Złota kaedweńska jesień, Kaer Morhen. Vesemir odchwaszcza zioła w ogródku, Geralt czyta Igni i mieczem, Lambert pędzi bimber z mandragory, Eskel trenuje, no sielanka. WTEM! Na podwórku otwiera się portal i już się wiedźmini cieszą, że jakaś czarodziejka wpada w odwiedziny, aż tu nagle wychodzi zeń Ekaterina Dovobor, słynna novigradzka osobowość megaskopowa. Patrzy na lewo, patrzy na prawo, głaszcze wiwernę Pimpka i rzuca głośnym "WYREMONTUJEMY WASZE SIEDLISZCZE".
Wiedźmaki stoją z miną, jakby na siebie Aksji rzucili, Eskel biegnie schować kozę, a Dovobor wyciąga schematy nowej kuchni cechu żółtego psa i wręcza Vesemirowi kupon na tydzień pobytu w pensjonacie Mortaux-Vaches w Toussaint. Wujaszek protestuje, że jak to tak, tu nic nie trzeba robić, sam to tymi znakami budował, a tak w ogóle skąd ona zna lokację warowni i że zaraz wezwie Yaworowitz. Dostaje w odpowiedzi po pysku papierem z ostatnią wolą Foltesta, który zapasowe fundusze na chlanie przeznaczył na remont Kaer Morhen i argumentem, że jak się nie podoba, to oni mają jeszcze spalone stajnie do odbudowy. Chcąc nie chcąc, wiedźmini pakują miecze w dupę, dupę w troki i ruszają przez portal do Beauclair, a Ekaterina bierze się do roboty.
Mija tydzień, z Jaskrem i Regisem pochlane, pojedli, wampiry ubili, można wracać. Patrzą, a tu całe siedliszcze w pastelach, kartongipsie i solarach na dachu. Dovobor stawia pośrodku wielkiej sali megaskop od Cyfrowego Redsatu i pokazuje ferajnie, co zacz. Vesemir patrzy na naprawioną dziurę w murze, przytula murarza i płacze. Lambert przytula Ekaterinę i udaje, że nie płacze. Eskel przytula kozę i płacze. Geralt słyszy od majstra, że nie gra w Gwinta i płacze. Dziki Gon biegnie po niebie i płacze. Ujęcie na błyszczącą warownię. Zwiastun sztuki teatralnej w poniedziałek o zachodzie słońca. Zaraza.
Wiedźmaki stoją z miną, jakby na siebie Aksji rzucili, Eskel biegnie schować kozę, a Dovobor wyciąga schematy nowej kuchni cechu żółtego psa i wręcza Vesemirowi kupon na tydzień pobytu w pensjonacie Mortaux-Vaches w Toussaint. Wujaszek protestuje, że jak to tak, tu nic nie trzeba robić, sam to tymi znakami budował, a tak w ogóle skąd ona zna lokację warowni i że zaraz wezwie Yaworowitz. Dostaje w odpowiedzi po pysku papierem z ostatnią wolą Foltesta, który zapasowe fundusze na chlanie przeznaczył na remont Kaer Morhen i argumentem, że jak się nie podoba, to oni mają jeszcze spalone stajnie do odbudowy. Chcąc nie chcąc, wiedźmini pakują miecze w dupę, dupę w troki i ruszają przez portal do Beauclair, a Ekaterina bierze się do roboty.
Mija tydzień, z Jaskrem i Regisem pochlane, pojedli, wampiry ubili, można wracać. Patrzą, a tu całe siedliszcze w pastelach, kartongipsie i solarach na dachu. Dovobor stawia pośrodku wielkiej sali megaskop od Cyfrowego Redsatu i pokazuje ferajnie, co zacz. Vesemir patrzy na naprawioną dziurę w murze, przytula murarza i płacze. Lambert przytula Ekaterinę i udaje, że nie płacze. Eskel przytula kozę i płacze. Geralt słyszy od majstra, że nie gra w Gwinta i płacze. Dziki Gon biegnie po niebie i płacze. Ujęcie na błyszczącą warownię. Zwiastun sztuki teatralnej w poniedziałek o zachodzie słońca. Zaraza.