35
Siema dzidki. Właśnie mija mi sześć miesięcy bez alko. I wiecie co? I gówno, dalej jest taka sama chujnia - tylko trochę mniejsza. Tyle dobrego, że nie tracę tyle kasy, nie budzę się na kacu, nie odstawiam krzywych akcji i nie mam ciągów. Więc jakieś plusy są.
Nie czuję z tego powodu żadnej dumy, nie jestem szczęśliwy, że się udało - mimo, że chlałem gargantuiczne ilości i potrafiłem chodzić napierdolony przez dwa tygodnie. Żeby zobrazować moje chlorstwo to dodam, ze w pewnym okresie potrafiłem wstać w nocy żeby udać się do kibla i robiłem sobie drina. Nie było nawet ciężko odstawić z dnia na dzień - za każdym razem, gdy napadała mnie chęć wystarczyło pomyśleć ile sobie zajebałem przez alkohol. Początkowy plan był taki, żeby po roku pozwolić sobie na kieliszek likieru/tydzień ale pierdole to bo zwyczajnie się boje. 
Także, dzidki kochane - jeżeli ktoś chce odstawić, to niech się nie boi. Życie jest na pewno lepsze, tańsze i spokojniejsze. Nie rani się bliskich. Jest trochę więcej motywacji. Wypierdalam.
0.15034818649292