0
Strzyga nerwowo drepce w miejscu.
S: Pachnie słodko. I ciało. I krew. I dusza. Nie to co Jego. Stara. Skręcona. Syna wystawia na żer. Co to za dusza? Potępiony?
O: Nie mnie osądzać moja pani. Nie zbadane są ścieżki Jego.
  Strzyga kwęka. W chmurze rozlega się stłumiony łoskot odległego grzmotu. Scena ciemnieje na chwilę. Strzyga strzyże przez chwilę usiskami wystającymi z uszu skóry.
S: Nie wspominamy tu o nim.
O: Nic nie mówiłem.
S: Nic nie mówił a powiedział.
O: Czasami palnę gafę. Ale skoro pytałaś to teraz ja zapytam.
S: Niech pyta ale pozwoli posłuchać chłopca.
Ojciec odwraca się do dziecka ale tak by mieć strzygę na oku.
O: Zaśpiewasz nam?
Dziecko zatrzymuje się i spogląda.
D: Cóż mam zaśpiewać ojcze?
O: Zaśpiewaj „Okop”.
D: Tak ojcze.
Dziecko zaczyna śpiewać hipnotyzując strzygę. Tymczasem Ojciec.
O: Więc cóż z Twoim sąsiadem?
  Strzyga bujając się w takt głosu śpiewającego a później nucącego Dziecka odpowiada głosem zmienionym, przytłumionym.
S: Nie ma go.
O: A gdzie jest?
S: Nikt nie wie. Zabrali go do więzienia.
O: Do więzienia? Czyż nie mieszkał w nim?
S: O nie takiego. Złapali go i uwięzili pomiędzy ścianami. W środku.
O: W środku?
S: Tak mówią.
O: Ale kto?
S: Wilki, niedźwiedzie.
O: Wilki? Niedźwiedzie?
S: I Tygrysy. Cienie na ścianie jaskini. Niech lepiej nie pyta za dużo. Kto o nich pyta ten znika.
O: A gdzie to więzienie? Gdzie szukać?
S: Już mówiłam. W środku. Pomiędzy. W studni bez dna.
O: Cóż to znaczy?
  Dziecko milknie i zaczyna grzebać w kałuży przy trzepaku. Strzyga wychodzi z transu próbując skokiem dopaść do niego lecz czujny Ojciec staje jej na drodze.
O: Cóż to za zabawy moja pani?
S: Niech już nie drażni biednej starej. Czemu daje poczuć a nie dotknąć?
O: To moja krew i tylko przeze mnie będzie przelana.
S: Obaczym.
Ojciec spogląda na drzwi swojego przyjaciela.
O: Nie ma go... A drzwi pewnie zamknięte.
Idzie do drzwi a strzyga za nim. Staje przed nimi i naciska klamkę a później szarpie.
O: Rzeczywiście zamknięte.
S. Tak zamknięta, a ja kluczyk mam!
O: Masz klucz?
S: Oj tak, mam. Jego przyjaciel zostawił. Przechowaj, mówił, dla mnie, nim go zabrali.
O: Czy mógłbym?
S: Znowu pyta?
O: Oj! A tak miło się rozmawiało... Pytam o handel.
Strzyga uśmiecha się tak szeroko że rozdziera przy okazji niechcąca usta  odsłaniając gardziel i szeregi zębów.
S: Handel? No to śmiało, niech pyta. Co chce handlować?
O: Kluczyk na chwil kilka chciałbym.
S:A w zamian? Synek?
O: Bez żartów droga pani. Za kluczyk na chwilę? Słodką niewinną duszyczkę? Dwie bym musiał dać bo za czyn taki i swoją bym strażnikowi oddał.
S:(rozdrażniona): Więc co? Stare gnaty jego ma wziąć?
O: Nie droga pani. Niech pani spojrzy na to dziecko. Tylko z daleka. W zamian za kluczyk. Będzie mogła podejść. Na kroków pięć. I czuć duszyczki płomień. Tak z bliska... Wdychać woń ciała. Słyszeć bicie serca...
S: Na wyciągniętą rękę niech pozwoli.
O: O nie. Zbyt blisko i pokusa za duża. Na kroków trzy i ani mniej.
S: Nie... A może wezwę Strażnika? Zdaje mi się że może i on zna sztuczki by omamić straże lecz synek taki niewinny... Ani go to być nie powinno ani nie umie się bronić. Mam wezwać Strażnika Kręgu? Wydać rozkaz?
  Ojciec przez chwilę wygląda na przestraszonego lecz opanowuje się i spokojnie odpowiada.
O: I cóż z tego będziesz miała?
S: Niewiele...
O: Raczej zgoła nic. Strażnik dziecko oddzieli od ciała i nic z tego nie będzie dla Ciebie. Ani widoku, ani zapachu, ni głosu.
S: Ale dla niego cierpienie wieczne!
O: I cóż Ci po moim cierpieniu skoro masz na progu domu żywe dziecko na wyciągnięcie dłoni?
Ojciec skinieniem przywołuje dziecko i kładzie mu dłoń na ramieniu.
O: Cóż więc. Nie będzie umowy. Pora już na nas.
  Robi kilka kroków w stronę wyjścia. Stara przestępuje z nogi na nogę. Woła w końcu.
S: Niech wraca. Niech będzie jak powiedział. Kroków trzy i nie bliżej. A klucz odda zaraz jak wyjdzie!
  Ojciec uśmiecha się i wraca podchodząc do strzygi.
O: Tak właśnie będzie. Strażnik słucha. Wejdę a kiedy wyjdę wyciągnę do Ciebie pani klucz na dłoni tak byś mogła go wziąć. Chyba że nie będziesz chciała. Wtedy zmienię umowę.
S: Wezmę.
  Podaje klucz ojcu ale ten się cofa.
O: Nie wezmę z dłoni Twojej. Jeszcze by się nasze dłonie zetknęły a nie chciałbym cię kusić...
  Strzyga mamrocze ale rzuca klucz Ojcu.
S: Niech czasu nie marnuje.
O: Idę już. A ty dziecię? Dziecko?
D: Tak Ojcze?
O: Baw się grzecznie nim wrócę. Lecz pani nie przeszkadzaj. Nie podchodź i nie odzywaj się do niej. Zrozumiałeś Dziecię?
D; Tak Ojcze.
 
  Ojciec podchodzi do drzwi i kluczem je otwiera. Wchodzi do środka i przez chwilę się rozgląda. Zagląda do szafy. Podnosi obraz na ścianie by zerknąć za niego. Otwiera skrzynię  na ubrania i odrzuca pościel na łóżku. W końcu siada na krześle i na jednej z leżących tam kart kreśli kilka słów. Wstaje i dłonie unosi do oka. Podważa gałkę i sapiąc i klnąc wydłubuje sobie ją. Trzyma przez chwilę w dłoni. Szarpie krzycząc. Wyrywa je z oczodołu i zataczając się podchodzi do szafy na której je kładzie. Krew spływa z oczodołu. Ociera ją rękawem a kiedy to niewiele daje urywa pas materiału z togi i robi z niego prowizoryczną opaskę pod którą wtyka zwinięty z tkaniny opatrunek.
  Tymczasem strzyga krąży wokoło klęczącego przy trzepaku dziecka, które bawi się rysując jakąś kosteczką znalezioną na ziemi w  piasku. Strzyga obchodzi dziecko. Zbliża się i oddala wyciągając ręce. Chrapliwie wciąga powietrze łowiąc woń dziecka. Szepce do niego niewyraźnie brzmiące słowa- jakieś zachęty lub obietnice. Lecz dziecko na to nie zważa, raz czy dwa tylko rzucając jej spojrzenia. Strzyga robi się coraz bardziej nerwowa. Podchodzi bliżej. Bada granice. Tymczasem nad nimi czarna chmura pomrukuje groźnie choć odlegle i rośnie przewalając się powoli i kłębiąc czernią. Strzyga jest coraz natarczywsza, w końcu przełamuje strach i z wrzaskiem rzuca się na dziecko. Wygląda na to że je dopadnie gdy nieboskłon rozdziera czarna błyskawica pogrążając podwórzec w oślepiającej ciemności. Ogłuszający trzask dudni w studni podwórca niemilknącym echem. Czerń ustępuje. Dziecko jak rysowało tak rysuje, jak gdyby nic się nie stało. Strzyga leży  odrzucona uderzeniem kilka metrów od niego kręcąc się w opętańczym ataku niczym epileptyk.
Po jej ciele i ukradzionej skórze przeskakują łuki ciemności wyginając ciało i wypalając dymiące otwory spopielałej skóry odsłaniające krwawe ciało strzygi dymiące czarnym dymem i popiołem. Strzyga ryczy zaciskając krogulcze palce na kikucie prawego przedramienia gdy tymczasem dłoń upalona za nadgarstkiem drga jeszcze dymiąc obok dziecka. Z domu wypada przerażony Ojciec ale widząc co się na podwórcu dzieje uspokaja się. Odwraca się i zamyka kłódkę na drzwiach po czym podchodzi do dziecka. Spogląda na strzygę, która próbuje gasić pełgające po niej czarne płomienie. Te już przygasają.
O: Mówiłem Ci Pani iż to za blisko. Zbyt wielka pokusa.
Strzyga podnosi się próbując zasłaniać nagość swojego krwawego ciała strzępami spalonej skóry dziewczyny.
S: Niech nie szydzi.
O: Gdzież bym śmiał. Przykre iż strażnik musiał prawo egzekwować ale taki jego rozkaz.
Strzyga już się ogarnęła i spogląda ponuro to na Ojca to na przypalony kikut.
S: Niech milczy. Dość mam jego gadania. Odda klucz i wynocha.
O: Skoro taka Twoja wola to czasu już nie zabieramy. Choć niewiele znalazłem... Tak jak obiecałem...
  Ojciec wyciąga rękę do strzygi na której spoczywa klucz.
O: Jak było w umowie- klucz jest Twój. Weź go sobie.
  Strzyga robi krok w stronę Ojca stojącego przy Dziecku a później drugi lecz rozlega się groźne bulgotanie w chmurze nad ich głowami. Strzyga swój łeb zadziera do góry.
O: Co się dzieje?
S: Strażnik ostrzega nie widzi? Nie mogę podejść bliżej niż na kroków trzy do Ciebie bo syn stoi obok.
O: Cóż więc?
S: Odeślij go.
O: Ani myślę droga Pani. Dziecko ukochane przy mnie zostanie.
S: Jak myśli tedy klucz mam odebrać?
O: Nie mój to problem bo nie jest częścią umowy. Nie odbierzesz? Nie chcesz?
S: Nie mogę!
O:Ależ owszem. Przecie jest tak jak obiecywałem.
S: Zdradzi umowę!
O: O tym już strażnik zdecyduje. Tymczasem. Jeśli nie odbierzesz to odchodzimy. I tak jak się umawiałem zmienię umowę.
S: Zapłaci podwójnie!
O: Nie mnie o tym decydować i nie Tobie. Tymczasem odchodzimy.
S: A klucz?
O: Klucz... Oddam Tobie gdy tylko będzie następna okazja.  Lub przyjacielowi memu do rąk własnych kiedy tylko go spotkam.
Ojciec podnosi z ziemi dymiącą jeszcze łapę Strzygi.
O: A to wezmę jako zapłatę za zdradę!
S: Złodziej. Niech nie myśli że coś zabrał. Dłoń odrośnie a wtedy zaciśnie się jemu pewnego dnia na trzewiach!
  Ojciec chowa łapsko pod togę o oddala się tyłem do wyjścia trzymając za rękę dziecko w drugiej ściskając klucz a na oku strzygę. Strzyga spogląda w niebo lecz chmura nie reaguje.
S: Więc niech idzie! Niech pod nogi uważa! Następnym razem gdy go spotka odbierze klucz. Razem z ręką!
Ojciec i syn wychodzą a strzyga mamrocze coś pod nosem gdy chmura ciemności nad nią przepływa w kierunku bramy. Scena ciemnieje.

Koniec aktu I.
0.065191030502319