54
witam braci dzidowców,
Ogólnie nie mam za bardzo sie do kogo zwrócić z tym pytaniem więc pisze tutaj. 
W niedziele wieczorem spotkałem sie z moją kobietą z którą jestem 5 lat. Od początku była jakas taka inna. Jechalismy do maka ale w polowie drogi nie wytrzmałem i sie pytam co jej jest, czy sie coś stało itd. Z początku mówiła ze nic ale w koncu wydukała że ona juz nie wie czego sama chce, że nie chce mnie ranić. Zaczeła płakać ja nie bardzo wiedziałem co mam powiedzieć i nie bardzo rozumialem co sie dzieje. Podjechalismy na stacje niedaleko a w tym czasie ona cały czas płakała. Pytałem co sie stało ale ona mowiła ze nie wie, że ona sobie mósi to przemysleć, że nie chce mnie ranić że nie wie czego chce i że zasługuje na kogoś kto "da mi 100%" z siebie. poweidziałem że jak potrzebuje czasu to ze możemy tak jakby urwac kątak ze nie będziemy ani pisać ani nic jesli tego potrzebuje. Po chwili ciszy zapytałem czy juz mnie nie kocha i ze nie rozumiem za bardzo, to powiedziała ze mnie kocha bo jakby nie kochała to teraz nie "pękało by jej serce". W ciszy odwiozłem ją pod dom.  Poprostu nie wiedziałem co powiedziec. Nic nie mowiła tylko cały czas płakała ja tez wiedziełem cicho. Po chwili powiedziałem cos w stulu ze lepiej zeby juz poszła. Wyhodząc złapała mnie jescze za ręke i poszła. To bylo w niedziele a ja to juz 2 dzien gdzie nie mam z nia zadnego kontaktu i szczerze powiem ze mnie rozpierdala od środka  nei wiem co mam robić, nie wiem dlaczego, co sie stało a dodam ze w tamtym tygodniu we wtorek sie z nią widziałem, w piątek ona była na jakiejs domowce ze znajomymi a w sobote ja byłem na piwie, i wydawało mi sie ze jest między nami dobrze . I moje pytanie do was czy powinienem do niej teraz naisac i poprosic o spotkanie czy dać jej jeszcze czas i narazie nic nie robić i poprostu czekać? 
0.066983938217163