Panowie szybkie pytanko: jak wiadomo jakiś czas temu wybuchła wielka chryja w internetach bo państwo po cichu zmieniło przepisy i wprowadzili zasadę, że KAŻDY z kategorią A, nawet cywil, MUSI raz na jakiś czas iść na szkolenie wojskowe (zakończone przysięgą, więc wiadomo - jakby była wojna i dezercja to czapa). Każdy się wkurwiał, że co to zamach na wolność, że on nie chce, ani na 2 tygodnie ani na dzień ani nawet na godzinę i tym bardziej nie będzie żadnej przysięgi składać, że się wykpi, że są paragrafy, są opcje. A potem... Nagle wszystko ucichło. Czy coś się dzieje jeszcze w tym temacie czy wojsko nie ma kasy nawet na zawodowych i terytorialsów a tym bardziej na cywili? Ktoś z Was był, 2026, 2025?
Pytam bo dzisiaj sobie jechałem rowerkiem, zatrzymała mnie polizei ale zamiast typowej kontroli trzeźwości pan perspirant zaproponował mi zapisanie się jakiejś akcji, że w razie jakby była wojna to NIE pójdę do woja do maszynki do mięsa tylko do "policji w czasie wojny". Nie wiem na jakiej to zasadzie ma działać, w poniedziałek mam mieć rozmowę na komendzię JAK SIĘ ZDECYDUJE i tak się zastanawiam... Czy to nie jest pewien life hack? Bo mam GWARANCJĘ, że w razie wojny pójdę do policji a więc głęboko za linią frontu, na "szkolenie wojskowe" teraz i tak prędzej czy później mnie wezmą (mam 40 lat a dopiero po 55 chyba przestają wzywać) więc i tak i tak "2 tygodnie wyjęte z życiorysu" mnie nie ominie a tu nie będe na koszarach miał szkolenia tylko na komendzie, 8 godzin i nocka w domu. No i najważniejsze - zero przysięgi wojskowej więc jakby była wojna (odpukać) i bym się zdecydował na "manewr Kosiniaka i Kamysza" - to nie grozi mi czapa za uchylanie się od służby WOJSKOWEJ bo uchylałem się od służby POLICYJNEJ a to już inna bajka... Czy ktoś się zapisał na coś takiego? Może znacie kogoś kto był na takim szkoleniu policyjnym? Zapraszam do wypowiedzi