33
Piszę te słowa w chwili pewnego załamania nerwowego, a więc pod wpływem silnych emocji. Proszę o wyrozumiałość.

Odbyłem dzisiaj rozmowę z żoną o tym, że... Że tak naprawdę jestem zjebem.
Od kilku miesięcy zachowuję się jak dureń skończony, wkurza mnie wszystko i wszyscy.
Problemem, który starałem się nakreślić było to, że coś we mnie umiera, coś dla mnie skrajnie ważnego, o co jestem w stanie walczyć, a przynajmniej stawić czoła by nie umarło całkowicie.
Chociaż mam przeświadczenie, że po drugiej stronie tego uczucia może już nie być.
W sumie nie zdziwiłbym się, moje ostatnie zachowanie budzi we mnie odrazę do samego siebie i chce mi się wymiotować, gdy o tym pomyślę.
A może zawsze byłem taki? Wiecznie zdenerwowany, myślący tylko tak, jakbym tylko ja miał największe problemy  i oczekiwania wobec innych.
A może daję sobie wmówić, że to wszystko moja wina, gdy kładę swoje potrzeby na ławę?
Niepewność przyszłości, która nas czeka przez gasnące uczucia mocno hamuje moje myśli nad rozszerzeniem rodziny.
Tylko, że Zuzia jest. Wspaniała nasza córeczka, która daje nadzieję na piękne chwile do przeżycia. Chcę być jak najbliżej jej jak tylko się da. Szykować do żłobka i potem szkoły, patrzeć jakie będzie mieć pierwsze pasje. Nie chcę wypuszczać tego z rąk. To ryzykowne, chyba bym tego nie zniósł.
Walka jest natomiast o coś innego, o towarzyszkę spotkaną na drodze już jakiś czas temu i postanowiliśmy razem iść przez życie. Po takim czasie zdążyła poznać mnie chyba już z kazdej strony.
Pytanie czy zawsze byłem zjebem, czy stałem się taki pod wpływem emocji, które mi teraz towarzyszą. Może myślała że się zmienię lub ona sprawi, że będę normalny?
Może to wszystko było błędem, cała ta nasza wspólna podróż?
Wylanie zimnego kubła wody na to jak zachowywałem się wobec innych sprawiło, że całkowicie w siebie zwątpiłem. Wewnętrznie czuję jak zwija mi się klatka piersiowa. To głupie uczucie, że jest się tym palantem przy zgranej paczce. Ale musi być w tym coś więcej niż tylko impuls pod wpływem emocji, jeśli moja matka też wyczuwa ten jad od mojej osoby. Wypalenie podczas rozmowy, że potrzebuję jakiegoś fizycznego kontaktu było zbyt aroganckim argumentem, aby brać go na poważnie. Nie dość tego obnażył mnie całkowicie w przyszłości. Mam wrażenie, że teraz każda intyma chwila między nami będzie wymuszona i będzie tylko z litości wobec mnie i już chyba tego nie odzyskam w sobie.
Pozostaje mi tylko założyć maskę z grubą warstwą makijażu i szczerym uśmiechem.
Robić dobre wrażenie, a wewnętrznie gnić. Żeby nie umierało już więcej nic i zadbać o spełnienie innych. Może kiedyś w tym odnajdę szczęście.
0.073609113693237