18
No siema dzidki. Trochę mnie nie było, bo KURWA CHMURY NON STOP. 
Astrofotografia w tym kraju to w 80% wkurwianie się, że chmury są. 

Ale było parę dni nawet bez, więc coś tam się wyprodukowało w ostatnim czasie. 

Pytanie które padło wcześniej - co można zrobić turbo-amatorsko, bez żadnego specjalistycznego sprzętu, bez wydawania kasy. Otóż można zrobić na przykład to. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Co to za gówno - ktoś mógłby spytać? 
I wtedy należy odpowiedzieć...
no tak, to jest gówno. 

Ale jak weźmie się 600 takich gówien to nagle... 
Na środku widać bardzo nieśmiało pasmo drogi mlecznej, która przesuwa się w prawo, aparat to bezlusterkowy stary Canon R z absurdalnym przebiegiem prawie 300k - ale działa. Aparat to IRIX 15mm - złapałem nowy za 900 zł - więc nie jest to Sigma Art za grube tysiące. 

Mimo że aparat jest "nienajgorszy" - to nie jest zmodyfikowany i nie nadaje się do łapania pasm wodoru - dlatego droga mleczna pojawia się jako smuga. Modyfikacja listerkowców/bezlusterkowców to koszt 200 zł (ale trzeba liczyć się, że ten aparat będzie służyć tylko do tego). Nie poświęciłem w sumie za wiele czasu na obróbkę tego - wziąłem wszystkie klatki i wrzuciłem je w timelapse. Całość stoi na zwykłym statywie - generalnie jeśli ktoś posiada aparat z szerokokątnym obiektywem i dorzuci do tego interwałometr (60-80 zł?), postawi to na noc to można zrobić fajne rzeczy. 

Można zrobić jeszcze jedną fajną rzecz - przejście między dniem a nocą, nigdy nie jestem na to przygotowany (trzeba mieć już zogniskowany obiektyw i tylko włączyć kiedy słońce zachodzi). Ale może kiedyś zrobię. 

Proste, nie wymaga wybitnego sprzętu a efekt jest piorunujący. Zwłaszcza jak trafi się sytuacja gdzie chmury lecą w inną stronę niż pozorny ruch nieba. No i właśnie - chmury nie przeszkadzają. 

I tak 600 sztuk, żeby wyprodukować 20-kilka sekund. Widać na koniec że księżyc wstał i ujawił, że w rogu pracuje w tym czasie teleskop (chmur po północnej stronie nie było). 

A kiedy już udało się znaleźć dziurę w chmurach... 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Mgławica czarodziej (NGC 7380) - wprawdzie jest do góry nogami, ale przyznam szczerze - wolę go w tym ujęciu. Zresztą co to w ogóle znaczy "do góry nogami" w kosmosie. Piękna linia odcięcia wodoru (złoty) oraz tlenu (niebieski), niesamowicie wdzięczny obiekt do fotografii wąskopasmowej. 7200 lat świetlnych od nas 

Oraz drugi, równie przyjemny i duży - mgławica dziecko/dusza - jak zwał tak zwał. 6000 lat świetlnych od nas, razem z koleżanką (mgławicą serce) mają ok 300 lat świetlnych długości. 
Tłumacząc na nasze: wpizdu wielkie. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
No i oprócz tego ostatnio zmontowałem taki zestaw w którym dedykowana kamera astro jest podpięta do zwykłego obiektywu (Samyang 135mm) na najprostszym sky trackerze (SW Star Adventuter - najtańsza opcja żeby zacząć robić zdjęcia DSO). Kamera w kolorze, powiem szczerze, że obróbki koloru w ogóle nie umiem, ale cośtam wyszło to też wrzucę. 
Astro z innej strony tym razem (ale potem są też fajne rzeczy)
Mgławica Welon (całość - zarówno część wschodnia i zachodnia) pozostałość po supernowej. Gwiazda o masie ponad 20 naszych słońc zakończyła swój cykl życia ok 10-20 tys. lat temu. 
W momencie eksplozji była jaśniejsza niż wenus, więc 10-20 tysięcy lat temu ktoś (być może) widział na niebie gwiazdę jeszcze zanim zaszło słońce i zapadł zmrok. Grubo, nie? Ok 2,4 tys. lat świetlnych od nas, obecnie pył rozszerzył się na ok 110 lat świetlnych. 

Krótko mówiąc zatem: kiedyś jebło i teraz zapierdala. 


No to wypierdalam, do następnego razu! 
0.068563938140869