Bój pod Mokrą, stoczony 1 września 1939 r. przez Wołyńską Brygadę Kawalerii przeciwko 4. Dywizji Pancernej Wehrmachtu, uznawany jest za pierwsze duże starcie w kampanii polskiej, w którym doszło do frontalnej konfrontacji regularnych sił polskich z niemieckimi jednostkami pancernymi. Jego przebieg w sposób niezwykle wyrazisty ujawnił zarówno silne, jak i słabe strony Wojska Polskiego u progu wojny. Z jednej strony polscy żołnierze wykazali się bardzo wysokim poziomem wyszkolenia oraz znaczną determinacją bojową. Z drugiej – starcie pod Mokrą obnażyło poważne dysproporcje w wyposażeniu, zwłaszcza w zakresie m.in. środków przeciwpancernych, artylerii, czy własnej broni pancernej. Mimo tych niedostatków wołyńscy ułani zdołali powstrzymać natarcie przeciwnika na wiele godzin, co osiągnięte zostało dzięki ich determinacji i świetnemu wyszkoleniu, co jednak okupione zostało dotkliwymi stratami osobowymi.
Ocena znaczenia boju pod Mokrą przez wiele dekad kształtowana była nie tylko przez wyniki badań historycznych, ale również przez „politykę pamięci”. W okresie PRL-u intensywnie promowano narrację eksponującą polskie sukcesy, czego efektem było powielanie w literaturze informacji m.in. o rzekomo bardzo wysokich stratach niemieckich oraz o spektakularnym zwycięstwie polskich oddziałów, co miało wzmacniać patriotyczny przekaz. Wspomnienia uczestników, często powstające wiele lat po wydarzeniach, również niekiedy przyczyniały się do utrwalenia uproszczonego, częstokroć heroizującego obrazu starcia. Taki obraz przedstawiany jest częstokroć do dziś m.in. w książkach, artykułach (o zgrozo nawet tych „naukowych”), czy programach telewizyjnych.
Współczesna historiografia, oparta na konfrontacji relacji żołnierzy, polskich meldunków bojowych oraz dokumentacji niemieckiej, podkreśla konieczność krytycznego podejścia do utrwalonego w zbiorowej świadomości mitu Mokrej. Analiza źródłowa wskazuje, że choć polskie oddziały nie odniosły klasycznego taktycznego zwycięstwa, to ich działanie miało istotne znaczenie operacyjne – spowolniło bowiem marsz niemieckiej dywizji. Właśnie ten realny, a nie mitologizowany obraz boju — pokazujący zarówno bohaterstwo, jak i trudne uwarunkowania — stanowi dziś najbardziej wartościową perspektywę, pozwalającą lepiej zrozumieć charakter polskiego oporu we wrześniu 1939 r.
Wiedza ta, w wyniku wieloletniego zniekształcenia i ubarwienia obrazu Boju, nie jest jednak chętnie przyjmowana w świadomości i ocenie wielu osób. Taki stan ulega jednak zmianie, głównie dzięki nowszym publikacjom (np. Mokra Działoszyn 1939 autorstwa Tyma i Wesołowskiego), licznym inicjatywom popularyzatorskim (np. wykłady w naszym częstochowskim oddziale IPN), czy dzięki amatorskim artykułom i postom pasjonatów, którzy konfrontując liczne publikacje szukają prawdy. Pozwolę sobie zatem przejść do rzeczy, a mianowicie do mojego – mam nadzieję – prostego opisu wydarzeń sprzed 86 lat.
Ocena znaczenia boju pod Mokrą przez wiele dekad kształtowana była nie tylko przez wyniki badań historycznych, ale również przez „politykę pamięci”. W okresie PRL-u intensywnie promowano narrację eksponującą polskie sukcesy, czego efektem było powielanie w literaturze informacji m.in. o rzekomo bardzo wysokich stratach niemieckich oraz o spektakularnym zwycięstwie polskich oddziałów, co miało wzmacniać patriotyczny przekaz. Wspomnienia uczestników, często powstające wiele lat po wydarzeniach, również niekiedy przyczyniały się do utrwalenia uproszczonego, częstokroć heroizującego obrazu starcia. Taki obraz przedstawiany jest częstokroć do dziś m.in. w książkach, artykułach (o zgrozo nawet tych „naukowych”), czy programach telewizyjnych.
Współczesna historiografia, oparta na konfrontacji relacji żołnierzy, polskich meldunków bojowych oraz dokumentacji niemieckiej, podkreśla konieczność krytycznego podejścia do utrwalonego w zbiorowej świadomości mitu Mokrej. Analiza źródłowa wskazuje, że choć polskie oddziały nie odniosły klasycznego taktycznego zwycięstwa, to ich działanie miało istotne znaczenie operacyjne – spowolniło bowiem marsz niemieckiej dywizji. Właśnie ten realny, a nie mitologizowany obraz boju — pokazujący zarówno bohaterstwo, jak i trudne uwarunkowania — stanowi dziś najbardziej wartościową perspektywę, pozwalającą lepiej zrozumieć charakter polskiego oporu we wrześniu 1939 r.
Wiedza ta, w wyniku wieloletniego zniekształcenia i ubarwienia obrazu Boju, nie jest jednak chętnie przyjmowana w świadomości i ocenie wielu osób. Taki stan ulega jednak zmianie, głównie dzięki nowszym publikacjom (np. Mokra Działoszyn 1939 autorstwa Tyma i Wesołowskiego), licznym inicjatywom popularyzatorskim (np. wykłady w naszym częstochowskim oddziale IPN), czy dzięki amatorskim artykułom i postom pasjonatów, którzy konfrontując liczne publikacje szukają prawdy. Pozwolę sobie zatem przejść do rzeczy, a mianowicie do mojego – mam nadzieję – prostego opisu wydarzeń sprzed 86 lat.
Była noc z 13 na 14 sierpnia 1939 r., kiedy rozpoczęła się mobilizacja Wołyńskiej Brygady Kawalerii (dalej WBK), którą od czerwca 1939 r. dowodził pułkownik dyplomowany Julian Filipowicz. W jej skład wchodziły organicznie trzy pułki: 19. Pułk Ułanów Wołyńskich (dowódca ppłk. dypl. Józef Pętkowski), 21. Pułk Ułanów Nadwiślańskich (ppłk. Kazimierz Suski de Rostwo), 2. Pułk Strzelców Konnych (od 22 sierpnia ppłk. Józef Mularczyk). Ponadto w jej składzie znajdowały się także: 2. Dywizjon Artylerii Konnej (ppłk. Jan Olimpiusz Kamiński), Szwadron Kolarzy nr 4, a także Szwadron Pionierów nr 8 (rtm. Władysław Bajkowski). W momencie mobilizacji do jej składu przydzielono również: 21 dywizjon pancerny (mjr Stanisław Gliński), 11 Batalion Strzelców Pieszych (ppłk. Władysław Warchoł), 82 Baterie Artylerii Przeciwlotniczej (ppor. Józef Johołkowski). Jako „jednostka osłonowa” na mobilizację przeznaczone były tylko 42 godziny, których jednak w pełni nie wykorzystano i tak już po południu 15 sierpnia Brygada osiągnęła pełną gotowość. Sprawność ta spowodowana była składem osobowym, który oparty był w dużej mierze na rezerwistach z Wołynia, którzy mieli tym samym blisko do miejscowości garnizonowych (co ciekawe około 40% rezerwistów stanowili Ukraińcy).
Po otrzymaniu rozkazów cały skład WBK załadowano do wagonów, z których oddziały wysiadły dopiero na północ od Częstochowy na stacji Radomsko (pojawia się też nazwa stacji Kłomnice), z którego każdy pułk i dywizjon rozmieszczano w innych miejscowościach. Brygada weszła w skład Armii „Łódź”, która pod dowództwem gen. dyw. Juliusza Rómmla miała – jak się okazało – przyjąć na siebie uderzenie znacznych sił. Po przybyciu na miejsce w kolejnych dniach Brygada była zasilana przez nowe przydzielane oddziały: 12. Pułk Ułanów Podolskich (ppłk. Andrzej Kuczek), IV Batalion 84. Pułku Strzelców Poleskich z 30 Dywizji Piechoty (mjr. Wacław Sokol), batalion karabinów maszynowych, pociąg pancerny nr 53 „Śmiały” (kpt. Mieczysław Malinowski), II pluton 66 eskadry obserwacyjnej (kpt. obs. Leonid Rochowski).
Zadaniem Brygady było obsadzenie newralgicznego wyłomu na styku Armii „Łódź” i Armii „Kraków”, Było to zadanie wyjątkowo trudne, bowiem „zdawano sobie sprawę z tego, że wróg zdaje sobie sprawę”, że miejsce to jest słabo bronione, co prosi się wręcz o wejście tędy znacznych sił. I tak, jako Brygada, na którą nałożono trudne zadanie, była ona w ostatnich dnia sierpnia wizytowana przez dowódcę Armii „Łódź” gen. Rómmla, który jednak – po uprzednim przedefilowaniu przed nim sił WBK – stanowczo zarządził maksymalną ostrożność i dyskrecję, by obecność Brygady nie została wykryta przez Niemców... tylko że ci już o niej wiedzieli, o czym poinformowali w komunikacie radiowym nadawanym z Wrocławia (Breslau)…
Brygada sąsiadując z 30. Dywizją Piechoty w okolicach Działoszyna po prawej i 7. Dywizję Piechoty przy Częstochowie po swojej lewej, miała utrzymywać z nimi stałą łączność i uniemożliwiać wejście na ich tyły. W tym też celu, w dniu 30 sierpnia WBK otrzymała rozkaz udania się w rejon miejscowości Miedźno-Ostrowy, co jednak miało zostać wykonane po zmroku, by nie rzucać się w oczy Niemcom, którzy dalej mieli być przekonani o obecności WBK, ale dopiero w okolicach Warty. Co ciekawe, nocne marsze, jak i zmęczenie żołnierzy nie przeszkodziło w odprawieniu porannych mszy świętych, podczas których polscy ułani modlili się, śpiewając m.in. „Kiedy ranne wstają zorze”. Zadać trzeba przy tym pytanie, czy m.in. niemieccy dywersanci nie usłyszeli śpiewów kilku tysięcy głosów w przygranicznych lasach.
Po otrzymaniu rozkazów cały skład WBK załadowano do wagonów, z których oddziały wysiadły dopiero na północ od Częstochowy na stacji Radomsko (pojawia się też nazwa stacji Kłomnice), z którego każdy pułk i dywizjon rozmieszczano w innych miejscowościach. Brygada weszła w skład Armii „Łódź”, która pod dowództwem gen. dyw. Juliusza Rómmla miała – jak się okazało – przyjąć na siebie uderzenie znacznych sił. Po przybyciu na miejsce w kolejnych dniach Brygada była zasilana przez nowe przydzielane oddziały: 12. Pułk Ułanów Podolskich (ppłk. Andrzej Kuczek), IV Batalion 84. Pułku Strzelców Poleskich z 30 Dywizji Piechoty (mjr. Wacław Sokol), batalion karabinów maszynowych, pociąg pancerny nr 53 „Śmiały” (kpt. Mieczysław Malinowski), II pluton 66 eskadry obserwacyjnej (kpt. obs. Leonid Rochowski).
Zadaniem Brygady było obsadzenie newralgicznego wyłomu na styku Armii „Łódź” i Armii „Kraków”, Było to zadanie wyjątkowo trudne, bowiem „zdawano sobie sprawę z tego, że wróg zdaje sobie sprawę”, że miejsce to jest słabo bronione, co prosi się wręcz o wejście tędy znacznych sił. I tak, jako Brygada, na którą nałożono trudne zadanie, była ona w ostatnich dnia sierpnia wizytowana przez dowódcę Armii „Łódź” gen. Rómmla, który jednak – po uprzednim przedefilowaniu przed nim sił WBK – stanowczo zarządził maksymalną ostrożność i dyskrecję, by obecność Brygady nie została wykryta przez Niemców... tylko że ci już o niej wiedzieli, o czym poinformowali w komunikacie radiowym nadawanym z Wrocławia (Breslau)…
Brygada sąsiadując z 30. Dywizją Piechoty w okolicach Działoszyna po prawej i 7. Dywizję Piechoty przy Częstochowie po swojej lewej, miała utrzymywać z nimi stałą łączność i uniemożliwiać wejście na ich tyły. W tym też celu, w dniu 30 sierpnia WBK otrzymała rozkaz udania się w rejon miejscowości Miedźno-Ostrowy, co jednak miało zostać wykonane po zmroku, by nie rzucać się w oczy Niemcom, którzy dalej mieli być przekonani o obecności WBK, ale dopiero w okolicach Warty. Co ciekawe, nocne marsze, jak i zmęczenie żołnierzy nie przeszkodziło w odprawieniu porannych mszy świętych, podczas których polscy ułani modlili się, śpiewając m.in. „Kiedy ranne wstają zorze”. Zadać trzeba przy tym pytanie, czy m.in. niemieccy dywersanci nie usłyszeli śpiewów kilku tysięcy głosów w przygranicznych lasach.
Było południe dnia 31 sierpnia, kiedy miała miejsce odprawa dowódców oddziałów WBK, podczas której przekazane zostały dokładne zadania nakazujące skierowanie się na nowe pozycje, które wedle przekazów przydzielono następująco:
- 21. p. uł. miał rozpoznawać na Krzepice i bronić zachodniego skraju Grodziska oraz przerwy leśnej na wschód od Wilkowiecka.
- IV batalion 84. pp. miał obsadzić południowo-zachodni skraj lasu Kłobuck i wspierać pozycje 21 pułku.
- 2. DAK obsadzony na polanie Mokra miał wspierać ogniem swych 75 mm dział pozycje 21 pułku i IV batalionu.
- Pociąg pancerny nr 53 „Śmiały”– patrolowanie odcinka od Miedźna do Kłobucka i wsparcie oddziałów Brygady.
- 19. p.uł. miał stanąć w rejonie Kamieńszczyzna-Leszczyny, skąd dozorować linię rzeki Liswarty na odcinku Danków-Zawady. Utrzymanie łączności z 30 DP.
- 12. p.uł. oraz 21 dyon pancerny jako odwód w rejonie Miedźna. 2 pułk strzelców konnych w rejonie Kołaczkowic.
Posiadając przydzielone zadania, poszczególne oddziały ruszyły w stronę nowych pozycji, które osiągano jednak nieraz dopiero w nocy z 31 na 1 września. Doprowadziło to m.in. do słabego przygotowania pozycji obronnych i dużego zmęczenia ludzi i koni. Na prawym skrzydle, na podejściach do Zawad wzdłuż rzeki Liswarty, rozwinął się 19. Pułk Ułanów siłami swych czterech szwadronów. Centralnie, na zachodniej ścianie lasu Nadleśnictwa Grodzisko oraz w przerwie leśnej na linii Wilkowiecko – Mokra III, rozwinięto 21. Pułk Ułanów, także siłami czterech szwadronów, później wzmocniony dodatkowo jednym szwadronem z 12. Pułku Ułanów (rozmieszczono go jako odwód w zabudowaniach Mokra III). Na południe od tych pozycji, w oparciu o południowo-zachodni skraj lasów, flankują co do szosy na Kłobuck, swe pozycje zajęły natomiast kompanie z IV batalionu 84. pułku piechoty. Na polanie Mokra, celem wsparcia 21. Pułki Ułanów i batalionu 84. Pułku Piechoty, pozycje ogniowe zajęło 12 armat 2. dak (1. bateria – Mokra II, 2. bateria – droga do przepustu kolejowego za Mokrą II, 3. bateria – wschodni skraj Mokrej III). Odwody brygady znajdowały się na tyłach 21. Pułku Ułanów, na wschodnim krańcu lasu, za linią kolejową, nieopodal wsi Miedźno i Kołaczkowice.
Celem rozpoznania sytuacji na przedpolu – granica państwa od zasadniczej pozycji brygady oddalona była bowiem tylko o 18 km – 21. Pułk Ułanów otrzymał zadanie wysłania podjazdów w kierunku zachodnim, w tym w rejon miasteczka Krzepice i wsi Starokrzepice. Zadanie to zrealizował pluton z 1. szwadronu. Jednocześnie poszczególne szwadrony obu pułków jazdy w pierwszym rzucie, z racji szerokich pasów odpowiedzialności, zajmowały swe pozycje w rozproszeniu, rozrzucone na dużej przestrzeni, mając ze sobą jedynie ewentualny kontakt ogniowy. Samej szosy prowadzącej przez Wilkowiecko ku Mokrej III, która była bramą do wielkiej leśnej polany, bronił tylko 4. szwadron 21. Pułku, wzmocniony plutonem ckm i trzema armatami ppanc, mający na prawym, północnym skrzydle wsparcie ogniowe jeszcze 2. szwadronu, także wzmocnionego plutonem ckm. Ostatnia armata ppanc pułku zajęła stanowiska przy 3. szwadronie i dwóch plutonach z 1. Szwadronu (miały one wedle rozkazu obsadzić wzgórze w Rębielicach Królewskich, co jednak finalnie uległo zmianie z nieznanych i nieudokumentowanych powodów), na północ od wjazdu na polanę, na północny-wschód od wsi Opatów na Wzgórzu Opatowskim. Szwadron ten wysunięty był przed linie własne najbardziej na zachód. Bardziej zwartą obronę zajmował natomiast na południu IV/84 batalion.
- 21. p. uł. miał rozpoznawać na Krzepice i bronić zachodniego skraju Grodziska oraz przerwy leśnej na wschód od Wilkowiecka.
- IV batalion 84. pp. miał obsadzić południowo-zachodni skraj lasu Kłobuck i wspierać pozycje 21 pułku.
- 2. DAK obsadzony na polanie Mokra miał wspierać ogniem swych 75 mm dział pozycje 21 pułku i IV batalionu.
- Pociąg pancerny nr 53 „Śmiały”– patrolowanie odcinka od Miedźna do Kłobucka i wsparcie oddziałów Brygady.
- 19. p.uł. miał stanąć w rejonie Kamieńszczyzna-Leszczyny, skąd dozorować linię rzeki Liswarty na odcinku Danków-Zawady. Utrzymanie łączności z 30 DP.
- 12. p.uł. oraz 21 dyon pancerny jako odwód w rejonie Miedźna. 2 pułk strzelców konnych w rejonie Kołaczkowic.
Posiadając przydzielone zadania, poszczególne oddziały ruszyły w stronę nowych pozycji, które osiągano jednak nieraz dopiero w nocy z 31 na 1 września. Doprowadziło to m.in. do słabego przygotowania pozycji obronnych i dużego zmęczenia ludzi i koni. Na prawym skrzydle, na podejściach do Zawad wzdłuż rzeki Liswarty, rozwinął się 19. Pułk Ułanów siłami swych czterech szwadronów. Centralnie, na zachodniej ścianie lasu Nadleśnictwa Grodzisko oraz w przerwie leśnej na linii Wilkowiecko – Mokra III, rozwinięto 21. Pułk Ułanów, także siłami czterech szwadronów, później wzmocniony dodatkowo jednym szwadronem z 12. Pułku Ułanów (rozmieszczono go jako odwód w zabudowaniach Mokra III). Na południe od tych pozycji, w oparciu o południowo-zachodni skraj lasów, flankują co do szosy na Kłobuck, swe pozycje zajęły natomiast kompanie z IV batalionu 84. pułku piechoty. Na polanie Mokra, celem wsparcia 21. Pułki Ułanów i batalionu 84. Pułku Piechoty, pozycje ogniowe zajęło 12 armat 2. dak (1. bateria – Mokra II, 2. bateria – droga do przepustu kolejowego za Mokrą II, 3. bateria – wschodni skraj Mokrej III). Odwody brygady znajdowały się na tyłach 21. Pułku Ułanów, na wschodnim krańcu lasu, za linią kolejową, nieopodal wsi Miedźno i Kołaczkowice.
Celem rozpoznania sytuacji na przedpolu – granica państwa od zasadniczej pozycji brygady oddalona była bowiem tylko o 18 km – 21. Pułk Ułanów otrzymał zadanie wysłania podjazdów w kierunku zachodnim, w tym w rejon miasteczka Krzepice i wsi Starokrzepice. Zadanie to zrealizował pluton z 1. szwadronu. Jednocześnie poszczególne szwadrony obu pułków jazdy w pierwszym rzucie, z racji szerokich pasów odpowiedzialności, zajmowały swe pozycje w rozproszeniu, rozrzucone na dużej przestrzeni, mając ze sobą jedynie ewentualny kontakt ogniowy. Samej szosy prowadzącej przez Wilkowiecko ku Mokrej III, która była bramą do wielkiej leśnej polany, bronił tylko 4. szwadron 21. Pułku, wzmocniony plutonem ckm i trzema armatami ppanc, mający na prawym, północnym skrzydle wsparcie ogniowe jeszcze 2. szwadronu, także wzmocnionego plutonem ckm. Ostatnia armata ppanc pułku zajęła stanowiska przy 3. szwadronie i dwóch plutonach z 1. Szwadronu (miały one wedle rozkazu obsadzić wzgórze w Rębielicach Królewskich, co jednak finalnie uległo zmianie z nieznanych i nieudokumentowanych powodów), na północ od wjazdu na polanę, na północny-wschód od wsi Opatów na Wzgórzu Opatowskim. Szwadron ten wysunięty był przed linie własne najbardziej na zachód. Bardziej zwartą obronę zajmował natomiast na południu IV/84 batalion.
Tymczasem, w lasach po drugiej stronie granicy, do ataku przygotowywały się już oddziały wchodzące w skład dowodzonego przez gen. kawalerii Ericha Hoepnera XVI Korpusu Armijnego, który to zaś był częścią 10. Armii, którą dowodził gen. art. Walter von Reichenau. Skład XVI KA wyglądał zaś następująco: 1. Dywizja Pancerna, 4. Dywizja Pancerna (zastąpiła ona wstępnie przydzieloną 3. Dywizję Lekką), 14. Dywizja Piechoty, oraz 31. Dywizja Piechoty. Ponadto dla wsparcia XVI KA przydzielono również cztery dywizjony artylerii z kilku pułków (łącznie 48 dział różnego kalibru), jeden dywizjon artylerii plot., eskadrę rozpoznawczą 2(H)/41, co zaś dodatkowo było wspierane przez specjalny związek taktyczny Luftwaffe, który dowodzony przez gen. mjr Wolframa von Richthofena posiadał m.in. bombowce Ju 87 Stuka (tzw. sztukasy), czy HS 123. Wszystkie te siły zostały podzielone pomiędzy dwa odcinki uderzeń, gdzie siły podporządkowane 1. DP miała nacierać w kierunku na Panki, zaś 4. DP na Krzepice, by dalej kierować się w stronę Częstochowy i Radomska.
Była 3:30, kiedy patrol kompanii Obrony Narodowej „Kłobuck” przejeżdżał przez miejscowość Podłęże Królewskie i do którego przekraczające granicę pierwsze niemieckie jednostki rozpoznawcze otworzyły ogień (warto się przy tym zatrzymać, bowiem wychodzi na to, że to jednak nie Westerplatte z godziną 4:45, wcześniejszy Tczew, czy Wieluń, ale właśnie Podłęże Królewskie pod Krzepicami, było miejscem, w którym rozpoczęła się II wojna światowa). Do polskich żołnierzy oddane zostały pierwsze strzały, jednak to 4:30 była momentem początku pełnej inwazji. To właśnie wtedy rozpoczął się zmasowany ostrzał artyleryjski bezbronnych Krzepic, po którym nadleciały bombowce, zrzucając dziesiątki bomb, które burzyły i podpalały kolejne zabudowania. W ciągu kilkunastu minut małe miasteczko zamieniło się w płonące rumowisko, z dziesiątkami ofiar wśród cywili. Wszystko to obserwował ppor. Józef Berezowski z 1 szwadronu 21 pułku ułanów, który ze swym podjazdem był pod Starokrzepicami. To właśnie on był świadkiem przekraczania granic pierwszych oddziałów wroga z 4. Dywizji Pancernej gen. Georga-Hansa Reinhardta (siłę pancerną dywizji stanowiła 5 Brygada Pancerna, w skład której wchodziły dwa pułki pancerne (panzer regiment) 35 i 36, w których łącznie były 357 czołgi). Nadjeżdżające motocykle od razu nakryte zostały ogniem ckm-ów z taczanek, jednak w obliczu znacznej przewagi ppor. Berezowski zadecydował o wycofaniu się wraz ze swym podjazdem. Granicę przekraczały motocykle, ciężarówki, czołgi i pojazdy opancerzone, które szybko ruszyły ku przeprawom na rzece Liswarta, które jednak w porę zostały wysadzone w powietrze przez polskich saperów z 7 Dywizji Piechoty. Wielka machina zatrzymała się tak szybko jak ruszyła. Na korzyść Niemców lato 1939 r. było wyjątkowo upalne, przez co poziom wód był niski, dzięki czemu rzekę mimo braku bliskich brodów mogły przekroczyć czołgi. Reszta oddziałów musiała czekać na zbudowanie przepraw, ale w tym czasie dziesiątki czołgów ruszyło do przodu. Pierwsze z żołnierzami na kadłubach dotarły do Krzepic, w których broniły się młode chłopaki (w większości 17-20 lat) z 3 Kompanii ON „Krzepice” – wchodzącej w skład Batalionu ON „Kłobuck”. Po krótkiej walce – ze stratami sięgającymi 50% stanu – polscy obrońcy pod naporem nieprzyjaciela opuścili zrujnowane w około 15-20% miasteczko. Była mniej więcej godz. 7:30.
Była 3:30, kiedy patrol kompanii Obrony Narodowej „Kłobuck” przejeżdżał przez miejscowość Podłęże Królewskie i do którego przekraczające granicę pierwsze niemieckie jednostki rozpoznawcze otworzyły ogień (warto się przy tym zatrzymać, bowiem wychodzi na to, że to jednak nie Westerplatte z godziną 4:45, wcześniejszy Tczew, czy Wieluń, ale właśnie Podłęże Królewskie pod Krzepicami, było miejscem, w którym rozpoczęła się II wojna światowa). Do polskich żołnierzy oddane zostały pierwsze strzały, jednak to 4:30 była momentem początku pełnej inwazji. To właśnie wtedy rozpoczął się zmasowany ostrzał artyleryjski bezbronnych Krzepic, po którym nadleciały bombowce, zrzucając dziesiątki bomb, które burzyły i podpalały kolejne zabudowania. W ciągu kilkunastu minut małe miasteczko zamieniło się w płonące rumowisko, z dziesiątkami ofiar wśród cywili. Wszystko to obserwował ppor. Józef Berezowski z 1 szwadronu 21 pułku ułanów, który ze swym podjazdem był pod Starokrzepicami. To właśnie on był świadkiem przekraczania granic pierwszych oddziałów wroga z 4. Dywizji Pancernej gen. Georga-Hansa Reinhardta (siłę pancerną dywizji stanowiła 5 Brygada Pancerna, w skład której wchodziły dwa pułki pancerne (panzer regiment) 35 i 36, w których łącznie były 357 czołgi). Nadjeżdżające motocykle od razu nakryte zostały ogniem ckm-ów z taczanek, jednak w obliczu znacznej przewagi ppor. Berezowski zadecydował o wycofaniu się wraz ze swym podjazdem. Granicę przekraczały motocykle, ciężarówki, czołgi i pojazdy opancerzone, które szybko ruszyły ku przeprawom na rzece Liswarta, które jednak w porę zostały wysadzone w powietrze przez polskich saperów z 7 Dywizji Piechoty. Wielka machina zatrzymała się tak szybko jak ruszyła. Na korzyść Niemców lato 1939 r. było wyjątkowo upalne, przez co poziom wód był niski, dzięki czemu rzekę mimo braku bliskich brodów mogły przekroczyć czołgi. Reszta oddziałów musiała czekać na zbudowanie przepraw, ale w tym czasie dziesiątki czołgów ruszyło do przodu. Pierwsze z żołnierzami na kadłubach dotarły do Krzepic, w których broniły się młode chłopaki (w większości 17-20 lat) z 3 Kompanii ON „Krzepice” – wchodzącej w skład Batalionu ON „Kłobuck”. Po krótkiej walce – ze stratami sięgającymi 50% stanu – polscy obrońcy pod naporem nieprzyjaciela opuścili zrujnowane w około 15-20% miasteczko. Była mniej więcej godz. 7:30.
W czasie, gdy Niemiecki atak przetaczał się przez Krzepice, rozpoczęły się również walki w sąsiednich miejscowościach, jednak gros sił ruszył szosą w kierunku miasta Kłobucka i prowadzącą dalej do Częstochowy. Droga ta jednak nie była łatwa, ponieważ po drodze niemieckie oddziały napotykały koleje przeszkody w postaci wysadzonych mostów i innych zapór. W tym czasie w stronę pozycji oddziałów WBK zmierzała już stale rosnąca fala uciekających ludzi, którzy pieszo, na koniach i furmankach taszczyli ze sobą dobytek i prowadzili żywy inwentarz. Za sobą zostawiali swój cały dobytek, nie wiedząc przy tym, czy będzie w ogóle do czego wracać. Wydarzenia tragiczne dla zwykłych ludzi, którzy uciekając kolumnami przed agresorem, byli niejednokrotnie ostrzeliwani przez panujące w powietrzu samoloty Luftwaffe. Tak wspominał te wydarzenia jeden z mieszkańców Opatowa:
„Ludność cywilna w pośpiechu wypędzała z zagród inwentarz żywy, konie, krowy i z naładowanymi wozami dobytku uciekała wszystkimi drogami w głąb kraju. Ja również załadowałem na wóz brata, pewną ilość żywności, mąki, kaszy i innych produktów. Sam zaś z żoną i dwuletnią córką uciekaliśmy rowerem przez Wilkowiecko i Mokre w kierunku wsi Łobodno. Gdy byliśmy tuż za Kłobuckiem widać było za nami w Mokrej, w stronę Miedźna, jak rozgorzała pierwsza wielka bitwa podjęta przez Polaków z armią hitlerowską. (…) Był to widok gorejącego piekła. Huk eksplodujących bomb i pocisków artyleryjskich był niemal ciągły, wydawało się, że trwa to bez końca. Ogień i smoliste chmury dymu zasłaniały pogodne niebo, a słońce miało teraz kształt czerwonego krążka. Uciekaliśmy zatłoczonymi przez ludzi i inwentarz drogami po jednej stronie, zaś po drugiej stronie szło w szyku bojowym polskie wojsko. (…) Samoloty niemieckie, co chwila przelatywały nad nami i obniżając się ostrzeliwały z karabinów maszynowych wojsko i ludność cywilną. W takich wypadkach ludzie, maskując się kryli gdzie tylko się dało.”
Tragiczniejszy los czekał jednak tych, którzy pozostali, bądź nie zdążyli uciec. Niemiecki najeźdźca, rozpoczynając wojnę totalną, nie oszczędzał bezbronnych, bowiem miały już wtedy miejsce pierwsze masowe mordy polskiej ludności cywilnej. Najtragiczniejsze wydarzenia dotknęły przygraniczne Parzymiechy i Zimnowodę, gdzie Niemcy wymordowali ponad 100 osób, przy czym hitlerowscy zbrodniarze nie oszczędzali również kobiet i dzieci. Mordy te spowodowane były m.in. rozpętaną przez dowództwo w oddziałach niemieckich psychozą wkroczenia na obcy teren, gdzie oprócz wojsk nieprzyjaciela żołnierze Wermachtu spodziewać się mieli działań partyzanckich ze strony również zwykłej ludności cywilnej… To wszystko doprowadziło do strzelania do bezbronnych osób, w których agresorzy widzieli potencjalnych partyzantów, a przynajmniej tak to tłumaczono…
Niemieckie czołgi z 4. Dywizji, a dokładniej z I batalionu 36. pr., kierowały się dalej na wschód, by natrafić na kolejną przeszkodę w postaci wysadzonego mostu na rzece Opatówka (m.in. na mapach google nazwana błędnie jako „Gumianka”, lub „Górnianka”) w miejscowości Opatów. Szybkie przekroczenie jej było uniemożliwione podmokłymi łąkami po obydwu stronach szosy, co znów zatrzymało całą kolumnę zmierzającą na Kłobuck. Dziś ciężko jest sobie wyobrazić taką możliwość patrząc na płytką i wąską rzeczułkę. W tamtym czasie Opatówka wiła się jednak licznymi „odnogami”, łąki w bliskim jej sąsiedztwie były małymi grzęzawiskami, co tylko wzmagało się czym dalej w stronę Witocina, na którego końcu znajdował się młyn wodny, który był główną przyczyną spiętrzenia wody. Przeprawa na szosie była jednak szybko przez Niemców naprawiana przy wykorzystaniu wrót z okolicznych stodół.
„Ludność cywilna w pośpiechu wypędzała z zagród inwentarz żywy, konie, krowy i z naładowanymi wozami dobytku uciekała wszystkimi drogami w głąb kraju. Ja również załadowałem na wóz brata, pewną ilość żywności, mąki, kaszy i innych produktów. Sam zaś z żoną i dwuletnią córką uciekaliśmy rowerem przez Wilkowiecko i Mokre w kierunku wsi Łobodno. Gdy byliśmy tuż za Kłobuckiem widać było za nami w Mokrej, w stronę Miedźna, jak rozgorzała pierwsza wielka bitwa podjęta przez Polaków z armią hitlerowską. (…) Był to widok gorejącego piekła. Huk eksplodujących bomb i pocisków artyleryjskich był niemal ciągły, wydawało się, że trwa to bez końca. Ogień i smoliste chmury dymu zasłaniały pogodne niebo, a słońce miało teraz kształt czerwonego krążka. Uciekaliśmy zatłoczonymi przez ludzi i inwentarz drogami po jednej stronie, zaś po drugiej stronie szło w szyku bojowym polskie wojsko. (…) Samoloty niemieckie, co chwila przelatywały nad nami i obniżając się ostrzeliwały z karabinów maszynowych wojsko i ludność cywilną. W takich wypadkach ludzie, maskując się kryli gdzie tylko się dało.”
Tragiczniejszy los czekał jednak tych, którzy pozostali, bądź nie zdążyli uciec. Niemiecki najeźdźca, rozpoczynając wojnę totalną, nie oszczędzał bezbronnych, bowiem miały już wtedy miejsce pierwsze masowe mordy polskiej ludności cywilnej. Najtragiczniejsze wydarzenia dotknęły przygraniczne Parzymiechy i Zimnowodę, gdzie Niemcy wymordowali ponad 100 osób, przy czym hitlerowscy zbrodniarze nie oszczędzali również kobiet i dzieci. Mordy te spowodowane były m.in. rozpętaną przez dowództwo w oddziałach niemieckich psychozą wkroczenia na obcy teren, gdzie oprócz wojsk nieprzyjaciela żołnierze Wermachtu spodziewać się mieli działań partyzanckich ze strony również zwykłej ludności cywilnej… To wszystko doprowadziło do strzelania do bezbronnych osób, w których agresorzy widzieli potencjalnych partyzantów, a przynajmniej tak to tłumaczono…
Niemieckie czołgi z 4. Dywizji, a dokładniej z I batalionu 36. pr., kierowały się dalej na wschód, by natrafić na kolejną przeszkodę w postaci wysadzonego mostu na rzece Opatówka (m.in. na mapach google nazwana błędnie jako „Gumianka”, lub „Górnianka”) w miejscowości Opatów. Szybkie przekroczenie jej było uniemożliwione podmokłymi łąkami po obydwu stronach szosy, co znów zatrzymało całą kolumnę zmierzającą na Kłobuck. Dziś ciężko jest sobie wyobrazić taką możliwość patrząc na płytką i wąską rzeczułkę. W tamtym czasie Opatówka wiła się jednak licznymi „odnogami”, łąki w bliskim jej sąsiedztwie były małymi grzęzawiskami, co tylko wzmagało się czym dalej w stronę Witocina, na którego końcu znajdował się młyn wodny, który był główną przyczyną spiętrzenia wody. Przeprawa na szosie była jednak szybko przez Niemców naprawiana przy wykorzystaniu wrót z okolicznych stodół.
W tym czasie, gdy główne siły utknęły na drodze Krzepice-Kłobuck, część czołgów ruszyła od strony Krzepic przez miejscowość Iwanowice Duże, by następnie skierować się przez środek Opatowa dalej na wieś Wilkowiecko, co jednak szybko zostało uniemożliwione, przez jedną z polskich placówek na wzgórzu 263 zwanym Górą Opatowską, na którym swój posterunek miał 3 szwadron i dwa plutony z 1 szwadronu 21 pułku ułanów, którymi dowodził rtm. Bolesław Deszert. Jadącą kolumnę rozpoznawczą niemieckich czołgów trafił skuteczny ostrzał ze znajdującego się na wzniesieniu działka 37 mm Bofors (najpewniej znajdowało się około 30-40 metrów na południe od największej skałki), czego efektem było unieruchomienie jednego czołgu – pierwszego podczas II wojny światowej. Niemcy musieli się wycofać holując uszkodzony pojazd, a już chwilę potem na odsłonięte wzgórze spadły pierwsze bomby.
Trzeba przy tej okazji wspomnieć o tym, jak w rzeczywistości walczyli ułani. Do dziś często powiela się bowiem stereotyp polskich ułanów, którzy z szablami w dłoniach mieli atakować niemieckie jednostki, co jednak poza kilkoma epizodami w trakcie całej Kampanii Polskiej (co często nie było zamierzone, tylko było efektem przypadku), nie miało praktycznie miejsca. Faktem jest, że polscy ułani do walki ulegali „spieszeniu” i walczyli jak zwyczajny oddział piechoty. Konie ułanom służyły głównie do sprawnego przemieszkania się, często w trudnych warunkach terenowych. W momencie spieszenia oddziału, konie zabierane były przez tzw. koniowodnych, na których – zależnie od decyzji dowódcy – przypadały 2-3 konie. Znajdujące się w bezpiecznej odległości zwierzęta, w razie potrzeby miały zostać przez koniowodnych szybko przyprowadzane, by przemieścić się w inne miejsce. Oddziały ułanów nie walczyły też tylko przy użyciu karabinków, szabel i stereotypowych lanc (te służyły tylko na paradach), bowiem na ich wyposażenie składało się odpowiednie uzbrojenie, które nie miało utrudniać ich mobilności. I tak, typowy pułk ułanów wyposażony był w: 450 karabinki, 20 rkm-y, 12 ckm-y, 16 karabiny ppanc., 4 działa ppanc. 37 mm. (czyli wypadało po jednym na szwadron).
Powróćmy jednak na szosę prowadzącą w kierunku Częstochowy. Było trochę po godzinie 8:00 rano, gdy nastąpić miało również uderzenie na pozycję IV Batalionu z 84. Pułku Strzelców Poleskich, którzy obsadzali lasy w okolicach Brodów Malina i wzgórze 252, z którego mieli widok na miejscowość Waleńczów. Obrońcy najpierw odgonić mieli nieśmiało poruszające się niemieckie patrole, by następnie ogniem swych, jak i dział 2. DAK-u, odeprzeć natarcie czołgów (dzisiejsze badania zaprzeczają jednak takiemu wydarzeniu). Niemcy zatrzymani na północ przez obsadę wzgórza 263, a teraz niżej na południe za Waleńczowem, postanowili uderzyć pomiędzy rozpoznanymi placówkami, kierując się tym samym nieświadomie na główne pozycje WBK w przerwie leśnej prowadzącej na polanę, na której znajdowały się miejscowości Mokra I, Mokra II i Mokra III.
Wyprowadzony atak w sile ok. 20 maszyn 36. pr. natrafił na opór 2 i 4 szwadronu z 21. pułku ułanów, które wsparte wstrzelanymi w teren działami 2. DAK-u, z łatwością odparły lekkie czołgi 4. Dywizji Pancernej, z których kilka miało pozostać unieruchomionych na przedpolu (podawane są różne liczby od 5 do 13). To pierwsze zwycięstwo, które ze strony polskiej było natarciem, w rzeczywistości było tylko rozpoznaniem terenu, po którym nadszedł czas bombardowań przez bombowce Henschel Hs 123, a także ostrzał artyleryjski dokonany m.in. przez haubice 105 mm, które Niemcy podciągnąć mieli pod miejscowość Iwanowice Duże. Celem zmasowanych ataków były rozpoznane placówki, jak te m.in. w Opatowie na wzgórzu 263, czy w przerwie leśnej.
Kolejne części do znalezienia na moim profilu
Trzeba przy tej okazji wspomnieć o tym, jak w rzeczywistości walczyli ułani. Do dziś często powiela się bowiem stereotyp polskich ułanów, którzy z szablami w dłoniach mieli atakować niemieckie jednostki, co jednak poza kilkoma epizodami w trakcie całej Kampanii Polskiej (co często nie było zamierzone, tylko było efektem przypadku), nie miało praktycznie miejsca. Faktem jest, że polscy ułani do walki ulegali „spieszeniu” i walczyli jak zwyczajny oddział piechoty. Konie ułanom służyły głównie do sprawnego przemieszkania się, często w trudnych warunkach terenowych. W momencie spieszenia oddziału, konie zabierane były przez tzw. koniowodnych, na których – zależnie od decyzji dowódcy – przypadały 2-3 konie. Znajdujące się w bezpiecznej odległości zwierzęta, w razie potrzeby miały zostać przez koniowodnych szybko przyprowadzane, by przemieścić się w inne miejsce. Oddziały ułanów nie walczyły też tylko przy użyciu karabinków, szabel i stereotypowych lanc (te służyły tylko na paradach), bowiem na ich wyposażenie składało się odpowiednie uzbrojenie, które nie miało utrudniać ich mobilności. I tak, typowy pułk ułanów wyposażony był w: 450 karabinki, 20 rkm-y, 12 ckm-y, 16 karabiny ppanc., 4 działa ppanc. 37 mm. (czyli wypadało po jednym na szwadron).
Powróćmy jednak na szosę prowadzącą w kierunku Częstochowy. Było trochę po godzinie 8:00 rano, gdy nastąpić miało również uderzenie na pozycję IV Batalionu z 84. Pułku Strzelców Poleskich, którzy obsadzali lasy w okolicach Brodów Malina i wzgórze 252, z którego mieli widok na miejscowość Waleńczów. Obrońcy najpierw odgonić mieli nieśmiało poruszające się niemieckie patrole, by następnie ogniem swych, jak i dział 2. DAK-u, odeprzeć natarcie czołgów (dzisiejsze badania zaprzeczają jednak takiemu wydarzeniu). Niemcy zatrzymani na północ przez obsadę wzgórza 263, a teraz niżej na południe za Waleńczowem, postanowili uderzyć pomiędzy rozpoznanymi placówkami, kierując się tym samym nieświadomie na główne pozycje WBK w przerwie leśnej prowadzącej na polanę, na której znajdowały się miejscowości Mokra I, Mokra II i Mokra III.
Wyprowadzony atak w sile ok. 20 maszyn 36. pr. natrafił na opór 2 i 4 szwadronu z 21. pułku ułanów, które wsparte wstrzelanymi w teren działami 2. DAK-u, z łatwością odparły lekkie czołgi 4. Dywizji Pancernej, z których kilka miało pozostać unieruchomionych na przedpolu (podawane są różne liczby od 5 do 13). To pierwsze zwycięstwo, które ze strony polskiej było natarciem, w rzeczywistości było tylko rozpoznaniem terenu, po którym nadszedł czas bombardowań przez bombowce Henschel Hs 123, a także ostrzał artyleryjski dokonany m.in. przez haubice 105 mm, które Niemcy podciągnąć mieli pod miejscowość Iwanowice Duże. Celem zmasowanych ataków były rozpoznane placówki, jak te m.in. w Opatowie na wzgórzu 263, czy w przerwie leśnej.
Kolejne części do znalezienia na moim profilu
Bibliografia:
Kamiński J., Od konia i armaty do spadochronu, Warszawa 1980.
Kurus A., Czołgi na przedmieściach. 7 Dywizja Piechoty w obronie Częstochowy 1-3 września 1939 roku, Oświęcim 2015.
Pokorny S., Czołgi pod Mokrą, Warszawa 1980.
Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1962.
Rudy K., Mokra – podwójny mit, „Technika Wojskowa – Historia” 2019, nr 5, s. 4-19.
Rudy K., Jeszcze raz o bitwie pod Mokrą, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 54-56.
Tym J.S., Mokra – polemika w sprawie mitów, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 48-53.
Wesołowski A., Tym J.S., Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku, Warszawa 2014.
Wilczkowski A., Anatomia Boju. Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódź 1992.
Wojciechowski J.S., 12 Pułk Ułanów Podolskich, Pruszków 2003.
Wojciechowski J.S., 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, Pruszków 2011.
Wojciechowski J.S., 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, Pruszków 2003.
Zarzycki P., 2 Dywizjon Artylerii Konnej, Pruszków 2000.
Zawilski A., Bitwy polskiego września, Kraków 2019.
Zgórniak M., Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków
1993.
Kamiński J., Od konia i armaty do spadochronu, Warszawa 1980.
Kurus A., Czołgi na przedmieściach. 7 Dywizja Piechoty w obronie Częstochowy 1-3 września 1939 roku, Oświęcim 2015.
Pokorny S., Czołgi pod Mokrą, Warszawa 1980.
Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1962.
Rudy K., Mokra – podwójny mit, „Technika Wojskowa – Historia” 2019, nr 5, s. 4-19.
Rudy K., Jeszcze raz o bitwie pod Mokrą, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 54-56.
Tym J.S., Mokra – polemika w sprawie mitów, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 48-53.
Wesołowski A., Tym J.S., Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku, Warszawa 2014.
Wilczkowski A., Anatomia Boju. Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódź 1992.
Wojciechowski J.S., 12 Pułk Ułanów Podolskich, Pruszków 2003.
Wojciechowski J.S., 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, Pruszków 2011.
Wojciechowski J.S., 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, Pruszków 2003.
Zarzycki P., 2 Dywizjon Artylerii Konnej, Pruszków 2000.
Zawilski A., Bitwy polskiego września, Kraków 2019.
Zgórniak M., Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków
1993.