Gang kobiet napada na bank – kominiarki, kamizelki kuloodporne, broń długa – i biorą zakładników. Policja boi się szturmować budynek. Impas przerywa dzidowiec, wbiegając ot tak do środka.
Damscy rabusie patrzą na niego przez moment z odrazą, po czym zaczynają strzelać. Ich karabiny wypluwają serię za serią, ale żadna kula nie ima się dzidowca. Kobietom wreszcie kończy się amunicja i zostają błyskawicznie obezwładnione przez oddział antyterrorystów. Ich przywódzczyni patrzy jeszcze na dzidowca i pyta:
- Jakim cudem? Jak to zrobiłeś?
Ten bierze się pod boki i prycha z pogardą.
- Jestem tak odrażający dla kobiet, że nawet wasze pociski brzydziły się mnie dotknąć.
Damscy rabusie patrzą na niego przez moment z odrazą, po czym zaczynają strzelać. Ich karabiny wypluwają serię za serią, ale żadna kula nie ima się dzidowca. Kobietom wreszcie kończy się amunicja i zostają błyskawicznie obezwładnione przez oddział antyterrorystów. Ich przywódzczyni patrzy jeszcze na dzidowca i pyta:
- Jakim cudem? Jak to zrobiłeś?
Ten bierze się pod boki i prycha z pogardą.
- Jestem tak odrażający dla kobiet, że nawet wasze pociski brzydziły się mnie dotknąć.