6
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Pierwsze dwie części dostępne na moim profilu


Było około godziny 15:00, gdy na pozycje ułanów uderzył kolejny nalot niemieckiego Luftwaffe, które zrzucając bomby w las i okolicach toru kolejowego przyczynia się do kolejnych strat WBK wśród koni, koniowodnych i szeroko pojętych elementów tyłowych walczących oddziałów. Po tym wzmaga swój ostrzał artyleria, która jednak tym razem coraz lepiej wstrzeliwuje się w pozycje polskich baterii i skraj lasu obsadzony przez ułanów z 12. p.uł. Do ataku ruszają ponownie czołgi z 35. pr., które koncentrują swe ponowne uderzenie w kierunku przepustu kolejowego, ale również nacierają między zabudowaniami Mokra I i Mokra II. Polskie baterie – nękane ostrzałem niemieckiej artylerii – otwierają ogień ze wszystkich pozostałych jeszcze dział. W ich stronę leci prawdziwy grad pocisków z czołgów, od których padają kolejni kanonierzy. Celny ostrzał niemieckich dział spada na stanowiska 3 baterii ulokowanej na w pobliżu leśniczówki, w wyniku którego zniszczone zostaje jedno z dział. Podobna sytuacja ma miejsce na stanowiskach 2 baterii, która dodatkowo okrążona przez hitlerowskie pojazdy prowadzi szaleńczy ostrzał. W obliczu beznadziejnej sytuacji oficer ogniowy 2 baterii ppor. Stefan Radzikowski podejmuje decyzję o przeniesieniu stanowisk ogniowych. Wezwane zostają konie z przodkami, do których pośpiesznie zaprzęgane są działa i jaszcze. W momencie wyruszenia pierwszych z nich z dotychczasowych pozycji z zabudowań Mokrej III wyłoniły się niemieckie czołgi, które otwarły ogień do odchodzących plutonów z działami. Zniszczone zostały tym samym kolejne 75 mm działa, padały konie oraz ginęli kolejni polscy żołnierze, którzy nie zdążyli dojechać do skraju lasu. Nie pomógł przy tym ostrzał 3 baterii i pozostałych jeszcze dział 2 baterii. Co więcej, część czołgów uderzyła wprost na stanowiska dział koło leśniczówki, w wyniku czego zniszczone zostało drugie z czterech dział, którymi na początku dysponowała bateria dowodzona przez por. Kazimierza Wakalskiego. W zaistniałej sytuacji główny ciężar obrony oparł się na stanowiskach szwadronów 12. p.uł., a także podciągniętych z odwodów sił 2. pułku strzelców konnych. Spieszeni ułani, dysponując lekkimi działkami 37 mm i karabinami ppanc. przyjęli uderzenie około 70 maszyn, które pruły ze wszystkich swoich ciężkich karabinów w skraj lasu, przy dodatkowym dalszym wsparciu wstrzelanej niemieckiej artylerii, której pociski rozrywały się wśród koron drzew, wybuchały na ziemi, trzaskały drzewa. Tragiczną sytuację polskich ułanów tak wspominał dowódca szwadronu ciężkich karabinów maszynowych 12. p.uł. rtm. Antoni Kropielnicki:

„(…) wyłania się prawdziwe mrowie czołgów. Skóra cierpnie na ich widok. Dla dodania sobie otuchy i uspokojenia nerwów zaczynamy je liczyć. Jedni podają 72, inni 67, jeszcze inni 70. Sieką gęstym ogniem, tak że igliwie i gałęzie sypią się nam na głowy jak śnieg. Betonowy most kolejowy nad drogą jest tak posieczony, jakby go pszczoły obsiadły. Kolumna sanitarna brygady zbiera rannych (pluton sanitarny). Lekarz pułkowy z zadziwiającą sprawnością opatruje ich na polu. Wydatnie pomaga mu lekarz weterynaryjny. Mamy mnóstwo poległych i ciągle zabieramy obsługi koniowodnych, bo nam brak ludzi na linii. Koledzy odsunięci na bok leżą, niekiedy w spokojnej postawie człowieka śpiącego, niekiedy zaś w tragicznym położeniu okaleczonego ciała. Czasem pasemko krwi z ust zalewa oczodoły, czasem widać mózg pomieszany z pokręconym żelaziwem francuskiego hełmu. (…) amunicję donoszą wszyscy i lekarz weterynaryjny, adiutant, dowódca szwadronu, zastępca dowódcy pułku. Obsługi zaś tymczasem walą co tchu z armatek i karabinów maszynowych. Obok nich stosy wystrzelonych łusek mosiężnych dymią od spalonego prochu. (…) ułan niosący skrzynkę amunicyjną ginie obok dowódcy pułku. Ten chwyta ją i donosi do obsługi armaty przeciwpancernej”.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
O beznadziejnej sytuacji powiadamiany jest stale od dowódcy 12. p.uł. ppłk. Kuczka dowódca WBK płk. Filipowicz, który jednak każe, a następnie już tylko prosi, by utrzymać za wszelką cenę pozycje. Ułani zatem się bronią, nie pozwalając przejść ani jednemu czołgowi przez przepust kolejowy. W tym czasie do wsparcia przygotowywany jest już będący dotychczas w odwodzie 21. dywizjon pancerny (w rzeczywistości dokonuje on wcześniej wypadu zwiadowczego na Mokrą I, podczas którego zniszczony jest jeden z samochodów pancernych wz. 34), którego TKS-y nie posiadały jednak jeszcze amunicji przeciwpancernej… Do wsparcia lewej flanki 12. pułku wysłane zostają pozostałe niewalczące dotychczas siły 2. psk, a także wezwany na powrót zostaje pociąg pancerny „Śmiały”, który miał ubezpieczyć kontratak polskich tankietek.

Rozkaz pilnego powrotu dociera do pociągu, który znajdował się w rejonie stacji kolejowej Miedźno. „Śmiały” rusza natychmiastowo w stronę Polany, jednak po drodze dochodzi do nagłego spotkania z kolumną I batalionu 12. pułku strzelców zmotoryzowanych, która wspierana przez czołgi z II batalionu 36 pr., przekraczała już w tym czasie przejazd kolejowy na drodze Rębielice Królewskie-Izbiska. Następuje pełne zaskoczenie dla dwóch stron, jednak artylerzyści „Śmiałego” szybko przytomnieją otwierając ogień do czołgów. Celem są głównie te maszyny, które zdążyły już przekroczyć przejazd, a następnie pozostałe niemieckie wozy. Rozgorzała zacięta wymiana ognia, podczas której polski pociąg zniszczył i uszkodził kilka czołgów, ciężarówek i pojazdów opancerzonych, obsługi karabinów siekały uchodzących niemieckich piechurów, a dodatkowo do akcji włączony zostaje pluton wypadowy, który próbuje powstrzymać hitlerowców próbujących wysadzić tory. Jednak i niemiecki ostrzał przynosi rezultaty, bowiem przebita i uszkodzona zostaje jedna z wież artyleryjskich pociągu, a co więcej, na jednej z platform zaczyna wybuchać amunicja. Niemieckim saperom udaje się finalnie także wysadzić tory prowadzące w kierunku Mokrej, w wyniku czego kpt. Malinowski postanawia wycofać swój pociąg, który narażony był na dalszy ostrzał, a nawet i ataki wrogiego lotnictwa. Uchodząc z miejsca potyczki „Śmiały” osłonięty zostaje ogniem innego pociągu „Piłsudczyk” o numerze 52, który przydzielony do wsparcia sąsiadującej polskiej 30. DP. nadjechał z odsieczą „Śmiałemu”. Uszkodzony kolos wycofał się na stację Miedźno, jednak sami Niemcy w obawie przed kolejnym „spotkaniem” zaniechali dalszym próbom przejścia toru w tym rejonie. A przynajmniej na jakiś czas.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Informacja o braku wsparcia ze strony pociągu nie powstrzymała dowódcy 21. dywizjonu pancernego mjr. S. Glińskiego przed wysłaniem swych tankietek i samochodów do kontrnatarcia. Słabo opancerzone i niewłaściwie uzbrojone polskie pojazdy wjechały na polanę, co jednak nie zakończyło się ich całkowitym pogromem. „Sprytne” małe tankietki, lawirując pomiędzy niemieckimi czołgami wprowadziły spore zamieszanie i zdezorientowało nacierających hitlerowców, którzy nie spodziewali się polskich pojazdów, które dodatkowo mimo braku skutków otwarły do nich ogień. Wśród dymu płonących budynków i kurzu, niemieckie załogi zaczęły nawet otwierać ogień do własnych maszyn. Chwilowe wprowadzenie chaosu kosztowało jednak polski dywizjon utratą trzech zniszczonych samochodów pancernych i jednego uszkodzonego. Dodatkowo, w wyniku pomyłki, zniszczony zostaje jeden TKS, który odchodząc z pola walki dostał się pod ogień polskiego szwadronu ciężkich karabinów maszynowych, a w którym ginie jego dowódca plut. Marcin Wieliczko. Można by przy tym „doczepić się” do decyzji o wysłaniu znacznie słabszych polskich jednostek wprost na niemieckie maszyny, zarzucając przy tym mjr. Glińskiemu „ułańską fantazję”. Ale czy byłoby się wtedy zupełnie fair? Sytuacja była jednak bądź co bądź naprawdę ciężka, polscy ułani z 12 pułku potrzebowali każdego wsparcia, a takim bez wątpienia stał się kontratak polskich „czołżków” i samochodów, którym udało się odwrócić uwagę, a tym samym przyhamować wściekły napór na skraj lasu. Bóg przy tym tylko jeden wie, jaki mógłby być skutek, gdyby polskie tankietki były uzbrojone już wtedy w amunicję ppanc. i co by osiągnęły lawirując między zdezorientowanym wrogiem… Zejść trzeba jednak na ziemię, nie dywagować i skupić się na historii taką, jaką ona jest.

W czasie, gdy polskie tankietki poczęły niczym duchy przenikać w dymie między Niemcami, do walki zostały wprowadzone siły 2. psk., który obsadził południowo-wschodni skraj lasu od Mokrej III. Ułani prowadzeni osobiście przez ich dowódcę ppłk. Józefa Mularczyka rozpoczęli walkę praktycznie z marszu, co odciążyło wysiłek 12. Pułku Ułanów. Cała polana zamieniła się dla niemieckich maszyn w prawdziwy kocioł, w którym ogień prowadzony był praktycznie na całej długości lasu po jej wschodniej stronie, a nawet od tyłu, bowiem w Mokrej II dalej broniła się I bateria 2. DAK-u, a także szwadron rtm. Hollaka.

W obliczu dalszego braku wsparcia piechotą, a także nie ryzykując dalszych start niemieckie czołgi zostają finalnie wycofane z polany, a tym samym kończy się kolejne natarcie. I tak, o ile na przedpolu Brygady pozostały kolejne unieruchomione czołgi, o tyle sam stan polskich oddziałów przedstawiał się bardzo ciężko. Kilkadziesiąt kolejnych zabitych koni, ciężkie straty w ludziach, brak możliwości wsparcia przez pociąg, a także utrata przez 2. DAK 5 dział uniemożliwiająca efektywne wsparcie obrony. To wszystko przełożyło się na podjęcie pierwszych decyzji o wycofaniu się wstępnie baterii artylerii. I tak, najpierw swoje dotychczasowe pozycje opuściły pozostałości 3 baterii, następnie resztka 2, a jako ostatnia za linię kolejową udała się 1 bateria. Na tyły ciągnęły również liczne furmanki, na których załadowani byli lżej lub ciężko okaleczeni ułani. Jednak to nie był jeszcze koniec zmagań.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Zaraz po odejściu z pola polskich armat, jakby na to tylko czekając, ruszyło kolejne natarcie czołgów, które jednak tym razem przypuściły maszyny z 35. Panzer Regiment. Czołgi natrafiły tylko na osłabione siły 12. p.uł., który w obliczu dużego naporu wroga wycofał się za i na linie toru kolejowego, ustawiając na nim swe działka. Niemieckie maszyny ruszyły za nimi przez leśne przecinki i samą drogą wprost do przepustu kolejowego. Pierwsze maszyny, które nadjechały i zaczęły pod nim przejeżdżać zostały jednak zniszczone bądź uszkodzone (jedna, bądź dwie maszyny), co zahamowało natarcie. Ułani za wszelką cenę nie zamierzali przepuścić wroga „prając” dosłownie z wszystkiego, co jeszcze tylko zostało. W pewnym momencie zapanowało jednak dość spore zaskoczenie, bowiem niemieckie czołgi pojawiły się ni z tego, ni z owego po wschodniej stronie toru, jadąc od strony północnej. Skąd one się tam w ogóle znalazły? Odpowiedzią jest przejazd przez tory na drodze między Rębielicami a Izbiskami, gdzie jeszcze niecałe dwie godziny wcześniej swoją samotną walkę stoczył „Śmiały”. Niemcy po okrzepnięciu podjęli próbę przekroczenia przejazdu ponownie, a nie trafiając ponownie na żadną przeszkodę przejechali na Izbiska. Po zebraniu się tam kilku maszyn przeciwnik ruszył w dalszą drogę, która jednak poprowadziła przez nowe pozycje ułanów. Ci, mimo pierwszego zaskoczenia podjęli wraz z kilkoma TKS-ami walkę, w wyniku której kilka niemieckich maszyn miało zostać uszkodzonych i zniszczonych. W wyniku niepowodzenia przerwania linii obrony na linii kolejowej ułanów Niemcy ponownie się wycofują.

W trakcie natarcia nie były co ciekawe atakowane w ogóle pozycje 21 Pułku, który tym samym pozostał dalej po zachodniej stronie linii kolejowej. Znów rzekomo wedle wspomnień dziać się miało natomiast na pozycjach IV batalionu 84. psp., który ponownie zmuszony był odpierać natarcie pododdziałów niemieckiego 12. Pułku Piechoty, który podjął jeszcze jedną próbę przełamania polskich pozycji, a tym samym dostania się od południowej strony na Polanę Mokra. Atak odbić się miał jednak o polskie pozycje, z których dodatkowo zostało wyprowadzone przeciwnatarcie na bagnety. Dokonać tego mieli żołnierze z 10. kompanii por. J. Balukiewicza i plutony 11. kompanii por. T. Szeli. Taka sytuacja jednak jak wspomniałem wyżej nie miała miejsca, bowiem Niemcy nie podejmowali pod Waleńczowem żadnych działań.

Wydarzenia po godzinie 17:00 okazały się być tymi kulminacyjnymi dla WBK, której dowódca płk. Filipowicz ocenił całkowite wyczerpanie dalszych możliwości oporu w rejonie polany Mokra, wydając tym samym rozkaz do wycofania się na kolejną linię opóźniania na rzece Biała Oksza i Kocinka. I tak, na nowe pozycje pod Ważnymi Młynami wyruszył 2. DAK, a za nim kolejno odchodziły następne pułki tj. 2, 12 i 21, z czego dwa ostatnie odejść miały około godz. 18:00. Najwcześniej nowe pozycje były już obsadzone w rejonie m. Borowa przez dwa szwadrony 19. pułku, które znaleźć się na nich miały około 14:00. W godzinach podwieczornych i wieczornych dołączyły do nich siły 1 szwadronu rtm. Skiby, który to przez cały czas trwania boju na polanie prowadził działania ubezpieczające w lasach grodzisko, a także II pluton ciężkich karabinów por. Rżanka, który obsadzał dotychczas przeprawę na Liswarcie pod Popowem. Najpóźniej ze wszystkich szwadronów 19. Pułku Ułanów dotarł około godz. 20:00 3 szwadron por. Góreckiego, który odszedł z rejonu Mokrej w momencie, gdy doszło do walki pociągu Śmiały na przejeździe pod Izbiskami. Późna pora przybycia spowodowana była jednak atakami niemieckich samolotów, w wyniku których oddział uległ rozproszeniu, a jego ponowne zebranie przez por. Góreckiego zajęło kilka godzin.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
W wyniku wycofania się polskich sił z rejonu Mokrej, całą polanę zajęły czołgi. Może zastanawiać fakt braku dalszych ruchów sił 4. Dywizji Pancernej, która po wielu godzinach zaczęła podciągać w okolice Mokrej większe siły, które wcześniej ugrzęzły w korkach i na licznych przeprawach. Z całą pewnością na brak dalszych działań wpłynęło duże zmęczenie niemieckich sił pancernych, jednak co ciekawe nie był to jeden jedyny powód, bowiem faktyczne zahamowanie działań Dywizji spowodowane było…wybuchem paniki. Było około godz. 18:15, gdy w kierunku zachodnim zaczęły odjeżdżać niektóre niemieckie czołgi uszkodzone w trakcie walk. Widok nadjeżdżających z przeciwnego kierunku pojazdów miał przerazić co poniektórych żołnierzy, którzy zaczęli uciekać, wykrzykując przy tym w panice informacje, jakoby nacierały polskie czołgi. Na zachód od Opatowa wybuchła w kolumnach pojazdów i żołnierzy prawdziwa panika, którą tak opisano w dzienniku dywizji:

„Ciężkie kryzysy w tym pierwszym dniu walki dotknęły nie tylko walczące oddziały dywizji. Na hasło, że polskie czołgi przebiły się i atakują, liczne tabory bojowe, które dotarły czołem do Mokrej I, po prostu zawróciły i pędzą do tyłu, częściowo na przełaj przez pola. Powstało straszne zamieszanie. W szczególności w Opatowie był totalny galimatias. Dziesiątki pojazdów bezładnie ugrzęzło w tamtejszym terenie bagiennym. Nastąpił kryzys zaopatrzenia, skoro nic natychmiast nie zrobiono. Dopiero przez osobiste wkroczenie dowódcy dywizji i jego oficerów udało się zatrzymać ruch i skierować pojazdy z powrotem w kierunku Mokrej. Jednak regularny ruch mógł zostać wznowiony dopiero po godzinach”.

Incydent ten, na dobre zahamował marsz dywizji w dniu 1 września. W tej sytuacji dowódca 5. Brygady Pancernej, gen. mjr. v. Hartlieb, podjął decyzję o zatrzymaniu i skoncentrowaniu wszystkich czołgów po obu stronach Mokrej III, które dodatkowo osłonięte zostały siłami II batalionu 12. pułku strzelców i 49. dywizjonu przeciwpancernego. Po wschodniej stronie linii kolejowej znalazły się natomiast siły I batalionu 12. pułku strzelców zmotoryzowanych, które zatrzymały się i obsadziły miejscowość Izbiska.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Cała polana Mokra była opanowana, a wśród zabudowań trzech wsi – a raczej tego co z nich zostało – rozlokowywali się niemieccy żołnierze. Co jednak ciekawe, dalej wśród budynków Mokrej II, swe pozycje trzymał 3 szwadron 12. Pułku Ułanów rtm. Hollaka. Tak, chłopaki dalej tam siedzieli, ale tym razem byli ze wszystkich stron otoczeni przez wroga, bez możliwości jakiegokolwiek wycofania się, ponieważ nie mieli koni (odesłane na tyły przy obsadzeniu Mokrej II). Żartując – sytuacja niczym z komiksów Rene Goscinnego o dzielnych Galach zamieszkujących jedną jedyną osadę stawiającą opór rzymskim najeźdźcom. Wtedy jednak, okoliczności, w jakich znaleźli się ułani nie były chociaż trochę pozytywne. Polacy wykorzystali jednak ciemności, które w końcu zapanowały i dopiero wtedy udało im się przebić do lasu. Nieświadomi obecności Niemców, polscy ułani skierowali się na Izbiska. Doszło tam do walki z ubezpieczeniami 12. pułku strzelców zmotoryzowanych, w którym śmierć poniosło kilku ułanów, w tym dowódca szwadronu rtm. J. Hollak.

Najdłużej na zajmowanych od początku pozycjach pozostał IV batalion 84. psp, którego dowódca mjr. W. Sokol nie otrzymał finalnie rozkazu wycofania się na kolejne pozycje.  Batalion był w wyniku tego świadkiem dramatycznego widoku, jakim było podpalenie Kłobucka przez żołnierzy z 1. Dywizji Pancernej około godz. 20:00. W dalszym ciągu nieniepokojeni polscy żołnierze opuścili swe pozycje w okolicach Brodów-Malina dopiero około północy, by po całonocnym marszu dotrzeć do Ostrów nad ranem.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Tak oto zakończyły się finalnie działania pod Mokrą w dniu 1 września 1939 r. Jaki był ich rzeczywisty bilans? Nie jest to łatwe do określenia. Pierwszy meldunek wysłany o godz. 22:00 przez płk. Filipowicza do sztabu Armii „Łódź” informował o stratach w wysokości 50–100 ludzi i około 200 koni, 40 wozów taborowych, 3 działach ppanc. rozbitych przez czołgi i lotnictwo, a na konto brygady zaś zaliczył około 20 rozbitych czołgów przeciwnika. We wrześniu 1941 r. szef sztabu Wołyńskiej BK mjr dypl. Wilhelm Lewicki straty brygady szacował zaś następująco: zabitych około 7 oficerów, 200–300 szeregowych i około 200 koni, rozbite 5 dział, 2 działka ppanc., jeden TK, a straty niemieckie ocenił na 80–90 czołgów. Po wojnie Komisja Historyczna b. Sztabu Głównego obliczyła straty Wołyńskiej BK na około 500 żołnierzy. Najbardziej prawdopodobne wydają się jednak szacunki dowódcy 21. Pułku Ułanów: 350–400 żołnierzy Wołyńskiej BK, a w niemieckiej 4 DPanc. 40–50 czołgów.

Trudne do ustalenia są do dziś rzeczywiste straty niemieckie. Według relacji dowódcy 35. Pułku Pancernego płk. Heinricha Eberbacha jednostka ta straciła: 15 zabitych i 14 rannych oraz 14 czołgów. Z kolei 36. Pułk Pancerny odnotował 7 zabitych i 13 rannych. Brak informacji o ilości uszkodzonych i bezpowrotnie straconych czołgach. Analiza strat niemieckiej dywizji poniesionych w okresie 1–20 września 1939 r. poczyniona przez dzisiejszych badaczy, prowadzi do wniosków, że większość wozów bojowych utraciła ona pierwszego dnia wojny pod Mokrą – około 50 czołgów, co częściowo potwierdzać mają meldunki niemieckiego XVI Korpusu Armijnego z początku drugiej połowy września 1939 r. Myślę, że trzeba być jednak w tym przypadku ostrożniejszym. Najpewniej finalnie zniszczonych maszyn było w przybliżeniu tyle, ile podawał w meldunku z 1 września płk. Filipowicz, czyli około 20-25. Lżej lub mocniej uszkodzonych pojazdów było jednak z całą pewnością znacznie więcej i można by przy tym szacować 30-40 maszyn.

Straty jak wiadomo nie ograniczyły się do samych czołgów z dwóch walczących pułków, na których jednak część dzisiejszych badaczy i historyków poprzestaje. Udokumentowane liczby dotyczące zniszczonych czołgów nie są kwestią interpretacji, natomiast brak szczegółowych danych na temat strat niemieckiej piechoty oraz sprzętu kołowego bywa traktowany chyba jak jakieś alibi do całkowitego przemilczenia tego problemu. Brak dokumentacji nie jest jednak dowodem braku strat – zwłaszcza gdy przebieg walk jednoznacznie wskazuje, że one wystąpiły. Redukowanie obrazu bitwy do tego, co da się dziś bezpiecznie policzyć, oznacza w praktyce odebranie polskim żołnierzom efektów ich zaciekłej i krwawej obrony. Jest to zabieg metodologicznie wątpliwy i zwyczajnie nie fair wobec ludzi, którzy pod Mokrą ryzykowali własne życie, zadając przeciwnikowi straty, nawet jeśli nie wszystkie z nich da się dziś ująć w tabelach.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Zapoznając się z przebiegiem Boju, widzimy pojawiające się niemieckie oddziały rozpoznawcze i pułki piechoty, które atakowały pozycje 19 Pułku Ułanów, ponosząc przy tym straty w sprzęcie i ludziach. Nie sposób, tak jak wspomniałem na ten moment ustalić dokładnej liczby zabitych, rannych oraz ile sprzętu uległo przy tym zniszczeniu, jednak trzeba o tym wspomnieć. Z całą pewnością Niemcy stracili kilka motocykli, ciężarówek i transporterów opancerzonych. Co do piechoty, to straty z całą pewnością nie przekroczyły 100, a nawet bym powiedział 50 w zabitych, rannych i zaginionych. Oczywiście, choćby w czasach PRL mówiło się głośno o nawet 1000 zabitych i rannych Niemcach pod Mokrą, jednak to należy zdecydowania wsadzić między bajki i zapomnieć. Cała 4 Dywizja w dniach 1-20 września poniosła starty następujące: 316 zabitych, 547 rannych oraz 78 zaginionych, co daje łącznie 941 żołnierzy wyłączonych całkowicie lub czasowo z walki. Idąc za jednym z autorów książki „Mokra Działoszyn 1939” J. S. Tymem, myślę, że rozsądne jest przypisanie dziesiątej części całkowitych strat Dywizji właśnie na 1 września. Czyli mamy już nie horrendalne 1000, ale ok. 100 wyłączonych z walki czołgistów i piechurów . Wydaje się mało, ale jednak jest to wartość, o której trzeba zawsze wspominać, a przynajmniej takie jest moje zdanie.

Podsumowując. Patrząc na plan walki przez pryzmat podstawowych zasad prowadzenia działań zbrojnych, można stwierdzić, że był on logiczny i dobrze dopasowany do postawionego zadania. Wszystkie jego elementy podporządkowano jednemu celowi — skutecznej obronie powierzonych pozycji. Odpowiednie rozmieszczenie oddziałów pozwoliło dowódcy brygady racjonalnie gospodarować siłami, unikając ich niepotrzebnego rozpraszania, a jednocześnie zachować możliwość manewru w obrębie własnych pozycji oraz wspierania sąsiednich jednostek.

Wyznaczenie wysuniętych pozycji obserwacyjnych, kolejnych linii obrony oraz przewidywane sposoby użycia odwodów sprawiły, że obrona nie miała charakteru biernego. Skupienie głównych sił w rejonie polany Mokra i linii kolejowej, uznanych za kluczowe dla przebiegu walk pierwszego dnia, pozwoliło skoncentrować wysiłek tam, gdzie był on najbardziej potrzebny. Rozmieszczenie pododdziałów na stanowiskach obronnych umożliwiło również osiągnięcie elementu zaskoczenia w początkowej fazie starcia. Cały plan był przy tym stosunkowo prosty i czytelny.
Największym utrudnieniem dla strony polskiej była niemiecka przewaga w powietrzu, która znacząco ograniczała swobodę działania. Mimo to utrzymanie zdolności bojowej okazało się możliwe dzięki zdecydowanej postawie dowódców, dobrej organizacji oddziałów oraz wysokiemu morale żołnierzy.
Skutkiem tych działań było faktyczne zatrzymanie na cały dzień sił niemieckiej 4 Dywizji Pancernej, której zadaniem operacyjnym było osiągnięcie już 1 września linii rzeki Kocinki. Należy przy tym zaznaczyć, że sukces ten został osiągnięty głównie jednak w starciu z siłami pancernymi przeciwnika, a nie z całością jego potencjału bojowego. Ewentualne rozważania, jak mógłby wyglądać wynik starcia w przypadku pełnego zaangażowania wszystkich oddziałów dywizji, pozostawmy w sferze spekulacji i nie zmieniajmy faktów historycznych.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Sama ocena końcowego rezultatu walk pod Mokrą nie jest jednoznaczna. Z jednej strony oddziały Wojska Polskiego zrealizowały swój zasadniczy cel, opóźniając, a nawet zatrzymując na całą dobę niemiecką dywizję pancerną, choć okupione to zostało znacznymi stratami oraz koniecznością późniejszego wycofania się. Z drugiej strony, dywizja niemiecka zadała obrońcom poważne straty przy relatywnie niewielkich stratach własnych, jednak nie zdołała wykonać postawionego zadania w wyznaczonym czasie. Z taktycznego punktu widzenia oznaczało to niepowodzenie.

Dla samej Wołyńskiej Brygady Kawalerii bój pod Mokrą był tylko początkiem długich walk w obronie Polski. Już następnego dnia Brygada skutecznie opóźniała natarcie niemieckiej 4 Dywizji na linii Białej Okszy w rejonie miejscowości Ostrowy i Łobodno, w efekcie czego dopiero 3 września niemieckie oddziały rozpoznawcze dotarły do Warty w okolicach Szczepocic. W kolejnych dniach września jej oddziały walczyły m.in. pod Kamieńskiem, Cyrusową Wolą, Mińskiem Mazowieckim, czy w obronie Warszawy.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bibliografia:
Kamiński J., Od konia i armaty do spadochronu, Warszawa 1980.
Kurus A., Czołgi na przedmieściach. 7 Dywizja Piechoty w obronie Częstochowy 1-3 września 1939 roku, Oświęcim 2015.
Pokorny S., Czołgi pod Mokrą, Warszawa 1980.
Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1962.
Rudy K., Mokra – podwójny mit, „Technika Wojskowa – Historia” 2019, nr 5, s. 4-19.
Rudy K., Jeszcze raz o bitwie pod Mokrą, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 54-56.
Tym J.S., Mokra – polemika w sprawie mitów, „Technika Wojskowa – Historia” 2020, nr 1, s. 48-53.
Wesołowski A., Tym J.S., Mokra Działoszyn 1939. Działania wielkich jednostek Grupy Operacyjnej „Piotrków” w pierwszych dniach kampanii 1939 roku, Warszawa 2014.
Wilczkowski A., Anatomia Boju. Wołyńska Brygada Kawalerii pod Mokrą 1 września 1939, Łódź 1992.
Wojciechowski J.S., 12 Pułk Ułanów Podolskich, Pruszków 2003.
Wojciechowski J.S., 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, Pruszków 2011.
Wojciechowski J.S., 21 Pułk Ułanów Nadwiślańskich, Pruszków 2003.
Zarzycki P., 2 Dywizjon Artylerii Konnej, Pruszków 2000.
Zawilski A., Bitwy polskiego września, Kraków 2019.
Zgórniak M., Europa w przededniu wojny. Sytuacja militarna w latach 1938-1939, Kraków
1993.
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
Bój pod Mokrą. O tym, jak w rzeczywistości wyglądał bez mitów.  Część 3 z 3
0.073024988174438