5
Cześć dzidki, właśnie oglądałem sadola i wypadki na wesołych miasteczkach. Mam historię z własnego życia, gdzie mogło zginąć dwie osoby. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zidentyfikuje po tej historii. Pamiętacie może te rumuńskie wesołe miasteczka które jeździły po Polsce i rozstawiali się na tydzień w różnych miejscach? Otóż mniej więcej 15-20 lat temu, kuzyn ze swoją żoną i 4-letnim synem zabrali mnie na ów atrakcje. Jego żona wsiadła na taką dużą karuzelę, gdzie na każdy "kosz" mogło wsiąść dwie osoby, kosze kręciły się na wysokości około 5 metrów od ziemi przechylając się do 90 stopni w jedną i drugą stronę. Wsiadła do kosza z 4-letnim synkiem, cyganie zapięli już ludzi metalowym mechanizmem a ona w ostatniej chwili spanikowała i chciała, żebym zajął jej miejsce (obok jej synka). No więc samodzielnie wypięła się z mechanizmu, urywając tym samym element odpowiadający za zabezpieczenie. Ja wsiadam obok jej synka i próbuje to zatrzasnąć... W tym momencie karuzela rusza, mimo moich krzyków, że się nie zapięliśmy. O kurwa, na początku myślałem, że szybko przeleci dwa kółka i jakoś się utrzymam. Jednak w miarę rozpędzania karuzeli czułem, że to nie będzie takie proste. Jej syna wziąłem pod pachę i trzymając dłońmi za uchwyty przy każdym przechyleniu zsuwaliśmy się z siedziska. Po 4 minutach walki o życie, myślałem, że ręce mi odpadną a dłonie miałem całe pozdzierane i czerwone. Ogólnie, to nigdy im sie nie przyznałem co tam zaszło, ale blisko było... Jak ja nienawidzę tych jebanych lunaparków.
Dwa dni zakwasów na przedramionach i bicepsach, ale przynajmniej dzieciak żyje a ja nie siedziałem za nieumyślne spowodowanie śmierci. Uważajcie na siebie dzidki.
0.061049938201904