Las łez to miejsce, gdzie światło umarło, a każdy krok wbija się w ziemię tak twardą, że pęka pod stopami. Drzewa stoją jak strażnicy cieni, bez liści, z czarnymi gałęziami, które rozcinają niebo jak rozpalone ostrza.
W powietrzu unosi się gęsta mgła, cuchnąca rozkładem i zapomnieniem. Coś niewidzialnego przesuwa się między pniami — bezgłośnie, ale z ciężarem, który zgniata serce. W oddali słyszysz płacz, ale to nie jest ludzki głos, to jęk samego lasu, który połknął wszystko, co miało nadzieję.
W powietrzu unosi się gęsta mgła, cuchnąca rozkładem i zapomnieniem. Coś niewidzialnego przesuwa się między pniami — bezgłośnie, ale z ciężarem, który zgniata serce. W oddali słyszysz płacz, ale to nie jest ludzki głos, to jęk samego lasu, który połknął wszystko, co miało nadzieję.
Nie ma tu wyjścia, bo każdy kierunek prowadzi w głąb bezdennej ciemności, a ziemia pod stopami zdaje się żyć, pulsując rytmem obłędu i rozpaczy.