20
Wsiadam człowieku do pociągu, żeby uczciwie zrobić swoją robotę, a tu po wyjeździe z Warszawy Zachodniej odpala mi się kurwa tryb przetrwania. Bo najwyraźniej w ramach obowiązków kierownika pociągu mam nie tylko pilnować dokumentacji, organizować pracę drużyny i dbać o bezpieczeństwo podróżnych, ale i przetrwać do stacji końcowej, z elementami MMA, karaoke i referendum na żywo.

Warszawa Zachodnia zostaje za plecami. Pociąg jedzie, służba się kręci, aż tu dostaję informację od konduktora, że pasażerka urządza awanturę wobec pracownicy WARS. No dobra, trzeba iść wyjaśnić sytuację. W końcu jestem kierownikiem pociągu, a nie kierownikiem odwracania wzroku.

Idę z nastawieniem, że może da się sprawę załatwić rozmową. Naiwnie, wiem ale nie dostałem plakietki kierownika za ładne oczy.

Pani najwyraźniej nie przyjechała jednak na rozmowę. Ona przyjechała na casting do programu „Patologia Express"

Najpierw toaleta, potem wyjście, a zaraz po nim pakiet powitalny: wyzwiska, groźby pobicia i atmosfera jak pod remizą

Dzwonię po policję, bo najwyraźniej doszliśmy do etapu, na którym argumenty przestały być obsługiwane przez system operacyjny pasażerki. Tylko że zanim sytuacja zostaje opanowana, gwiazda wieczoru robi unik za wózkiem warsu i znika gdzieś w składzie.

No i pięknie. Zamiast kierować pociągiem i nadzorować przejazd, dostaję dodatkową funkcję: uczestnik kolejowej gry terenowej w poszukiwaniu patusa

Osiem wagonów. Jedna agresywna pasażerka. Jeden skład pełen ludzi, którzy chcieli po prostu dojechać do celu. I ja, który najwyraźniej nie wykupiłem odpowiedniego pakietu ubezpieczenia od cudzej głupoty.

Po przeczesaniu składu odnajdujemy ją w wagonie numer 5.

Myślę sobie: dobra, może teraz nastąpi chwila refleksji. Może człowiek się zorientował, że grożenie pracownikom kolei nie jest najlepszą metodą na spędzenie popołudnia.
HA, KURWA. DOBRY ŻART.

Nakazuje facetowi obok aby się przesiadł dla własnego bezpieczeństwa a ta nagle spierdala. 

Dalsza część programu przenosi się do wagonu numer 6. I tutaj nasza bohaterka pokazuje, że poprzednie akty były zaledwie zwiastunem, a właściwy film dopiero się zaczyna.

Najpierw atak napojem. Potem próby wyprowadzania ciosów. A na deser piwo wylane na moją służbową marynarkę.
Bo przecież jeśli już człowiek postanawia urządzić sobie prywatną galę MMA w pociągu, to nie może zapomnieć o cateringu.

WARS może się schować. Tutaj mamy pełną obsługę gastronomiczną, tylko że zamiast zamówienia jest atak, zamiast rachunku mokra marynarka, a zamiast napiwku cztery zalane siedzenia.

Ale to dopiero początek atrakcji, bo nasza pasażerka ma również ambicje artystyczne.

W pewnym momencie zaczyna się repertuar muzyczny. I nie, nie chodzi o spokojne nucenie pod nosem, żeby umilić sobie podróż. Pani regularnie odpala pioseneczkę: „Rudy, rudy lis, jaka piękna sztuka”.

W kółko.

Bo przecież nic tak nie poprawia atmosfery w wagonie jak koncert na żywo, podczas którego wykonawczyni jednocześnie obraża obsługę, grozi pracownikom i próbuje urządzić sobie osobistą scenę.

Spotify Premium? Niepotrzebne.

Wystarczy bilet kolejowy i odpowiednio wysoki poziom chaosu.

Zresztą muzyka to tylko jedna część programu. Drugą stanowią występy słowne. Co chwilę słyszę, że mam wypierdalać do Kierwińskiego, bo zaraz wypierdalam z pociągu w Sochaczewie.

Tak jest. Ja, kierownik pociągu, w trakcie wykonywania obowiązków służbowych dowiaduję się od pasażerki, że za chwilę zostanę przez nią usunięty ze składu.
Nie wiem, czy to nowa procedura PKP, czy właśnie byliśmy świadkami narodzin alternatywnego systemu zarządzania koleją. Pasażerka obejmuje dowodzenie, kierownik wysiada, rozkład jazdy dostosowuje się do nastroju, a w razie sprzeciwu można jeszcze dorzucić koncert o rudym lisie.

Pani z pełnym przekonaniem stwierdza, że wszyscy tego chcą. Że wszyscy chcą, abym wysiadł z pociągu.

No to skoro mamy już reprezentację społeczeństwa, mandat do wypowiadania się w imieniu wszystkich i gotowy wynik referendum, postanawiam sprawdzić, jak wygląda sytuacja w praktyce.

Mimowolnie rzucam pytanie do wagonu:

„Kto jest za tym, żeby kierownik wysiadł z pociągu w Sochaczewie?”

I wiecie co? Jeden facet podnosi rękę.

OHO. MAMY PIERWSZY GŁOS.
Ale zaraz ją opuszcza.

Najwyraźniej po krótkiej analizie sytuacji doszedł do wniosku, że owszem, można poprzeć postulat, ale niekoniecznie trzeba od razu zgłaszać się na ochotnika do drugiej kolejki.

Demokracja demokracją, ale instynkt samozachowawczy też ma swoje prawa.
W tym momencie nie pozostaje mi nic innego, jak przeprowadzić głosowanie uzupełniające. Skoro już bawimy się w demokrację, to zróbmy to porządnie. Bez sondaży na podstawie własnych urojeń, bez ogłaszania wyników przed policzeniem głosów i bez przypisywania całemu wagonowi opinii jednej osoby.

Zadaję więc drugie pytanie:

„A kto jest za tym, żeby to pani wysiadła z pociągu?”

I wtedy dzieje się magia.
Cały wagon jednomyślnie podnosi ręce.
JEDNOMYŚLNIE.

Nie było potrzeby zwoływania komisji wyborczej, liczenia głosów nieważnych, powoływania podkomisji ani wysyłania wyników do zatwierdzenia w Warszawie. Frekwencja dopisała, wynik był czytelny, a procedura przebiegła sprawniej niż niejedna inwestycja publiczna.

I LOVE DEMOCRACY.

Przez krótką chwilę wagon kolejowy staje się najsprawniej działającym parlamentem w historii kraju. Pasażerowie oddają głosy, wynik jest jasny, a społeczeństwo przemawia jednym głosem.

Tylko że nasza bohaterka najwyraźniej nie przewidziała, iż jej własne referendum może zakończyć się wynikiem niezgodnym z oczekiwaniami.

Bo kiedy ogłasza się, że wszyscy chcą czegoś, warto czasem sprawdzić, czy ci wszyscy rzeczywiście mają na ten temat takie samo zdanie.

Pani najwyraźniej nie uznaje jednak wyników demokratycznych procedur. Kiedy okazuje się, że wagon nie popiera jej wizji świata, przechodzi do kolejnego etapu kampanii wyborczej i oznajmia, że wszyscy mają wypierdalać.

No i proszę. Jeszcze przed chwilą reprezentowała cały wagon, a teraz postanawia wyrzucić z niego również cały elektorat.

Demokracja trwała krótko, ale była piękna.

Wniosek z tego taki, że można przegrać głosowanie, można nie zgadzać się z większością, ale można też uznać, że skoro wynik jest nie po naszej myśli, to najlepiej rozwiązać cały parlament.

Politycy powinni to sobie zapisać. Niektórzy dochodzą do tego dopiero po latach.

Tymczasem my nadal jesteśmy w pociągu, a nasza pasażerka najwyraźniej uważa, że stanowisko kierownika można odebrać krzykiem, a mandat do rządzenia wagonem uzyskuje się przez odpowiednio głośne wykrzykiwanie obelg.

Muszę odeprzeć kolejny atak tym razem torebką i odpycham agresorkę na siedzenia. Razem z konduktorem pilnujemy sytuacji do czasu przyjazdu na stację Sochaczew.

I teraz wyobraźcie sobie ten absurd. Jestem w pracy. Mam obowiązki służbowe, pasażerów na pokładzie, pociąg do obsługi, a zamiast spokojnie wykonywać swoją robotę, muszę pilnować, żeby jedna osoba nie urządziła kolejnego aktu swojego przedstawienia.

Pasażerowie kupili bilety na przejazd, nie wejściówki na galę „Patologia Express”. Nikt nie zamawiał pokazu agresji, degustacji piwa na marynarce ani interaktywnym kabarecie na żywo 

Ale proszę bardzo. Kolej oferuje coraz więcej.

W Sochaczewie czeka już policja. Funkcjonariusze wchodzą do pociągu, przejmują interwencję, obezwładniają kobietę i zakładają jej kajdanki.

Koniec wycieczki. Koniec przedstawienia. Koniec darmowego programu rozrywkowego dla całego wagonu.

Można wreszcie odetchnąć. Chociaż moja marynarka najwyraźniej potrzebuje teraz własnego biletu na przejazd do pralni.

A pociąg? Pociąg ma wydłużony postój. Bo przecież rozkład jazdy nie przewiduje rubryki: „Opóźnienie spowodowane koncertem o rudym lisie, nieudanym referendum i próbą przejęcia stanowiska kierownika pociągu”.

BILANS MOJEJ SŁUŻBY?

Cztery zalane siedzenia. Sufit i podłoga do sprzątania. Służbowa marynarka do prania. Interwencja policji. Wydłużony postój. Pasażerowie zafundowanym stresem, a ja zafundowanym doświadczeniem, którego nie znajdziecie w żadnym opisie stanowiska pracy.

W rubryce „inne obowiązki” można chyba dopisać: negocjacje z pato-terrorystą oraz komisarz wyborczy

PS aby nikt nie stwierdził, że znowu zmyślam podrzucam galerię po wycięciu twarzy i numerów służbowych 
Pamiętnik Kanara 2
Pamiętnik Kanara 2
Pamiętnik Kanara 2
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
15
W wyniku zderzenia z ciężarówką lokomotywa prowadząca skład IC 2820 „Koziołek” z Lublina do Szczecina (mowa tu o EP09-046) została obrócona o 180 stopni względem kierunku jazdy. W wyniku odniesionych uszkodzeń lokomotywa zostanie zezłomowana na miejscu wypadku. Taki sam los czeka dwa wagony tego pociągu, które znajdowały się tuż za lokomotywą.


Swoją drogą, pomyślcie, jakie to musiało być pierdolnięcie, że ważąca 83,5 tony lokomotywa zrobiła backflipa.
Nowiutka trzydziestoletnia lokomotywa do kasacji
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.073646068572998