, ale prawda jest taka:
- zaczynał od zera
- przeszedł przez przemoc i biedę
- wypracował wszystko sam
- nigdy nie był „łatwą gwiazdą”

I może dlatego ludzie dalej mają do niego szacunek.
Bo to nie jest historia o gościu, który miał talent i szczęście.
To historia o gościu, który miał przejebane i mimo to dowiózł.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.074651002883911