Wiedza
9 m
8
Operacja Neptune Spear (2011): zadanie, które zakończyło dekadę poszukiwań Osamy bin Ladena
Operacja Neptune Spear, przeprowadzona w nocy z 1 na 2 maja 2011 roku, stanowi jeden z największych sukcesów wywiadowczych i militarnych w historii Stanów Zjednoczonych. Zadanie zrealizowane przez elitarny oddział SEAL Team Six (DEVGRU) doprowadziło do zabicia Osamy bin Ladena, przywódcy Al-Kaidy odpowiedzialnego za ataki z 11 września 2001 roku. Wydarzenie to zakończyło dekadę ukrywania się terrorysty, który znajdował schronienie na terytorium Pakistanu. Operacja była wynikiem zaplanowanego, wielowarstwowego wysiłku całej wspólnoty wywiadowczej CIA, wspieranej przez agencje federalne takie jak NSA, NGA oraz siły operacji specjalnych. Prezydent Barack Obama zdecydował się na przeprowadzenie tej niebezpiecznej misji pomimo braku stuprocentowych dowodów potwierdzających obecność bin Ladena, wykazując się niezwykłą decyzyjnością w sytuacji wysokiego ryzyka geopolitycznego.
Dekada poszukiwań: od Tora Bora do Abbottabadu
Poszukiwania bin Ladena rozpoczęły się natychmiast po atakach z 11 września 2001 roku, kiedy rząd federalny wyznaczył nagrodę w wysokości 25 milionów dolarów za informacje prowadzące do jego ujęcia. Po inwazji na Afganistan w 2001 roku bin Laden ukrył się w systemie jaskiń Tora Bora, jednak w grudniu tego samego roku, podczas bitwy o ten rejon, zdołał uciec do Pakistanu. W kolejnych latach istniały jedynie spekulacje dotyczące jego faktycznego miejsca pobytu i stanu zdrowia – rozpowszechniano plotki i nagrania audio-wideo, ale jego dokładna lokalizacja pozostawała tajemnicą.
Formalny początek intensywnych poszukiwań bin Ladena w ramach nowej strategii CIA przypadł na czerwiec 2009 roku. Nowo zaprzysiężony prezydent Obama wysłał memorandum do dyrektora CIA Leona Panetty, nakazując opracowanie „szczegółowego planu operacyjnego” mającego na celu zlokalizowanie i wyeliminowanie bin Ladena. Obama wyraził wówczas swoją determinację słowami: „musimy podwoić nasze wysiłki w pogoni za bin Ladenem” oraz „chcę, abyśmy zwiększyli zasoby, skupienie i pilność tej misji”. Dokument ten stanowił punkt zwrotny w podejściu administracji do problemu Al-Kaidy, przesuwając go z pozycji drugorzędnej do rangi strategicznego zagrożenia wymagającego zaangażowania na najwyższych szczeblach władzy.
Zidentyfikowanie kuriera: Abu Ahmed al-Kuwajti
Przełom w poszukiwaniach nastąpił dzięki systematycznym przesłuchaniom więźniów w tajnych ośrodkach CIA i obozie Guantanamo. Śledczy priorytetowo traktowali informacje o kurierach Al-Kaidy. Bin Laden, pamiętając o skutecznym ataku USA na swoje bazy w 1998 roku, przeprowadzonym dzięki namierzeniu jego telefonu satelitarnego, od tamtej pory unikał korzystania z jakiejkolwiek elektroniki komunikacyjnej. Kurierzy stanowili zatem jedyny bezpieczny kanał łączności między liderem a resztą organizacji.
W 2002 roku śledczy usłyszeli pierwsze niepotwierdzone doniesienia o kurierze posługującym się pseudonimem Abu Ahmed al-Kuwajti (znanym również jako Szejk Abu Ahmed z Kuwejtu). Informacja ta pochodziła od więźnia Mohammeda al-Qahtaniego, który opisał go jako członka wewnętrznego kręgu Al-Kaidy. Jednak w 2003 roku Chalid Szejk Mohammed – operacyjny szef Al-Kaidy – twierdził, że znał al-Kuwajtiego, lecz zaprzeczał jego aktywności w organizacji. Ta sprzeczność wzbudziła podejrzenia. W 2004 roku inny więzień, Hassan Ghul, dostarczył bezcennych informacji, stwierdzając, że bin Laden polegał na „zaufanym kurierze” o imieniu al-Kuwajti, który był blisko związany zarówno z bin Ladenem, jak i z Chalidem Szejkiem Mohammedem oraz jego następcą, Abu Faradżem al-Libbim. Ghul ujawnił również, że al-Kuwajtiego nie widywano od pewnego czasu, co skłoniło analityków do przypuszczeń, że podróżuje on razem z bin Ladenem.
Kiedy przedstawiono Chalidowi Szejkowi Mohammedowi raport Ghula, ten podtrzymał swoje pierwotne stanowisko. Abu Faradż al-Libbi, schwytany w 2005 roku i przeniesiony do Guantanamo w roku 2006, zeznał, że kurier bin Ladena nosił imię Maulawi Abd al-Chalik Jan i zaprzeczył znajomości z al-Kuwajtim. Fakt, że zarówno Mohammed, jak i al-Libbi bagatelizowali znaczenie al-Kuwajtiego, doprowadził obserwatorów do wniosku, że musi on być kimś więcej niż zwykłym posłańcem – że jest kluczową częścią wewnętrznego kręgu bin Ladena.
W 2007 roku amerykańscy urzędnicy poznali prawdziwe nazwisko al-Kuwajtiego, choć oficjalnie nigdy nie ujawniono, w jaki sposób to nastąpiło. Później władze pakistańskie potwierdziły, że kurierem był Ibrahim Saeed Ahmed z doliny Swat w Pakistanie. Moment przełomowy nastąpił w 2010 roku, gdy przesłuchanie innego podejrzanego ujawniło rozmowę z al-Kuwajtim. Funkcjonariusze paramilitarni CIA zlokalizowali go w sierpniu 2010 roku i prześledzili jego drogę powrotną do nietypowej rezydencji w Abbottabadzie. To właśnie wtedy zaczęto podejrzewać, że może się tam ukrywać sam bin Laden.
Poszukiwania bin Ladena rozpoczęły się natychmiast po atakach z 11 września 2001 roku, kiedy rząd federalny wyznaczył nagrodę w wysokości 25 milionów dolarów za informacje prowadzące do jego ujęcia. Po inwazji na Afganistan w 2001 roku bin Laden ukrył się w systemie jaskiń Tora Bora, jednak w grudniu tego samego roku, podczas bitwy o ten rejon, zdołał uciec do Pakistanu. W kolejnych latach istniały jedynie spekulacje dotyczące jego faktycznego miejsca pobytu i stanu zdrowia – rozpowszechniano plotki i nagrania audio-wideo, ale jego dokładna lokalizacja pozostawała tajemnicą.
Formalny początek intensywnych poszukiwań bin Ladena w ramach nowej strategii CIA przypadł na czerwiec 2009 roku. Nowo zaprzysiężony prezydent Obama wysłał memorandum do dyrektora CIA Leona Panetty, nakazując opracowanie „szczegółowego planu operacyjnego” mającego na celu zlokalizowanie i wyeliminowanie bin Ladena. Obama wyraził wówczas swoją determinację słowami: „musimy podwoić nasze wysiłki w pogoni za bin Ladenem” oraz „chcę, abyśmy zwiększyli zasoby, skupienie i pilność tej misji”. Dokument ten stanowił punkt zwrotny w podejściu administracji do problemu Al-Kaidy, przesuwając go z pozycji drugorzędnej do rangi strategicznego zagrożenia wymagającego zaangażowania na najwyższych szczeblach władzy.
Zidentyfikowanie kuriera: Abu Ahmed al-Kuwajti
Przełom w poszukiwaniach nastąpił dzięki systematycznym przesłuchaniom więźniów w tajnych ośrodkach CIA i obozie Guantanamo. Śledczy priorytetowo traktowali informacje o kurierach Al-Kaidy. Bin Laden, pamiętając o skutecznym ataku USA na swoje bazy w 1998 roku, przeprowadzonym dzięki namierzeniu jego telefonu satelitarnego, od tamtej pory unikał korzystania z jakiejkolwiek elektroniki komunikacyjnej. Kurierzy stanowili zatem jedyny bezpieczny kanał łączności między liderem a resztą organizacji.
W 2002 roku śledczy usłyszeli pierwsze niepotwierdzone doniesienia o kurierze posługującym się pseudonimem Abu Ahmed al-Kuwajti (znanym również jako Szejk Abu Ahmed z Kuwejtu). Informacja ta pochodziła od więźnia Mohammeda al-Qahtaniego, który opisał go jako członka wewnętrznego kręgu Al-Kaidy. Jednak w 2003 roku Chalid Szejk Mohammed – operacyjny szef Al-Kaidy – twierdził, że znał al-Kuwajtiego, lecz zaprzeczał jego aktywności w organizacji. Ta sprzeczność wzbudziła podejrzenia. W 2004 roku inny więzień, Hassan Ghul, dostarczył bezcennych informacji, stwierdzając, że bin Laden polegał na „zaufanym kurierze” o imieniu al-Kuwajti, który był blisko związany zarówno z bin Ladenem, jak i z Chalidem Szejkiem Mohammedem oraz jego następcą, Abu Faradżem al-Libbim. Ghul ujawnił również, że al-Kuwajtiego nie widywano od pewnego czasu, co skłoniło analityków do przypuszczeń, że podróżuje on razem z bin Ladenem.
Kiedy przedstawiono Chalidowi Szejkowi Mohammedowi raport Ghula, ten podtrzymał swoje pierwotne stanowisko. Abu Faradż al-Libbi, schwytany w 2005 roku i przeniesiony do Guantanamo w roku 2006, zeznał, że kurier bin Ladena nosił imię Maulawi Abd al-Chalik Jan i zaprzeczył znajomości z al-Kuwajtim. Fakt, że zarówno Mohammed, jak i al-Libbi bagatelizowali znaczenie al-Kuwajtiego, doprowadził obserwatorów do wniosku, że musi on być kimś więcej niż zwykłym posłańcem – że jest kluczową częścią wewnętrznego kręgu bin Ladena.
W 2007 roku amerykańscy urzędnicy poznali prawdziwe nazwisko al-Kuwajtiego, choć oficjalnie nigdy nie ujawniono, w jaki sposób to nastąpiło. Później władze pakistańskie potwierdziły, że kurierem był Ibrahim Saeed Ahmed z doliny Swat w Pakistanie. Moment przełomowy nastąpił w 2010 roku, gdy przesłuchanie innego podejrzanego ujawniło rozmowę z al-Kuwajtim. Funkcjonariusze paramilitarni CIA zlokalizowali go w sierpniu 2010 roku i prześledzili jego drogę powrotną do nietypowej rezydencji w Abbottabadzie. To właśnie wtedy zaczęto podejrzewać, że może się tam ukrywać sam bin Laden.
Nieruchomość, którą CIA odkryła w sierpniu 2010 roku, wyróżniała się już na pierwszy rzut oka. Zbudowana w 2004 roku trzypiętrowa willa znajdowała się na działce ośmiokrotnie większej niż typowe sąsiednie posesje. Teren otaczał betonowy mur o wysokości od 3,7 do 5,5 metra, zwieńczony drutem kolczastym. Balkon trzeciego piętra osłonięty był dodatkowym murem zapewniającym prywatność o wysokości 2,1 metra – wystarczająco wysokim, by ukryć mierzącego 193 cm bin Ladena. Dom znajdował się zaledwie 1,3 kilometra od Pakistańskiej Akademii Wojskowej (odpowiednika amerykańskiego West Point), co dodawało sytuacji ironii: najgroźniejszy terrorysta świata ukrywał się pod nosem pakistańskiego establishmentu wojskowego.
Willa posiadała dwie bramy bezpieczeństwa i została zaprojektowana tak, aby utrudniać obserwację z zewnątrz. Nie miała dostępu do Internetu ani tradycyjnych linii telefonicznych. Jej mieszkańcy palili swoje odpady na terenie posesji, podczas gdy sąsiedzi wystawiali śmieci do wywozu. Lokalni mieszkańcy nazywali budynek „Waziristan Haveli”, wierząc, że właściciel pochodzi z Waziristanu. Całość nosiła wszelkie cechy obiektu zaprojektowanego specjalnie do ukrywania osoby wysokiej rangi. We wrześniu 2010 roku CIA doszła do wniosku, że jest to osoba „najwyższej wagi, najprawdopodobniej bin Laden”.
Willa posiadała dwie bramy bezpieczeństwa i została zaprojektowana tak, aby utrudniać obserwację z zewnątrz. Nie miała dostępu do Internetu ani tradycyjnych linii telefonicznych. Jej mieszkańcy palili swoje odpady na terenie posesji, podczas gdy sąsiedzi wystawiali śmieci do wywozu. Lokalni mieszkańcy nazywali budynek „Waziristan Haveli”, wierząc, że właściciel pochodzi z Waziristanu. Całość nosiła wszelkie cechy obiektu zaprojektowanego specjalnie do ukrywania osoby wysokiej rangi. We wrześniu 2010 roku CIA doszła do wniosku, że jest to osoba „najwyższej wagi, najprawdopodobniej bin Laden”.
Powstanie kampanii wywiadowczej
Gdy CIA przedstawiła prezydentowi Obamie domniemaną lokalizację bin Ladena, rozpoczęła się pełnowymiarowa operacja zbierania informacji. CIA, kierując działaniami, wynajęła bezpieczny dom w samym Abbottabadzie, z którego zespół obserwował kompleks przez wiele miesięcy. Agenci wyglądali jak zwykli mieszkańcy, lecz w rzeczywistości prowadzili zorganizowany nasłuch i obserwację w trybie 24/7. Wysiłki CIA były wspierane przez inne agencje federalne, co pozwoliło na stworzenie zaawansowanej, wielowarstwowej kampanii wywiadowczej.
Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) włączyła się do akcji poprzez grupę Tailored Access Operations (TAO), specjalizującą się w tajnym instalowaniu oprogramowania szpiegowskiego i urządzeń śledzących na komputerach oraz w sieciach komórkowych. Dzięki temu NSA mogła przechwytywać dane z telefonów używanych przez osoby powiązane z Al-Kaidą. W 2010 roku NSA przechwyciła rozmowę telefoniczną między znanym sympatykiem Al-Kaidy na Bliskim Wschodzie a osobą w północno-zachodnim Pakistanie. Mężczyzna w Pakistanie powiedział: „Wróciłem do ludzi, z którymi byłem wcześniej”, co potwierdzało jego powrót do służby w organizacji. Ten element rozpoznania sygnałowego (SIGINT) okazał się kluczowy dla potwierdzenia roli al-Kuwajtiego.
Narodowa Agencja Wywiadu Geoprzestrzennego (NGA) zapewniła wsparcie techniczne, analizując dane z bezzałogowego samolotu RQ-170 i tworząc trójwymiarowe wizualizacje domu. NGA opracowała harmonogramy opisujące wzorce ruchu mieszkańców oraz ocenę ich liczby, wzrostu i płci. To precyzyjne mapowanie terenu stanowiło fundament przygotowań do przyszłych faz operacji.
Wysiłki obejmowały również strategię „red teaming” (czerwonej drużyny), w ramach której wyznaczeni analitycy opracowywali alternatywne hipotezy, aby niezależnie ocenić wiarygodność tezy, że w budynku rzeczywiście przebywa bin Laden. Jeden z urzędników administracji stwierdził: „Przeprowadziliśmy ćwiczenia red-team oraz inne formy analizy alternatywnej, aby zweryfikować naszą pracę. Żaden inny kandydat nie pasował do obrazu sytuacji tak dobrze jak bin Laden”.
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych taktyk zbierania informacji był fałszywy program szczepień przeciwko polio (chorobie Heinego-Medina). CIA zatrudniła pakistańskiego lekarza, doktora Shakila Afridiego, do prowadzenia pozorowanej akcji szczepień w celu pobrania próbek DNA od członków rodziny bin Ladena i potwierdzenia jego obecności. Choć program dostarczył pewnych informacji, wywołał międzynarodowy sprzeciw, zwłaszcza w środowisku medycznym. Lekarze podkreślali, że takie działania podważają zaufanie publiczne do legalnych akcji szczepień w rejonach konfliktów zbrojnych. Władze Pakistanu skazały później Afridiego na 33 lata więzienia (wyrok zmniejszono do 23 lat w apelacji) za współpracę z obcym wywiadem.
Gdy CIA przedstawiła prezydentowi Obamie domniemaną lokalizację bin Ladena, rozpoczęła się pełnowymiarowa operacja zbierania informacji. CIA, kierując działaniami, wynajęła bezpieczny dom w samym Abbottabadzie, z którego zespół obserwował kompleks przez wiele miesięcy. Agenci wyglądali jak zwykli mieszkańcy, lecz w rzeczywistości prowadzili zorganizowany nasłuch i obserwację w trybie 24/7. Wysiłki CIA były wspierane przez inne agencje federalne, co pozwoliło na stworzenie zaawansowanej, wielowarstwowej kampanii wywiadowczej.
Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) włączyła się do akcji poprzez grupę Tailored Access Operations (TAO), specjalizującą się w tajnym instalowaniu oprogramowania szpiegowskiego i urządzeń śledzących na komputerach oraz w sieciach komórkowych. Dzięki temu NSA mogła przechwytywać dane z telefonów używanych przez osoby powiązane z Al-Kaidą. W 2010 roku NSA przechwyciła rozmowę telefoniczną między znanym sympatykiem Al-Kaidy na Bliskim Wschodzie a osobą w północno-zachodnim Pakistanie. Mężczyzna w Pakistanie powiedział: „Wróciłem do ludzi, z którymi byłem wcześniej”, co potwierdzało jego powrót do służby w organizacji. Ten element rozpoznania sygnałowego (SIGINT) okazał się kluczowy dla potwierdzenia roli al-Kuwajtiego.
Narodowa Agencja Wywiadu Geoprzestrzennego (NGA) zapewniła wsparcie techniczne, analizując dane z bezzałogowego samolotu RQ-170 i tworząc trójwymiarowe wizualizacje domu. NGA opracowała harmonogramy opisujące wzorce ruchu mieszkańców oraz ocenę ich liczby, wzrostu i płci. To precyzyjne mapowanie terenu stanowiło fundament przygotowań do przyszłych faz operacji.
Wysiłki obejmowały również strategię „red teaming” (czerwonej drużyny), w ramach której wyznaczeni analitycy opracowywali alternatywne hipotezy, aby niezależnie ocenić wiarygodność tezy, że w budynku rzeczywiście przebywa bin Laden. Jeden z urzędników administracji stwierdził: „Przeprowadziliśmy ćwiczenia red-team oraz inne formy analizy alternatywnej, aby zweryfikować naszą pracę. Żaden inny kandydat nie pasował do obrazu sytuacji tak dobrze jak bin Laden”.
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych taktyk zbierania informacji był fałszywy program szczepień przeciwko polio (chorobie Heinego-Medina). CIA zatrudniła pakistańskiego lekarza, doktora Shakila Afridiego, do prowadzenia pozorowanej akcji szczepień w celu pobrania próbek DNA od członków rodziny bin Ladena i potwierdzenia jego obecności. Choć program dostarczył pewnych informacji, wywołał międzynarodowy sprzeciw, zwłaszcza w środowisku medycznym. Lekarze podkreślali, że takie działania podważają zaufanie publiczne do legalnych akcji szczepień w rejonach konfliktów zbrojnych. Władze Pakistanu skazały później Afridiego na 33 lata więzienia (wyrok zmniejszono do 23 lat w apelacji) za współpracę z obcym wywiadem.
Proces decyzyjny: pięć spotkań Rady Bezpieczeństwa Narodowego
Proces decyzyjny dotyczący bin Ladena obejmował serię zaplanowanych spotkań Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC), które ostatecznie doprowadziły do autoryzacji misji. Pierwszy przegląd opcji odbył się 14 marca 2011 roku, kiedy Obama zwołał NSC, aby zapoznać się z możliwościami przedstawionymi przez wiceadmirała Williama H. McRavena, dowódcę Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych (JSOC). Zaprezentowano cztery główne warianty: (1) bombardowanie kompleksu, (2) atak z użyciem drona, (3) rajd śmigłowcowy sił specjalnych oraz (4) wspólną operację z rządem Pakistanu.
Opcja bombardowania była problematyczna ze względu na potencjalne ofiary cywilne. Analitycy stwierdzili, że jeśli kompleks posiadał podziemne bunkry – czego CIA nie mogła wykluczyć – wymagałoby to użycia około 32 bomb o wadze 2000 funtów każda, wyposażonych w systemy precyzyjnego naprowadzania JDAM. Przy tak zmasowanym ataku ucierpiałby co najmniej jeden sąsiedni dom, a szacunki wskazywały na ryzyko śmierci do kilkunastu cywilów niebędących celami. Co więcej, bombardowanie zniszczyłoby wszelkie dowody śmierci bin Ladena, co rodziło problemy weryfikacyjne i propagandowe.
Sekretarz obrony Robert Gates i inni wojskowi wyrażali wątpliwości zarówno co do obecności bin Ladena w budynku, jak i zasadności ryzykownego rajdu lądowego. Pod koniec spotkania Obama wydawał się skłaniać ku opcji bombardowania. Podkreślił, że chce działać szybko i bez angażowania Pakistanu, stwierdzając: „Istniał rzeczywisty brak zaufania, że Pakistańczycy potrafią utrzymać tę tajemnicę dłużej niż przez sekundę”.
Na kolejnym spotkaniu NSC, 29 marca 2011 roku, po wysłuchaniu szczegółowych raportów o przewidywanych ofiarach cywilnych przy bombardowaniu, Obama wstrzymał ten plan. Zamiast tego nakazał wiceadmirałowi McRavenowi opracowanie planu rajdu śmigłowcowego. Był to moment przełomowy – administracja zdecydowała się na wariant niosący większe ryzyko dla żołnierzy, ale dający szansę na weryfikację tożsamości celu i minimalizację ofiar postronnych.
McRaven, ekspert w teorii operacji specjalnych, wierzył, że sukces zależy od „przewagi względnej” osiąganej dzięki prostocie, bezpieczeństwu (utajnieniu), powtarzalnym ćwiczeniom, zaskoczeniu, szybkości i jasno zdefiniowanemu celowi. Przydzielił kapitana z Grupy Rozwoju Wojny Specjalnej Marynarki Wojennej (DEVGRU) do współpracy z zespołem CIA w Langley w stanie Wirginia. Kapitan ten, znany jako „Brian”, zorganizował biuro w drukarni kompleksu w Langley i wraz z sześcioma innymi oficerami JSOC rozpoczął szczegółowe planowanie rajdu.
Proces decyzyjny dotyczący bin Ladena obejmował serię zaplanowanych spotkań Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC), które ostatecznie doprowadziły do autoryzacji misji. Pierwszy przegląd opcji odbył się 14 marca 2011 roku, kiedy Obama zwołał NSC, aby zapoznać się z możliwościami przedstawionymi przez wiceadmirała Williama H. McRavena, dowódcę Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych (JSOC). Zaprezentowano cztery główne warianty: (1) bombardowanie kompleksu, (2) atak z użyciem drona, (3) rajd śmigłowcowy sił specjalnych oraz (4) wspólną operację z rządem Pakistanu.
Opcja bombardowania była problematyczna ze względu na potencjalne ofiary cywilne. Analitycy stwierdzili, że jeśli kompleks posiadał podziemne bunkry – czego CIA nie mogła wykluczyć – wymagałoby to użycia około 32 bomb o wadze 2000 funtów każda, wyposażonych w systemy precyzyjnego naprowadzania JDAM. Przy tak zmasowanym ataku ucierpiałby co najmniej jeden sąsiedni dom, a szacunki wskazywały na ryzyko śmierci do kilkunastu cywilów niebędących celami. Co więcej, bombardowanie zniszczyłoby wszelkie dowody śmierci bin Ladena, co rodziło problemy weryfikacyjne i propagandowe.
Sekretarz obrony Robert Gates i inni wojskowi wyrażali wątpliwości zarówno co do obecności bin Ladena w budynku, jak i zasadności ryzykownego rajdu lądowego. Pod koniec spotkania Obama wydawał się skłaniać ku opcji bombardowania. Podkreślił, że chce działać szybko i bez angażowania Pakistanu, stwierdzając: „Istniał rzeczywisty brak zaufania, że Pakistańczycy potrafią utrzymać tę tajemnicę dłużej niż przez sekundę”.
Na kolejnym spotkaniu NSC, 29 marca 2011 roku, po wysłuchaniu szczegółowych raportów o przewidywanych ofiarach cywilnych przy bombardowaniu, Obama wstrzymał ten plan. Zamiast tego nakazał wiceadmirałowi McRavenowi opracowanie planu rajdu śmigłowcowego. Był to moment przełomowy – administracja zdecydowała się na wariant niosący większe ryzyko dla żołnierzy, ale dający szansę na weryfikację tożsamości celu i minimalizację ofiar postronnych.
McRaven, ekspert w teorii operacji specjalnych, wierzył, że sukces zależy od „przewagi względnej” osiąganej dzięki prostocie, bezpieczeństwu (utajnieniu), powtarzalnym ćwiczeniom, zaskoczeniu, szybkości i jasno zdefiniowanemu celowi. Przydzielił kapitana z Grupy Rozwoju Wojny Specjalnej Marynarki Wojennej (DEVGRU) do współpracy z zespołem CIA w Langley w stanie Wirginia. Kapitan ten, znany jako „Brian”, zorganizował biuro w drukarni kompleksu w Langley i wraz z sześcioma innymi oficerami JSOC rozpoczął szczegółowe planowanie rajdu.
W drugiej połowie kwietnia 2011 roku Obama zwołał kolejne spotkania NSC – 12 i 19 kwietnia. Podczas spotkania 19 kwietnia prezydent wyraził warunkową zgodę na rajd. Zaniepokojony jednak niepewnością co do reakcji Pakistańczyków, poprosił wiceadmirała McRavena o przygotowanie zespołu do podjęcia walki w razie konieczności. Było to istotne stanowisko: w przypadku zaangażowania sił pakistańskich, komandosi SEALs mieli być gotowi do obrony własnej.
Dyskusje w NSC ujawniły podziały w opiniach decydentów. Wiceprezydent Joe Biden, choć jego stanowisko bywa różnie interpretowane przez media, wyrażał zastrzeżenia co do ryzyka operacji i konsekwencji konfrontacji z Pakistanem. Według zastępcy doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Bena Rhodesa, Biden nie sprzeciwiał się operacji bezwzględnie, lecz starał się „wskazać minusy, które trzeba rozważyć z perspektywy Pakistanu” i „upewnić się, że Obama ma wystarczającą przestrzeń do podjęcia decyzji”. To podejście, choć mogło wyglądać na nadmierną ostrożność, zostało później docenione, gdyż zapewniło dokładną analizę wszystkich ryzyk przed wydaniem ostatecznego rozkazu.
Sekretarz obrony Robert Gates początkowo popierał uderzenie dronem, ale następnego dnia zmienił zdanie na korzyść rajdu śmigłowcowego. Obama chciał osobiście porozmawiać z wiceadmirałem McRavenem przed wydaniem rozkazu. Zapytał dowódcę, czy od czasu przybycia do Afganistanu dowiedział się czegoś, co podważyłoby jego wiarę w powodzenie misji. McRaven odparł, że zespół jest gotowy, a nadchodzące noce będą bezksiężycowe, co zapewni idealne warunki do ataku.
Dyskusje w NSC ujawniły podziały w opiniach decydentów. Wiceprezydent Joe Biden, choć jego stanowisko bywa różnie interpretowane przez media, wyrażał zastrzeżenia co do ryzyka operacji i konsekwencji konfrontacji z Pakistanem. Według zastępcy doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Bena Rhodesa, Biden nie sprzeciwiał się operacji bezwzględnie, lecz starał się „wskazać minusy, które trzeba rozważyć z perspektywy Pakistanu” i „upewnić się, że Obama ma wystarczającą przestrzeń do podjęcia decyzji”. To podejście, choć mogło wyglądać na nadmierną ostrożność, zostało później docenione, gdyż zapewniło dokładną analizę wszystkich ryzyk przed wydaniem ostatecznego rozkazu.
Sekretarz obrony Robert Gates początkowo popierał uderzenie dronem, ale następnego dnia zmienił zdanie na korzyść rajdu śmigłowcowego. Obama chciał osobiście porozmawiać z wiceadmirałem McRavenem przed wydaniem rozkazu. Zapytał dowódcę, czy od czasu przybycia do Afganistanu dowiedział się czegoś, co podważyłoby jego wiarę w powodzenie misji. McRaven odparł, że zespół jest gotowy, a nadchodzące noce będą bezksiężycowe, co zapewni idealne warunki do ataku.
Na ostatnim spotkaniu NSC, 28 kwietnia 2011 roku, wiceadmirał McRaven omówił ostateczny plan ataku, a CIA przedstawiła wyniki symulacji „czerwonej drużyny”. Zespół ten oszacował prawdopodobieństwo obecności bin Ladena w budynku na około 50%. Po wysłuchaniu wszystkich opinii Obama stwierdził: „W rezultacie to 50 na 50, czy on tam jest”. Leon Panetta, dyrektor CIA, nalegał na działanie: „Jesteśmy prawdopodobnie w punkcie, w którym uzyskaliśmy najlepsze dane wywiadowcze, jakie możemy zdobyć”.
Ostateczna decyzja zapadła 29 kwietnia 2011 roku. Obama zwołał spotkanie w Diplomatic Room w Białym Domu i ogłosił autoryzację Operacji Neptune Spear. Oficjalny harmonogram z dnia operacji podaje: „14:00 – Prezydent spotkał się z kluczowymi doradcami w celu przeglądu ostatecznych przygotowań... 15:32 – Prezydent powrócił do Situation Room na dodatkową odprawę... 15:50 – Prezydent po raz pierwszy dowiaduje się o wstępnej identyfikacji celu... 19:01 – Prezydent dowiaduje się o wysokim prawdopodobieństwie, że cel o wysokiej wartości (HVT) to bin Laden...”.
Ostateczna decyzja zapadła 29 kwietnia 2011 roku. Obama zwołał spotkanie w Diplomatic Room w Białym Domu i ogłosił autoryzację Operacji Neptune Spear. Oficjalny harmonogram z dnia operacji podaje: „14:00 – Prezydent spotkał się z kluczowymi doradcami w celu przeglądu ostatecznych przygotowań... 15:32 – Prezydent powrócił do Situation Room na dodatkową odprawę... 15:50 – Prezydent po raz pierwszy dowiaduje się o wstępnej identyfikacji celu... 19:01 – Prezydent dowiaduje się o wysokim prawdopodobieństwie, że cel o wysokiej wartości (HVT) to bin Laden...”.
Rzeczywista operacja: noc z 1 na 2 maja 2011
Do wykonania misji wyznaczono Czerwoną Eskadrę (Red Squadron) z SEAL Team Six. Zespół wybrano ze względu na ogromne doświadczenie – niemal wszyscy operatorzy mieli za sobą dziesięć lub więcej tur w Afganistanie. Nie znając jeszcze dokładnego celu misji, oddział przeprowadził ćwiczenia w dwóch lokalizacjach w USA. Około 10 kwietnia w ośrodku Harvey Point Defense Testing Activity w Karolinie Północnej CIA zbudowała pełnowymiarową replikę domu bin Ladena. Następnie, 18 kwietnia, zespół trenował w Nevadzie na wysokości 1200 metrów n.p.m., aby przetestować wpływ rozrzedzonego powietrza na osiągi śmigłowców.
Model w Nevadzie miał jednak jedną istotną wadę – do symulacji murów użyto siatki ogrodzeniowej zamiast betonu. Ta różnica okazała się później krytyczna, ponieważ lite betonowe ściany wpływają na dynamikę powietrza wokół wirników śmigłowca zupełnie inaczej niż siatka. Gdy helikopter zawisa nisko nad ziemią, otoczony wysokimi murami, powietrze nie może się rozproszyć i zaczyna cyrkulować przez wirnik, tworząc niebezpieczne zjawisko znane jako „stan pierścienia wirowego” (vortex ring state), co drastycznie zmniejsza siłę nośną.
W piątek 29 kwietnia 2011 roku zespół wyleciał z bazy Naval Air Station Oceana samolotem C-17 do bazy Bagram w Afganistanie, a stamtąd 27 kwietnia przeniósł się do Dżalalabadu. Tam, na wydzielonym terenie zwanym Camp Alpha, komandosi ćwiczyli na kolejnym modelu kompleksu przez ostatnie dni przed akcją.
Podczas gdy komandosi przygotowywali się w Afganistanie, administracja szykowała się w Białym Domu. W sobotę 30 kwietnia Obama zadzwonił do wiceadmirała McRavena, by życzyć mu powodzenia. Wieczorem tego samego dnia prezydent uczestniczył w corocznej kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. Komik Seth Meyers żartował wówczas ze sceny: „Ludzie myślą, że bin Laden ukrywa się w Hindukuszu, ale czy wiecie, że codziennie od czwartej do piątej prowadzi program na C-SPAN?”. Obama śmiał się z dowcipu, mimo że wiedział, iż operacja rozpocznie się następnej nocy.
W dniu operacji, 1 maja 2011 roku o godzinie 13:22 czasu wschodniego (EST), Leon Panetta, działając na rozkaz prezydenta, polecił wiceadmirałowi McRavenowi rozpoczęcie misji. Krótko po godzinie 15:00 Obama zasiadł w Situation Room, by monitorować przebieg rajdu.
Słynne zdjęcie wykonane przez fotografa Pete'a Souzę o 16:05 (czasu waszyngtońskiego) uwieczniło ten moment. Widać na nim Obamę, Bidena, Hillary Clinton, Roberta Gatesa i innych urzędników wpatrzonych w ekrany. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, nie widzieli oni wnętrza domu w czasie rzeczywistym. Jak wspominała Hillary Clinton: „Wbrew niektórym doniesieniom prasowym i temu, co widać na filmach, nie mieliśmy możliwości zobaczenia, co działo się wewnątrz budynku. Wszystko, co mogliśmy robić, to czekać na meldunki od zespołu na miejscu. Patrzyłam na Prezydenta. Był spokojny”.
Do wykonania misji wyznaczono Czerwoną Eskadrę (Red Squadron) z SEAL Team Six. Zespół wybrano ze względu na ogromne doświadczenie – niemal wszyscy operatorzy mieli za sobą dziesięć lub więcej tur w Afganistanie. Nie znając jeszcze dokładnego celu misji, oddział przeprowadził ćwiczenia w dwóch lokalizacjach w USA. Około 10 kwietnia w ośrodku Harvey Point Defense Testing Activity w Karolinie Północnej CIA zbudowała pełnowymiarową replikę domu bin Ladena. Następnie, 18 kwietnia, zespół trenował w Nevadzie na wysokości 1200 metrów n.p.m., aby przetestować wpływ rozrzedzonego powietrza na osiągi śmigłowców.
Model w Nevadzie miał jednak jedną istotną wadę – do symulacji murów użyto siatki ogrodzeniowej zamiast betonu. Ta różnica okazała się później krytyczna, ponieważ lite betonowe ściany wpływają na dynamikę powietrza wokół wirników śmigłowca zupełnie inaczej niż siatka. Gdy helikopter zawisa nisko nad ziemią, otoczony wysokimi murami, powietrze nie może się rozproszyć i zaczyna cyrkulować przez wirnik, tworząc niebezpieczne zjawisko znane jako „stan pierścienia wirowego” (vortex ring state), co drastycznie zmniejsza siłę nośną.
W piątek 29 kwietnia 2011 roku zespół wyleciał z bazy Naval Air Station Oceana samolotem C-17 do bazy Bagram w Afganistanie, a stamtąd 27 kwietnia przeniósł się do Dżalalabadu. Tam, na wydzielonym terenie zwanym Camp Alpha, komandosi ćwiczyli na kolejnym modelu kompleksu przez ostatnie dni przed akcją.
Podczas gdy komandosi przygotowywali się w Afganistanie, administracja szykowała się w Białym Domu. W sobotę 30 kwietnia Obama zadzwonił do wiceadmirała McRavena, by życzyć mu powodzenia. Wieczorem tego samego dnia prezydent uczestniczył w corocznej kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu. Komik Seth Meyers żartował wówczas ze sceny: „Ludzie myślą, że bin Laden ukrywa się w Hindukuszu, ale czy wiecie, że codziennie od czwartej do piątej prowadzi program na C-SPAN?”. Obama śmiał się z dowcipu, mimo że wiedział, iż operacja rozpocznie się następnej nocy.
W dniu operacji, 1 maja 2011 roku o godzinie 13:22 czasu wschodniego (EST), Leon Panetta, działając na rozkaz prezydenta, polecił wiceadmirałowi McRavenowi rozpoczęcie misji. Krótko po godzinie 15:00 Obama zasiadł w Situation Room, by monitorować przebieg rajdu.
Słynne zdjęcie wykonane przez fotografa Pete'a Souzę o 16:05 (czasu waszyngtońskiego) uwieczniło ten moment. Widać na nim Obamę, Bidena, Hillary Clinton, Roberta Gatesa i innych urzędników wpatrzonych w ekrany. Co ciekawe, wbrew powszechnej opinii, nie widzieli oni wnętrza domu w czasie rzeczywistym. Jak wspominała Hillary Clinton: „Wbrew niektórym doniesieniom prasowym i temu, co widać na filmach, nie mieliśmy możliwości zobaczenia, co działo się wewnątrz budynku. Wszystko, co mogliśmy robić, to czekać na meldunki od zespołu na miejscu. Patrzyłam na Prezydenta. Był spokojny”.
O 22:30 czasu lokalnego (w Pakistanie), 1 maja 2011 roku, 23 operatorów SEALs wyleciało z bazy w Dżalalabadzie na pokładzie dwóch zmodyfikowanych śmigłowców Black Hawk. Towarzyszył im pies rasy owczarek belgijski malinois o imieniu Cairo wraz z przewodnikiem Williem „Cheese” Chesneyem, a także tłumacz mówiący w języku paszto. Operację ubezpieczały trzy większe śmigłowce Chinook. Jeden z nich wylądował tuż za granicą afgańsko-pakistańską z zapasem paliwa, a dwa pozostałe z siłami szybkiego reagowania (QRF) czekały w odwodzie kilkadziesiąt mil od celu.
Piloci stosowali technikę lotu koszącego (nap-of-the-earth), wykorzystując rzeźbę terenu, aby uniknąć wykrycia przez pakistańskie radary. Lot trwał około 90 minut. Użyte maszyny były tajnymi wersjami Black Hawków typu „stealth” – cichszymi i trudniejszymi do wykrycia. Ze względu na wagę dodatkowego wyposażenia maskującego, ładunek został „wyliczony co do uncji” z uwzględnieniem warunków pogodowych.
Podczas podejścia do lądowania pierwszy Black Hawk wpadł w stan pierścienia wirowego wywołany przez wysokie mury rezydencji. Ogon maszyny uderzył w ogrodzenie, uszkadzając wirnik ogonowy, a śmigłowiec przechylił się. Pilot zdołał jednak wbić nos maszyny w ziemię, zapobiegając całkowitemu przewróceniu się. Doszło do kontrolowanej katastrofy, w której nikt z załogi ani komandosów nie odniósł poważnych obrażeń.
Wypadek ten wymusił zmianę planów – zespół nie mógł wykonać desantu na linach. Drugi Black Hawk wylądował poza kompleksem, a operatorzy wspięli się na mury i weszli do środka. Zespoły posuwały się w głąb posesji, wysadzając kolejne drzwi i ściany ładunkami wybuchowymi. Żołnierze z rozbitego śmigłowca, który znajdował się już wewnątrz murów, natychmiast przystąpili do szturmu na budynek.
Piloci stosowali technikę lotu koszącego (nap-of-the-earth), wykorzystując rzeźbę terenu, aby uniknąć wykrycia przez pakistańskie radary. Lot trwał około 90 minut. Użyte maszyny były tajnymi wersjami Black Hawków typu „stealth” – cichszymi i trudniejszymi do wykrycia. Ze względu na wagę dodatkowego wyposażenia maskującego, ładunek został „wyliczony co do uncji” z uwzględnieniem warunków pogodowych.
Podczas podejścia do lądowania pierwszy Black Hawk wpadł w stan pierścienia wirowego wywołany przez wysokie mury rezydencji. Ogon maszyny uderzył w ogrodzenie, uszkadzając wirnik ogonowy, a śmigłowiec przechylił się. Pilot zdołał jednak wbić nos maszyny w ziemię, zapobiegając całkowitemu przewróceniu się. Doszło do kontrolowanej katastrofy, w której nikt z załogi ani komandosów nie odniósł poważnych obrażeń.
Wypadek ten wymusił zmianę planów – zespół nie mógł wykonać desantu na linach. Drugi Black Hawk wylądował poza kompleksem, a operatorzy wspięli się na mury i weszli do środka. Zespoły posuwały się w głąb posesji, wysadzając kolejne drzwi i ściany ładunkami wybuchowymi. Żołnierze z rozbitego śmigłowca, który znajdował się już wewnątrz murów, natychmiast przystąpili do szturmu na budynek.
Komandosi napotkali mieszkańców w domku gościnnym oraz w głównym budynku: na parterze mieszkało dwóch dorosłych mężczyzn, a na drugim i trzecim piętrze przebywał bin Laden z rodziną. Wewnątrz panowały całkowite ciemności, gdyż CIA odcięła dopływ prądu w całej dzielnicy. Operatorzy posługiwali się noktowizorami.
W domku gościnnym SEALs natknęli się na Abu Ahmeda al-Kuwajtiego. Według relacji Matta Bissonnette’a, autora książki „No Easy Day” (pol. „Niełatwy dzień”), doszło do „krótkiej potyczki”. Inne źródła podają, że al-Kuwajti otworzył ogień z karabinka AK-47 zza drzwi, lekko raniąc jednego z komandosów odłamkami. W wymianie ognia kurier zginął, a jego żona Mariam została ranna w ramię.
Brat kuriera, Abrar, został zastrzelony przez drugi zespół na parterze głównego budynku; zginęła również jego żona Bushra. Syn bin Ladena, Chalid (około 23 lat), zginął na klatce schodowej, gdy stanął naprzeciw komandosów.
Na trzecim piętrze żołnierze dotarli do samego bin Ladena. Był nieuzbrojony, ubrany w tradycyjną luźną szatę (kurtę). W jego ubraniu znaleziono później 500 euro i dwa numery telefonów. Dokładny przebieg likwidacji bin Ladena jest przedmiotem sporu między dwoma uczestnikami akcji.
Robert J. O’Neill, były operator SEAL, który ujawnił swoją tożsamość w 2014 roku, twierdzi, że to on oddał śmiertelne strzały. Według jego relacji, on i inny żołnierz (point man) wbiegli na trzecie piętro. Pierwszy komandos strzelił dwukrotnie w stronę bin Ladena, gdy ten wyjrzał z sypialni, ale chybił. Następnie rzucił się na kobiety (żony bin Ladena) w korytarzu, by osłonić kolegów przed potencjalnym wybuchem samobójczym. O’Neill wszedł do sypialni, zobaczył bin Ladena stojącego z rękami na ramionach najmłodszej żony Amal i strzelił mu dwukrotnie w czoło, a po upadku terrorysty dobił go trzecim strzałem.
Matt Bissonnette przedstawia inną wersję. Według niego pierwszy żołnierz na schodach (point man) śmiertelnie ranił bin Ladena jeszcze przed wejściem do pokoju. Następnie ów żołnierz zajął się kobietami, a Bissonnette i O’Neill weszli do sypialni, zobaczyli rannego bin Ladena na podłodze i dobili go seriami strzałów. Dziennikarz Peter Bergen, badający tę sprawę, stwierdził, że większość operatorów obecnych na miejscu popiera wersję Bissonnette’a. W raporcie sporządzonym tuż po akcji O’Neill rzekomo nie wspomniał o oddaniu śmiertelnych strzałów.
Do zabicia bin Ladena użyto karabinka HK416 z amunicją NATO 5,56 mm. Dowódca zespołu zameldował przez radio: „Na chwałę Boga i kraju – Geronimo, Geronimo, Geronimo”, a poproszony przez McRavena o potwierdzenie, dodał: „Geronimo EKIA” (Enemy Killed in Action – wróg zabity w akcji). W Situation Room Obama skwitował to krótko: „Mamy go”.
W domku gościnnym SEALs natknęli się na Abu Ahmeda al-Kuwajtiego. Według relacji Matta Bissonnette’a, autora książki „No Easy Day” (pol. „Niełatwy dzień”), doszło do „krótkiej potyczki”. Inne źródła podają, że al-Kuwajti otworzył ogień z karabinka AK-47 zza drzwi, lekko raniąc jednego z komandosów odłamkami. W wymianie ognia kurier zginął, a jego żona Mariam została ranna w ramię.
Brat kuriera, Abrar, został zastrzelony przez drugi zespół na parterze głównego budynku; zginęła również jego żona Bushra. Syn bin Ladena, Chalid (około 23 lat), zginął na klatce schodowej, gdy stanął naprzeciw komandosów.
Na trzecim piętrze żołnierze dotarli do samego bin Ladena. Był nieuzbrojony, ubrany w tradycyjną luźną szatę (kurtę). W jego ubraniu znaleziono później 500 euro i dwa numery telefonów. Dokładny przebieg likwidacji bin Ladena jest przedmiotem sporu między dwoma uczestnikami akcji.
Robert J. O’Neill, były operator SEAL, który ujawnił swoją tożsamość w 2014 roku, twierdzi, że to on oddał śmiertelne strzały. Według jego relacji, on i inny żołnierz (point man) wbiegli na trzecie piętro. Pierwszy komandos strzelił dwukrotnie w stronę bin Ladena, gdy ten wyjrzał z sypialni, ale chybił. Następnie rzucił się na kobiety (żony bin Ladena) w korytarzu, by osłonić kolegów przed potencjalnym wybuchem samobójczym. O’Neill wszedł do sypialni, zobaczył bin Ladena stojącego z rękami na ramionach najmłodszej żony Amal i strzelił mu dwukrotnie w czoło, a po upadku terrorysty dobił go trzecim strzałem.
Matt Bissonnette przedstawia inną wersję. Według niego pierwszy żołnierz na schodach (point man) śmiertelnie ranił bin Ladena jeszcze przed wejściem do pokoju. Następnie ów żołnierz zajął się kobietami, a Bissonnette i O’Neill weszli do sypialni, zobaczyli rannego bin Ladena na podłodze i dobili go seriami strzałów. Dziennikarz Peter Bergen, badający tę sprawę, stwierdził, że większość operatorów obecnych na miejscu popiera wersję Bissonnette’a. W raporcie sporządzonym tuż po akcji O’Neill rzekomo nie wspomniał o oddaniu śmiertelnych strzałów.
Do zabicia bin Ladena użyto karabinka HK416 z amunicją NATO 5,56 mm. Dowódca zespołu zameldował przez radio: „Na chwałę Boga i kraju – Geronimo, Geronimo, Geronimo”, a poproszony przez McRavena o potwierdzenie, dodał: „Geronimo EKIA” (Enemy Killed in Action – wróg zabity w akcji). W Situation Room Obama skwitował to krótko: „Mamy go”.
Po likwidacji celu, przez kolejne 20 minut na terenie kompleksu trwały intensywne działania. Część komandosów przeszukiwała pokój bin Ladena i pakowała ciało, inni niszczyli wrażliwy sprzęt wewnątrz uszkodzonego Black Hawka, przygotowując go do wysadzenia. Na miejsce przybył jeden z rezerwowych Chinooków, aby zabrać zespół z rozbitej maszyny wraz z ciałem terrorysty i zdobytymi materiałami wywiadowczymi.
Operatorzy zgromadzili ogromną ilość danych: dziesięć dysków twardych, dokumenty, płyty DVD, niemal sto pendrive'ów, telefony komórkowe oraz inny sprzęt elektroniczny. Odkryto również znaczne zapasy opium. Tuż przed odlotem wrak uszkodzonego Black Hawka został wysadzony w powietrze, aby chronić tajną technologię stealth. Lot powrotny do Dżalalabadu trwał około 90 minut, a cała akcja na ziemi zajęła zaledwie 38 minut (planowano 40).
Gdy Amerykanie opuszczali teren, przed kompleksem zgromadził się tłum lokalnych mieszkańców zaciekawionych hałasem. Operator znający język urdu ogłosił przez megafon, że trwa operacja pakistańska i nakazał ludziom zachować dystans. Pakistańskie siły powietrzne poderwały myśliwce F-16 dopiero po tym, jak amerykańskie śmigłowce opuściły przestrzeń powietrzną kraju.
Operatorzy zgromadzili ogromną ilość danych: dziesięć dysków twardych, dokumenty, płyty DVD, niemal sto pendrive'ów, telefony komórkowe oraz inny sprzęt elektroniczny. Odkryto również znaczne zapasy opium. Tuż przed odlotem wrak uszkodzonego Black Hawka został wysadzony w powietrze, aby chronić tajną technologię stealth. Lot powrotny do Dżalalabadu trwał około 90 minut, a cała akcja na ziemi zajęła zaledwie 38 minut (planowano 40).
Gdy Amerykanie opuszczali teren, przed kompleksem zgromadził się tłum lokalnych mieszkańców zaciekawionych hałasem. Operator znający język urdu ogłosił przez megafon, że trwa operacja pakistańska i nakazał ludziom zachować dystans. Pakistańskie siły powietrzne poderwały myśliwce F-16 dopiero po tym, jak amerykańskie śmigłowce opuściły przestrzeń powietrzną kraju.
Potwierdzenie tożsamości i pogrzeb w morzu
Po dotarciu do bazy Bagram przeprowadzono wieloetapową identyfikację zwłok. Pierwszą metodą był pomiar wzrostu – zarówno ciało, jak i sam bin Laden mierzyli ok. 193 cm. Ponieważ komandosi nie mieli taśmy mierniczej, jeden z żołnierzy o znanym wzroście położył się obok zwłok dla porównania. Obama żartował później: „Wysadziliście helikopter za 65 milionów dolarów, a nie stać was na taśmę mierniczą?”.
Drugim etapem było użycie oprogramowania do rozpoznawania twarzy – zdjęcie przesłane do siedziby CIA w Langley wykazało 90-95% zgodności. Trzecią metodą była identyfikacja osobista przez kobiety zabrane z kompleksu, w tym żonę bin Ladena, która rozpoznała ciało.
Ostatecznym, rozstrzygającym dowodem były testy DNA. Próbki pobrane ze szpiku kostnego bin Ladena porównano z materiałem genetycznym jego siostry, która zmarła wcześniej na raka mózgu w USA (próbki zachowano). Analiza przeprowadzona niezależnie przez laboratoria Departamentu Obrony i CIA potwierdziła tożsamość z prawdopodobieństwem pomyłki wynoszącym jeden do 11,8 biliarda (w amerykańskiej nomenklaturze: kwadryliona).
Władze USA zdecydowały się na pogrzeb w morzu, twierdząc, że żaden kraj nie chciał przyjąć szczątków terrorysty, a ponadto chciano uniknąć stworzenia miejsca kultu w postaci grobu. Procedurę zaakceptowały władze Arabii Saudyjskiej.
2 maja 2011 roku ciało przetransportowano na lotniskowiec USS Carl Vinson na Morzu Arabskim. Ceremonia odbyła się zgodnie z islamską tradycją. Ciało zostało obmyte, owinięte w białe płótno i umieszczone w obciążonym worku. Oficer odczytał modlitwy religijne, które zostały przetłumaczone na arabski przez tłumacza. Następnie ciało zsunięto z deski do morza.
Leon Panetta w swoich wspomnieniach opisał, że ciało obciążono ponad 140 kilogramami łańcuchów, aby mieć pewność, że zatonie i nigdy nie wypłynie.
Po dotarciu do bazy Bagram przeprowadzono wieloetapową identyfikację zwłok. Pierwszą metodą był pomiar wzrostu – zarówno ciało, jak i sam bin Laden mierzyli ok. 193 cm. Ponieważ komandosi nie mieli taśmy mierniczej, jeden z żołnierzy o znanym wzroście położył się obok zwłok dla porównania. Obama żartował później: „Wysadziliście helikopter za 65 milionów dolarów, a nie stać was na taśmę mierniczą?”.
Drugim etapem było użycie oprogramowania do rozpoznawania twarzy – zdjęcie przesłane do siedziby CIA w Langley wykazało 90-95% zgodności. Trzecią metodą była identyfikacja osobista przez kobiety zabrane z kompleksu, w tym żonę bin Ladena, która rozpoznała ciało.
Ostatecznym, rozstrzygającym dowodem były testy DNA. Próbki pobrane ze szpiku kostnego bin Ladena porównano z materiałem genetycznym jego siostry, która zmarła wcześniej na raka mózgu w USA (próbki zachowano). Analiza przeprowadzona niezależnie przez laboratoria Departamentu Obrony i CIA potwierdziła tożsamość z prawdopodobieństwem pomyłki wynoszącym jeden do 11,8 biliarda (w amerykańskiej nomenklaturze: kwadryliona).
Władze USA zdecydowały się na pogrzeb w morzu, twierdząc, że żaden kraj nie chciał przyjąć szczątków terrorysty, a ponadto chciano uniknąć stworzenia miejsca kultu w postaci grobu. Procedurę zaakceptowały władze Arabii Saudyjskiej.
2 maja 2011 roku ciało przetransportowano na lotniskowiec USS Carl Vinson na Morzu Arabskim. Ceremonia odbyła się zgodnie z islamską tradycją. Ciało zostało obmyte, owinięte w białe płótno i umieszczone w obciążonym worku. Oficer odczytał modlitwy religijne, które zostały przetłumaczone na arabski przez tłumacza. Następnie ciało zsunięto z deski do morza.
Leon Panetta w swoich wspomnieniach opisał, że ciało obciążono ponad 140 kilogramami łańcuchów, aby mieć pewność, że zatonie i nigdy nie wypłynie.
Źródła:
https://www.jpolrisk.com/the-decision-in-favor-of-operation-neptune-spear-presidential-leadership-and-political-risk/
https://www.inss.org.il/he/wp-content/uploads/sites/2/systemfiles/SystemFiles/INSS.MASA-7.3-06-Tal.SimanTov(ENG)698192930.pdf
https://digitalcommons.usf.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1304&context=jss
https://www.bbc.com/news/world-south-asia-13279283
https://www.cbc.ca/news/world/robert-o-neill-retired-navy-seal-says-he-shot-osama-bin-laden-1.2826763
https://www.cbc.ca/news/world/obama-monitored-top-secret-raid-1.1015203
https://www.semanticscholar.org/paper/f623d7598ca0e12631d5432a56b68ad1b8040ef9
http://sjms.nu/articles/10.31374/sjms.101/galley/128/download/
https://www.bbc.com/news/newsbeat-13266166
https://calhoun.nps.edu/server/api/core/bitstreams/f721bcf4-7d04-4417-a0c7-3882174baaee/content
https://nsarchive2.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB410/
https://www.cnn.com/2016/05/02/politics/osama-bin-laden-raid-architect-mcraven-bergen
https://www.jpolrisk.com/the-decision-in-favor-of-operation-neptune-spear-presidential-leadership-and-political-risk/
https://www.inss.org.il/he/wp-content/uploads/sites/2/systemfiles/SystemFiles/INSS.MASA-7.3-06-Tal.SimanTov(ENG)698192930.pdf
https://digitalcommons.usf.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1304&context=jss
https://www.bbc.com/news/world-south-asia-13279283
https://www.cbc.ca/news/world/robert-o-neill-retired-navy-seal-says-he-shot-osama-bin-laden-1.2826763
https://www.cbc.ca/news/world/obama-monitored-top-secret-raid-1.1015203
https://www.semanticscholar.org/paper/f623d7598ca0e12631d5432a56b68ad1b8040ef9
http://sjms.nu/articles/10.31374/sjms.101/galley/128/download/
https://www.bbc.com/news/newsbeat-13266166
https://calhoun.nps.edu/server/api/core/bitstreams/f721bcf4-7d04-4417-a0c7-3882174baaee/content
https://nsarchive2.gwu.edu/NSAEBB/NSAEBB410/
https://www.cnn.com/2016/05/02/politics/osama-bin-laden-raid-architect-mcraven-bergen