Część 1 do znalezienia na moim profilu
I teraz przy tym należy wprowadzić znów kolejną dygresję. Chodzi mianowicie o niemiecką piechotę. Czy atakowała ona wraz z czołgami? Odpowiedź brzmi – nie wszędzie. Wynikało to z tego, że piechota wraz z samochodami transportowymi zatrzymana została na początku na przeprawach przez Liswartę, a także na rzekach Pankówka i Opatówka. Taki stan rzeczy doprowadził, do niebrania przez nią udziału w walkach z WBK we wszystkich miejscach. Z całą pewnością w pierwszych godzinach ataki m.in. na Krzepice, przypuściły czołgi i nieliczna piechota, która przeprawić się mogła na pancerzach pojazdów, jednak taki stan rzeczy nie mógł trwać przez cały czas trwania boju. Oczywiście, jeśli dały radę przeprawić się czołgi, to zrobiły to z czasem również transportery opancerzone, a wraz z budowaniem kolejnych przepraw robiły to kolejne jednostki, w tym samochody i artyleria. Gdzie więc byli ci, którzy przeprawili się przez Liswartę? Mówiąc wprost – stali w korku. Spowodowane było to tym, że wraz z przeprawieniem się kolejnych jednostek z 4. Dywizji Pancernej, z powodu dużego natłoku na szosie, setki pojazdów utykało w zatorach, które wyminąć mogły tylko czołgi, dla których utwardzone drogi nie były niezbędne do kontynuowania dalszego marszu. To wszystko doprowadziło do niemożności wykorzystania oddziałów piechoty w każdym miejscu, co oczywiście nie oznacza, że wszystkie walki 4. DP odbywały się tego dnia bez jej udziału. Przykładem tego, były działania niemieckich oddziałów m.in. okolicach wsi Danków, czy dalej pod Kamieńszczyzną i Leszczynami, gdzie znajdował się polski 19. Pułk Ułanów.
Podczas, gdy Niemcy rozpoczęli swój zakorkowany marsz szosą w kierunku na Kłobuck, a pod Mokrą miały miejsce pierwsze walki ze szwadronami 21. Pułku Ułanów, w tym samym czasie Niemcy posuwali się również w kierunku Dankowa. Nadjeżdżające motocykle z 7 oddziału rozpoznawczego przywitał ogniem pluton TKS-ów, który jednak wycofał się widząc nadciągające transportery opancerzone, a także kilka czołgów, z którymi 3 małe polskie tankietki nie miały większych szans. Samego Dankowa bronił oddział OW „Danków” oraz pluton z 4 szwadronu i pluton kolarzy z 19 Pułku Ułanów. W tym samym czasie ze wsi Iwanowice Duże wyruszył na przełaj przez pola I batalion 12 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych, który odciął swym manewrem drogę odwrotu dla cofających się spod Dankowa polskich oddziału, które odrzucone zostały za rzekę Liswartę do Rębielic Szlacheckich, które to zaś znajdowały się już w pasie działań polskiej 30 Dywizji Piechoty. Wszystko to miało miejsce około godziny 10:00.
Wróćmy na szosę Krzepice-Kłobuck i Polanę do czasu bombardowania i ostrzału. Sytuacja spod Dankowa zaalarmowała płk. Filipowicza, a zarazem ostatecznie udowodniła podejrzenie, że nacierający przeciwnik będzie chciał uderzać nie bezpośrednio na Kłobuck, ale kieruje się głównie na pozycje 21 p.uł. Podjęta jest tym samym decyzja o skierowaniu odwodowego 12 p.uł. na wschodni skraj polany Mokra, by ten wsparł swymi siłami obronę, głównie koncentrując się w rejonie przepustu kolejowego. W międzyczasie pozycje ułanów są „obficie” ostrzeliwane i bombardowane, co doprowadza m.in. do strat w koniach, bowiem część bomb zrzucana jest na las Grodzisko, w którym zwierzęta te oczekują na spieszonych ułanów. Była godzina 10:00 (według części polskich źródeł 9:30, a według niemieckich 12:00), gdy rtm. Deszert ze swej skalnej reduty na Wzgórzu Opatowskim zameldował do dowódcy o ponownym większym ruchu niemieckich czołgów – a dokładniej około 30, które ewidentnie przygotowywać się miały do kolejnego uderzenia, na które nie było długo trzeba czekać.
Atak wyprowadzony przez I batalion 36. Panzer Regiment ze wsi Wilkowiecko wjechał na pozycje 4 szwadronu 21 p.uł., by dosłownie się przez nie – mówiąc wprost – przetoczyć. Ułani dowodzeni przez por. Karola Ludwika Kantora, mimo wsparcia uzbrojeniem 2 szwadronu posiadali do obrony jedynie tylko dwa działka 37 mm oraz ok. 6 karabinów wz. 35, przez co nie mieli oni większych szans z kilkudziesięcioma czołgami. Przeciwnik wjechał w zabudowania Mokrej III, a także Mokrej II, uderzając tym samym centralnie na stanowiska 2 DAK-u. Polskie obsługi dział rozpoczęły ostrzał „na wprost”. Zapanował przy tym istny kocioł. Atakujące czołgi poruszały się między płonącymi gęstymi zabudowaniami dwóch wsi, wjeżdżając przy tym pod lufy polskich dział 75 mm, których obsługi broniły się wszystkim, czym tylko miały. Niemcy przy znikomej widoczności prowadzili ostrzał prawie na ślepo, co jednak doprowadzało do stale powiększających się strat wśród ułanów, głównie z 1 baterii 2 DAK-u w Mokrej II, która została osłabiona m.in. w wyniku zniszczenia jednego działa 75 mm. Polacy nie pozostawali jednak dłużni, bowiem wśród zabudowań, jak i na polach w płomieniach, bądź po prostu unieruchomione stawały kolejne nacierające czołgi, co jednak nie zatrzymywało dalszego ich napierania, przez co zagrożone były pozycje również 2 i 3 baterii. W obliczu coraz cięższej sytuacji, do walki przyłącza się w pewnym momencie pociąg pancerny „Śmiały”, który nadjechał od strony stacji Miedźno. Stalowy kolos na szynach otworzył ogień z dwóch haubic 100 mm, oraz dwóch dział 75 mm, co całkowicie załamało niemiecki atak. Pozbawione wsparcia piechoty czołgi, rażone ze wszystkich stron pociskami dział 37 mm, 75 mm, 100 mm, a także karabinów ppanc. wz. 35, ustąpiły, wycofując się w stronę Wilkowiecka.
Atak wyprowadzony przez I batalion 36. Panzer Regiment ze wsi Wilkowiecko wjechał na pozycje 4 szwadronu 21 p.uł., by dosłownie się przez nie – mówiąc wprost – przetoczyć. Ułani dowodzeni przez por. Karola Ludwika Kantora, mimo wsparcia uzbrojeniem 2 szwadronu posiadali do obrony jedynie tylko dwa działka 37 mm oraz ok. 6 karabinów wz. 35, przez co nie mieli oni większych szans z kilkudziesięcioma czołgami. Przeciwnik wjechał w zabudowania Mokrej III, a także Mokrej II, uderzając tym samym centralnie na stanowiska 2 DAK-u. Polskie obsługi dział rozpoczęły ostrzał „na wprost”. Zapanował przy tym istny kocioł. Atakujące czołgi poruszały się między płonącymi gęstymi zabudowaniami dwóch wsi, wjeżdżając przy tym pod lufy polskich dział 75 mm, których obsługi broniły się wszystkim, czym tylko miały. Niemcy przy znikomej widoczności prowadzili ostrzał prawie na ślepo, co jednak doprowadzało do stale powiększających się strat wśród ułanów, głównie z 1 baterii 2 DAK-u w Mokrej II, która została osłabiona m.in. w wyniku zniszczenia jednego działa 75 mm. Polacy nie pozostawali jednak dłużni, bowiem wśród zabudowań, jak i na polach w płomieniach, bądź po prostu unieruchomione stawały kolejne nacierające czołgi, co jednak nie zatrzymywało dalszego ich napierania, przez co zagrożone były pozycje również 2 i 3 baterii. W obliczu coraz cięższej sytuacji, do walki przyłącza się w pewnym momencie pociąg pancerny „Śmiały”, który nadjechał od strony stacji Miedźno. Stalowy kolos na szynach otworzył ogień z dwóch haubic 100 mm, oraz dwóch dział 75 mm, co całkowicie załamało niemiecki atak. Pozbawione wsparcia piechoty czołgi, rażone ze wszystkich stron pociskami dział 37 mm, 75 mm, 100 mm, a także karabinów ppanc. wz. 35, ustąpiły, wycofując się w stronę Wilkowiecka.
W polskich relacjach i wspomnieniach z walk pojawia się epizod dotyczący rzekomego ataku pododdziałów niemieckiego 12. pułku piechoty z 31. Dywizji Piechoty na pozycje IV batalionu 84. pułku strzelców podolskich. Należy jednak zaznaczyć, że analiza dokumentów niemieckich wskazuje, iż 12. pułk piechoty od godziny 7:45 pozostawał unieruchomiony w rejonie Kukowa i nie mógł w tym czasie prowadzić działań zaczepnych na opisywanym odcinku.
Według wspomnień polskich atakowane miały być pozycje IV batalionu 84. psp., na które uderzyć miały pododdziały niemieckiego 12. pułku piechoty. Niemieccy żołnierze mieli dotrzeć w rejon Waleńczowa oraz Brodów-Maliny na ciężarówkach i transporterach opancerzonych, które stały się idealnym celem dla polskich działek przeciwpancernych i karabinów maszynowych. Skuteczny ostrzał nie doprowadził jednak – według tych relacji – do wycofania się przeciwnika, który przypuścił szturm, wdzierając się nawet na pozycje 12. kompanii batalionu. Sytuacja miała przybrać dramatyczny obrót: część polskich żołnierzy nie wytrzymała napięcia, opuszczając okopy i cofając się na tyły, szerząc przy tym alarmistyczne informacje o rzekomym całkowitym przełamaniu obrony batalionu. Wśród uciekających miał znaleźć się m.in. lekarz 12. kompanii. Kryzys został – według relacji – opanowany przez dowódcę kompanii, kpt. S. Radajewicza, który poderwał żołnierzy do kontrataku na bagnety. Natarcie to miało przynieść Niemcom znaczne straty i doprowadzić do ich całkowitego wyparcia z polskich pozycji, a na przedpolu miały pozostać zniszczone ciężarówki oraz ciała poległych żołnierzy niemieckich.
Według wspomnień polskich atakowane miały być pozycje IV batalionu 84. psp., na które uderzyć miały pododdziały niemieckiego 12. pułku piechoty. Niemieccy żołnierze mieli dotrzeć w rejon Waleńczowa oraz Brodów-Maliny na ciężarówkach i transporterach opancerzonych, które stały się idealnym celem dla polskich działek przeciwpancernych i karabinów maszynowych. Skuteczny ostrzał nie doprowadził jednak – według tych relacji – do wycofania się przeciwnika, który przypuścił szturm, wdzierając się nawet na pozycje 12. kompanii batalionu. Sytuacja miała przybrać dramatyczny obrót: część polskich żołnierzy nie wytrzymała napięcia, opuszczając okopy i cofając się na tyły, szerząc przy tym alarmistyczne informacje o rzekomym całkowitym przełamaniu obrony batalionu. Wśród uciekających miał znaleźć się m.in. lekarz 12. kompanii. Kryzys został – według relacji – opanowany przez dowódcę kompanii, kpt. S. Radajewicza, który poderwał żołnierzy do kontrataku na bagnety. Natarcie to miało przynieść Niemcom znaczne straty i doprowadzić do ich całkowitego wyparcia z polskich pozycji, a na przedpolu miały pozostać zniszczone ciężarówki oraz ciała poległych żołnierzy niemieckich.
W czasie, gdy niemiecka artyleria i lotnictwo bombardowało pozycje 21 Pułku Ułanów, na pozycje 19 Pułku wyprowadzone są przez I batalion 12 Pułk Strzelców Zmotoryzowanych dwa natarcia – pierwsze na miejscowość Leszczyna, gdzie stał 2 szwadron 19 p.uł. (dowodzony przez rtm. Jerzego Wiszniowskiego), oraz na miejscowość Kamieńszczyzna, gdzie swoją placówkę miały pozostałe dwa plutony 4 szwadronu 19 p.uł. Oba natarcia zostały skutecznie odparte (Niemcy tracą kilka ciężarówek, a kilka czołgów zostaje uszkodzonych), przy czym pod Kamieńszczyzną dochodzi do polskiego ataku „na bagnety”, co powiększa straty niemieckiej piechoty, która wcześniej została ostrzelana z broni maszynowej. Po tych wydarzeniach, w obawie przed kolejnymi wzmocnionymi natarciami dowódca 4 szwadronu 19 p.uł. por. W. Gumiński podjął decyzję o opuszczeniu swych stanowisk i skierował się do m. Leszczyny, co jednak przy jednoczesnym nieobsadzeniu wzgórza w miejscowości Rębielice Królewskie otwarło drogę dla niemieckich oddziałów, które tym samym mogły udać się w kierunku linii kolejowej i dalej na miejscowość Izbiska i Miedźno, by tym samym wejść na tyły całej Brygady. Było około godziny 12:00, gdy do dowódcy 19 p.uł. doszedł rozkaz od płk. Filipowicza, który nakazywał przejście w kierunku miejscowości Borowa (znajduję się ona w okolicach Miedźna), obsadzając przy tym przejście nad torami kolejowymi w okolicach m. Izbiska. Rozkaz ten był jednak ciężki do zrealizowania, bowiem na drodze Pułku znajdowały się już wdzierające się przez lukę do lasu Grodzisko oddziały niemieckie. Wyjście było tylko jedne, a mianowicie drogę „trzeba było sobie wyrąbać”, a do tego celu wyznaczone były jeszcze niewalczące dotychczas szwadrony 1 i 3, które pod dowództwem rtm. Antoniego Skiby (dowódcy 1 szwadronu), uderzyć miały w szyku konnym. Jako ich ubezpieczenie pozostawiono II pluton ze szwadronu ciężkich karabinów maszynowych 19 Pułku dowodzony przez por. S. Rżanka, który obsadził opuszczane przez ułanów 1 szwadronu przeprawę na Liswarcie w okolicach Popowa. Kilkuset polskich ułanów galopem przejechać musiało około 2 km odcinek po odsłoniętym terenie, by następnie wjechać w las i dosłownie „wpaść” na niczego niespodziewających się Niemców, którzy z racji postoju rozeszli się po lesie. Zapanowała prawdziwa panika, która jednak nie zakończyła się walką, bowiem polscy ułani skupieni byli na przedarciu się ku nowym pozycjom, natomiast Niemcy po prostu w szaleńczym strachu i rozgardiaszu próbowali ratować skórę wskakując do ciężarówek i na motocykle, nie myśląc przy tym o oddawaniu strzałów. Nastąpiła kotłowanina, podczas której agresorzy zaczęli uciekać w kierunku zachodnim, ale i wschodnim, za którymi to podążył 3 szwadron (por. Stanisław Górecki). 1 szwadron pod dowództwem rtm. Skiby po zajęciu znajdującej się w pobliżu torów leśniczówki, rozpoczął walkę w lesie Grodzisko. W międzyczasie 2 i 4 szwadron 19 p.uł. przez wieś Władysławów przemieścił się na nowe pozycje.
Podczas, gdy na prawym skrzydle WBK 19 p.uł. ścierał się z niemieckimi czołgami i piechotą, to na polanie Mokra Niemcy wycofywali się ostrzeliwani przez pociąg i trzy baterie 2 DAK-u. Nastąpiła po tym – od około 11:00 – godzinna przerwa, którą dwie strony wykorzystywały na odbudowanie zdolności bojowej. O ile Niemcy spokojnie przegrupowali siły, zatankowali czołgi, a same załogi miały chwilę wytchnienia, o tyle polscy ułani wzmacniali stanowiska i dostarczali do baterii amunicję pod stałym ogniem niemieckiej artylerii. Sama sytuacja na polanie nie była absolutnie pozytywna – wszystkie baterie 2 DAK-u poniosły pierwsze straty, a 21 p. uł. był mocno skrwawiony.
Podczas, gdy na prawym skrzydle WBK 19 p.uł. ścierał się z niemieckimi czołgami i piechotą, to na polanie Mokra Niemcy wycofywali się ostrzeliwani przez pociąg i trzy baterie 2 DAK-u. Nastąpiła po tym – od około 11:00 – godzinna przerwa, którą dwie strony wykorzystywały na odbudowanie zdolności bojowej. O ile Niemcy spokojnie przegrupowali siły, zatankowali czołgi, a same załogi miały chwilę wytchnienia, o tyle polscy ułani wzmacniali stanowiska i dostarczali do baterii amunicję pod stałym ogniem niemieckiej artylerii. Sama sytuacja na polanie nie była absolutnie pozytywna – wszystkie baterie 2 DAK-u poniosły pierwsze straty, a 21 p. uł. był mocno skrwawiony.
Była około godz. 12:00, gdy nastąpił ponowny ruch niemieckich czołgów, których tym razem zebrano ok. 100. I ponownie, jako pierwsi dostrzegli je ułani ze Wzgórza Opatowskiego (wedle części przekazów rtm. Deszert miał wycofać się już z niego ok. godz. 10:00, czemu zaprzeczają jednak m.in. wspomnienia). W momencie, gdy niemieckie czołgi z 35. Panzer Regiment ruszyły przez Wilkowiecko na pozycje 2 i 4 szwadronu 21. p.uł., do ataku przystąpić również miała nieliczna niemiecka piechota z II batalionu 12 Pułku Strzelców Zmotoryzowanych, których zadaniem było opanowanie „skalnej reduty” ułanów z 3 szwadronu. Polscy żołnierze, mimo posiadania jedynie dwóch ckm-ów zdjętych z taczanek, wspomnianego jednego działka 37 mm oraz kilku rkm-ów, skutecznie nakryli ogniem atakujących piechurów, którzy bez jakiegokolwiek powodzenia próbowali choćby zbliżyć się do pozycji ułanów. Po wycofaniu się Niemców, na Wzgórze spadł ponowny ostrzał, który nie mógł jednak zagrozić ukrytym w licznych wyrobiskach Polakom. Nie widząc sensu dalszego obsadzania pozycji rtm. Deszert podjął decyzję o wycofaniu się. Po wezwaniu koniowodnych wystrzałem z rakietnicy, 3 szwadron i dwa plutony 1 szwadronu wycofały się bez popłochu ze Wzgórza, kierując się przy tym na nową pozycję w rejonie wzniesieniu nr 236, znajdującego się w pobliżu Popowic. Wydarzenie to, tj. atak niemieckiej piechoty na Wzgórze, wzbudza jednak pewne wątpliwości. O ile, według polskich przekazów faktycznie miało ono miejsce, o tyle nie znajduje potwierdzenia w niemieckich dokumentach, według których samo Wzgórze miało być już zdobyte znacznie wcześniej przez czołgi (dokumentom niemieckim przeczą natomiast wspomnienia starszych ludzi, z którymi miałem okazję rozmawiać).
W czasie, gdy atakowana była ostatnia wysunięta placówka WBK w Opatowie, uderzenie spadło na pozycje 4 szwadronu, który dalej bronił wstępu na polanę. Polscy ułani, nie mając absolutnie żadnych szans w starciu z ok. 100 opancerzonymi pojazdami – zapobiegając całkowitemu unicestwieniu – wycofali się do lasów na północ i południe od sowich dotychczasowych pozycji. Trochę na północ, przy wejściu na polanę walczy osłabiony 2 szwadron por. Sobańskiego, który pozbawiony działka próbuje zatrzymać czołgi, strzelając z ckm-ów i rusznic. Pod naporem ulega i on, a tym samym prawie setka czołgów dosłownie wlała się na polanę, ponownie wprost na pozycje 2 DAK-u. Prowadząc ostrzał ze swych 75 mm dział, Polscy ułani utrzymywali swe pozycje. Trafiani i rozrywani pociskami z karabinów i działek czołgów polscy żołnierze konali przy swoich armatach, a ich miejsce zastępowali kolejni. Donoszona z jaszczy amunicja błyskawicznie topniała, jednak na przedpolu każdej z baterii przybywało kolejnych unieruchomionych pojazdów, jednak tych wciąż atakujących było zdecydowanie za dużo. Dodatkowo kolejne czołgi zaczęły wdzierać się na polanę od strony wsi Mokra I, które jednak błyskawicznie powstrzymał celny ogień 1 baterii kpt. Sokołowskiego.
W czasie, gdy atakowana była ostatnia wysunięta placówka WBK w Opatowie, uderzenie spadło na pozycje 4 szwadronu, który dalej bronił wstępu na polanę. Polscy ułani, nie mając absolutnie żadnych szans w starciu z ok. 100 opancerzonymi pojazdami – zapobiegając całkowitemu unicestwieniu – wycofali się do lasów na północ i południe od sowich dotychczasowych pozycji. Trochę na północ, przy wejściu na polanę walczy osłabiony 2 szwadron por. Sobańskiego, który pozbawiony działka próbuje zatrzymać czołgi, strzelając z ckm-ów i rusznic. Pod naporem ulega i on, a tym samym prawie setka czołgów dosłownie wlała się na polanę, ponownie wprost na pozycje 2 DAK-u. Prowadząc ostrzał ze swych 75 mm dział, Polscy ułani utrzymywali swe pozycje. Trafiani i rozrywani pociskami z karabinów i działek czołgów polscy żołnierze konali przy swoich armatach, a ich miejsce zastępowali kolejni. Donoszona z jaszczy amunicja błyskawicznie topniała, jednak na przedpolu każdej z baterii przybywało kolejnych unieruchomionych pojazdów, jednak tych wciąż atakujących było zdecydowanie za dużo. Dodatkowo kolejne czołgi zaczęły wdzierać się na polanę od strony wsi Mokra I, które jednak błyskawicznie powstrzymał celny ogień 1 baterii kpt. Sokołowskiego.
Do ciekawego, a zarazem tragicznego wydarzenia doszło w międzyczasie trochę na północ od wsi Mokra III. W momencie, gdy ostatnie oddziały 21 p.uł. broniły wejścia na polanę, decyzją płk. Filipowicza wysłany został dowodzony przez rtm. Jerzego Hollaka 3 szwadron z 12 p.uł., który dodatkowo wzmocniony plutonem ciężkich karabinów maszynowych i 2 działkami, miał wzmocnić słabnącą obronę. Odsiecz gnających przez pola ułanów była jednak spóźniona, co doprowadziło do krytycznej sytuacji, która stała się zarazem źródłem późniejszej niemieckiej propagandy, która jest powielana złośliwie do dziś. Mianowicie, poruszające się galopem patrole szwadronu wpadły centralnie na wyjeżdżające z zabudowań Mokrej III niemieckie czołgi, co wyglądać mogło na szarże, czym jednak w istocie nie było. Konie przemieszały się z czołgami, które natychmiast otwarły ogień. Postrzelone konie zwalały się z kwikiem na ziemię, a wraz z nimi ułani, którzy ginęli od kul i pod gąsienicami czołgów. Zaskoczeni nagłym spotkaniem czołgów Polacy wykonali jednak błyskawiczny odskok dalej na północ do lasu Grodzisko. W tym czasie, dzięki natychmiastowej reakcji rtm. Hollaka poruszająca się nieco w tyle reszta szwadronu dosłownie wpadła w płonące zabudowania Mokrej III, w której ułani ulegli spieszeniu i podjęli walkę z nadciągającymi czołgami, w trakcie której zniszczone ma być jedno z dwóch działek. Gdy nadarza się okazja, rtm. Hollak podejmuje jednak decyzję o przeskoku na południowo-zachodni skraj wsi Mokra II, w której to decyduje się wesprzeć osamotnioną i wykrwawioną 1 baterię 2. DAK-u. Obsadzając zabudowania decyduje się dodatkowo odesłać najbardziej narażone podczas walki konie szwadronu, które tabunem prowadzone są przez koniowodnych za nasyp kolejowy. Moment na wycofanie wierzchowców okazał się jednak zgubny dla części z nich, bowiem tabun w okolicach szkoły dostał się pod ogień czołgów, dla których te duże zwierzęta były idealnym celem. Wiele koni padło od razu, część dogorywała przez kolejne godziny, jednak większość z nich została wprowadzona w las przez umiejętnie komenderującego koniowodnymi st. wachmistrza Babczyńskiego.
Niemieckie czołgi, koncentrując swe uderzenie przez Mokrą III stale parły na pozycje pozostałych dwóch baterii 2. DAK-u, przy czym najbardziej koncentrowały się na drugiej, która obsadzała sad należący do gospodarza Sekuły. Baterie nie miały takiej siły, by przyjąć na siebie całe uderzenie, w wyniku czego czołgi zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do wizjery lasu. Do walki włączały się zatem kolejne działka 1 i 2 szwadronu 12 p.uł., a także ponownie pociąg „Śmiały”, który swymi haubicami dosłownie „podrzucał” w powietrze trafione niemieckie czołgi. Szczęścia w natarciu nie miały również niemieckie wozy uderzające w okolicach Mokrej I, które powstrzymywane były nie tylko wspomnianym wcześniej ogniem 1 baterii, ale i siłami wycofujących się wcześniej resztek 21 p.uł., które obsadziły wraz ze swym dowódcą ppłk. Rostwo-Suskim skraj lasu, tworząc tym samym przedłużenie na północ stanowisk 12 p.uł. Na „obsadę” tego skrawka składało się to, co pozostało z 2 i 4 szwadronu, a także cały 3 i dwa plutony 1-szego, które rtm. Deszert przyprowadził z drugiej ich pozycji na wzgórzu 236. Wykrwawieni i pozbawieni większości sprzętu ułani biją w nadjeżdżające czołgi z plus-minus tylko dwóch działek i kilku rusznic, co jednak przyczynia się do powiększenia strat „szkopów”. W obliczu braku wsparcia piechoty i powiększających się strat, niemiecki atak całkowicie się załamał i 35. Panzer Regiment wycofał się w kierunku Wilkowiecka, pozostawiając za sobą około 20 unieruchomionych maszyn, ale i wielu zabitych ułanów, koni, dwa polskie działa 75 mm z 2 baterii oraz kilka działek 37 mm.
Niemieckie czołgi, koncentrując swe uderzenie przez Mokrą III stale parły na pozycje pozostałych dwóch baterii 2. DAK-u, przy czym najbardziej koncentrowały się na drugiej, która obsadzała sad należący do gospodarza Sekuły. Baterie nie miały takiej siły, by przyjąć na siebie całe uderzenie, w wyniku czego czołgi zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do wizjery lasu. Do walki włączały się zatem kolejne działka 1 i 2 szwadronu 12 p.uł., a także ponownie pociąg „Śmiały”, który swymi haubicami dosłownie „podrzucał” w powietrze trafione niemieckie czołgi. Szczęścia w natarciu nie miały również niemieckie wozy uderzające w okolicach Mokrej I, które powstrzymywane były nie tylko wspomnianym wcześniej ogniem 1 baterii, ale i siłami wycofujących się wcześniej resztek 21 p.uł., które obsadziły wraz ze swym dowódcą ppłk. Rostwo-Suskim skraj lasu, tworząc tym samym przedłużenie na północ stanowisk 12 p.uł. Na „obsadę” tego skrawka składało się to, co pozostało z 2 i 4 szwadronu, a także cały 3 i dwa plutony 1-szego, które rtm. Deszert przyprowadził z drugiej ich pozycji na wzgórzu 236. Wykrwawieni i pozbawieni większości sprzętu ułani biją w nadjeżdżające czołgi z plus-minus tylko dwóch działek i kilku rusznic, co jednak przyczynia się do powiększenia strat „szkopów”. W obliczu braku wsparcia piechoty i powiększających się strat, niemiecki atak całkowicie się załamał i 35. Panzer Regiment wycofał się w kierunku Wilkowiecka, pozostawiając za sobą około 20 unieruchomionych maszyn, ale i wielu zabitych ułanów, koni, dwa polskie działa 75 mm z 2 baterii oraz kilka działek 37 mm.
Podczas, gdy niemieckie wozy nacierały na pozycje ułanów na Polanie, znajdujący się na południe IV batalion 84. psp. nie miał wiele do roboty. Jedynym większym incydentem miało być pojawienie się niemieckiego patrolu złożonego z trzech transporterów opancerzonych, kilku motocykli i konnych z 12. pp. Do przeciwników otwarto ogień, w wyniku którego miał zostać uszkodzony jeden z transporterów. Niemcy wycofali się i nie podejmowali już żadnych działań na tym odcinku do końca dnia.
Na szosie na Kłobuck panował więc względny spokój, który nastał również i na Polanie Mokra po zakończonym natarciu, a był on tylko lekko zakłócany w dalszym ciągu prowadzonym niecelnym ostrzałem artyleryjskim, który jednak nie przeszkodził w porządkowaniu stanowisk. Na pozycje trzech baterii dowożono amunicję, a z pola boju ściągano licznych rannych, którzy pojękując i modląc się byli powoli odwożeni do punktów opatrunkowych za linią kolejową. Było około godz. 14:00, gdy do dowódcy pociągu „Śmiały” kpt. Malinowskiego dociera rozkaz udania się w okolice Zawad, by wesprzeć ogniem walczące oddziały 19. p.uł., skąd dochodzić miały alarmujące informacje o pojawieniu się czołgów wroga. Stalowy kolos ruszył z wolna w kierunku nowego obszaru działania, jednak po dotarciu w rejon Liswarty stwierdzono tylko obecność wycofujących się dalej jeszcze spod Dankowa polskich TKS-ów.
Na szosie na Kłobuck panował więc względny spokój, który nastał również i na Polanie Mokra po zakończonym natarciu, a był on tylko lekko zakłócany w dalszym ciągu prowadzonym niecelnym ostrzałem artyleryjskim, który jednak nie przeszkodził w porządkowaniu stanowisk. Na pozycje trzech baterii dowożono amunicję, a z pola boju ściągano licznych rannych, którzy pojękując i modląc się byli powoli odwożeni do punktów opatrunkowych za linią kolejową. Było około godz. 14:00, gdy do dowódcy pociągu „Śmiały” kpt. Malinowskiego dociera rozkaz udania się w okolice Zawad, by wesprzeć ogniem walczące oddziały 19. p.uł., skąd dochodzić miały alarmujące informacje o pojawieniu się czołgów wroga. Stalowy kolos ruszył z wolna w kierunku nowego obszaru działania, jednak po dotarciu w rejon Liswarty stwierdzono tylko obecność wycofujących się dalej jeszcze spod Dankowa polskich TKS-ów.
Ciąg dalszy w Części 3
Bibliografia:
Kamiński J., Od konia i armaty do spadochronu, Warszawa 1980.
Kurus A., Czołgi na przedmieściach. 7 Dywizja Piechoty w obronie Częstochowy 1-3 września 1939 roku, Oświęcim 2015.
Pokorny S., Czołgi pod Mokrą, Warszawa 1980.
Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1962.
Rudy K., Mokra – podwójny mit, „Technika Wojskowa – Historia” 2019, nr 5, s. 4-19.
Rudy K., Jeszcze raz o bitwie pod Mokrą, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 54-56.
Tym J.S., Mokra – polemika w sprawie mitów, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 48-53.
Wesołowski A., Tym J.S., Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku, Warszawa 2014.
Wilczkowski A., Anatomia Boju. Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódź 1992.
Wojciechowski J.S., 12 Pułk Ułanów Podolskich, Pruszków 2003.
Wojciechowski J.S., 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, Pruszków 2011.
Wojciechowski J.S., 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, Pruszków 2003.
Zarzycki P., 2 Dywizjon Artylerii Konnej, Pruszków 2000.
Zawilski A., Bitwy polskiego września, Kraków 2019.
Zgórniak M., Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków
1993.
Kamiński J., Od konia i armaty do spadochronu, Warszawa 1980.
Kurus A., Czołgi na przedmieściach. 7 Dywizja Piechoty w obronie Częstochowy 1-3 września 1939 roku, Oświęcim 2015.
Pokorny S., Czołgi pod Mokrą, Warszawa 1980.
Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1962.
Rudy K., Mokra – podwójny mit, „Technika Wojskowa – Historia” 2019, nr 5, s. 4-19.
Rudy K., Jeszcze raz o bitwie pod Mokrą, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 54-56.
Tym J.S., Mokra – polemika w sprawie mitów, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 48-53.
Wesołowski A., Tym J.S., Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku, Warszawa 2014.
Wilczkowski A., Anatomia Boju. Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódź 1992.
Wojciechowski J.S., 12 Pułk Ułanów Podolskich, Pruszków 2003.
Wojciechowski J.S., 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, Pruszków 2011.
Wojciechowski J.S., 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, Pruszków 2003.
Zarzycki P., 2 Dywizjon Artylerii Konnej, Pruszków 2000.
Zawilski A., Bitwy polskiego września, Kraków 2019.
Zgórniak M., Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków
1993.