Dyskusje ogólne
1 r
44
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że cała branża psychologiczno-psychiatryczna to świetnie prosperujący biznes, który żeruje na ludzkiej słabości i chęci usłyszenia „wszystko z tobą w porządku, to świat jest zły”. Wystarczy, że powiesz coś niewygodnego, coś co nie pasuje do poprawnych ramek – i już diagnoza, depresja, zaburzenia, terapia raz w tygodniu po 300 zł i najlepiej przez kilka lat. Byłem u dwóch terapeutów lata temu z powodów niezwiązanych z depresją. Powiedziałem, że moje życie ani ludzi co nie osiągneli niczego dla ludzkości wyłączając tych co spłodzili potomka w skali świata nie ma większego znaczenia - na tej podstawie podejrzewały u mnie ciężką depresję, byłem spokojny, opanowany, no kurwa mówiłem prawdę, jestem i byłem pomimo wszystko wdzięczny za życie które mam i jestem szczęśliwy, ale wmawianie ludziom że białe jest czarne tylko żeby poczuli się lepiej jest kretyńskie (mówię tylko tutaj o własnych doświadczeniach, jeśli ktoś trafił na faktycznie dobrego terapeutę to też jestem ciekaw co sądzi). Dla mnie to wszystko to płatne gadanie pod klienta. Zamiast młodych uczyć radzenia sobie z porażką, z twardą rzeczywistością – mamy terapię. Efekt? Młode pokolenie rozjebane psychicznie, nieprzygotowane do życia. Każde niepowodzenie to trauma a rozwiązanie zawsze jedno: zapłać za kolejną sesję.