44
Luty 2026.

Siedzę sobie w robocie, apka do kontroli biletów oczywiście wyjebana przez awarię, więc zgodnie z odwieczną tradycją PKP mam wyjebane na bilety i piję kawkę. Nagle z końca wagonu...

HAU! HAU! HAU!

Ale nie takie normalne hau. To było napierdalanie godne syren alarmowych z Czarnobyla. Pies ujadał tak, że nawet babcia z aparatem słuchowym powiedziała „ja pierdolę”.

Myślę sobie: dobra, idę zobaczyć, bo jeszcze zaraz ktoś zgłosi, że wilk jedzie Intercity.

Patrzę.

Mały szczur z software'em rottweilera. Bez smyczy. Bez kagańca. Warczy na wszystko, co oddycha. Pańcia siedzi w telefonie i ma wyjebane jakby właśnie ratowała świat na TikToku.

Mówię spokojnie:

– Proszę założyć psu smycz i kaganiec.

– Już za moment.

No to elegancko. Idę dalej. Nie będę przecież stał nad ludźmi jak komornik.

Wracam po kilku minutach.

Telefon dalej ważniejszy od psa.

Mówię drugi raz:

– Pani zapomniała.

Nagle język polski zniknął szybciej niż premia kwartalna.

– Szo! Szo!

No i mnie lekko podkurwiła.

Przechodzę więc płynnie na rosyjski:

– Jak nie będzie kagańca, to nie będzie dalszej jazdy.

I wtedy nastąpiła transformacja.

Baba zerwała się jakby jej ktoś internet odłączył. Machanie rękami. Angielski. Wschodni. Esperanto. Wszystko naraz.

Obok wstaje jej alfons, sutener czy inny partner życiowy. Rozpina koszulę, tatuaże na pół wagonu, mina jakby zaraz miał zdobywać Stalingrad.

Ja tylko:

– One minute please.

Idę po tablet z regulaminem.

Baba robi zdjęcie i wrzuca do ChatGPT.

Klik. Klik. Klik.

Patrzy.

Czyta.

Oczy robią się wielkie.

Po chwili...

...nagle znowu perfekcyjny polski.

– Ale ja nie mam kagańca, bo to mały piesek.

Cały wagon jebnął śmiechem.

Jeden dziadek aż się herbatą zakrztusił.

Mówię:

– W takim razie opłata 150 zł i w Kielcach wysiada pani z psem. Albo sam pies. Mi naprawdę wszystko jedno.

Typ od tatuaży podchodzi.

Pyrga mnie.

– Idi na chuj!

Skacze jak kogut przed walką.

Ja patrzę.

Myślę.

„Nie będę się z debilem szarpał przez czterdzieści minut.”

Odwracam się i idę zadzwonić po policję.

Dyżurny? Gość złoto.

Wszystko spisane.

– Spokojnie, będziemy czekać w Kielcach.

Ja już banan od ucha do ucha.

Mówię młodej konduktorce:

– Będzie kino.

Wjeżdżamy do Kielc.

Na peronie stoi pięciu chłopów wyglądających jakby przyszli aresztować Godzillę.

Za nimi jeden szczypior z kijem.

Patrzę.

Hycel.

Wchodzą do wagonu.

Dowódca pyta:

– Ten pies?

– Ten.

Hycel jednym ruchem łapie psa specjalistycznym chwytakiem.

Baba pisk.

Typ odpala tryb „bohater”.

Leci do mnie.

Nie doleciał.

Policjant obok założył mu chwyt tak szybko, że chłop zobaczył wszystkie przystanki między Krakowem a Gdynią. Chwila później leżał na podłodze i zastanawiał się nad sensem życia.

Psa wyprowadzili.

Babę wyprowadzili.

Typa wynieśli jak worek kartofli.

Ja jeszcze spokojnie składam zeznania, podaję numer służbowy i dokument.

Na koniec tylko słyszę:

– Art. 222 i 226 kodeksu karnego.

I wtedy pomyślałem...

Może jednak warto było wstać z tej kawy.

Bo gdyby ten pies nie darł mordy jak syrena przeciwlotnicza, to do dziś pańcia siedziałaby w telefonie, pies prowadziłby kontrolę biletów, a ChatGPT tłumaczyłby wszystkim, że „mały piesek kagańca nie potrzebuje”.

PS. Happy end był. Oboje zakończyli wycieczkę deportacją i 7-letnim zakazem wjazdu do Polski oraz całej strefy Schengen. Morał? Czasem taniej kupić kaganiec niż bilet powrotny.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
15
Tak sobie cisnę jakimś regio PKP... 
to podzielę się z Wami, pewną ciekawostką, byc może oczywistością...
(w każdym razie, ja dopiero nie dawno się tego dowiedziałem)
jak tak sobie Cisniesicie po torach w naszej PL..  i być może, macie przesiadki... to nie bójcie się, tych oczywistych opóźnień, można zgłosić do kierwonika pociągu do którego wsiadacie, że jesteście opóźnieni, w podróży, przecież nie tylko dlatego ze korzystacie ze stronki z małpkom... to następny skład, poczeka na Was... miłych i bez stresowych podróży, dzidki!
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.073387861251831