23
Wpadła mi pewna przemyślenie jakiś czas temu, zbyłem je na początku ale wraca do mnie coraz częściej.
 Czy my jako Polacy potrafimy funkcjonować bez czyjegoś buta na naszej szyi? Bo pierwszy raz od wieków III RP to państwo w którym tak długo żyjemy wolni i bezpiecznie, jako Polacy. Sami decydujemy o sobie i mam wrażenie że dochodzimy do ściany. 
Coraz bardziej się polaryzujemy społeczenie. Coraz bardziej oddalamy. Mam wrażenie że brakuje nam jednego kursu. Przez wieki tym kursem była wolna Rzeczpospolita i samostanowienie. Gdy odzyskaliśmy niepodległość po wojnie to jedną z pierwszych rzeczy którą sobie zrobiliśmy to był przewrót majowy xD 
Strasznie narzekamy na władzę ale nie mamy w genie społecznym obalania złej władzy. Nasz największy zryw przeciw uciskowi własnego państwa skończył się okrągłym Stołem i układem w Magdalence. Bez rozliczeń, bez winnych, z tymi samymi mordami u władzy. Bo przypomnę że pierwszym Prezydentem III RP był kurwa Jaruzelski.
Naszą władze zawsze ktoś obalał za nas. Do tego prześladował społeczeństwo które dzięki temu się jednoczyło. Kończyło się to górą trupów i martyrologią.
Tyle się śmiejemy z Rosjan że oni nie potrafią żyć bez bata nad głową. A może my nie potrafimy żyć bez bata nad głową z którym możemy walczyć?
Czy naprawdę musi ktoś tu wjeżdżać co jakiś czas suchym chujem w dupe abyśmy obrali jakiś spójny i wspólny kurs?
0.064948081970215