4
Dziecko tymczasem obiegło już autobus i o dziwo ożywiło też inne dusze. Wyczuły zdaje się iż dusza jego jest nie oddzielona od ciała i razem z nim biega po mglistej ulicy. Już nie tylko dusza pierwsza ale inne zaczynają się w jego stronę kierować a z zaułków i bram wychodzi ich więcej. Ojciec tymczasem niepostrzeżenie zbliża się od tyłu do kramu Kierownika przed którym w kolejce ustawia się już kilka dusz. Widząc to jeden PK zdejmuje z beczki wieko i zagląda do środka z obojętną miną a klapę rzuca na kocie łby.
K: Pora zacząć! Zapraszam zapraszam! Czym służyć mogę tym służę!
  Dusze w kolejce wydają się niespokojne i oderwane choć stoją karnie to głowy odwracają szukając wzrokiem dziecka. Kierownik rzuca do pomagierów:
K: Dziwnie dziś podniecone...
1PK: Tak, niebywale. Zapewne coś się stać musiało choć tu nic się nie dzieje.
2PK: Spójrz kierowniku na tą małą duszę chłopca. O tam
Wszyscy patrzą na wybiegające zza autobusu dziecko, które przystaje i robi miny do ścigających go niemrawo kilku dusz, po czym gdy się zbliżają odbiegające dalej.
K: Zaprawdę dziwne. Chyba Strażnik Kręgu śpi dzisiaj bo to nie dusza. Wygląda jak chłopiec żywy. Zbyt długo jestem Kierownikiem by tego nie czuć nawet z daleka że żyje.
1PK: Niesamowite... Aż chciałoby się spytać skąd tu gdyby się było głupcem.
Tymczasem dusza pierwsza w kolejce traci zainteresowanie chłopcem i skupia się na Kierowniku. Odzywa się głosem cichym i odległym. Obojętnym lecz zbolałym.
D1: Chcę stąd odejść!
K: No chłopcy, pora do pracy bo klienci się niecierpliwią. Zatem jakie byłoby Twoje pytanie?
D1: Chcę stąd odejść. Zabierz mnie stąd.
K: To kosztuje...
D1: Ile?
K: Otóż to! Mamy to! Pytanie! Gotowa jesteś więc zapłacić  !
D1: Zapłacę.
Kierownik kiwa głową w stronę pomagierów. Ci duszę chwytają  i ciągną do stolnicy. Jeden chwyta ją za dłonie i przeciąga je nad stolnicą. Drugi ściąga z łańcucha spory tasak i wziąwszy zamach jednym cięciem oddziela dłonie duszy od ciała. Dusza osuwa się na bruk a Pomocnik podrzuca odcięte dłonie do góry robiąc nimi fikołka i zręcznie łapiąc w powietrzu. Nie ma krwi a ciało w środku wyblakłe jest jak wymoczone rybie mięso na żółtawych kościach. Kierownik przygląda się beznamiętnie jak jeden z pomocników wrzuca odcięte dłonie do beczki gdy drugi wlecze bełkoczące coś ciało duszy do autobusu gdzie bezceremonialnie rzuca je na podłogę.
K: I już! Pierwszy podróżny dzisiaj! A kogoż to przywiało- zapytam sam siebie może kiedyś gdy wspomnę tą chwilę...
Drugą cześć wypowiedzi Kierownik szepce pod nosem sam do siebie widząc jak z bramy gdzie mieszka Stara Krwawa Strzyga wypływa mała kłębiąca się, czarna chmura i kieruje nad autobus.
PK2: Przecież to sam Strażnik Kręgu!
K: Ani chybi. Ten chłopiec wprowadza większy zamęt niżbym sądził. Lecz nie nasza to sprawa. Różne się dziwy dzieją. Nam trzeba podróżnych szykować.
  Milkną. Następna dusza szeptem coś mówi i kierownik również szepcze po czym załatwiają się z nią tak jak z poprzednią. W tym czasie dusz więcej się pojawia, również w kolejce. Dziecko zatacza kolejną pętle wokoło ciągnąc za sobą już cały łańcuszek dusz. Strażnik Kręgu przepływa nad autobus i tam się zatrzymuje z wolna pulsując i ledwo słyszalnie dudniąc a Ojciec staje za plecami Kierownika.
Kierownik znudzonym głosem tymczasem do kolejnej duszy choć głowę wykręca w kierunku skąd słychać chłopca:
K: Słucham.
D2: Chcę usłyszeć znowu ludzi,,,
K: To coś nowego.
O: Niebywałe...
Kierownik i jego pomocnicy obracają się teraz dopiero spostrzegłszy Ojca. Jeden z nich zaczyna zdziwiony pytać lecz w pół słowa zatyka sobie usta dłonią przerażony. Kierownik spogląda na niego marszcząc srogo brwi.
K: No tak. Tego tylko brakowało. Idź może policz ile ci do końca służby zostało i wróć aż ochłoniesz!
  PK1 Odchodzi zawstydzony do autobusu a tymczasem Kierownik do Ojca.
K: Wybacz może. Zaskoczyłeś go i omal nie spytał.
O: Zatem rozumiem że rzecz to groźna pytać o cokolwiek.
K: Dobrze rozumiesz. Za wszystko trzeba płacić. Za każde pytanie. Takie jest prawo.
O: Zatem nie zapytam cóż się tu dzieje.
K: I całkiem słusznie. Choć zabłądziłeś niechybnie nie w swoje strony to na zbłąkanego mi nie wyglądasz. A ja prace mam.
O: Nie przeszkadzaj sobie. Tylko stoję.
K: Tak jak ten mały biega. Oboje zabłądziliście. I to bardziej niż Ci się zdaje.
D2: Ludzi chcę usłyszeć! Prawdziwą ludzką rozmowę.
K: Tak duszo. Słyszałem. Ale to jakby nie jest w mojej mocy. Nie sprowadzam ludzi na rozmowy tylko wożę. Tu i tam.
O: Dziwne.
Kierownik przez ramię skrobiąc się po głowie.
K: Może i dziwnie lecz tak właśnie jest. Nie mam ludzi, których mogłaby usłyszeć. (do duszy)Odejdź!
O: Mógłbym pomóc.
  Kierownik obraca się bokiem.
K: Jak mniemam duszy bo ja pomocy nie potrzebuję...
O: Wam obojgu. Ona dostanie rozmowę a Ty zapłatę. Ja zaś  odpowiedzi których potrzebuję.
K: Brzmi nieźle.
O: Zatem niech będzie iż wszyscy zadowoleni.
K: Mów!
Ojciec do duszy
O: Jeśli chcesz rozmowy między żywymi idź tą drogą aż na pole przy rzece. Tam czekaj a niebawem pojawią się ludzie by rozmawiać.
D2: Nie kłamiesz?
O: Nie skłamałbym kiedy świadkowie ręce ucinają dla zapłaty.
D2: Idę.
Dusza obraca się z wolna.
K: Hola! Jeszcze zapłata. Jedno uszko weźmiemy jako opłatę. Na drugie sobie posłuchasz!
  Na te słowa pomocnik chwyta duszę za ucho i cięciem odcina je od głowy wrzucając do beczki.  Dusza łapie się za ranę bladą i chce odejść ale to nie koniec. Drugi pomocnik chwyta ją od tyłu.
K: Hola! To zapłata za słowa tego człeka. Ale zdaje mi się że zadałaś jeszcze pytanie jedno... Za dużo mielesz ozorem. Zatem niech będzie zapłatą.
Dusza szarpie się niemrawo w uścisku gdy drugi pomocnik tymczasem siłą rozwiera jej usta i cęgami ściągniętymi z łańcucha wyciąga jej jęzor i wyrywa go z gardzieli. Odpychają ją i pada na bruk.
O: Okrutne...
K: Zapłacone! Zagrajmy więc przez chwilę w otwarte karty. 
  Do pomocników:
Zajmijcie się przez chwilę klientami- ja na bok się udam.
Tymczasem wybiega chłopiec ciągnąc dusze wpadające na siebie i na kram gdzie pomocnicy odpędzają je kuksańcami. Kierownik odchodzi od kramu gdy Ojciec jeszcze przez chwilę za nim zostaje stając tak by zasłonić swym ciałem beczkę nad którą coś robi. Ani Kierownik odchodząc, ani jego pomocnicy zajęci rozganianiem dusz tego nie widzą po czym idzie za Kierownikiem. Pomocnicy w tym czasie opanowują sytuację i zajmują się duszami które w tle coś mówią i widać iż płacą najczęściej dłonią bądź innym członkiem za wstęp do autobusu. Kierownik i Ojciec zatrzymują się o kroków kilkanaście od kramu.
K: Więc w otwarte zagramy. Pytamy bez płacenia a jeśli kto chce zapłaty tedy wpierw się o nią upomni.
O:Zgoda!
K: Więc o cóż chodzi?
0.075626850128174