13
Dziś postanowiłem ponownie obejrzeć znany klasyk, czyli Edwarda Nożycorękiego. Fabułę raczej każdy zna, gość w zamku tworzy robota z nożycami zamiast rąk, trafia on do pobliskiego miasteczka jako lokalna atrakcja/maskotka, zakochuje się w lasce o imieniu Kim i oczywiście finalnie przez nią wszystko się jebie. Tak w dużym skrócie.  
Edward Nożycorękowy
Edward Nożycorękowy
Zawsze uważałem zakończenie filmu za piękne. Kim już jako staruszka, opowiada wnuczce o Edwardzie, o tym, że on tworzy rzeźby z lodu, dzięki czemu w okolicy pada śnieg, a ona sama po wydarzeniach z miasteczka i zapewnieniu ludzi, że Edward nie żyje, nigdy więcej go nie zobaczyła. A na sugestię wnuczki, że może to zrobić teraz, ta odmawia twierdząc, że jest już stara i woli, by on pamiętał ją taką, jaka była za młodu. No i końcowa scena, Edward dalej rzeźbi w lodzie, tworząc między innymi właśnie młodą Kim. I zawsze myślałem że to piękna, smutna scena i ładne zakończenie filmu, ale teraz...
Ta stara sucz mogłaby go odwiedzić. Nie ma już rodziców, którzy by ją kontrolowali, nie ma zazdrosnego chłopaka, a ludzi chuj obchodzi, co robi stara baba. Poszła by do niego, pogadała, przytuliła, po prostu by z nim pobyła, bo Edward tak jakby zawiesił się w czasie, wciąż za nią tęskni, jest samotny, a ona se przeżyła całe życie na luzie ale nie pójdzie go odwiedzić, bo jest już stara i chuj, niech on gnije w tym zamku, ale musi ją pamiętać młodą i piękną. Podła stara kurwa.
No nic, wyrzuciłem to z siebie, wypierdalam szykować grilla, trzymajta się tam
0.077627897262573