Niestety nie mogłem dodać dwóch rozdziałów jednocześnie dlatego wysyłam to jako drugą część dzisiejszego dnia (1/6), sorki za burdel ale nie moja wina
Dzień 2
Godzina nieznana
Miejsce: mieszkanie, blok, trzecie piętro
Piszę to, bo nie mam innego sposobu, żeby utrzymać rytm. Bez światła, bez zegarka, bez słońca... nie ma żadnego punktu odniesienia. Zasypiam i budzę się w tej samej ciemności, co mnie przeraża bardziej niż cokolwiek innego.
W nocy — albo tym, co kiedyś nazywałem nocą — telefon znowu się sam włączył.
Ekran rozjaśnił pół pokoju, jakby sam świat się zapalił na sekundę. Pojawiła się ta sama rządowa wiadomość:
KRYZYS ŚWIATOWY. PROSIMY POZOSTAĆ W DOMACH. UNIKAĆ KONTAKTU. NIE PRÓBUJ WŁĄCZAĆ URZĄDZEŃ. OSTRZEŻENIE KLASY CZARNEJ.
Potem wszystko zgasło. Telefon nie zareagował na przycisk. Próbowałem podłączyć go do powerbanka. Zero.
Nawet ekran ładowania się nie pojawia.
Nie wiem, co znaczy "klasa czarna", ale brzmi jak coś, czego nie powinienem znać.
Jak zakładka w dokumentach, którą ktoś zakleił czarną taśmą i napisał na niej markerem NIE OTWIERAĆ.
Wyszedłem dziś z mieszkania. Schody były ciemne, ale nie tak, żeby nie dało się zejść. Klatka schodowa wyglądała… zwyczajnie. Z wyjątkiem jednej rzeczy — nie słyszałem absolutnie nic. Ani jednego psa, samochodu, głosu. Cisza, jak w grobie.
Spróbowałem zapukać do sąsiadów. Zero odzewu. Na drzwiach do mieszkania 13 ktoś kredą napisał „ZOSTAŃCIE W ŚRODKU”. Drzwi do 14 były uchylone. Nie wchodziłem.
Wyszło mi, że mój blok jest kompletnie martwy. Przynajmniej z zewnątrz.
Na zewnątrz – jeśli to w ogóle można tak nazwać – ciemność jest totalna. Niebo czarne, ale bez gwiazd. Bez chmur. Tylko… płaska, ciemna kopuła nad światem.
Niebo wygląda jak zepsuty ekran. Gdy się długo patrzy – można odnieść wrażenie, że się rusza, ale nie wiem, czy to nie mój wzrok.
Poszedłem w stronę sklepu. Znałem drogę na pamięć. Na skrzyżowaniu zauważyłem coś dziwnego – wszystkie auta są zamknięte, jakby zatrzymane w ruchu, ale jedno miało rozbite szyby. W środku nie było nikogo. Ani krwi, ani śladów. Tylko kawałki szkła i rozmazany odcisk dłoni na desce rozdzielczej – jakby ktoś próbował się czegoś chwycić w panice.
Sklep był otwarty. Znaczy – drzwi były wybite. W środku pełno towaru, żadnego rabunku, żadnych ludzi.
Wziąłem trochę konserw, baterie, wodę. Wszystko, co dało się unieść. Żadnych oznak walki, ale za ladą stał wózek z zeskanowanymi zakupami, których nikt nie spakował. Koszyk, który czekał na kogoś, kto już nigdy nie wrócił.
Z powrotem w mieszkaniu… zapisałem to wszystko. Nie wiem, ile to potrwa. Ale muszę prowadzić ten dziennik.
Choćby po to, żeby nie zapomnieć, że naprawdę istniał dzień. Że istnieli ludzie.
Na koniec… coś jeszcze. Kiedy wracałem, widziałem światło. Daleko, gdzieś na wzgórzach poza miastem. Migające co kilka sekund, jak latarnia albo sygnał.
Mogło być złudzeniem. Ale widziałem je znowu, kiedy patrzyłem drugi raz.
Jutro — o ile to można tak nazwać — spróbuję iść w tamtym kierunku. Zostawiam baterie i jedzenie w wannie, najbezpieczniej.
Jeśli ktoś to czyta – jestem jeszcze tu. Nie zgłupiałem. Nie zginąłem. Jeszcze.
Daniel
Ciąg dalszy nastąpi... Jutro
Godzina nieznana
Miejsce: mieszkanie, blok, trzecie piętro
Piszę to, bo nie mam innego sposobu, żeby utrzymać rytm. Bez światła, bez zegarka, bez słońca... nie ma żadnego punktu odniesienia. Zasypiam i budzę się w tej samej ciemności, co mnie przeraża bardziej niż cokolwiek innego.
W nocy — albo tym, co kiedyś nazywałem nocą — telefon znowu się sam włączył.
Ekran rozjaśnił pół pokoju, jakby sam świat się zapalił na sekundę. Pojawiła się ta sama rządowa wiadomość:
KRYZYS ŚWIATOWY. PROSIMY POZOSTAĆ W DOMACH. UNIKAĆ KONTAKTU. NIE PRÓBUJ WŁĄCZAĆ URZĄDZEŃ. OSTRZEŻENIE KLASY CZARNEJ.
Potem wszystko zgasło. Telefon nie zareagował na przycisk. Próbowałem podłączyć go do powerbanka. Zero.
Nawet ekran ładowania się nie pojawia.
Nie wiem, co znaczy "klasa czarna", ale brzmi jak coś, czego nie powinienem znać.
Jak zakładka w dokumentach, którą ktoś zakleił czarną taśmą i napisał na niej markerem NIE OTWIERAĆ.
Wyszedłem dziś z mieszkania. Schody były ciemne, ale nie tak, żeby nie dało się zejść. Klatka schodowa wyglądała… zwyczajnie. Z wyjątkiem jednej rzeczy — nie słyszałem absolutnie nic. Ani jednego psa, samochodu, głosu. Cisza, jak w grobie.
Spróbowałem zapukać do sąsiadów. Zero odzewu. Na drzwiach do mieszkania 13 ktoś kredą napisał „ZOSTAŃCIE W ŚRODKU”. Drzwi do 14 były uchylone. Nie wchodziłem.
Wyszło mi, że mój blok jest kompletnie martwy. Przynajmniej z zewnątrz.
Na zewnątrz – jeśli to w ogóle można tak nazwać – ciemność jest totalna. Niebo czarne, ale bez gwiazd. Bez chmur. Tylko… płaska, ciemna kopuła nad światem.
Niebo wygląda jak zepsuty ekran. Gdy się długo patrzy – można odnieść wrażenie, że się rusza, ale nie wiem, czy to nie mój wzrok.
Poszedłem w stronę sklepu. Znałem drogę na pamięć. Na skrzyżowaniu zauważyłem coś dziwnego – wszystkie auta są zamknięte, jakby zatrzymane w ruchu, ale jedno miało rozbite szyby. W środku nie było nikogo. Ani krwi, ani śladów. Tylko kawałki szkła i rozmazany odcisk dłoni na desce rozdzielczej – jakby ktoś próbował się czegoś chwycić w panice.
Sklep był otwarty. Znaczy – drzwi były wybite. W środku pełno towaru, żadnego rabunku, żadnych ludzi.
Wziąłem trochę konserw, baterie, wodę. Wszystko, co dało się unieść. Żadnych oznak walki, ale za ladą stał wózek z zeskanowanymi zakupami, których nikt nie spakował. Koszyk, który czekał na kogoś, kto już nigdy nie wrócił.
Z powrotem w mieszkaniu… zapisałem to wszystko. Nie wiem, ile to potrwa. Ale muszę prowadzić ten dziennik.
Choćby po to, żeby nie zapomnieć, że naprawdę istniał dzień. Że istnieli ludzie.
Na koniec… coś jeszcze. Kiedy wracałem, widziałem światło. Daleko, gdzieś na wzgórzach poza miastem. Migające co kilka sekund, jak latarnia albo sygnał.
Mogło być złudzeniem. Ale widziałem je znowu, kiedy patrzyłem drugi raz.
Jutro — o ile to można tak nazwać — spróbuję iść w tamtym kierunku. Zostawiam baterie i jedzenie w wannie, najbezpieczniej.
Jeśli ktoś to czyta – jestem jeszcze tu. Nie zgłupiałem. Nie zginąłem. Jeszcze.
Daniel
Ciąg dalszy nastąpi... Jutro