57
Witam Panowie,
Śledziłem ostatnio kilka wątków w tym naszym pierdolniku odnośnie wychowywania dzieci. Bić czy nie bić, ryczeć czy nie ryczeć.
Jako że mam dwójkę dzieciaków to chciałbym wrzucić do tej dyskusji swoje dwa grosze.
Dla niezainteresowanych rasistowski żart i powodzenia w scrolowaniu dalej.
Czym różni się grzechotka od małego czarnucha? Jak potrząśniesz grzechotką to nie wypada z niej twój portfel.

Po urodzeniu pierwszego dziecka zdecydowaliśmy się z żoną na kurs wychowywania i psychologi dziecięcej. Tu zaznaczam, kurs prowadził starszy facet, który był pediatrą i psychologiem dziecięcym z wieloletnim stażem a nie jakaś Juleczka. Oto kilka wskazówek.
-Dzieci nie postrzegają emocji tak jak my. To dla nich uczucia z którymi dopiero uczą się jak radzić. Człowiek dopiero z wiekiem nabiera naturalnych mechanizmów, które pomagają mu je kontrolować w mniejszym lub większym stopniu.
-Dla dzieci rodzic to istota wszechmocna, to Bóg który może wszystko i decyduje o wszystkim. Dlatego też one chłoną nasze emocje, nasza radość i śmiech to ich, nasz smutek, żal, rozpacz też na nie się przekłada. 

Tak więc, napad szału u dziecka w sklepie bo coś chce a nie może jest normalne. I teraz wpada w swój szał i macie dwa wyjścia albo drzeć morde, szarpać, grozić lub przerwać na chwile zakupy i się uspokoić. Szybsza jest druga metoda bo dziecko zrozumie że nic się nie stało, wszystko jest okej rodzic jest przy mnie. Emocje trzeba studzić nie podsycać.
"No dobra ale muszę przecież mieć autorytet, trzeba czasem potrząsnąć czy krzyknąć" Właśnie nie. Napadł szału to stan emocjonalny w którym dziecko nie wie co się dzieje, pamietajmy ono nie rozumie tych emocji. W momencie takiego stanu rodzic zamiast być ostoją bezpieczeństwa dla malucha staje się zagrożeniem, strachem w jego oczach. Co to znaczy nakrzyczeć na kogoś? To znaczy ni mniej ni więcej wyładować na nim swoje emocje, przekazać mu je. To zastanówcie się teraz, czy wyładowywanie swoich emocji na istotce która nie panuje nad swoimi emocjami przyniesie coś dobrego? Dorośli reagują podobnie. Gdy ktoś jest chujem, chamem jest agresywny to my odpowiadamy analogicznie. Zasad i prawa uczymy się na zasadzie co wolno czego nie wolno a nie że ktos nam przyjdzie i wpierdoli.
-Przemoc fizyczna wobec dziecka to strach, złość, bunt, ból, stres. Wychowanie to nauka którą udzielamy dziecku. Badania jednoznacznie pokazują że im większy stres tym spada efektywność przyswajanej wiedzy. Dlatego w dzieci uczy się poprzez śpiew, taniec, zabawę bo krzywa przyswajania wiedzy rośnie. I nie argument "bo żołnierzy szkoli się w stresie" nie pasuje bo szkolimy ludzi do radzenia sobie w niewyobrażalnym stresie który predzej czy później ich złamie. Pamiętajmy, uczymy dzieci.

-Dzieci badają nasze granice, one z czasem rozumieją tak, nie to można tego nie można. Więc w naturalny sposób badają nas co im wolno, co im grozi. Więc niejednokrotnie będziecie świadkiem jak mały rozbije szklanke patrząc wam prosto w oczy.
-Nigdy nie mówcie dzieciom że są "wyjątkowe, wspaniałe, najlepsze, wybitne" itp. Buduje w nich to fałszywą narracje że są lepsze od innych we wszystkim i wszystko im się należy.
Dzieci należy chwalić za to co zrobią i czym się wykazują, "jesteś silny, mądry, szybki, odpowiedzialny"
Tak więc na koniec,
Czy stosując te rady zawsze się uda? Nie. Czy szybko? Też nie. Czy będą kryzysy? Oj kurwa tak i to dużo.
Wychowanie to długotrwały proces, pełen błędów każdej ze stron.
Życzę powodzenia wszystkim ojcom, bądźcie wytrwali, sprawiedliwi i sumienni. Niech następne pokolenie wyrośnie na dumnych BIałych Ludzi.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.080785989761353