5 l
29
Kurwa jego jebana mać.
Ale zaczynając od początku...
Jest taka aplikacja. Slowly. Polega to mniej więcej na tym, że piszesz listy z osobami z całego świata. Listy dochodzą w zależności od odległości jaka dzieli Ciebie i adresata. Do Norwegii list idzie trzy godziny, do Chin, czy Japonii kilkanaście. Nie ma tam zdjęć profilowych, jedynie opis i zainteresowania.
Poznałem tam wiele fantastycznych osób, z dwoma spotkałem się osobiście. Zajebista sprawa i polecam każdemu całym serduszkiem.
Najbliższą mojemu serduszku osobą na slowly była dziewczyna z Indii. Wymieniliśmy przez dwa lata ponad sto listów. Dzieliliśmy się problemami, uczyliśmy się swoich języków, wymienialiśmy się spostrzeżeniami kulturowymi. To była fantastyczna przyjaźń.
No właśnie - była. Ostatnio miałem chujowy okres w życiu. Mojej dziewczynie umarł wujek, a niespełna tydzień później umarła mi babcia, która wychowywała moją mamę, co ją dość mocno rozjebało. Tak więc na trzy tygodnie porzuciłem wszystko poza mamą, JBZD i graniem w RDR2. Musiałem się zregenerować psychicznie. Porzuciłem też slowly.
Z moją Indyjską znajomą wymieniałem wcześniej listy co dwa dni - akurat tyle zajmowało przyjście wiadomości w dwie strony. W czasie trzech tygodni nieobecności nie napisałem ani jednego. Ona napisała trzy. Dwa z wyrazami zaniepokojenia dlaczego Jej nie odpisuje, oraz trzeci.
Wszystkie trzy przeczytałem dzisiaj. Ostatni mówił o tym, że te aplikacje trzyma tylko dla mnie i jeżeli mnie nie ma to z niej rezygnuje. W razie gdybym miał kiedyś to odczytać dziękuję mi za znajomość i życzy szczęśliwego życia. Chciałem odpisać na ten list i powiedzieć, że żyje i u mnie względnie w porządku. Nie byłem w stanie. Dezaktywowała konto.
Z przydatnych informacji mam zdjęcie jak wyglądała dwa lata temu, wiem ile ma lat, w jakim stanie Indii się urodziła i jaki kierunek studiuje. Nie znam miasta, nazwy uczelni, czy nawet imienia. Znam za to milion Jej emocji, rozterek, przemyśleń i niepowiązanych anegdot.
Dziwna to była relacja, ale ją pokochałem. Zarówno relacje, jak i te Dziewczynę. Nie chodzi o żadne romantyczne pierdolenie, ale o platoniczną bliskość, która dodawała do mojego życia szczyptę przyjemnej rutyny.
To była dziwna i piękna przyjaźń.
A teraz nie wiem nawet o co się zahaczyć w miliardowym państwie z innym alfabetem i podejściem do internetu. Spróbować spróbuję, ale wątpię, że jeszcze kiedykolwiek zamienię z Nią słowo.
No i tak, wiem. Relacje z kobietami, jestem wygrywem, mam wypierdalać.
Już wypierdalam.
Po prostu musiałem się z kimś podzielić, a na Wasze nieszczęście, Wy byliście najbliżej.
No i tak, historią podzieliłem się również na mikroblogu, także wybacz, jeżeli trafiłeś na nią drugi raz.
Po prostu kurwa myślę teraz o tym w chuj i jeżeli jest choćby promil szansy na to, że ktoś poradzi mi coś mądrego, albo chociaż w jakimś stopniu się utożsami, to chuj mi w dupę, wstawię jeszcze tutaj.
Ale zaczynając od początku...
Jest taka aplikacja. Slowly. Polega to mniej więcej na tym, że piszesz listy z osobami z całego świata. Listy dochodzą w zależności od odległości jaka dzieli Ciebie i adresata. Do Norwegii list idzie trzy godziny, do Chin, czy Japonii kilkanaście. Nie ma tam zdjęć profilowych, jedynie opis i zainteresowania.
Poznałem tam wiele fantastycznych osób, z dwoma spotkałem się osobiście. Zajebista sprawa i polecam każdemu całym serduszkiem.
Najbliższą mojemu serduszku osobą na slowly była dziewczyna z Indii. Wymieniliśmy przez dwa lata ponad sto listów. Dzieliliśmy się problemami, uczyliśmy się swoich języków, wymienialiśmy się spostrzeżeniami kulturowymi. To była fantastyczna przyjaźń.
No właśnie - była. Ostatnio miałem chujowy okres w życiu. Mojej dziewczynie umarł wujek, a niespełna tydzień później umarła mi babcia, która wychowywała moją mamę, co ją dość mocno rozjebało. Tak więc na trzy tygodnie porzuciłem wszystko poza mamą, JBZD i graniem w RDR2. Musiałem się zregenerować psychicznie. Porzuciłem też slowly.
Z moją Indyjską znajomą wymieniałem wcześniej listy co dwa dni - akurat tyle zajmowało przyjście wiadomości w dwie strony. W czasie trzech tygodni nieobecności nie napisałem ani jednego. Ona napisała trzy. Dwa z wyrazami zaniepokojenia dlaczego Jej nie odpisuje, oraz trzeci.
Wszystkie trzy przeczytałem dzisiaj. Ostatni mówił o tym, że te aplikacje trzyma tylko dla mnie i jeżeli mnie nie ma to z niej rezygnuje. W razie gdybym miał kiedyś to odczytać dziękuję mi za znajomość i życzy szczęśliwego życia. Chciałem odpisać na ten list i powiedzieć, że żyje i u mnie względnie w porządku. Nie byłem w stanie. Dezaktywowała konto.
Z przydatnych informacji mam zdjęcie jak wyglądała dwa lata temu, wiem ile ma lat, w jakim stanie Indii się urodziła i jaki kierunek studiuje. Nie znam miasta, nazwy uczelni, czy nawet imienia. Znam za to milion Jej emocji, rozterek, przemyśleń i niepowiązanych anegdot.
Dziwna to była relacja, ale ją pokochałem. Zarówno relacje, jak i te Dziewczynę. Nie chodzi o żadne romantyczne pierdolenie, ale o platoniczną bliskość, która dodawała do mojego życia szczyptę przyjemnej rutyny.
To była dziwna i piękna przyjaźń.
A teraz nie wiem nawet o co się zahaczyć w miliardowym państwie z innym alfabetem i podejściem do internetu. Spróbować spróbuję, ale wątpię, że jeszcze kiedykolwiek zamienię z Nią słowo.
No i tak, wiem. Relacje z kobietami, jestem wygrywem, mam wypierdalać.
Już wypierdalam.
Po prostu musiałem się z kimś podzielić, a na Wasze nieszczęście, Wy byliście najbliżej.
No i tak, historią podzieliłem się również na mikroblogu, także wybacz, jeżeli trafiłeś na nią drugi raz.
Po prostu kurwa myślę teraz o tym w chuj i jeżeli jest choćby promil szansy na to, że ktoś poradzi mi coś mądrego, albo chociaż w jakimś stopniu się utożsami, to chuj mi w dupę, wstawię jeszcze tutaj.