Dyskusje ogólne
8 m
14
Cześć. Kolejny mój wpis na temat dzielenia się tym co odkrywam w trzeźwym/ czystym życiu . Może komuś to zapali światełko w tunelu że są ludzie,tacy jak między innymi Ja, którzy niosą posłanie możliwości wyjścia z tego gówna. Pozdrawiam tych co chcą a nie mogą tego skończyć.
Niesiemy posłanie, a nie uzależnionych
„Można ich analizować, doradzać im, grozić, bić, izolować ich, apelować do ich rozsądku, ale nie przestaną brać, dopóki sami tego nie zechcą.”
Tekst Podstawowy
Być może to jedna z najtrudniejszych prawd, jakim musimy spojrzeć w twarz w naszym zdrowieniu, że wobec uzależnienia innych jesteśmy tak samo bezsilni, jak wobec naszego własnego. Być może myślimy, że poprzez duchowe przebudzenie w naszym własnym życiu jesteśmy zdolni do tego, aby nakłonić innych uzależnionych, aby znaleźli zdrowienie. Istnieją jednak granice tego, co możemy zrobić, aby pomóc innym uzależnionym. Nie możemy ich zmusić do tego, aby przestali brać. Nie możemy dać im efektów pracy nad krokami, ani wzrastać za nich. Nie możemy zabrać im ich samotności ani bólu. Nie istnieje nic, co moglibyśmy powiedzieć, aby przekonać wystraszonego uzależnionego do zamiany dobrze znanej żałosności uzależnienia na przerażającą niepewność zdrowienia. Nie możemy wskoczyć w czyjąś skórę, zmienić jego cele i zadecydować za niego, co jest dla niego najlepsze. Jednak kiedy powstrzymujemy się od tego, aby ćwiczyć naszą siłę na uzależnieniu innych, być może im pomagamy. Inni mogą doświadczyć wzrostu, jeżeli pozwolimy im przeżywać rzeczywistość, jakkolwiek bolesna by ona nie była. Mogą stać się produktywni na swój własny sposób, jeżeli nie będziemy robić tego za nich. Jeżeli troszczymy się o to, abyśmy byli odpowiedzialni tylko za siebie, inni mogą wtedy wziąć odpowiedzialność za swoje własne życie. Jeżeli potrafimy to wszystko zaakceptować, czynimy to, do czego jesteśmy przeznaczeni – niesiemy posłanie, a nie uzależnionych.
Właśnie dzisiaj: Zaakceptuję to, że jestem bezsilny nie tylko wobec własnego uzależnienia, ale również wobec uzależnienia innych. Będę nieść posłanie, a nie uzależnionych.
Niesiemy posłanie, a nie uzależnionych
„Można ich analizować, doradzać im, grozić, bić, izolować ich, apelować do ich rozsądku, ale nie przestaną brać, dopóki sami tego nie zechcą.”
Tekst Podstawowy
Być może to jedna z najtrudniejszych prawd, jakim musimy spojrzeć w twarz w naszym zdrowieniu, że wobec uzależnienia innych jesteśmy tak samo bezsilni, jak wobec naszego własnego. Być może myślimy, że poprzez duchowe przebudzenie w naszym własnym życiu jesteśmy zdolni do tego, aby nakłonić innych uzależnionych, aby znaleźli zdrowienie. Istnieją jednak granice tego, co możemy zrobić, aby pomóc innym uzależnionym. Nie możemy ich zmusić do tego, aby przestali brać. Nie możemy dać im efektów pracy nad krokami, ani wzrastać za nich. Nie możemy zabrać im ich samotności ani bólu. Nie istnieje nic, co moglibyśmy powiedzieć, aby przekonać wystraszonego uzależnionego do zamiany dobrze znanej żałosności uzależnienia na przerażającą niepewność zdrowienia. Nie możemy wskoczyć w czyjąś skórę, zmienić jego cele i zadecydować za niego, co jest dla niego najlepsze. Jednak kiedy powstrzymujemy się od tego, aby ćwiczyć naszą siłę na uzależnieniu innych, być może im pomagamy. Inni mogą doświadczyć wzrostu, jeżeli pozwolimy im przeżywać rzeczywistość, jakkolwiek bolesna by ona nie była. Mogą stać się produktywni na swój własny sposób, jeżeli nie będziemy robić tego za nich. Jeżeli troszczymy się o to, abyśmy byli odpowiedzialni tylko za siebie, inni mogą wtedy wziąć odpowiedzialność za swoje własne życie. Jeżeli potrafimy to wszystko zaakceptować, czynimy to, do czego jesteśmy przeznaczeni – niesiemy posłanie, a nie uzależnionych.
Właśnie dzisiaj: Zaakceptuję to, że jestem bezsilny nie tylko wobec własnego uzależnienia, ale również wobec uzależnienia innych. Będę nieść posłanie, a nie uzależnionych.