69
Na wstępie chciałem napisać, że podjąłem leczenie. Chcialem natomiast się wyżalić na ogólnym forum quasi-anonimowo. To co tu napisze to oczywiście tylko mała część spierdolenia.

Piszę to też, bo może ktoś żyje w spierdoleniu i ten tekst go zainspiruje do wyjścia z niego lub znajdzie w nim pocieszenie.


A więc jestem dzieckiem wychowanym w alkoholowym domu - pijaca matka i przyzwalajacy na to ojciec. Już jako dzieciak w podstawówce (4 lub 5 klasa) błagałem mame w nocy aby nie szła do koleżanki pić. W zamian biła mnie pieścią po głowie. 

Przez ostatnie minimum 18 lat moja nadopiekuncza matka chlala zmuszając mnie do opieki nad nią. Dodam, że nie jest wysokofunkcionujacym alkoholikiem, ale bardziej coś w stylu menela. Np. Wali małpki pod sklepem, pije do odcinki, jest agresywna po alkoholu, 2 razy prawie spaliła mieszkanie, a raz spaliła do zera itd.

Przez 18 lat walczyłem na dziesiątki sposobów aby przestała pić. Sukcesy chwilowe były, ale tylko chwilowe. Jedyne co z tej walki zostało to moje stany nerwicowe, depresja oraz nasłuchałem się wyzwisk. Normal było walenie browarkach wieczorem (tych mocnych i nie 1 tylko 3 czy 4) oraz upijanie się do odcinki z byle powodu. Nadmienię, że najebała się do odcinki w trakcie organizacji pogrzebu swojej matki, chrzcin swojego wnuka czy podczas opieki nad 2 letnim dzieckiem. Prawie do odcinki na ślubie moim, mojego brata ślubie czy chrzcinach drugiego wnuka. Oczywiście każda impreza, wyjazd rodzinny, wyjazd na wakacje itd. To był super powód aby się napierdolic. 

Często słyszałem, że jakaś osoba "nie jest fajna", tym mianem określała osoby pijace malo lub wcale bądź osoby, które chciały pomóc nam czy jej z problemem alkoholowym.

Matka sama wychowywała się w domu alkoholików, z tą różnicą, że dziadkowie skończyli pić w wieku 60 lat. Zawsze powtarzała, że "ona to miala źle za dziecka" i, że nie chciałbym mieć tak jak ona.

Kulminacja tego spierdolenia był sylwester 2020 roku. Matka poszła się po pijaku myć. Po jakimś czasie słyszę płynąca wodę. Wbiegam do łazienki, a matka w najlepsze śpi we wannie, a woda wylewa się za drzwi. Zamykam wodę, rzucam ręczniki, budzę ja i zaczynam sprzątać. Po chwili wychodzi z łazienki i się ze mnie śmieje, że ona zalała mieszkanie, a ja to będę sprzątać. Sprzątałem 3 godziny (woda dostała się pod parkiet). Podczas sprzątania rozmawialem z ojcem, że tego już dość, że musi się matka leczyć. Stwierdził "nie". Dodam, że zalała tak mieszkanie dwa razy. 

Matka traktuje siebie jako nadczłowieka. Zawsze ma rację, każe do siebie mówić mamusiu (a nie mamo, matko, per ty), nie można do niej usiąść bokiem, nie widzi swoich wad itd itd. Typowa osobowość narcystyczna. Przez całe moje życie uczyła mnie, że ona jest najwazniejsza, jej rodzina jest najważniejsza, sprowadzając ojca do roli śmiecia, a mnie i moich braci do ludzi gorszej kategorii. Uzależniła mnie od siebie tak, że mając 29 lat potrafiłem spać z rodzicami (mieszkałem do 29 roku życia z rodzicami).
Dużo też kłamała i manipulowała emocjami. Przez nią miałem średnie relacje z braćmi i rodzina (manipulowała nami abyśmy się klucili). Jej karta przetargowa Zawsze była kasa, jej kasa (chociaż ona nie pracuje, tylko ojciec zapierdala). Po pijaku rozwawala kase jak swiety mikolaj, aby na trzezwo sie z tego wycofywac. Ogólnie wydawanie (marnowanie kasy) to jej hobby. Kupuje jedzenie na promocjach i 80% z tego wywala. Rok temu bratowa policzyła, że miesięcznie wywala jedzenia (z promocji) za ok 1000 czy 1500. Powiem tak, nie mają rodzice kredytów żadnych, a pensja ojca (ok 20tys na reke) ledwo starcza(stan na poczatek roku).
Dopiero mając 30 lat, calkowicie przypadkiem poznałem moja obecna żonę (pierwsza prawdziwa milosc), która mnie z tego spierdolenia zaczęła wyprowadzać, za co jestem jej dozgonnie wdzięczny. Żeby było śmieszniej, poznałem ją na dzidce. Od tego czasu duzo rozmawialiśmy, poprawiły mi się kontakty z rodzina i ogólnie odżyłem.
Miesiąc temu podjąłem decyzję o zerwaniu z nią kontaktu do czasu, gdy 
- rozpocznie udokumentowana terapię (zakład zamknięty, długie leczenie dochodzone lub zaszycia)
- przyznania sie do problemu z alkoholem
- przyznania sie do kłamstw i manipulacji wobec członków rodziny
- przeprosin wobec tego, że zniszczyła mi slub (tak, to też odjebała ale już mnie ręce vola od pisania)
- przeprosin indywidualnych osób, które krzywidzila.


To wszystko to i tak czubek góry lodowej. Nie oczekuje od was to czytających nic(ani plusów ani monet ani wypierdalajek). Mam tylko nadzieję, że kogoś to zainteresowało, poprawiło humor czy może pomoże to komuś wyjść z własnego spierdolenia. Bo mi napisanie tego napewno zrzuciło balast z serca.
Trzymajcie się ciepło.
0.15640878677368