8
Chciałbym opowiedzieć wam historię, która dała mi mocno do myślenia i myślę że niektórym z wam też da odnośnie tego całego podziału na miastowi-wieśniacy.
Otóż mieszkam od urodzenia w Krakowie, rodzice też stąd pochodzą, ale babcia od strony mamy urodziła się i wychowywała we wsi ok 100km od Krakowa. Całe dzieciństwo tam spędziłem jeżdżąc z dziadkiem bryczką, przerzucając siano czy karmiąc kury. Dziadkowi niestety szybko się zmarło ale babcia jak na twardą kobietę ze wsi przystało trzyma się całkiem nieźle mimo ponad 80 lat na karku. Normalnie można z nią pogadać, nawet pożartować, chociaż większość moich żartów komentuje "ACH TY GŁUPI" usmiechając się pod nosem. Taka poczciwa, pracowita babulka z chustą owiniętą wokół głowy. Sam nigdy nie uważałem się za "miastowego" ale nie mogę powiedzieć o sobie że jestem ze wsi mimo że darze tych ludzi sympatią. Co innego moi bliscy znajomi, którzy uważają się za rodowitych krakusów z dziada pradziada a na mieszkańców wsi patrzą z taką subtelną wyższością. Wiecie tacy trochę ę ą w garniturach i arafatkach co to mieszkają w kamienicach przy rynku bo tatuś im kupił mieszkanie. Fajni ludzie ale trochę snoby dlatego zaproponowałem im ognisko u mojej babci na wsi, żeby mogli zobaczyć z bliska przez jeden dzień jak się żyje na roli. Wiadomo że przez jeden dzień chuja tam zobaczą a nie realia polskiej wsi, ale mówimy o ludziach, którzy jedyną świnie jaką widzieli w życiu to Peppe na minimini o 18 więc cokolwiek zobaczą będzie dla nich czymś nowym. Wszyscy byli podjarani "wiejskim ekspiriensem" więc umówiliśmy się w jeden łikend, zapakowaliśmy się do mojej Zafiry i w sobotę z rana napierdalamy do mojej babuszki. Tak jak powiedziałem wszystko dla nich było nowe więc nie spodziewali się że na wsi jebie gównem, psy szczekają jak ahmedy na granicy a muchy i wszelkie robactwo lgnie do ciebie jak cygany proszące o 2 złote. No kurwa nie spodobało im się, ale za to wszyscy polubili moją babcię. Polubili ją na tyle że kiedy zrobiło się już trochę ciemniej, rozpaliliśmy ogień i usiedliśmy z kiełbami przy ognisku, wszyscy zgodnie poprosili żebym zaprosił ją do nas na jedno piwo. Oczywiście babcia nie pije alkoholu, ale lubi towarzystwo, a że na codzień jest dość samotna przyszła do nas bez nalegania. No i tak siedzimy gadamy, babcia opowiada jakieś historie z młodości ale widzę że się przygląda jednemu ziomkowi jakoś bardziej niż innym, aż w końcu pyta go:
-Ty a powiedz mi kawalerze jak się nazywasz?
-Ja? Kamil proszę Pani.
-A nazwisko jakie?
-Puszyński.
-Aaaaa Puszyński, tak myślałam. Taki nos masz jak twój dziadek. I podbródek też.
Wszyscy się spojrzeli po sobie z lekkim zaskoczeniem, ale nikt nic nie powiedział, a babcia kontynuowała swój wywiad.
-A ty gołąbeczku jak się nazywasz?
- Tomek Pazyra.
-Pazyra...Pazyra... Ach tak z tych Pazyrów co mieszkali obok Lipków. On fajny chłop ale się namęczył bidny z tą babą.
Wszyscy byli w szoku. Babcia wstała powiedziała że jest już zmęczona po czym rzuciła tylko na odchodne "Pozdrów swoją ciocię Grażynę Kamilku, niech mnie kiedyś odwiedzi" Po czym poszła do domu. Po chwili ciszy pytam Kamila
-Ty kurwa masz jakąś ciocię Grażyne?
-Mordo... Oboje moich rodziców to jedynaki. Ja nawet nie mam cioci nie mówiąc już o jakiejś Grażynie.
Okazało się że babcia nie wzięła leków i zaczęła pierdolić głupoty.
0.24703598022461