23
Siema Dzidki. 
Jak facet obieca że wyrzuci choinkę to nie trzeba mu przypominać co pół roku. Tak samo ja obiecałem że wrzucę jakiś tutorial amatorski to już 5 dzid później oto on. Zapraszam. 

Na początek mała uwaga - absurdalnie mało się przyłożyłem (jak zwykle robię te 30% to tutaj max było 3%). Materiału jest ledwo kilkanaście minut, kalibracja jest w oparciu o kilka klatek, obróbka jest zrobiona bardzo podstawowa - chcę pokazać, że nawet w kilka chwil da się zrobić "coś". A że to coś jest chujowe to już inna sprawa. 

Da się to zrobić lepiej, mi się po prostu nie chciało. Sprzęt jest ograniczający. 

No to do dzieła, tutaj nasz dzisiejszy bohater. 
Astrofotografia - wersja budżetowa
Aparat - Canon R, niemodyfikowany (ale też robimy obiekt który świeci jasno i nie ukrywa się w wąskich pasmach wodoru).

Obiektyw - Samyang 135mm f/2 (robiłem zdaje się na f/2.8 i się okazało że w ogóle bez potrzeby bo i tak wyciąłem większość obrazka więc winietowanie nie miało znaczenia). 

Oprócz tego mamy statyw i na statywie jest sky tracker. I to jest rzecz, której w domu raczej nie macie. Jakiś aparat - tak, jakiś obiektyw (mniej lub bardziej chujowy do tego celu) - tak. Ale nie montaż. 

Da się to zrobić bez montażu, na zwykłym statywie - wtedy pojedyncze klatki będą krótkie, ale będzie ich więcej. Stackowanie będzie trwało dłużej ale COŚ wyjdzie. 
 
Komputerkiem się nie przejmujemy - wykorzystałem go tylko jako... zasilacz do grzałki :D 

Grzałka jest po to aby rosa nie osadzała się na szkle obiektywu - noce robią się chłodniejsze, wilgotność powietrza rośnie - generalnie zaczyna się okres, kiedy grzałka jest obowiązkowa. 


Jako że u mnie montaż podążał za obiektem - mogłem sobie pozwolić na klatki po 30s. Jeśli chcecie go postawić na stacjonarnym statywie - musicie wziąć pod uwagę, że gwiazdy zaczną spierdalać. 

I teraz jest "zasada 500" która jest chuja warta, ALE omówmy sobie pokrótce
(500/(ogniskowa obiektywu*factor z rozmiaru matrycy))=liczba sekund które możemy "bezpiecznie" naświetlać. 

U mnie obiektyw to 135mm, factor matrycy to 1 (bo pełna klatka), dla APS-C to będzie 1.6 zdaje się. 
Czyli w teorii dla 135mm powinno się dać naświetlać 3.7s dla FF i 2.3s dla APS-C ale chuja prawda - to będize zapewne koło 2s i 1s. 

Jak to sprawdzić? 
Robimy jedną testową klatkę dla wartości jaka nam wychodzi (np. 3s) i sprawdzamy - jeśli gwiazdy są jajkami (oceniamy gromadę gwiazd w centrum, wszystkie będą spłaszczone/zjajowane w ten sam sposób) - to redukujemy czas aż dostajemy ładne okrągłe kropki. 

Ah no i oczywiście musimy pięknie wyostrzyć nasz obiektyw - można to zrobić na oko - celujemy w jak najmniejsze gwiazdy. Z pomocą może przyjść również maska bathinowa, jeśli mamy dobry podgląd. Na pierwszy raz na oko wystarczy. Jeśli ktoś ma problem wyostrzyć na gwiazdy a na niebie jest księżyc - kierujemy aparat na księżyc i wtedy DUŻO łatwiej jest nam złapać ostrość. 

Ostrzymy, robimy zdjęcie i sprawdzamy czy jest ostre czy nieostre. 

ISO - ja robiłem na 1600, zależnie od aparatu i podatności matrycy na szum - są aparaty które dobrze sobie poradzą z 6400, są aparaty które już przy 3200 będą marudzić. Im mniej tym lepiej, ale sprawdzamy co widać na klatkach vs czas naświetlania. W przypadku andromedy powinniśmy na pojedynczej klatce zobaczyć ogólny zarys. Nie przejmujemy się, że widać niewiele - po to robimy tych klatek dużo. 

Apertura - im większa dziura tym lepiej. Większa dziura, więcej światła wpada na raz, mniejszy czas naświetlania/mniejsze ISO potrzebne. Jeśli mamy obiektyw f/2 - zaczynamy od f/2, jeśli winietowanie jest okropne - to redukujemy, ale winietowanie sobie możemy usunąć w obróbce/kalibracji, więc nie boimy się go tak bardzo. 

Obiekt fotografowany powinien być w centrum. 

Czyli mamy: 
Aparat z obiektywem, na trackerze lub zwykłym statywie, długość klatki ustawiona tak że gwiazdy nie są jajami, ostrość złapana. Teraz z pomocą przychodzi nasz cichy bohater. 
Astrofotografia - wersja budżetowa
Interwałometr. Naciska za nas spust. Aparat ustawiamy w tryb bulb, ustawiamy długość klatki, odstęp. Niektóre aparaty mają ten tryb w k†órym robią drugą ekspozycję do odszumiania - wyłączamy (bo wtedy jedną klatkę robilibyśmy dwa razy dłużej). Ustawiamy, żeby zaczął robić zdjęcia kilka sekund po tym jak go odpalimy i... 

SPIERDALAMYYYYY

Serio. Odpalamy, odkładamy interwałometr (najlepiej żeby nie dyndał) i oddalamy się czym prędzej. Nie łazimy obok, nie sprawdzamy co chwilę, każda wibracja to zjebana klatka. Naświetlamy po 2-3 lub nawet 30 sekund - więc zostawiamy aparat w spokoju redukując wszelkie zewnętrzne czynniki do minimum. 

Wracamy po określonym czasie (u mnie to było 15 minut), wyłączamy. Ja zwykle wypierdalam pierwszą i ostatnią klatkę, tak dla zasady. 

Gratulacje, zrobiliśmy nasze Lighty! (klatki z danymi). 

Kiedy już zrobimy - można i warto zrobić klatki kalibracyjne. 

Darks -> klatki które pokazują jak działa matryca kiedy robi zdjęcie niczego. Robimy w tych samych warunkach (temperatura), zasłaniamy obiektyw i robimy ekspozycje równe tej, którą robiliśmy Lighty.

Te klatki eliminują hot-pixele, amp glow i inne dziwne rzeczy które matryca robi kiedy się nagrzewa przy długim naświetlaniu. To samo ISO, ta sama ekspozycja, ta sama temperatura. 

Flats -> klatki, które pokazują co widzi matryca kiedy widzi jednolicie podświetloną powierzchnię. U mnie wyglądało to tak
Astrofotografia - wersja budżetowa
Astrofotografia - wersja budżetowa
Wór na łeb (biała tkanina, bawełniana koszulka, warto zrobić kilka warstw). Na to wszystko idzie jednolicie świecąca powierzchnia. U mnie to jest panel EL, do obiektywów z reguły wystarcza tablet z białą stroną ustawiony na niską intensywność podświetlenia. 

Ustawiamy aparat w tryb apperture priority, robimy z tą samą przysłoną - aparat dobierze sam prędkość migawki. Jeśli czas naświetlania to ułamek sekundy - dokładamy więcej szmat/zmniejszamy podświetlenie - warto mieć minimum 1s. 

Jak to wygląda w praktyce: 
1. Lighty - obowiązkowe (inaczej co w ogóle robimy?)
2. Darki - wysoce zalecane, zwłaszcza przy długich czasach. Często nam się dzieje tak, że hotpixele nam robią kolorowe wężyki jeśli nie skalibrujemy klatek
3. Flaty... ujdzie jeśli ich nie będzie. One służą do redukcji winietowania (możemy to ew. zrobić inaczej w obróbce) oraz jeśli mamy kurz na soczewce - pozwalają skalibrować klatki

Są jeszcze biasy, łatwo i szybko się je robi, ja ich ostatnio na kamerkach astro nie robię wcale bo działy się dziwne rzeczy. Na lustrzakach/bezlusterkowcach chyba nadal warto. Można doczytać :) 

Czyli w dużym uproszczeniu nasza kalibracja działa tak: 
Mamy nieco ujebany obiektyw + matryca płata figle

Od lightów odejmujemy psikusy matrycy oraz odejmujemy syf z obiektywu (dosłownie, matematycznie piksel po pikselu cyfrowo czyścimy to zdjęcie z niedoskonałości naszego sprzętu). 

Im więcej klatek kalibracyjnych tym lepiej, ale nadchodzi moment gdzie uzysk na jakości jest minimalny. 

Krótko mówiąc: między 10 a 20 jest spora różnica, między 10 tysięcy a 12 tysięcy - relatywnie niewielka. 

Do stackowania możemy użyć programiku który się nazywa DeepSkyStacker (darmowy), do obróbki mamy mnóstwo materiałów w internecie, zresztą ile ludzi tyle różnych technik. Nie będę się tu zagłębiał w szczegóły. U mnie obróbki było niewiele. Tak wygląda skalibrowana klatka z lightem: 
Astrofotografia - wersja budżetowa
A tutaj efekt końcowy po chujowej obróbce.
Astrofotografia - wersja budżetowa
Autor: Ja
Aparat: tak
Obiektyw: tak, 135mm
Liczba klatek: mało x 30s
Kalibracja: załóżmy że tak
Obróbka: coś widać, prawda? 

No to tyle ode mnie, wypierdalam. Jeśli kogokolwiek zainteresował temat, są jakieś pytania - chętnie odpowiem w komentarzach. 
0.069149971008301