0
Rozdział III cz.1
Dwóch ludzi i jeden plan
Niebo nad Ziemią płonęło.
Z powierzchni planety wyglądało to jak powolna burza meteorów, ale każdy, kto choć trochę rozumiał sytuację, wiedział prawdę.
To nie były meteory.
To były statki Ziemi spadające z orbity.
W centrum dowodzenia w Fort Atlas panował chaos.
Oficerowie krzyczeli rozkazy.
Ekrany pokazywały kolejne zniszczone jednostki.
Flota obcych nie zwalniała ani na sekundę.
Generał Matthews patrzył na raporty i czuł, jak coś zimnego ściska mu żołądek.
— Ile nam zostało? — zapytał.
Oficer analityczny odpowiedział bez emocji.
— Czterdzieści siedem procent floty orbitalnej zostało zniszczone.
— A obcy?
— Stracili… trzy statki.
Cisza.
Generał wiedział już jedno.
Jeśli coś się nie zmieni, wojna skończy się w ciągu kilku godzin.
I wtedy drzwi centrum dowodzenia otworzyły się gwałtownie.
Do środka wszedł młody pilot w pomiętym kombinezonie lotniczym.
Dr Adrian Cole.
— Generale, potrzebuję pięciu minut.
Matthews spojrzał na niego z irytacją.
— Doktorze Cole, to nie jest moment—
— Oni nie walczą tak, jak myślicie.
To zdanie zatrzymało rozmowę w całym pomieszczeniu.
Generał zmrużył oczy.
— Wyjaśnij.
Adrian podszedł do głównego ekranu.
Na mapie orbitalnej zaznaczył trajektorie ruchu statków obcych.
— Wszyscy patrzą na ich broń i pancerz — powiedział. — Ale nikt nie patrzy na ich formację.
Na ekranie pojawiły się linie łączące statki.
— Ich flota działa jak jeden organizm. Każda jednostka jest częścią sieci.
Oficerowie zaczęli szeptać między sobą.
Adrian wskazał jeden z punktów na ekranie.
— Ten statek.
— Co z nim?
— To centrum koordynacji.
Generał skrzyżował ręce.
— Skąd ta pewność?
Adrian uśmiechnął się lekko.
— Jestem fizykiem. Widzę wzory.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
— Jeśli zniszczymy ten statek — powiedział Adrian — ich flota straci synchronizację.
— A jak chcesz się do niego dostać? — zapytał generał.
Adrian wzruszył ramionami.
— Potrzebuję tylko jednego statku.
Generał spojrzał na niego długo.
— I pilota?
Adrian odpowiedział spokojnie:
— Pilota już macie.
Dwie godziny później wojskowy transportowiec wylądował na obrzeżach Nowego Denver.
Z pojazdu wysiadło czterech żołnierzy.
Weszli do baru, w którym Marcus Kane siedział jeszcze rano.
Marcus właśnie dopijał kawę.
Spojrzał na nich bez zdziwienia.
— Zajęło wam to trochę czasu — powiedział.
Dowódca patrolu podszedł bliżej.
— Marcus Kane?
— Były sierżant oddziałów specjalnych Orion.
— Generał Matthews chce z tobą rozmawiać.
Marcus uśmiechnął się lekko.
— Generał Matthews wyrzucił mnie z armii.
— To było trzy lata temu.
Marcus wstał.
— Co się zmieniło?
Żołnierz odpowiedział jednym zdaniem.
— Ziemia przegrywa wojnę.
Marcus patrzył na niego przez kilka sekund.
Potem założył kurtkę.
— No to chyba macie problem.
Kilka godzin później drzwi centrum dowodzenia w Fort Atlas otworzyły się ponownie.
Marcus Kane wszedł do środka.
Oficerowie spojrzeli na niego z mieszanką ciekawości i niechęci.
Marcus zatrzymał się przy stole taktycznym.
— Generał Matthews.
— Kane.
Przez chwilę obaj patrzyli na siebie w ciszy.
W końcu generał powiedział:
— Potrzebujemy twojej pomocy.
Marcus uniósł brew.
— To nowość.
— Jest pewien plan.
— Zawsze jest plan.
Generał wskazał drugiego człowieka stojącego przy ekranie.
— To doktor Adrian Cole.
Marcus spojrzał na niego.
Adrian wyglądał jak ktoś, kto spał może dwie godziny w ostatnich trzech dniach.
0.082479953765869