13
Creepypast jest wiele, mniej lub bardziej zjebanych… No dobra, w większości są zjebane. Te zjebane też są tymi, które są najbardziej znane („Samobójstwo Skalmara” spowodowało nieodwracalne spierdolenie creepypast). Pomimo tego, w tym morzu gówna da się znaleźć coś, co można wziąć pod lupę. Przy czym nie twierdzę, że to, czym dzisiaj się zajmę to jakaś zajebistość literacka pokroju Lalki czy Pana Tadeusza, nie, to jest takie sobie, ale mogę przynajmniej coś dopowiedzieć na temat. Chodzi o Creepypastę zatytułowaną „Opuszczone przez Disneya” (Abandoned by Disney).
Ta Creepypasta, stworzona przez kolesia o nicku „Slimebeast”, zrodziła 2 sequele i jeszcze jakieś prequele, ale dzisiaj się nie będziemy zajmowali tym wszystkim, tylko skupimy się na oryginalnej paście.
Mówiąc w dużym skrócie, według tej pasty, Disney zamknęło kurort na wyspie na Bahamach, podając dziwne wymówki, typu „brzeg był zbyt płytki, przez co statki trudno dopływały na miejsce” albo „zatrudnialiśmy lokalnych ludzi, a oni są turbo leniwi”, a jakby tego było mało, to wypuścili wszelakiego typu zwierzęta na wolność, takie jak rekiny. Autor wspomina, że to nie jest pierwszy raz, bo już takie coś wcześniej się wydarzyło. W Północnej Karolinie otwarli kurort w postaci Indiańskiego pałacu, coś co nie spotkało się z aprobatą mieszkańców, ponieważ dali w łapę lokalnym urzędnikom, aby przejęli nieruchomości, wywalili wszystkich, a następnie przekazali ziemię na rzecz Disneya. Kurort został wybudowany, a następnie przechrzczony nazwą „Pałacu Mowgli-ego”. Wszystko szło dobrze, aż tu nagle Disney zdecydowało się zamknąć cały kurort, bez podawania wyraźnej przyczyny. Narrator zdecydował się odwiedzić ten opuszczony kurort, chcąc zaspokoić swoją ciekawość, oraz znaleźć jakieś odpowiedzi. Z początku była to typowa opuszczona miejscówka, gdzie wszystko było rozpierdolone, rośliny były przerośnięte, a to, co nie było przymocowane, zostało podpierdolone. Na dodatek, wszędzie były bazgroły… Aczkolwiek pojawiało się na nich tylko i wyłącznie jedno zdanie, a brzmiało ono „Opuszczone przez Disneya”.
Pierwszą dziwną rzeczą napotkaną przez narratora były łazienki, w których nie dość, że dalej płynęła woda, to ktoś pozostawił wszystkie krany odkręcone, przez co podłoga była cała zalana. Później, przechodząc się obok pokojów hotelowych, z jednego z pokoju wydobywały się głosy, dwie osoby o czymś rozmawiały. Narrator miał dwie hipotezy – pierwsza jest taka, że jakieś radio lub telewizor dalej działało, co wydawało się mało prawdopodobne… A drugą hipotezą było to, że jakieś żule urządziły sobie z tego miejsca dom. Przez tę drugą możliwość, narrator zdecydował się nie sprawdzać pokoju, bo nie chciał dostać kosy w żebra (chyba najrozsądniejsza decyzja podjęta w jakiejkolwiek paście).
Następnie narrator znalazł statuetkę przedstawiającą gigantycznego pytona… Tylko że… To nie była statuetka. To był pyton, który się wygrzewał, no i jak tylko się narrator zbliżył, to ruszył się i spierdolił gdzieś do dziczy. Trochę się chłop musiał zesrać, więc wziął i usiadł na schodach prowadzących w dół do jakiegoś pomieszczenia. No i na drzwiach na samym dole zobaczył napis „Tylko dla maskotek”. Ciekawość wzięła w górę, no i wszedł. Pozwiedzał różne pokoje, aż znalazł jeden, do którego nie mógł się dostać, bo drzwi nie chciały się ruszyć. Poddał się i zaczął odchodzić… Aż tu nagle słyszy jakiś dźwięk, odwraca się, a drzwi szeroko otwarte.
Wszedł, znalazł tam parę kostiumów, zdecydował się podnieść głowę z kostiumu Kaczora Donalda… A z tego wylatuje ludzka czacha. Zamiast spierdalać jak racjonalny człowiek, to narrator chciał zrobić zdjęcie… A tu nagle kostium Myszki Micky ożył, złapał go, zaczął do niego gadać, po czym ten kostium sam sobie urwał głowę. Dopiero wtedy narrator zdecydował się spierdolić z miejsca.
W jednym z Sequeli do tej pasty wytłumaczono to, że to były jakieś Corruptory, co to zostały przyzwane, bo ludzie sobie wyobrażali różne złe rzeczy, po czym stało się to rzeczywistością. Mówię o tym tylko dlatego, że strasznie przypomina mi to motyw przyzywania Primali z FF14 (Primali... Primalów... A jebać).
No dobra, pasta klasyka, taka sobie. Do połowy mi się podobała, ale i tak strzelałem facepalma w pewnych momentach. Tylko co ją wyróżnia od innych do tego stopnia, że zdecydowałem się na niej skupić? Czy jest prawdziwa? Oczywiście, że kurwa nie... Jednak jest jedno miejsce na tej ziemi, z którego jestem przekonany, że autor czerpał w chuj. Mowa tutaj o wyspie Discovery zlokalizowanej w stanie Floryda.
Mówiąc w dużym skrócie, według tej pasty, Disney zamknęło kurort na wyspie na Bahamach, podając dziwne wymówki, typu „brzeg był zbyt płytki, przez co statki trudno dopływały na miejsce” albo „zatrudnialiśmy lokalnych ludzi, a oni są turbo leniwi”, a jakby tego było mało, to wypuścili wszelakiego typu zwierzęta na wolność, takie jak rekiny. Autor wspomina, że to nie jest pierwszy raz, bo już takie coś wcześniej się wydarzyło. W Północnej Karolinie otwarli kurort w postaci Indiańskiego pałacu, coś co nie spotkało się z aprobatą mieszkańców, ponieważ dali w łapę lokalnym urzędnikom, aby przejęli nieruchomości, wywalili wszystkich, a następnie przekazali ziemię na rzecz Disneya. Kurort został wybudowany, a następnie przechrzczony nazwą „Pałacu Mowgli-ego”. Wszystko szło dobrze, aż tu nagle Disney zdecydowało się zamknąć cały kurort, bez podawania wyraźnej przyczyny. Narrator zdecydował się odwiedzić ten opuszczony kurort, chcąc zaspokoić swoją ciekawość, oraz znaleźć jakieś odpowiedzi. Z początku była to typowa opuszczona miejscówka, gdzie wszystko było rozpierdolone, rośliny były przerośnięte, a to, co nie było przymocowane, zostało podpierdolone. Na dodatek, wszędzie były bazgroły… Aczkolwiek pojawiało się na nich tylko i wyłącznie jedno zdanie, a brzmiało ono „Opuszczone przez Disneya”.
Pierwszą dziwną rzeczą napotkaną przez narratora były łazienki, w których nie dość, że dalej płynęła woda, to ktoś pozostawił wszystkie krany odkręcone, przez co podłoga była cała zalana. Później, przechodząc się obok pokojów hotelowych, z jednego z pokoju wydobywały się głosy, dwie osoby o czymś rozmawiały. Narrator miał dwie hipotezy – pierwsza jest taka, że jakieś radio lub telewizor dalej działało, co wydawało się mało prawdopodobne… A drugą hipotezą było to, że jakieś żule urządziły sobie z tego miejsca dom. Przez tę drugą możliwość, narrator zdecydował się nie sprawdzać pokoju, bo nie chciał dostać kosy w żebra (chyba najrozsądniejsza decyzja podjęta w jakiejkolwiek paście).
Następnie narrator znalazł statuetkę przedstawiającą gigantycznego pytona… Tylko że… To nie była statuetka. To był pyton, który się wygrzewał, no i jak tylko się narrator zbliżył, to ruszył się i spierdolił gdzieś do dziczy. Trochę się chłop musiał zesrać, więc wziął i usiadł na schodach prowadzących w dół do jakiegoś pomieszczenia. No i na drzwiach na samym dole zobaczył napis „Tylko dla maskotek”. Ciekawość wzięła w górę, no i wszedł. Pozwiedzał różne pokoje, aż znalazł jeden, do którego nie mógł się dostać, bo drzwi nie chciały się ruszyć. Poddał się i zaczął odchodzić… Aż tu nagle słyszy jakiś dźwięk, odwraca się, a drzwi szeroko otwarte.
Wszedł, znalazł tam parę kostiumów, zdecydował się podnieść głowę z kostiumu Kaczora Donalda… A z tego wylatuje ludzka czacha. Zamiast spierdalać jak racjonalny człowiek, to narrator chciał zrobić zdjęcie… A tu nagle kostium Myszki Micky ożył, złapał go, zaczął do niego gadać, po czym ten kostium sam sobie urwał głowę. Dopiero wtedy narrator zdecydował się spierdolić z miejsca.
W jednym z Sequeli do tej pasty wytłumaczono to, że to były jakieś Corruptory, co to zostały przyzwane, bo ludzie sobie wyobrażali różne złe rzeczy, po czym stało się to rzeczywistością. Mówię o tym tylko dlatego, że strasznie przypomina mi to motyw przyzywania Primali z FF14 (Primali... Primalów... A jebać).
No dobra, pasta klasyka, taka sobie. Do połowy mi się podobała, ale i tak strzelałem facepalma w pewnych momentach. Tylko co ją wyróżnia od innych do tego stopnia, że zdecydowałem się na niej skupić? Czy jest prawdziwa? Oczywiście, że kurwa nie... Jednak jest jedno miejsce na tej ziemi, z którego jestem przekonany, że autor czerpał w chuj. Mowa tutaj o wyspie Discovery zlokalizowanej w stanie Floryda.
Discovery Island to mała wysepka znajdująca się na Jeziorze Zatokowym (Bay Lake… A może Jezioro Bay? A chuj z nazewnictwem, wyspa pośrodku jeziora, o to w tym chodzi) w stanie Floryda. Dawno temu, całe miejsce oczywiście było opustoszałe, ale zmieniło się to z początku 20 wieku. Najpierw, w 1906 kupił tę wyspę człowiek imieniem Joel Riles, który przechrzcił to miejsce „Wyspą Rilesa” (Riles Island), aczkolwiek wyspa była czasami przezywana „Wyspą Raza” (Raz Island) ze względu na byka popełnionego przez miejscowe gazety. Następnie wyspa zmieniała właścicieli, aż w końcu w 1937 trafiła w ręce Delmara Nicholsona (który miał przydomek „Radio Nick” ze względu na prowadzoną działalność produkcji i napraw zestawów radiowych). Przechrzcił on wyspę na „Idle Bay Isle”, po czym zamieszkał tam razem ze swoją żoną oraz jego zwierzakiem – żurawiem wargowym (z dziwnych przyczyn nikt nigdy nie podał, jak się ten żuraw wabił). Żyli tam w spokoju przez jakieś 20 lat. Delmar był miłośnikiem zwierząt, otworzył tam jakieś zoo w Orlando i opowiadał się za ochroną dzikiej przyrody, co tylko sprawia, że ironia losu jest wplatana w całą historię – po tym, jak się rozchorował, musiał sprzedać wyspę, a nowy nabywca zrobił niej bazę wypadową dla myśliwych. No i w końcu, dochodzimy do 1965 roku – wtedy to wyspę wykupił Walt Disney, po tym, jak przelatywał po okolicach samolotem, szukając dobrych miejsc, aby poszerzyć swoje imperium. Oczywiście, użyto do tego zakupu spółek-marionetek.
Pomimo zakupu tej wyspy, to prace nad wstawieniem tam czegokolwiek zaczęły się dopiero w 1972 roku. Pierwotne plany były dosyć ambitne, chcąc zrobić z tego piracką wyspę (nazywając to miejsce Wyspą Skarbów, czyli „Treasure Island”), aczkolwiek przez kryzys paliwowy oraz brak dobrego zarządzania, skończyło się na drobnym parku, gdzie można było zrobić sobie piknik, z niewielkim wrakiem statku koło wybrzeża, na który dzieciaki mogły się wspinać. O dziwo, odniosło to jakiś sukces, bo wyspa była popularna w dużej mierze przez zwierzęta – można było tam spotkać wszelakiego rodzaju ptaki oraz gady. Właśnie przez to Disney zdecydowało się pójść w kierunku zwierzaków, rzucając cały motyw piracki. Przemianowali wyspę jeszcze raz, tym razem nadając jej tytuł „Discovery”, sprowadzając tam wszelakiego rodzaju ptaki, robiąc z tego wyspę-wolierę. To był dobry ruch, bo wtedy wyspa zaczęła odnosić większe sukcesy.
Pomimo zakupu tej wyspy, to prace nad wstawieniem tam czegokolwiek zaczęły się dopiero w 1972 roku. Pierwotne plany były dosyć ambitne, chcąc zrobić z tego piracką wyspę (nazywając to miejsce Wyspą Skarbów, czyli „Treasure Island”), aczkolwiek przez kryzys paliwowy oraz brak dobrego zarządzania, skończyło się na drobnym parku, gdzie można było zrobić sobie piknik, z niewielkim wrakiem statku koło wybrzeża, na który dzieciaki mogły się wspinać. O dziwo, odniosło to jakiś sukces, bo wyspa była popularna w dużej mierze przez zwierzęta – można było tam spotkać wszelakiego rodzaju ptaki oraz gady. Właśnie przez to Disney zdecydowało się pójść w kierunku zwierzaków, rzucając cały motyw piracki. Przemianowali wyspę jeszcze raz, tym razem nadając jej tytuł „Discovery”, sprowadzając tam wszelakiego rodzaju ptaki, robiąc z tego wyspę-wolierę. To był dobry ruch, bo wtedy wyspa zaczęła odnosić większe sukcesy.
Pomimo tych sukcesów, to była też dosyć sromotna wpadka – ponieważ wyspa miała problemy z dzikimi sępami, które czasami przeszkadzały gościom lub ptakom znajdującym się na wyspie, niektórzy pracownicy zdecydowali się wziąć sprawy w swoje ręce… No i skończyło się na tym, że w 1989 roku, Disney jako firma miała przed sobą 16 zarzutów o znęcanie się nad zwierzętami. Dosyć głośny skandal, ale obyło się bez rozprawy, bo tam zdecydowali się pójść na ugodę, wypłacili 95 tysięcy na jakąś fundację, która chroni zwierzęta, a Ci geniusze, którzy byli za to odpowiedzialni, zostali zdegradowani. Na wyspie zmieniono procedury, no i fakt, opieka nad zwierzętami polepszyła się i to znacząco.
Wtedy jednak, bez ostrzeżenia, 26 marca 1999 roku Disney ogłosiło, że wyspa została zamknięta. Wielu ludzi gada, że nigdy nie podano oficjalnego powodu, próbując robić tym samym jakąś jedną wielką tajemnicę z tego zamknięcia, ale rzeczywistość jest inna. Disney nie podało przyczyny, fakt, ale patrząc na operowanie tego giganta, możemy się domyślać – w 1998 roku Disney otworzyło kolejny park dedykowany zwierzętom o nazwie „królestwo zwierząt”, znacznie większy niż ta mała wysepka, po czym przestało reklamować wyspę Discovery (wszystko wynika, że celowo). Odbiło się to na liczbie odwiedzających, więc Disney miało wymówkę, aby zamknąć całe przedsięwzięcie, dzięki czemu mogli się skupić na czymś, co przynosiło większe zyski. Oczywiście jak już mówiłem, to niczego oficjalnie Disney nie podało jako przyczyny, to tylko spekulacje, może to jest powód… A może faktycznie ktoś tam przyzwał jakąś siłę nieczystą, po czym trzeba było wszystko tuszować. Kto wie, może Garuda siedzi gdzieś w piwnicy.
Wtedy jednak, bez ostrzeżenia, 26 marca 1999 roku Disney ogłosiło, że wyspa została zamknięta. Wielu ludzi gada, że nigdy nie podano oficjalnego powodu, próbując robić tym samym jakąś jedną wielką tajemnicę z tego zamknięcia, ale rzeczywistość jest inna. Disney nie podało przyczyny, fakt, ale patrząc na operowanie tego giganta, możemy się domyślać – w 1998 roku Disney otworzyło kolejny park dedykowany zwierzętom o nazwie „królestwo zwierząt”, znacznie większy niż ta mała wysepka, po czym przestało reklamować wyspę Discovery (wszystko wynika, że celowo). Odbiło się to na liczbie odwiedzających, więc Disney miało wymówkę, aby zamknąć całe przedsięwzięcie, dzięki czemu mogli się skupić na czymś, co przynosiło większe zyski. Oczywiście jak już mówiłem, to niczego oficjalnie Disney nie podało jako przyczyny, to tylko spekulacje, może to jest powód… A może faktycznie ktoś tam przyzwał jakąś siłę nieczystą, po czym trzeba było wszystko tuszować. Kto wie, może Garuda siedzi gdzieś w piwnicy.
Zwierzęta zostały przetransportowane – niektóre były przygarnięte przez ten nowy park, inne trafiły do zoo do jakiegoś kraju, a pracownicy musieli szukać roboty gdzie indziej. Disney co prawda zastanawiało się, czy z wyspy nie zrobić czegoś pożytecznego, jak na przykład dać tam jakieś małe chatki, po czym reklamować to jako mały tropikalny miesiąc miodowy dla nowożeńców czy coś w tym stylu, ale skończyło się tylko na zastanawianiu. Od tamtej pory wyspa była opuszczona, no i jest opuszczona aż do dziś, ponad ćwierć wieku później. W międzyczasie wyspę porosła roślinność, przez co patrząc się na nią z brzegu lub z powietrza, widać bardzo niewiele z zabudowań, które jeszcze tam pozostały. To z kolei zrodziło swojego rodzaju mistykę około tej wyspy – co się tam znajduje? Jak to wygląda z wewnątrz? Czy coś tam żyje? Pytania, na które nie ma odpowiedzi, bo potrzebny by był jakiś pojeb, który tam przepłynąłby, aby wszystko skatalogować…
W każdym razie tutaj macie zdjęcia od pojeba, który popłynął tam, aby wszystko skatalogować.
W każdym razie tutaj macie zdjęcia od pojeba, który popłynął tam, aby wszystko skatalogować.
Autorem tych zdjęć jest koleś o imieniu Shane Perez, który zdecydował się w 2005 roku popłynąć na wyspę pod osłoną ciemności razem ze swoimi znajomymi, aby porobić tam zdjęcia i zobaczyć jak to wszystko wygląda. Przy czym to było kurewsko niebezpieczne, bo oni płynęli tam wpław… A w wodzie żyją aligatory. Jednak przeżyli, no i dzięki temu świat ujrzał, jak to wygląda. Widać, że wyspa jest całkiem opuszczona, nikt tam nie zrobił sobie meliny, jednak o dziwo, prąd tam dalej był, bo światła jeszcze działały. Sporo dzikich ptaków zdecydowało się tam zagnieździć, no i jakoś się tam trzymają. Shane co prawda odkrył też coś dziwnego, mianowicie znalazł w pewnym miejscu… Słoiki z kiszonymi wężami. Nie wiem, kto je tam zostawił ani z jakiego powodu.
Shane oczywiście musiał spierdalać, bo noc nie trwa wiecznie, a nie chciał, aby ktokolwiek go tam zauważył. No i o tyle, co zrobił te zdjęcia w 2005 roku, to z upublicznianiem ich poczekał aż do 25 grudnia 2009 roku… Bo czekał, żeby możliwa sprawa o wtargnięcie przedawniła się, żeby był prawnie nietykalny. Cały ten blog zdobył na popularności, nawet został pokazany w wiadomościach, no i w końcu ludzie wiedzieli, jak ta wyspa wygląda od środka po tylu latach. Disney oczywiście nie było tym zachwycone, ale nie mogli wytoczyć mu żadnej rozprawy sądowej. Co natomiast zrobili to dali mu dożywotniego bana na odwiedzanie jakichkolwiek miejscówek, które należą do Disneya.
Co więcej, jak się okazało, Shane nagrał też film z całej wyprawy, na kamerze wideo z trybem noktowizyjnym, a jako że cała akcja dzieje się w 2005 roku, to oczywiście film był o gównojakości. To dosłownie wygląda, jakby było wyciągnięte z jakiegoś Outlasta czy Residenta. Tylko jest jeden problem… Nie wiem, gdzie on wstawił to nagranie. Nie ma go na jego blogu, nie wiem, czy ma jakiś kanał na YouTube, gdzie to wstawił, ale szukałem i nie mogłem znaleźć. Wiem, że istnieje, bo widziałem to na filmie u jednego typa (o tym później), ale samego nagrania jako tako nie wiem gdzie szukać, a szkoda, bo chciałem przejrzeć całe, bez jakiegoś gadania w tle.
Jakby ktoś chciał znaleźć cały ten blog Pereza, to macie tutaj linka:
https://shaneperez.blogspot.com/2009/12/discovery-island.html
O tyle, co Shane był pierwszym, który zdecydował się to wszystko udokumentować, to nie był on ostatnim. Po tym, jak upublicznił tego bloga, przez lata wyspę odwiedziło wiele osób, które zdecydowały się sprawdzać inne zakamarki, no i w ten sposób wyspa stała się na nowo atrakcją dla niewielkiej niszy pojebów, co to lubią zwiedzać opuszczone budynki/miasta. Na specjalną uwagę zasługuje tutaj wideo z 2018 roku, wypuszczone przez Matta Sonswa, który odwiedził wyspę w dzień, dzięki czemu wszystko było widać lepiej.
Shane oczywiście musiał spierdalać, bo noc nie trwa wiecznie, a nie chciał, aby ktokolwiek go tam zauważył. No i o tyle, co zrobił te zdjęcia w 2005 roku, to z upublicznianiem ich poczekał aż do 25 grudnia 2009 roku… Bo czekał, żeby możliwa sprawa o wtargnięcie przedawniła się, żeby był prawnie nietykalny. Cały ten blog zdobył na popularności, nawet został pokazany w wiadomościach, no i w końcu ludzie wiedzieli, jak ta wyspa wygląda od środka po tylu latach. Disney oczywiście nie było tym zachwycone, ale nie mogli wytoczyć mu żadnej rozprawy sądowej. Co natomiast zrobili to dali mu dożywotniego bana na odwiedzanie jakichkolwiek miejscówek, które należą do Disneya.
Co więcej, jak się okazało, Shane nagrał też film z całej wyprawy, na kamerze wideo z trybem noktowizyjnym, a jako że cała akcja dzieje się w 2005 roku, to oczywiście film był o gównojakości. To dosłownie wygląda, jakby było wyciągnięte z jakiegoś Outlasta czy Residenta. Tylko jest jeden problem… Nie wiem, gdzie on wstawił to nagranie. Nie ma go na jego blogu, nie wiem, czy ma jakiś kanał na YouTube, gdzie to wstawił, ale szukałem i nie mogłem znaleźć. Wiem, że istnieje, bo widziałem to na filmie u jednego typa (o tym później), ale samego nagrania jako tako nie wiem gdzie szukać, a szkoda, bo chciałem przejrzeć całe, bez jakiegoś gadania w tle.
Jakby ktoś chciał znaleźć cały ten blog Pereza, to macie tutaj linka:
https://shaneperez.blogspot.com/2009/12/discovery-island.html
O tyle, co Shane był pierwszym, który zdecydował się to wszystko udokumentować, to nie był on ostatnim. Po tym, jak upublicznił tego bloga, przez lata wyspę odwiedziło wiele osób, które zdecydowały się sprawdzać inne zakamarki, no i w ten sposób wyspa stała się na nowo atrakcją dla niewielkiej niszy pojebów, co to lubią zwiedzać opuszczone budynki/miasta. Na specjalną uwagę zasługuje tutaj wideo z 2018 roku, wypuszczone przez Matta Sonswa, który odwiedził wyspę w dzień, dzięki czemu wszystko było widać lepiej.
No zajebiście, ludzie sobie tam wpływają i szlajają się, jakby nie było ograniczeń. Jest tylko jedno wielkie ale – jakby któremuś z was przyszło takie coś do głowy, to mam niestety złe wieści, jest to obecnie niemożliwe. Disney chyba musiało się już wkurwić na tych wszystkich poszukiwaczy przygód, ponieważ zdecydowali się zrobić coś w tej kwestii, o czym na własnej skórze przekonał się jeden taki koleś, który ma kanał na YouTube o nazwie „Southern Pirate Outdoors”. Zdecydował się on biwakować na tej wyspie… Aż tu się okazało, że Disney zamontowało tam kamery.
Ochrona Disneya wykryła go na tych kamerach, no i zdecydowali się z nim nie pierdolić pod tym względem, że… Powiadomili o tym policję, po czym wysyłali tam zespół, aby go aresztować. Przy czym ewidentnie wbiły mu 3 gwiazdki poszukiwania, bo w pewnym momencie przelatywały nad wyspą policyjne helikoptery. No i jak ktoś chciałby takie coś zobaczyć, to całe szczęście, są nagrania z kamer funkcjonariuszy.
Ja pierdole, wbili tam, jakby typ właśnie obrabował bank i przetrzymywał na tej wyspie wszystkie łupy. Cała ta akcja pewnie kosztowała ileś tysięcy dolców… A to wszystko za to, że koleś wtargnął tam, co tak w ogóle nie jest zarzutem kryminalnym, tylko wykroczeniem, za które co najwyżej grzywnę dostanie. W każdym razie – złapali go i dostał grzywnę 100 dolców (plus jeszcze koszty tej całej akcji). Oznacza to jedno – Disney nie chce, żeby tam ktokolwiek się znajdował. Z jednej strony, dobra, ja rozumiem, pomimo faktu, że ta cała wyspa jest opuszczona, to dalej jest ona własnością Disneya, więc pewnie nie chcą zostać pociągnięci do jakiejś odpowiedzialności, jakby któryś geniusz wbił tam i został żarciem dla aligatora. Natomiast z drugiej strony ja się tak zaczynam głupio zastanawiać, czy faktycznie czegoś (albo kogoś) nie zakopali na tej wyspie, a teraz nie chcą, aby ktokolwiek to znalazł.
Na sam koniec chciałbym tylko wspomnieć, że jest taki kanał na YouTube o nazwie „Bright Sun Films”, gdzie typ robi filmy właśnie na temat wszelakich opuszczonych miejscówek na całym świecie. Sporo znalazło się na temat różnych przedsięwzięć, jakimi Disney pierdolnęło w piach, ale jak ktoś ma wyjebane na Myszkę Micky, to całe szczęście, ziomek zajmuje się również rzeczami niezwiązanymi z Disneyem. Właśnie w jego filmie na temat wyspy Discovery pokazał urywki tych nagrań, co to Shane Perez zrobił w trakcie zwiedzania wyspy z 2005 roku (ale już nie połasił się, aby dać link do tych nagrań czy coś. Nie wiem, czy on to gdzieś znalazł, czy to Shane Perez przesłał mu te nagrania, jak poprosił, cholera wie). Oto jego film na temat tej wyspy.
Na sam koniec chciałbym tylko wspomnieć, że jest taki kanał na YouTube o nazwie „Bright Sun Films”, gdzie typ robi filmy właśnie na temat wszelakich opuszczonych miejscówek na całym świecie. Sporo znalazło się na temat różnych przedsięwzięć, jakimi Disney pierdolnęło w piach, ale jak ktoś ma wyjebane na Myszkę Micky, to całe szczęście, ziomek zajmuje się również rzeczami niezwiązanymi z Disneyem. Właśnie w jego filmie na temat wyspy Discovery pokazał urywki tych nagrań, co to Shane Perez zrobił w trakcie zwiedzania wyspy z 2005 roku (ale już nie połasił się, aby dać link do tych nagrań czy coś. Nie wiem, czy on to gdzieś znalazł, czy to Shane Perez przesłał mu te nagrania, jak poprosił, cholera wie). Oto jego film na temat tej wyspy.