Przeglądając kroniki miejskich legend, można natknąć się na historię kobiety, która trafiła do szpitala w Kalifornii w latach 90-tych. Już na pierwszy rzut oka coś było z nią nie tak, bo jej skóra miała zielonkawy kolor, a jej zapach był tragiczny. Kiedy tylko doktor próbował pobrać jej krew, z jej ciała zaczął wydobywać się gaz, który doprowadził do nieprzytomności niektórych ludzi z zespołu medycznego. Opowieść ta zazwyczaj wspomina też o tym, że wszelaki ekwipunek w szpitalu uległ awarii, po śmierci kobieta zaczęła roztapiać podłogę, a zespół od zagrożenia biologicznego, ubrany w specjalne skafandry musiał zamknąć ją w specjalnej trumnie, bo jej ciało było toksyczne. No, fajna legenda, którą można sobie opowiadać przy ognisku. Tylko… Co, jeśli historia jest prawdziwa i tylko lekko przekoloryzowana?
Gloria Cecilia Ramirez urodziła się 11 stycznia 1963 roku. Jej życie nie było niczym niezwykłym – pracowała jako sprzątaczka, poznała chłopaka, mieli razem dzieci. Nie wszystko jednak szło po myśli, ponieważ 6 tygodni przed feralną wizytą w szpitalu zdiagnozowano u niej raka szyjki macicy w zaawansowanym stadium, który pogarszał jej zdrowie w zastraszającym tempie.
19 lutego 1994 roku, około godziny 20:15, Gloria została przetransportowana do szpitala w Riverside w Kalifornii po tym jak jej chłopak, Johnnie Estrada, zadzwonił na telefon alarmowy, ponieważ kobieta cały dzień rzygała. Sytuacja była kiepska, ponieważ Gloria dostała palpitacji serca i duszności. Kiedy tylko trafiła do szpitala, nie była w stanie odpowiadać na pytania, ponieważ strasznie majaczyła. Lekarze podali jej co prawda leki uspokajające (diazepam, midazolam, lorazepam), aby bicie jej serca powróciło do normy, aczkolwiek to nie miało większego efektu, a nawet sprawę pogorszyło, przez co dostała szoku. Podjęto decyzję o użyciu defibrylatora. Kiedy tylko lekarze zdjęli jej koszulę, zauważyli, że na klatce piersiowej miała jakąś dziwną substancję przypominającą olej – zbyt gęstą, aby to był pot. Mimo tego i tak podpięli do niej elektrody, bo uznali, że po prostu była pokryta jakimś olejkiem balsamicznym. Drugą dziwną rzeczą, jaką wytknęła jedna z pielęgniarek było to, że z ust Glorii wydobywał się silny zapach czosnku (silniejszy, niż gdyby normalnie zjadła coś z czosnkiem). Kobieta jednak umiera, więc nikogo to za bardzo nie obchodzi. Trzecią dziwną rzeczą było to, co zauważyła pielęgniarka o imieniu Susan Kane – pobierała krew z ramienia Glorii, ale kiedy już skończyła, zauważyła, że ze strzykawki wydobywa się zapach amoniaku. Susan przekazała strzykawkę do rezydenta na salii, kobiety imieniem Julie Gorchynski (nie wiem, czy to już nazwisko zjankesowane po fakcie, czy nie wiedzieli jak zapisać „Gorczyński”). Ta z kolei zauważyła, że w tej krwi znajdują się kryształki o żółto-brązowym kolorze.
Kiedy defibrylator robił swoje, kobiety rozmawiały i próbowały zrozumieć, dlaczego Gloria miałaby kryształy w swojej krwi. Wtedy jednak Susan nagle straciła przytomność. Jeden z lekarzy na miejscu, doktor Humberto Ochoa, pomógł jej się ocknąć. Po odzyskaniu przytomności, ta twierdziła jakoby jej twarz płoneła. Wtedy to Julie też poczuła się gorzej. Wyszła z pokoju operacyjnego, usiadła w jednym ze stanowisk dla pielęgniarek, ale wtedy sama straciła przytomność. Jakby tego było mało, lekarka zajmująca się respiratorem, Maureen Welch, również traci przytomność po tym, jak sama skarży się na zapach amoniaku. Kiedy ocknęła się, nie mogła poruszać swoimi kończynami.
3 kobiety straciły przytomność, a reszta personelu medycznego znajdującego się w sali operacyjnej zaczyna chorować, czując zawroty głowy i mdłości. W takich oto warunkach podjęto decyzję o ewakuacji wszystkich znajdujących się na ostrym dyżurze, ponieważ podejrzewano wyciek gazu. Pacjenci zostali przetransportowani na parking razem z lekarzami, a w pokoju operacyjnym został mały zespół pod przewodnictwem doktora Humberto, który starał się uratować życie Glorii. Nic jednak nie podziałało – o 20:50, Gloria zostaje uznana za zmarłą.
19 lutego 1994 roku, około godziny 20:15, Gloria została przetransportowana do szpitala w Riverside w Kalifornii po tym jak jej chłopak, Johnnie Estrada, zadzwonił na telefon alarmowy, ponieważ kobieta cały dzień rzygała. Sytuacja była kiepska, ponieważ Gloria dostała palpitacji serca i duszności. Kiedy tylko trafiła do szpitala, nie była w stanie odpowiadać na pytania, ponieważ strasznie majaczyła. Lekarze podali jej co prawda leki uspokajające (diazepam, midazolam, lorazepam), aby bicie jej serca powróciło do normy, aczkolwiek to nie miało większego efektu, a nawet sprawę pogorszyło, przez co dostała szoku. Podjęto decyzję o użyciu defibrylatora. Kiedy tylko lekarze zdjęli jej koszulę, zauważyli, że na klatce piersiowej miała jakąś dziwną substancję przypominającą olej – zbyt gęstą, aby to był pot. Mimo tego i tak podpięli do niej elektrody, bo uznali, że po prostu była pokryta jakimś olejkiem balsamicznym. Drugą dziwną rzeczą, jaką wytknęła jedna z pielęgniarek było to, że z ust Glorii wydobywał się silny zapach czosnku (silniejszy, niż gdyby normalnie zjadła coś z czosnkiem). Kobieta jednak umiera, więc nikogo to za bardzo nie obchodzi. Trzecią dziwną rzeczą było to, co zauważyła pielęgniarka o imieniu Susan Kane – pobierała krew z ramienia Glorii, ale kiedy już skończyła, zauważyła, że ze strzykawki wydobywa się zapach amoniaku. Susan przekazała strzykawkę do rezydenta na salii, kobiety imieniem Julie Gorchynski (nie wiem, czy to już nazwisko zjankesowane po fakcie, czy nie wiedzieli jak zapisać „Gorczyński”). Ta z kolei zauważyła, że w tej krwi znajdują się kryształki o żółto-brązowym kolorze.
Kiedy defibrylator robił swoje, kobiety rozmawiały i próbowały zrozumieć, dlaczego Gloria miałaby kryształy w swojej krwi. Wtedy jednak Susan nagle straciła przytomność. Jeden z lekarzy na miejscu, doktor Humberto Ochoa, pomógł jej się ocknąć. Po odzyskaniu przytomności, ta twierdziła jakoby jej twarz płoneła. Wtedy to Julie też poczuła się gorzej. Wyszła z pokoju operacyjnego, usiadła w jednym ze stanowisk dla pielęgniarek, ale wtedy sama straciła przytomność. Jakby tego było mało, lekarka zajmująca się respiratorem, Maureen Welch, również traci przytomność po tym, jak sama skarży się na zapach amoniaku. Kiedy ocknęła się, nie mogła poruszać swoimi kończynami.
3 kobiety straciły przytomność, a reszta personelu medycznego znajdującego się w sali operacyjnej zaczyna chorować, czując zawroty głowy i mdłości. W takich oto warunkach podjęto decyzję o ewakuacji wszystkich znajdujących się na ostrym dyżurze, ponieważ podejrzewano wyciek gazu. Pacjenci zostali przetransportowani na parking razem z lekarzami, a w pokoju operacyjnym został mały zespół pod przewodnictwem doktora Humberto, który starał się uratować życie Glorii. Nic jednak nie podziałało – o 20:50, Gloria zostaje uznana za zmarłą.
Lekarze na miejscu uznali, że przyczyną przypadłości ich kolegów może być Gloria, a nie wyciek gazu. Przeniesiono jej ciało do specjalnej sali, gdzie zostało objęte kwarantanną. Po tym, jak już jej ciało zostało przeniesione, jedna z osób, która otrzymała to zadanie, kobieta imieniem Sally Balderas zaczęła wymiotować. Co więcej, odczuwała pieczenie, jakoby jej skóra płonęła.
Do szpitala został wysłany zespół w pełnych kombinezonach ochronnych, po czym zaczęli sprawdzać cały oddział. Udało im się ustalić, że nie było żadnego wycieku gazu, ani niczego podobnego. Potwierdziło to tezę zespołu medycznego – najprawdopodobniej to właśnie Gloria była przyczyną tych wszystkich dziwnych zjawisk. Z tego właśnie powodu, ciało glorii zostało szczelnie zamknięte w aluminiowej trumnie, aby upewnić się, że cokolwiek z niej się wydobywało nie rozprzestrzeni się dalej drogą powietrzną. Łącznie 23 osoby z zespołu medycznego się pochorowały, z czego 5 było hospitalizowanych.
Po całym tym bajzlu oczyszczono ostry dyżur, a poszkodowani lekarze powrócili do pełnych sił (chociaż niektórym zajęło to miesiące). Pozostało tylko jedno sakramentalne pytanie – co się kurwa stało? Cóż, wiele wątpliwości rozwiałaby autopsja, aczkolwiek tutaj trzeba było poczekać tydzień. Wynikało to z obawy, że Gloria mogła mieć w sobie jakiś dojebany wirus, którego Umbrella nawet nie chciałaby się tykać, więc lekarze i biuro koronera chcieli dać czas, aby to coś wzięło i samoistnie wymarło, co nie zmienia faktu, że robienie autopsji tydzień po zgonie trochę mija się z celem. Jeszcze na dodatek, to zespół przeprowadzający autopsję również miał na sobie kombinezon ochronny, tak na wszelki wypadek. No i wiecie, co znaleźli? Gówno… Znaczy, nie dosłownie, ona nie miała w sobie jakiś toksycznych fekaliów, po prostu nie znaleźli nic. A przynajmniej nie znaleźli żadnych śladów radioaktywnych czy coś ten deseń. W organizmie miała natomiast tylenol, lidokainę, codeinę oraz tigan (Trimethobenzamide). Pierwsze 3 były standardem, jeśli chodzi o pacjentów cierpiących na raka, a ten ostatni był lekiem przeciw mdłościom. Tigan też tłumaczy, czemu lekarze czuli amoniak, ponieważ po dostaniu się do krwi, tigan rozkłada się na aminy… Nie tłumaczy to natomiast małych kryształów. Jedyne co udało im się ustalić to przyczynę śmierci – Gloria zmarła z powodu komplikacji z sercem, które wynikały z niewydolności nerek.
Jej ciało znowu zostało szczelnie zamknięte w tej specjalnej trumnie, po czym zrobiono kolejną autopsję, 5 tygodni po poprzedniej. Pobrali tam co prawda próbki, ale dalej nic nie udało im się ustalić. No i skoro w szpitalu nic nie znaleźli oraz przy autopsji też nic nie wyszło, to Departament Zdrowia uznał, że… Nic się tak naprawdę nie działo, tylko wszystkim na sali operacyjnej po prostu odjebało z powodu masowej histerii. Rozumowanie było takie, że pewnie niektórzy nic nie jedli, a najgorsze symptomy miały kobiet, a skoro kobiety są pierdolnięte od urodzenia, to inni pewnie byli pierdolnięci z głodu, no i tak oto wszyscy mieli masowe halucynacje… Ten werdykt nie przeszedł zbyt dobrze z zespołem poszkodowanych lekarzy. No i ja się zgadzam z poszkodowanymi, ponieważ urazy nie były tylko psychologiczne, wielu z nim faktycznie coś się stało – na przykład Julie Gorchynski, po tym zajściu kobieta miała zapalenie wątroby oraz martwicę jałową w kolanie. To nie było wymysłem jej wyobraźni. Ze względu na te niesatysfakcjonujące wyniki, zarząd szpitala podjął decyzje, aby skontaktować się z Laboratorium Narodowym Lawrence Livermore. No i w tym laboratorium zbadali te próbki pobrane z drugiej autopsji, tylko oni nie badali ich pod kątem szukania specyficznych substancji czy jakiś z góry nałożonych środków chemicznych, oni przepadali te próbki w poszukiwaniu czegokolwiek. No i jednak coś znaleźli – Sulfon dimetylu (dimethyl sulfone, DMSO2).
Do szpitala został wysłany zespół w pełnych kombinezonach ochronnych, po czym zaczęli sprawdzać cały oddział. Udało im się ustalić, że nie było żadnego wycieku gazu, ani niczego podobnego. Potwierdziło to tezę zespołu medycznego – najprawdopodobniej to właśnie Gloria była przyczyną tych wszystkich dziwnych zjawisk. Z tego właśnie powodu, ciało glorii zostało szczelnie zamknięte w aluminiowej trumnie, aby upewnić się, że cokolwiek z niej się wydobywało nie rozprzestrzeni się dalej drogą powietrzną. Łącznie 23 osoby z zespołu medycznego się pochorowały, z czego 5 było hospitalizowanych.
Po całym tym bajzlu oczyszczono ostry dyżur, a poszkodowani lekarze powrócili do pełnych sił (chociaż niektórym zajęło to miesiące). Pozostało tylko jedno sakramentalne pytanie – co się kurwa stało? Cóż, wiele wątpliwości rozwiałaby autopsja, aczkolwiek tutaj trzeba było poczekać tydzień. Wynikało to z obawy, że Gloria mogła mieć w sobie jakiś dojebany wirus, którego Umbrella nawet nie chciałaby się tykać, więc lekarze i biuro koronera chcieli dać czas, aby to coś wzięło i samoistnie wymarło, co nie zmienia faktu, że robienie autopsji tydzień po zgonie trochę mija się z celem. Jeszcze na dodatek, to zespół przeprowadzający autopsję również miał na sobie kombinezon ochronny, tak na wszelki wypadek. No i wiecie, co znaleźli? Gówno… Znaczy, nie dosłownie, ona nie miała w sobie jakiś toksycznych fekaliów, po prostu nie znaleźli nic. A przynajmniej nie znaleźli żadnych śladów radioaktywnych czy coś ten deseń. W organizmie miała natomiast tylenol, lidokainę, codeinę oraz tigan (Trimethobenzamide). Pierwsze 3 były standardem, jeśli chodzi o pacjentów cierpiących na raka, a ten ostatni był lekiem przeciw mdłościom. Tigan też tłumaczy, czemu lekarze czuli amoniak, ponieważ po dostaniu się do krwi, tigan rozkłada się na aminy… Nie tłumaczy to natomiast małych kryształów. Jedyne co udało im się ustalić to przyczynę śmierci – Gloria zmarła z powodu komplikacji z sercem, które wynikały z niewydolności nerek.
Jej ciało znowu zostało szczelnie zamknięte w tej specjalnej trumnie, po czym zrobiono kolejną autopsję, 5 tygodni po poprzedniej. Pobrali tam co prawda próbki, ale dalej nic nie udało im się ustalić. No i skoro w szpitalu nic nie znaleźli oraz przy autopsji też nic nie wyszło, to Departament Zdrowia uznał, że… Nic się tak naprawdę nie działo, tylko wszystkim na sali operacyjnej po prostu odjebało z powodu masowej histerii. Rozumowanie było takie, że pewnie niektórzy nic nie jedli, a najgorsze symptomy miały kobiet, a skoro kobiety są pierdolnięte od urodzenia, to inni pewnie byli pierdolnięci z głodu, no i tak oto wszyscy mieli masowe halucynacje… Ten werdykt nie przeszedł zbyt dobrze z zespołem poszkodowanych lekarzy. No i ja się zgadzam z poszkodowanymi, ponieważ urazy nie były tylko psychologiczne, wielu z nim faktycznie coś się stało – na przykład Julie Gorchynski, po tym zajściu kobieta miała zapalenie wątroby oraz martwicę jałową w kolanie. To nie było wymysłem jej wyobraźni. Ze względu na te niesatysfakcjonujące wyniki, zarząd szpitala podjął decyzje, aby skontaktować się z Laboratorium Narodowym Lawrence Livermore. No i w tym laboratorium zbadali te próbki pobrane z drugiej autopsji, tylko oni nie badali ich pod kątem szukania specyficznych substancji czy jakiś z góry nałożonych środków chemicznych, oni przepadali te próbki w poszukiwaniu czegokolwiek. No i jednak coś znaleźli – Sulfon dimetylu (dimethyl sulfone, DMSO2).
Mówiąc dużym skrótem, jest to środek, który występuje naturalnie, dzięki czemu możemy przyjmować to do ciała w trakcie, powiedzmy, spożywania posiłku, przy czym zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy. Można go mieć w jakiejś ilości w ciele no i chuja Ci może zrobić. To też tłumaczy, dlaczego w tych pierwszych badaniach z biura koronera nic nie wyszło – jak nie szukasz specjalnie tego związku, to nie będzie się on pojawiał w żadnych wykresach. No i po wynikach badań wyszło, że Gloria miała 3 razy większą zawartość sulfonu w ciele, niż normalną. To samo w sobie nie jest jakimś wielkim powodem do obaw, więc o co chodzi? A o to, że sulfon dimetylu rozkłada się w ciele w przeciągu trzech dni. A próbki, które przebadali zostały pobrane 6 tygodni po zgonie. Nawet bez głębszych obliczeń można było łatwo zgadnąć, że Gloria musiała mieć niedorzeczną ilość tego środku w swoim ciele w trakcie śmierci. Po dalszym badaniu jeden z naukowców, mężczyzna imieniem Pat Grant, odkrył związek z sulfotlenkiem dimetylu (dimethyl sulfoxide, DMSO).
Nie zagłębiając się głębiej w chemię, chodzi tu o to, że są to związki do siebie podobne, różnią się tylko jednym atomem. W latach 50-tych i 60-tych był to popularny środek, ponieważ sądzono, że jest to uniwersalny lek na wszystko – otarcia, złamania, zwichnięcia, skurcze, ból głowy, ból dupy, wszystko. Jednakże w 1965 roku lekarze odkryli, że zbyt częste stosowanie może doprowadzić do uszkodzenia soczewki oka. Oczywiście, tam administracje medyczne wprowadziły zakazy, aby nie używać tego jako samoistnego leku, aczkolwiek można go spotkać w medycynie nawet dzisiaj, tylko jest to bardzo, ale to bardzo rozcieńczona forma, nie to, co w latach 50/60-tych. Dobra, wszystko zrozumiałe, ale teraz takie głupie pytanie – dlaczego Gloria była tym nafaszerowana? Wychodzi to z tego, że kilku lekarzy w latach 80-tych rzuciło hipotezą, jakoby DMSO mogło być stosowane jako lek na raka.
DMSO w najgęstszej koncentracji można znaleźć w wielu produktach w sklepach z narzędziami – używa się tego na przykład jako środek do czyszczenia piekarnika. Taka forma jest znacznie gęściejsza niż nawet leki z lat 50/60-tych. Co więcej, silna koncentracja DMSO ma zapach… Czosnku. W kontakcie z dużą ilością tlenu, czyli na przykład maski z tlenem, sulfotlenek może zamienić się w sulfon. A kiedy sulfon jest poddany temperaturze pokojowej, dochodzi do krystalizacji. Chcąc potwierdzić swoją teorię, Pat Grant pobrał pierwszą lepszą próbkę krwi, po czym dodał do niej sulfon. No i jak się okazało, w krwi pojawiły się kryształki o tym samym kolorze, co kryształki w krwi Glorii.
Teoria jest taka, że Gloria w akcie desperacji kupiła sobie jakiś środek, który miał silną dawkę DMSO, po czym smarowała się tym, dlatego lekarze w szpitalu myśleli, że miała na sobie jakiś dziwny olejek. Następnie środek ten wsiąkł do ciała Ramirez, jednak kobieta miała problemy z nerkami, przez co środek nie wychodził z ciała drogą moczową, tylko cały czas się zbierał, co tłumaczy kosmiczną ilość w ciele.
Dobra, zajebista teoria, tylko jest jeden mały problem… Ani sulfon dimetylu, ani sulfotlenek dimetylu nie są toksyczne, a już na pewno nie są tak toksyczne, że 3 osoby padłyby na ziemie, a ponad 20 innych pochorowałoby się. Tak więc kontynuowano eksperymenty, głowiono się dalej, aż tu nagle odkryto zagubiony kawałek układanki, kolejne chemiczne odgałęzienie – Siarczan Dimetylu (dimethyl sulfate, DMSO4).
DMSO w najgęstszej koncentracji można znaleźć w wielu produktach w sklepach z narzędziami – używa się tego na przykład jako środek do czyszczenia piekarnika. Taka forma jest znacznie gęściejsza niż nawet leki z lat 50/60-tych. Co więcej, silna koncentracja DMSO ma zapach… Czosnku. W kontakcie z dużą ilością tlenu, czyli na przykład maski z tlenem, sulfotlenek może zamienić się w sulfon. A kiedy sulfon jest poddany temperaturze pokojowej, dochodzi do krystalizacji. Chcąc potwierdzić swoją teorię, Pat Grant pobrał pierwszą lepszą próbkę krwi, po czym dodał do niej sulfon. No i jak się okazało, w krwi pojawiły się kryształki o tym samym kolorze, co kryształki w krwi Glorii.
Teoria jest taka, że Gloria w akcie desperacji kupiła sobie jakiś środek, który miał silną dawkę DMSO, po czym smarowała się tym, dlatego lekarze w szpitalu myśleli, że miała na sobie jakiś dziwny olejek. Następnie środek ten wsiąkł do ciała Ramirez, jednak kobieta miała problemy z nerkami, przez co środek nie wychodził z ciała drogą moczową, tylko cały czas się zbierał, co tłumaczy kosmiczną ilość w ciele.
Dobra, zajebista teoria, tylko jest jeden mały problem… Ani sulfon dimetylu, ani sulfotlenek dimetylu nie są toksyczne, a już na pewno nie są tak toksyczne, że 3 osoby padłyby na ziemie, a ponad 20 innych pochorowałoby się. Tak więc kontynuowano eksperymenty, głowiono się dalej, aż tu nagle odkryto zagubiony kawałek układanki, kolejne chemiczne odgałęzienie – Siarczan Dimetylu (dimethyl sulfate, DMSO4).
Siarczan dimetylu to już jest związek, który może Cię nieźle dojebać, o czym świadczy fakt, że od czasów pierwszej wojny światowej był testowany jako potencjalny gaz bojowy. W 1987 DMSO4 zostało uznane za niebezpieczne, ponieważ ledwie pół grama wystarczy, aby zabić kogoś w 10 minut. Z 20 symptomów, jakie zostały zgłoszone przez lekarzy w szpitalu, 19 z nich wynika z wystawienia na działanie DMSO4. Dobra, wszystko jasne, DMSO zamieniło się w DMSO2 pod wpływem tlenu, a po tym zamieniło się w DMSO4… Jest tylko jeden mały problem. O tyle, co łatwo jest zrobić z sulfotlenku sulfon, to kurewsko trudno jest zamienić sulfon w siarczan. Więc gdzie jest magia?
Nie będę tłumaczył zbyt zawile, jak to działa, bo… Bo z chemii miałem trójkę na ściągach, więc ni chuja się nie mogę wypowiadać. Co natomiast mogę przekazać, to teorię, jaką wysnuli naukowcy z laboratorium – aby powstał siarczan, potrzeba od chuja siły i od chuja gorąca. A co jest kurewsko silne i kurewsko gorące? Defibrylator. Według teorii Granta, kiedy lekarze próbowali reanimować Glorię, to elektryczność z defibrylatora spowodowała, że sulfon w ciele Glorii zamienił się w siarczan, no i następnie z jej ciała wydobywał się jebany gaz bojowy, co poskutkowało tym, że lekarze na sali pochorowali się a sama Gloria zmarła. Chociaż ta teoria tłumaczy wszystko, to po dziś dzień jest debatowana przez laboratoria, ponieważ nie wiadomo w stu procentach czy faktycznie takie coś byłoby w ogóle możliwe, bo z oczywistych przyczyn, nie można tego przetestować w warunkach laboratoryjnych. Nikt jednak do tej pory nie wysnuł bardziej racjonalnych teorii… No właśnie, racjonalnych.
Nie będę tłumaczył zbyt zawile, jak to działa, bo… Bo z chemii miałem trójkę na ściągach, więc ni chuja się nie mogę wypowiadać. Co natomiast mogę przekazać, to teorię, jaką wysnuli naukowcy z laboratorium – aby powstał siarczan, potrzeba od chuja siły i od chuja gorąca. A co jest kurewsko silne i kurewsko gorące? Defibrylator. Według teorii Granta, kiedy lekarze próbowali reanimować Glorię, to elektryczność z defibrylatora spowodowała, że sulfon w ciele Glorii zamienił się w siarczan, no i następnie z jej ciała wydobywał się jebany gaz bojowy, co poskutkowało tym, że lekarze na sali pochorowali się a sama Gloria zmarła. Chociaż ta teoria tłumaczy wszystko, to po dziś dzień jest debatowana przez laboratoria, ponieważ nie wiadomo w stu procentach czy faktycznie takie coś byłoby w ogóle możliwe, bo z oczywistych przyczyn, nie można tego przetestować w warunkach laboratoryjnych. Nikt jednak do tej pory nie wysnuł bardziej racjonalnych teorii… No właśnie, racjonalnych.
Wokół śmierci Glorii jest trochę teorii spiskowych, więc możemy się na tym trochę skupić.
Jebzfolii #1 – Według niektórych doniesień, ta fiolka z krwią, którą pobrały pielęgniarki nigdy nie została odnaleziona.
Jebzfolii #2 – Miesiąc po śmierci Glorii, koroner, który robił pierwszą autopsję popełnił samobójstwo.
Jebzfolii #3 – Rodzina Glorii zażądała trzeciej autopsji, tym razem prywatnej. Ta autopsja miała miejsce 10 tygodni po śmierci. Według tej trzeciej autopsji, serca Glorii nie było w jej organizmie, a niektóre z jej narządów były pokryte fekaliami.
Jebzfolii #4 – Rodzina Glorii zaprzecza, jakoby ona kiedykolwiek używała DMSO. Jej siostra nawet obwiniała szpital za jej śmierć, twierdząc, że wynikało to z kiepskiej kondycji sanitarnej placówki.
Z powodu tych wszystkich rzeczy, ludzie wysnuli teorię, według której… Szpital handlował i przemycał metamfetaminę. Następnie, ktoś przez przypadek podpiął Glorię pod kroplówkę z metą zamiast wodą. Kiedy meta została poddana gorącu i sile defibrylatora, zamieniła się w parę, po czym wszyscy lekarze byli naćpani… Kurwa, ale gówno XD
Znaczy, dobra, kłamałbym, gdybym powiedział, że sam nie jestem foliarzem, ale myślę, że można to jakoś wytłumaczyć. Jeśli chodzi o zaginioną krew, to biorąc pod uwagę, jaki chaos panował w szpitalu po tym, jak lekarze próbowali reanimować Glorię, to raczej nie jestem zaskoczony, że gdzieś ta fiolka krwi się zagubiła. Odnośnie samego koronera – o tyle, co chciałbym wierzyć, że typ został uciszony, to jednak z tego, co szukałem, to on miał się już dosyć kiepsko na grubo przed autopsją Glorii, więc jego odjebanie jakoś nie zdziwiło żadnego członka rodziny lub znajomych. Odnośnie tej trzeciej autopsji… Tego żadna teoria spiskowa nie tłumaczy. Biorąc jednak pod uwagę, że kobieta zmarła poprzez zatrzymanie akcji serca, a później pobierali z jej ciała próbki, to jakoś można to tłumaczyć, że jedną z pobranych próbek na potrzeby badań było samo serce. A jeśli chodzi o fekalia… Ten prywatny koroner sam wytknął, że kiedy robił te trzecią autopsję, to organy wewnętrzne już zaczęły się rozkładać w naprawdę zaawansowanym stopniu, więc jakoś można to tłumaczyć tak, że to, co miała w jelitach po prostu wzięło i wypłynęło.
Jeśli chodzi o zaprzeczenia ze strony rodziny odnośnie całego tego DMSO… Ja rozumiem, czemu nikt nie chciałby się do czegoś takiego przyznać, albo zaakceptować czegoś takiego. Być może chcą zachować twarz, ponieważ nie chcą, aby Gloria była zapamiętana jako kobieta, która używała środka do czyszczenia piekarnika, aby leczyć raka. Być może faktycznie nie wiedzieli, że takie coś robiła.
Jebzfolii #1 – Według niektórych doniesień, ta fiolka z krwią, którą pobrały pielęgniarki nigdy nie została odnaleziona.
Jebzfolii #2 – Miesiąc po śmierci Glorii, koroner, który robił pierwszą autopsję popełnił samobójstwo.
Jebzfolii #3 – Rodzina Glorii zażądała trzeciej autopsji, tym razem prywatnej. Ta autopsja miała miejsce 10 tygodni po śmierci. Według tej trzeciej autopsji, serca Glorii nie było w jej organizmie, a niektóre z jej narządów były pokryte fekaliami.
Jebzfolii #4 – Rodzina Glorii zaprzecza, jakoby ona kiedykolwiek używała DMSO. Jej siostra nawet obwiniała szpital za jej śmierć, twierdząc, że wynikało to z kiepskiej kondycji sanitarnej placówki.
Z powodu tych wszystkich rzeczy, ludzie wysnuli teorię, według której… Szpital handlował i przemycał metamfetaminę. Następnie, ktoś przez przypadek podpiął Glorię pod kroplówkę z metą zamiast wodą. Kiedy meta została poddana gorącu i sile defibrylatora, zamieniła się w parę, po czym wszyscy lekarze byli naćpani… Kurwa, ale gówno XD
Znaczy, dobra, kłamałbym, gdybym powiedział, że sam nie jestem foliarzem, ale myślę, że można to jakoś wytłumaczyć. Jeśli chodzi o zaginioną krew, to biorąc pod uwagę, jaki chaos panował w szpitalu po tym, jak lekarze próbowali reanimować Glorię, to raczej nie jestem zaskoczony, że gdzieś ta fiolka krwi się zagubiła. Odnośnie samego koronera – o tyle, co chciałbym wierzyć, że typ został uciszony, to jednak z tego, co szukałem, to on miał się już dosyć kiepsko na grubo przed autopsją Glorii, więc jego odjebanie jakoś nie zdziwiło żadnego członka rodziny lub znajomych. Odnośnie tej trzeciej autopsji… Tego żadna teoria spiskowa nie tłumaczy. Biorąc jednak pod uwagę, że kobieta zmarła poprzez zatrzymanie akcji serca, a później pobierali z jej ciała próbki, to jakoś można to tłumaczyć, że jedną z pobranych próbek na potrzeby badań było samo serce. A jeśli chodzi o fekalia… Ten prywatny koroner sam wytknął, że kiedy robił te trzecią autopsję, to organy wewnętrzne już zaczęły się rozkładać w naprawdę zaawansowanym stopniu, więc jakoś można to tłumaczyć tak, że to, co miała w jelitach po prostu wzięło i wypłynęło.
Jeśli chodzi o zaprzeczenia ze strony rodziny odnośnie całego tego DMSO… Ja rozumiem, czemu nikt nie chciałby się do czegoś takiego przyznać, albo zaakceptować czegoś takiego. Być może chcą zachować twarz, ponieważ nie chcą, aby Gloria była zapamiętana jako kobieta, która używała środka do czyszczenia piekarnika, aby leczyć raka. Być może faktycznie nie wiedzieli, że takie coś robiła.
Jeśli Gloria faktycznie używała DMSO, aby wyleczyć raka… Będę szczery, to jest naprawdę głupia śmierć. Jednakże ukazuje to, że powiedzenie „tonący brzytwy się chwyta” jest w stu procentach prawdziwe. Rak wyniszczał jej ciało, prognoza była fatalna, ona na co dzień patrzyła śmierci prosto w twarz. Może nie było jej stać na chemioterapię. Może w jej stanie, w ogóle nie przyniosłaby żadnych rezultatów. Jestem w stanie uwierzyć, że w takiej sytuacji, ktoś zdecydowałby się spróbować nawet najbardziej absurdalnych metod, aby z tego jakoś wyjść. Ona najpewniej zdawała sobie sprawę z tego, że to co robi jest absolutnie głupie, ale wychodziła z założenia, że i tak umiera, więc co jej tak naprawdę szkodzi spróbować? Nie przewidziała natomiast, że takie coś ma potencjał zamienić ją w broń chemiczną… Chociaż bądźmy szczerzy, kto by takie coś przewidział?
Z czasem, śmierć Glorii stała się swoistą legendą miejską. Kilka faktów było przekręconych, inni coś dopowiadali, no i w taki sposób historia, która sama w sobie jest niedorzeczna, stała się bardziej nadnaturalna.
Z czasem, śmierć Glorii stała się swoistą legendą miejską. Kilka faktów było przekręconych, inni coś dopowiadali, no i w taki sposób historia, która sama w sobie jest niedorzeczna, stała się bardziej nadnaturalna.