Pytanie
2 m
90
Panowie szybkie pytanko: jak wiadomo jakiś czas temu wybuchła wielka chryja w internetach bo państwo po cichu zmieniło przepisy i wprowadzili zasadę, że KAŻDY z kategorią A, nawet cywil, MUSI raz na jakiś czas iść na szkolenie wojskowe (zakończone przysięgą, więc wiadomo - jakby była wojna i dezercja to czapa). Każdy się wkurwiał, że co to zamach na wolność, że on nie chce, ani na 2 tygodnie ani na dzień ani nawet na godzinę i tym bardziej nie będzie żadnej przysięgi składać, że się wykpi, że są paragrafy, są opcje. A potem... Nagle wszystko ucichło. Czy coś się dzieje jeszcze w tym temacie czy wojsko nie ma kasy nawet na zawodowych i terytorialsów a tym bardziej na cywili? Ktoś z Was był, 2026, 2025?
Pytam bo dzisiaj sobie jechałem rowerkiem, zatrzymała mnie polizei ale zamiast typowej kontroli trzeźwości pan perspirant zaproponował mi zapisanie się jakiejś akcji, że w razie jakby była wojna to NIE pójdę do woja do maszynki do mięsa tylko do "policji w czasie wojny". Nie wiem na jakiej to zasadzie ma działać, w poniedziałek mam mieć rozmowę na komendzię JAK SIĘ ZDECYDUJE i tak się zastanawiam... Czy to nie jest pewien life hack? Bo mam GWARANCJĘ, że w razie wojny pójdę do policji a więc głęboko za linią frontu, na "szkolenie wojskowe" teraz i tak prędzej czy później mnie wezmą (mam 40 lat a dopiero po 55 chyba przestają wzywać) więc i tak i tak "2 tygodnie wyjęte z życiorysu" mnie nie ominie a tu nie będe na koszarach miał szkolenia tylko na komendzie, 8 godzin i nocka w domu. No i najważniejsze - zero przysięgi wojskowej więc jakby była wojna (odpukać) i bym się zdecydował na "manewr Kosiniaka i Kamysza" - to nie grozi mi czapa za uchylanie się od służby WOJSKOWEJ bo uchylałem się od służby POLICYJNEJ a to już inna bajka... Czy ktoś się zapisał na coś takiego? Może znacie kogoś kto był na takim szkoleniu policyjnym? Zapraszam do wypowiedzi
Pytam bo dzisiaj sobie jechałem rowerkiem, zatrzymała mnie polizei ale zamiast typowej kontroli trzeźwości pan perspirant zaproponował mi zapisanie się jakiejś akcji, że w razie jakby była wojna to NIE pójdę do woja do maszynki do mięsa tylko do "policji w czasie wojny". Nie wiem na jakiej to zasadzie ma działać, w poniedziałek mam mieć rozmowę na komendzię JAK SIĘ ZDECYDUJE i tak się zastanawiam... Czy to nie jest pewien life hack? Bo mam GWARANCJĘ, że w razie wojny pójdę do policji a więc głęboko za linią frontu, na "szkolenie wojskowe" teraz i tak prędzej czy później mnie wezmą (mam 40 lat a dopiero po 55 chyba przestają wzywać) więc i tak i tak "2 tygodnie wyjęte z życiorysu" mnie nie ominie a tu nie będe na koszarach miał szkolenia tylko na komendzie, 8 godzin i nocka w domu. No i najważniejsze - zero przysięgi wojskowej więc jakby była wojna (odpukać) i bym się zdecydował na "manewr Kosiniaka i Kamysza" - to nie grozi mi czapa za uchylanie się od służby WOJSKOWEJ bo uchylałem się od służby POLICYJNEJ a to już inna bajka... Czy ktoś się zapisał na coś takiego? Może znacie kogoś kto był na takim szkoleniu policyjnym? Zapraszam do wypowiedzi