Czołem dzidki!
Jako że siedzę w domu na chorobowym, to pomyślałem, że coś wam wrzucę, a jako że nie umiem w memy, to wrzucę wam ciekawostkę historyczno- polityczną.
Zaczniemy sobie od małej zgadywanki. Jak myślicie, na czym polegał pierwszy poważny, wewnętrzny kryzys polityczny w Nowym Świecie? I nie mam tu na myśli walk plemiennych indian, tylko pierwsze "nieporozumienie" w koloniach francuskich, angielskich lub hiszpańskich. Odpowiedź jest w sumie memiczna i byćmoże bardziej wytrawni z konsumentów kontentu już się domyślają. Tak, pierwszym kryzysem politycznym wewnątrz którejkolwiek północnoamerykańskiej, był..... strajk polskich robotników xD
No ale nie mogę was zostawić z takim suchym faktem, więc nakreślę wam na szybko tło tego wydarzenia.
Kojarzycie może taką bajkę "Pocahontas"? To ta, gdzie młoda Edyta Górniak śpiewa o byciu hipisem. Akcja tego filmu dzieje się w historycznej kolonii Jamestown, prowadzonej przez bohatera filmu i jednocześnie postać historyczną- gubernatora Johna Smitha. Była to pierwsza w miarę udana próba osadnictwa angielskiego, a udana była po pierwsze dzięki niezłej lokalizacji (to swoją drogą też ciekawy temat- inne kolonie często traciły kontakt z metropolią, bo po założeniu okazywalo się, że w ich okolicy pojawiają się nieznane dotąd sezonowe prądy, pływy i inne atrakcje; jeśli temat was zaciekawi to mogę zrobić wpis o kolonii na roanoke), a po drugie dzięki wybitnym specjalistom- naszym polskim "robotnikom". Dałem robotników w cudzysłów, bo na nasze dzisiejsze słownictwo lepiej by pasowało powiedzieć "inżynierów", "specjalistów" albo jeszcze jakoś inaczej.
Najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie skąd nasi rodacy się tam wzięli. Przed wyruszeniem do Wirginii w roku 1607, John Smith przejechał się po europie w poszukiwaniu najlepszych ludzi znających fachy przydatne w rozwiniętym, nowożytnym społeczeństwie. W Rzeczypospolitej, jego uwagę zwrócili hutnicy szkła, którzy produkcję potrafili rozkręcić od zera, tj- wykopać glinę, z gliny zrobić naczynia do produkcji węgla drzewnego, zbudować sobie piec do przetopu piachu itd.
W roku 1608 przerzucono ich statkiem do nowopowstałej kolonii, gdzie okazali się dużo bardziej przydatni niż to pierwotnie zakładano. Produktem ubocznym produkcji węgla drzewnego jest bowiem smoła, niezbędna do konserwacji drewnianych kadłubów statków, a gdy kilku z naszych majstrów założyło powroźnik (takie miejsce gdzie się kręci sznury, przy czym nie wiem z jakiej rośliny brali włókna), kolonia zyskała możliwość samodzielnego serwisowania takielunku okrętów i łodzi. Ponadto nasi "robotnicy" wytwarzali z węgla drzewnego potaż, czyli minerał zawierający potas, będący półproduktem dla innych gałęzi ówczesnego "przemysłu" chemicznego.
W roku 1619, gdy liczba mieszkańców przekroczyła 1000 założono radę mieszkańców. Polacy jednak nie otrzymali w niej miejsc. Wtedy wystąpił wspomniany we wstępie strajk. Oczywiscie zatrzymanie produkcji większości kluczowych dla kolonii produktów sprawiło że bardzo szybko dla Polaków jednak znalazły się miejsca w radzie.
Parę lat później chłopakom skończył się kontrakt i wrócili do Europy, ale z tego co na ich temat wiadomo, to nie dotarli do targanej niepokojami Rzeczypospolitej, tylko w okolice Niderlandów, gdzie bez trudu znaleźli zatrudnienie w najlepszych europejskich stoczniach. Miło czasem pomyśleć, że część swojego szkutniczego dziedzictwa holendrzy zawdzięczają naszym rodakom, nawet jeśli ta część jest taka mikra.
Sorry, strasznie rozwlekłem, ale też czuję się słabo, mam nadzieję że przynajmniej dało się to jakkolwiek przeczytać.
Wypierdalam, miłej niedzieli niech humor wam dopisuje nawet wieczorem.
Jako że siedzę w domu na chorobowym, to pomyślałem, że coś wam wrzucę, a jako że nie umiem w memy, to wrzucę wam ciekawostkę historyczno- polityczną.
Zaczniemy sobie od małej zgadywanki. Jak myślicie, na czym polegał pierwszy poważny, wewnętrzny kryzys polityczny w Nowym Świecie? I nie mam tu na myśli walk plemiennych indian, tylko pierwsze "nieporozumienie" w koloniach francuskich, angielskich lub hiszpańskich. Odpowiedź jest w sumie memiczna i byćmoże bardziej wytrawni z konsumentów kontentu już się domyślają. Tak, pierwszym kryzysem politycznym wewnątrz którejkolwiek północnoamerykańskiej, był..... strajk polskich robotników xD
No ale nie mogę was zostawić z takim suchym faktem, więc nakreślę wam na szybko tło tego wydarzenia.
Kojarzycie może taką bajkę "Pocahontas"? To ta, gdzie młoda Edyta Górniak śpiewa o byciu hipisem. Akcja tego filmu dzieje się w historycznej kolonii Jamestown, prowadzonej przez bohatera filmu i jednocześnie postać historyczną- gubernatora Johna Smitha. Była to pierwsza w miarę udana próba osadnictwa angielskiego, a udana była po pierwsze dzięki niezłej lokalizacji (to swoją drogą też ciekawy temat- inne kolonie często traciły kontakt z metropolią, bo po założeniu okazywalo się, że w ich okolicy pojawiają się nieznane dotąd sezonowe prądy, pływy i inne atrakcje; jeśli temat was zaciekawi to mogę zrobić wpis o kolonii na roanoke), a po drugie dzięki wybitnym specjalistom- naszym polskim "robotnikom". Dałem robotników w cudzysłów, bo na nasze dzisiejsze słownictwo lepiej by pasowało powiedzieć "inżynierów", "specjalistów" albo jeszcze jakoś inaczej.
Najpierw musimy sobie odpowiedzieć na pytanie skąd nasi rodacy się tam wzięli. Przed wyruszeniem do Wirginii w roku 1607, John Smith przejechał się po europie w poszukiwaniu najlepszych ludzi znających fachy przydatne w rozwiniętym, nowożytnym społeczeństwie. W Rzeczypospolitej, jego uwagę zwrócili hutnicy szkła, którzy produkcję potrafili rozkręcić od zera, tj- wykopać glinę, z gliny zrobić naczynia do produkcji węgla drzewnego, zbudować sobie piec do przetopu piachu itd.
W roku 1608 przerzucono ich statkiem do nowopowstałej kolonii, gdzie okazali się dużo bardziej przydatni niż to pierwotnie zakładano. Produktem ubocznym produkcji węgla drzewnego jest bowiem smoła, niezbędna do konserwacji drewnianych kadłubów statków, a gdy kilku z naszych majstrów założyło powroźnik (takie miejsce gdzie się kręci sznury, przy czym nie wiem z jakiej rośliny brali włókna), kolonia zyskała możliwość samodzielnego serwisowania takielunku okrętów i łodzi. Ponadto nasi "robotnicy" wytwarzali z węgla drzewnego potaż, czyli minerał zawierający potas, będący półproduktem dla innych gałęzi ówczesnego "przemysłu" chemicznego.
W roku 1619, gdy liczba mieszkańców przekroczyła 1000 założono radę mieszkańców. Polacy jednak nie otrzymali w niej miejsc. Wtedy wystąpił wspomniany we wstępie strajk. Oczywiscie zatrzymanie produkcji większości kluczowych dla kolonii produktów sprawiło że bardzo szybko dla Polaków jednak znalazły się miejsca w radzie.
Parę lat później chłopakom skończył się kontrakt i wrócili do Europy, ale z tego co na ich temat wiadomo, to nie dotarli do targanej niepokojami Rzeczypospolitej, tylko w okolice Niderlandów, gdzie bez trudu znaleźli zatrudnienie w najlepszych europejskich stoczniach. Miło czasem pomyśleć, że część swojego szkutniczego dziedzictwa holendrzy zawdzięczają naszym rodakom, nawet jeśli ta część jest taka mikra.
Sorry, strasznie rozwlekłem, ale też czuję się słabo, mam nadzieję że przynajmniej dało się to jakkolwiek przeczytać.
Wypierdalam, miłej niedzieli niech humor wam dopisuje nawet wieczorem.