3
Akt III
Osoby
Ojciec (O)
Dziecię (D)
Strażnik Kręgu (SK) w przybraniu atrybutów i aspektów pełnych.
Dusza druga (D2)
Scena
Droga brukowana biegnąca przez łąkę oddzielającego ją z jednej strony od rzeki. Nie masz tu mgły więc widać w oddali z przodu i tyłu majaczące na horyzoncie budynki z których i do których zdaje się prowadzi. Niebo przybrało barwę wyblakłą, malowaną rozwodnioną akwarelą, jasną choć bez śladu Słońca. Jeśli się bliżej przyjrzeć można spostrzec iż łąka raczej namalowana jest na czymś chropowatym i gruzłowatym farbą zieloną niż prawdziwą łąką bez śladu choćby plamy innego koloru zaznaczającego na zwykłej łące kwiat, zioło czy owada. Rzeka za to toczy leniwie po równinie wody stalowo-sine i ciemne. Przypomina zimową toń tuż przed zamarznięciem choć wokoło nie czuć chłodu.
Ciemna scena jaśnieje z nagła by po chwili ściemnieć znowu do stanu właściwego odsłaniając szczegóły, które opisano. Na brukowanej drodze stoi Ojciec z dzieckiem w ramionach. Daleko za nim widać plamę czerni zwiastującą nadciągającego Strażnika. Przy rzece nieopodal przysiadła dusza przyjmując klasyczną pozę yokuzowari. Ojciec spogląda wstecz a później rozgląda się na wzdłuż rzeki.
D: Co się stało ojcze? Czemu nie uciekamy?
O: Nie ma ucieczki przed strażnikiem.
D: Więc czemu biegniemy?
O: Szukam... (spostrzegłszy duszę) O tu jest!.
Podchodzi spiesznie do duszy, która przekrzywia głowę stroną nie okaleczona w kierunku nadchodzących i zaczyna się podnosić. Ojciec stawia dziecko na malowanej łące i gestem ją powstrzymuje.
O: Nie wstawaj proszę. Tak jak obiecałem niedługo usłyszysz rozmowę ludzi. Ale wstrzymaj się chwilę. Zostawię dziecię z Tobą.
D: Ojcze!
O: Nie bój się ukochane. Na chwilę tylko. Muszę zamienić kilka słów z naszą Nemezis nim się zbliży. Czy zostaniesz z tą duszą? Nie odejdę daleko.
Dziecko kiwa posłusznie głową.
O: Tylko trzymaj się z dala od wody. Nie dotykaj jej i nie patrz zbyt długo w fale a najlepiej wcale.
Dziecko znów kiwa głową i poprawia czapeczkę. Ojciec zwraca się więc znów do duszy.
O: Poczekasz?
Ta kiwa głową spokojnie więc Ojciec przytula jeszcze dziecko i odchodzi w kierunku nadciągającego Strażnika. Ten jest już o kroków dwadzieścia od postaci nad rzeką gdy mu drogę zagradza. Strażnik zdaje się go ignorować lecz w końcu zatrzymuje się tuż przed nim.
O: Strażniku pozwól na chwilę...
SK: Chcesz mnie powstrzymać?
O: Pragnę lecz wiem że nie wskóram nic.
SK: Więc czemu nieuniknione opóźniasz?
Osoby
Ojciec (O)
Dziecię (D)
Strażnik Kręgu (SK) w przybraniu atrybutów i aspektów pełnych.
Dusza druga (D2)
Scena
Droga brukowana biegnąca przez łąkę oddzielającego ją z jednej strony od rzeki. Nie masz tu mgły więc widać w oddali z przodu i tyłu majaczące na horyzoncie budynki z których i do których zdaje się prowadzi. Niebo przybrało barwę wyblakłą, malowaną rozwodnioną akwarelą, jasną choć bez śladu Słońca. Jeśli się bliżej przyjrzeć można spostrzec iż łąka raczej namalowana jest na czymś chropowatym i gruzłowatym farbą zieloną niż prawdziwą łąką bez śladu choćby plamy innego koloru zaznaczającego na zwykłej łące kwiat, zioło czy owada. Rzeka za to toczy leniwie po równinie wody stalowo-sine i ciemne. Przypomina zimową toń tuż przed zamarznięciem choć wokoło nie czuć chłodu.
Ciemna scena jaśnieje z nagła by po chwili ściemnieć znowu do stanu właściwego odsłaniając szczegóły, które opisano. Na brukowanej drodze stoi Ojciec z dzieckiem w ramionach. Daleko za nim widać plamę czerni zwiastującą nadciągającego Strażnika. Przy rzece nieopodal przysiadła dusza przyjmując klasyczną pozę yokuzowari. Ojciec spogląda wstecz a później rozgląda się na wzdłuż rzeki.
D: Co się stało ojcze? Czemu nie uciekamy?
O: Nie ma ucieczki przed strażnikiem.
D: Więc czemu biegniemy?
O: Szukam... (spostrzegłszy duszę) O tu jest!.
Podchodzi spiesznie do duszy, która przekrzywia głowę stroną nie okaleczona w kierunku nadchodzących i zaczyna się podnosić. Ojciec stawia dziecko na malowanej łące i gestem ją powstrzymuje.
O: Nie wstawaj proszę. Tak jak obiecałem niedługo usłyszysz rozmowę ludzi. Ale wstrzymaj się chwilę. Zostawię dziecię z Tobą.
D: Ojcze!
O: Nie bój się ukochane. Na chwilę tylko. Muszę zamienić kilka słów z naszą Nemezis nim się zbliży. Czy zostaniesz z tą duszą? Nie odejdę daleko.
Dziecko kiwa posłusznie głową.
O: Tylko trzymaj się z dala od wody. Nie dotykaj jej i nie patrz zbyt długo w fale a najlepiej wcale.
Dziecko znów kiwa głową i poprawia czapeczkę. Ojciec zwraca się więc znów do duszy.
O: Poczekasz?
Ta kiwa głową spokojnie więc Ojciec przytula jeszcze dziecko i odchodzi w kierunku nadciągającego Strażnika. Ten jest już o kroków dwadzieścia od postaci nad rzeką gdy mu drogę zagradza. Strażnik zdaje się go ignorować lecz w końcu zatrzymuje się tuż przed nim.
O: Strażniku pozwól na chwilę...
SK: Chcesz mnie powstrzymać?
O: Pragnę lecz wiem że nie wskóram nic.
SK: Więc czemu nieuniknione opóźniasz?
O: Bo jestem tylko człowiekiem. A to krew z krwi mojej i dusza z mojej duszy.
SK: Wątpię.
O: W co wątpisz strażniku?
SK: Widzę że niepodobny do ciebie.
Ojciec krzywi się boleśnie. Lecz nie ustępuje.
O: A czy dziecko musi być podobne do ojca?
SK: Prawo nic o tym nie mówi.
O: Więc skąd myśl że niepodobne?
SK: Bo zupełnie inne. Ale cóż po tym skoro zaraz rozwiążę ten węzeł?
O: Cóż chcesz uczynić?
SK: To co rozkazano. Zgodnie z prawem. Rozkaz, zabij co żywe. Rozkaz, zabij chłopca na oczach ojca. Taki mam rozkaz. Chcesz mnie powstrzymać?
O: Nie zdołam. Lecz co innego myślę.
SK: Spiesz się zatem bo nagli mnie konieczność.
Ojciec rzuca krótkie spojrzenie przez ramię i widzi iż dziecię z duszą prubuje grać w łapki.
O: Dobrze. Zatem krótko. Skoro masz zabić co żywe jak ci rozkazano i dziecko moje na moich oczach to nie możesz mnie zabić pierwszego?
SK tym razem milczy przez chwilę.
SK: Tak jak rzeczesz. Lecz nie muszę. Jeśli mi nie zejdziesz z drogi zgniotę cię jak muchę. I rzucę na bruk byś patrzył jak dziecko twoje umiera.
Ojciec skrzywił się słysząc ostatnie słowo lecz szybko odpowiada.
O: Nie wątpię. Nie mam zamiaru stawiać Ci czoła. Ale mam jeszcze pytanie jeśli łaska.
Strażnik tymczasem próbował wyminąć Ojca ale ten postąpił dwa kroki w tył zastępując mu znów drogę.
Zdaje się że głos Strażnika w głowie ojca przez chwilę okazuje irytację ale być może to tylko sugestia iż tak powinno być a nie rzeczywista jego reakcja.
SK: Spiesz się!
O: Co z dzieckiem? Zabijesz je? W piekle? Czy to możliwe?
SK: Oddzielę jego duszę od ciała i jak inne zostanie w piekle na zawsze.
O: Tak nie może być! Przecie ono ma dusze czystą, nieskalaną! A co z ciałem?
SK wydaje się pierwszy raz spoglądać na Ojca z uwagą- przynajmniej poczuł na sobie jego ciężki wzrok.
SK: Tak, gdy umiera ktoś w świecie jego dusza skalana trafia do piekła chyba iż jest czysta wtedy... Wtedy... Rozumiesz? Nie mówimy tu o tym. A ciało? Nie wiem. Nie zapisano tego w prawie. Ale skoro po świecie żywych krążą dusze bez ciała, które spoczywa w grobie to może po piekle będzie się błąkało ciało bez duszy spoczywającej w kręgu?
Płomienie sylwetki Strażnika wystrzeliły wyżej aż pociemniał nimb spalanego w nich światła.
O: A jeśli żywego zabijesz w tym kręgu?
SK: Już powiedziałem. Nie wiem. Prawo tego nie obejmuje a co poza prawem to poza mną. A dusza jak inne będzie się błąkać tu aż zniknie lub do świata końca co prędzej nastanie. A teraz odejdź na bok.
O: Czekaj jeszcze chwilę.
SK: Cóż znowu?
O: Czy możesz wejrzeć we mnie?
SK: Wejrzeć..?
O: Możesz. Zobaczyć co skrywam. Kolory duszy możesz prawda? Czy zgniła czy też czysta? Jestem pewien że możesz.
SK. Tak jest.
O: Więc zrób to! A ustąpię ci z drogi natychmiast.
Strażnik przez chwilę jakby się zastanawiał ledwo pełgając ognikami. W końcu wyciąga czarne ramię i opiera o pierś Ojca która skiwerczy pod naporem płomieni czarnych i zimnych jak pustka. Ojciec krzywi się lecz nie cofa. Za to Strażnik nagłym ruchem cofa ramię.
SK: Wątpię.
O: W co wątpisz strażniku?
SK: Widzę że niepodobny do ciebie.
Ojciec krzywi się boleśnie. Lecz nie ustępuje.
O: A czy dziecko musi być podobne do ojca?
SK: Prawo nic o tym nie mówi.
O: Więc skąd myśl że niepodobne?
SK: Bo zupełnie inne. Ale cóż po tym skoro zaraz rozwiążę ten węzeł?
O: Cóż chcesz uczynić?
SK: To co rozkazano. Zgodnie z prawem. Rozkaz, zabij co żywe. Rozkaz, zabij chłopca na oczach ojca. Taki mam rozkaz. Chcesz mnie powstrzymać?
O: Nie zdołam. Lecz co innego myślę.
SK: Spiesz się zatem bo nagli mnie konieczność.
Ojciec rzuca krótkie spojrzenie przez ramię i widzi iż dziecię z duszą prubuje grać w łapki.
O: Dobrze. Zatem krótko. Skoro masz zabić co żywe jak ci rozkazano i dziecko moje na moich oczach to nie możesz mnie zabić pierwszego?
SK tym razem milczy przez chwilę.
SK: Tak jak rzeczesz. Lecz nie muszę. Jeśli mi nie zejdziesz z drogi zgniotę cię jak muchę. I rzucę na bruk byś patrzył jak dziecko twoje umiera.
Ojciec skrzywił się słysząc ostatnie słowo lecz szybko odpowiada.
O: Nie wątpię. Nie mam zamiaru stawiać Ci czoła. Ale mam jeszcze pytanie jeśli łaska.
Strażnik tymczasem próbował wyminąć Ojca ale ten postąpił dwa kroki w tył zastępując mu znów drogę.
Zdaje się że głos Strażnika w głowie ojca przez chwilę okazuje irytację ale być może to tylko sugestia iż tak powinno być a nie rzeczywista jego reakcja.
SK: Spiesz się!
O: Co z dzieckiem? Zabijesz je? W piekle? Czy to możliwe?
SK: Oddzielę jego duszę od ciała i jak inne zostanie w piekle na zawsze.
O: Tak nie może być! Przecie ono ma dusze czystą, nieskalaną! A co z ciałem?
SK wydaje się pierwszy raz spoglądać na Ojca z uwagą- przynajmniej poczuł na sobie jego ciężki wzrok.
SK: Tak, gdy umiera ktoś w świecie jego dusza skalana trafia do piekła chyba iż jest czysta wtedy... Wtedy... Rozumiesz? Nie mówimy tu o tym. A ciało? Nie wiem. Nie zapisano tego w prawie. Ale skoro po świecie żywych krążą dusze bez ciała, które spoczywa w grobie to może po piekle będzie się błąkało ciało bez duszy spoczywającej w kręgu?
Płomienie sylwetki Strażnika wystrzeliły wyżej aż pociemniał nimb spalanego w nich światła.
O: A jeśli żywego zabijesz w tym kręgu?
SK: Już powiedziałem. Nie wiem. Prawo tego nie obejmuje a co poza prawem to poza mną. A dusza jak inne będzie się błąkać tu aż zniknie lub do świata końca co prędzej nastanie. A teraz odejdź na bok.
O: Czekaj jeszcze chwilę.
SK: Cóż znowu?
O: Czy możesz wejrzeć we mnie?
SK: Wejrzeć..?
O: Możesz. Zobaczyć co skrywam. Kolory duszy możesz prawda? Czy zgniła czy też czysta? Jestem pewien że możesz.
SK. Tak jest.
O: Więc zrób to! A ustąpię ci z drogi natychmiast.
Strażnik przez chwilę jakby się zastanawiał ledwo pełgając ognikami. W końcu wyciąga czarne ramię i opiera o pierś Ojca która skiwerczy pod naporem płomieni czarnych i zimnych jak pustka. Ojciec krzywi się lecz nie cofa. Za to Strażnik nagłym ruchem cofa ramię.