9
To już nie jest negocjacja. 
To jest panika. 
Berlin dzwoni po nocach. 
Bruksela pakuje walizki. 
Ursula von der Leyen 
ma kupiony bilet do Brazylii, jakby podpis pod umową był formalnością, a nie decyzją o losie europejskiego rolnictwa. 

A gdy Włochy mówią „stop”, słyszymy wprost: „jeśli ich nie będzie, to koniec”. 

Ten ton mówi wszystko. 
Nie chodzi o wspólnotę. 
Chodzi o interes. 

Niemcy chcą eksportować, Europa ma zapłacić.

 Umowa UE–MERCOSUR nie jest żadnym „projektem europejskim”. 
To jest projekt niemiecki, skrojony pod potrzeby ich przemysłu: motoryzacji, chemii, wielkich koncernów. 

Rolnictwo ? To ma być ofiara. 

Europejski rolnik dusi się pod regulacjami, normami, Zielonym Ładem, kontrolami i kosztami. A w tym samym czasie Bruksela chce otworzyć rynek na tanią żywność z Ameryki Południowej 
— produkowaną bez tych samych standardów, bez tych samych kosztów, 
bez tej samej odpowiedzialności. 

To nie jest wolny handel. 
To jest kontrolowana nierówność. 

Kto dziś broni interesu Polski? 

I tu pojawia się pytanie kluczowe: 
gdzie jest polski rząd ? 

Milczy. Czeka. Robi dokładnie to, co Berlin.

 Gdy ważą się sprawy fundamentalne dla polskiej wsi, dla bezpieczeństwa żywnościowego, dla suwerenności gospodarczej 
— rząd nie ma głosu, nie ma stanowiska, 
nie ma odwagi. Ale ktoś ten głos jednak podniósł. 

Prezydent Karol Nawrocki działa, 
gdy rząd chowa się za plecami ...

Prezydent Nawrocki 
rozmawiał z premier Giorgią Meloni, 
jasno prosząc o wsparcie i sprzeciw wobec forsowania tej umowy. 

Bo wiedział jedno: jeśli kraje takie jak Włochy pękną, lawina ruszy, a Polska zostanie z rachunkiem. 

To prezydent, a nie rząd, próbował budować oś sprzeciwu wobec dyktatu Berlina i Brukseli.

 To prezydent, a nie rząd, rozumiał, że MERCOSUR to nie techniczny dokument, 
tylko strategiczny błąd. Demokracja jest problemem, gdy mówi „nie” Rolnicy protestują.

 Francja chce odłożyć głosowanie.

 Włochy stawiają warunki. 

A Bruksela reaguje nerwowo, 
bo demokracja
 — jak zwykle
 — przeszkadza w realizacji planu.
 Dlatego pośpiech. Dlatego nocne naciski. Dlatego próba podpisu gdzieś daleko, 
w Brazylii, 
z dala od europejskich społeczeństw.

 Bo im mniej ludzi zrozumie, tym łatwiej przepchnąć umowę. Europa, która oddaje żywność za cudzy eksport.
 Dziś oddajemy rynek wołowiny i drobiu. 
Jutro kolejne sektory. 
Pojutrze usłyszymy, że „nie dało się inaczej”.

 Ale da się inaczej 
— trzeba tylko przestać klękać 
przed niemieckim interesem. 

Jeśli Unia Europejska ma być wspólnotą, 
a nie rynkiem zbytu dla najsilniejszych, to MERCOSUR w tej formie musi upaść. 
I dobrze, że są jeszcze państwa 

— jak Włochy 
— które mają odwagę to powiedzieć. 

Bo Europa, która nie potrafi obronić własnych rolników, nie obroni niczego. A Polska bez głosu, Polska milcząca, Polska idąca krok w krok za Berlinem — to nie jest suwerenne państwo. To jest wykonawca cudzych decyzji.
Kradzione, ale nie szkodzi
0.11757206916809