11
Witam szanowne grono. Naszła mnie dziś taka rozkmina. Wykonywałem dziś usługę dla Polskiego Związku Wędkarskiego, w pewnym większym mieście (kilka okręgów PZW w jednym budynku). Kilkadziesiąt gabinetów, w każdym jakiś podstarzały człowiek, wiszący na telefonie, gapiący się w sufit albo spijający kawę. Wystrój a'la PRL. W każdym pomieszczeniu zapach starości wymieszany z pierdami. Dosłownie co kilka minut inna grupka pracowników na szludze i pogaduchach.
Czym oni się właściwie tam zajmują? Z czego jest utrzymywana ta cała struktura, gdzie jest kilkudziesięciu ludzi, w jednym tylko mieście? Nie jestem wędkarzem ale wiem, że są jakieś składki członkowskie i opłaty za pozwololenia ale czy to jest w stanie pokryć koszta utrzymania budynków i tyle stołków?
Smacznej kawusi i miłego dnia
PZW, karasie jedzą gówno
0.070696115493774