8
Dookoła na dzidce widzę dużo i coraz więcej germańskiej antyamerykańskiej propagandy. Jedni przez drugich się nakręcają. Ktoś mi anwet tutaj na dzidce wyskoczył mi z tekstem a w czym niby amerykanie pomogli Polsce. Nie będę pisał o 13 punkcie Woodrowa Wilsona warunku zakończenia I Wojny Światowej. Chciałem wam napisać o czymś być moze ciekawym. Dwadzieścia lat temu przczytałem a właściwie wchłonęłem w jeden dzień książkę. Książkę napisali amerykanie, chcieli napisać ksiązkę fabularną o romantycznym pilocie, po zebraniu materiałów byli tak zszokowani że napisali książkę historyczną. To kawałek z tej książki.

Większość z was tak jak i ja nie byliśmy we Lwowie. Ale ci co tam byli mieli zapewne okazję zobaczyć groby amerykańskich lotników z lat tuż po I wojnie światowej.
Na pierwszy rzut oka brzmi to jak błąd. Lwów, Cmentarz Obrońców Lwowa, polskie mogiły, Orlęta, wojna o granice odradzającej się Rzeczypospolitej — i nagle pomnik amerykańskich pilotów. Nie turystów, nie dyplomatów, nie przypadkowych ludzi, tylko lotników w polskiej służbie, którzy przybyli z drugiego końca świata bić się za Polskę.
A żeby zrozumieć, dlaczego tam leżą, trzeba wrócić do roku 1920. Do wojny polsko- bolszewickiej w właściwie do wojny o niepodległość Polski. Od wschodu na południowym ukraińskim odcinku frontu szła Konarmia Siemiona Budionnego. Nie zwykły oddział kawalerii, ale ruchoma masa wielkości miasta, ludzie, koni, powozy, karabinów maszynowych, taborów i rewolucyjny terroru. Szła jak szarańcza. Tam, gdzie przechodziła, zostawały rabunek, ogień, strach i trupy. Spalona ziemia zaczynała się od Berdyczowa i ciągneła ponad 650 km do Komarowa pod Zamościem w Polsce. Bolszewiccy kawalerzyści palili szpitale z rannymi żołnierzami i personelem, wsie, miasteczka, dwory, stacje, szpitale, ciała jeńców i cywilów. Komunizm niósł „równość”: Polak, Ukrainiec, Żyd, żołnierz, chłop, kobieta, dziecko wszyscy równo - martwi. Komunizm rozdawał dary gwałt, tortury, rabunek, ogień i śmierć.
To było zderzenie czołowe na pełniej dwóch światów.
Z jednej strony odradzające się po 123 latach państwo polskie — biedne, zmęczone, sklejane z trzech zaborów, ale żywe. Z drugiej strony bolszewicka maszyna krwawej rewolucji, która nie szła tylko po teren, ale po duszę Europy a po tem Świata.
Tę szarańczę pod Komarowem zatrzymała za cenę olbrzymich strat polska kawaleria. Była to największa bitwa kawalerii XXw. Ale w walce z nią pomógł ktoś jeszcze. A właściwie: pomogli.
Amerykanie.
Na ich czele stał Merian C. Cooper — człowiek, którego życiorys wygląda tak, jakby ktoś przesadził przy pisaniu scenariusza. Amerykański patriota, lotnik, awanturnik w najlepszym sensie tego słowa, człowiek wychowany w kulcie gwiaździstego sztandaru, wolności i honoru. W jego domu pamiętano nie tylko bohaterów Ameryki, ale też bohaterów z bardzo dalekiego kraju, gdzieś na wschodnim skraju cywilizacji zachodniej. Kraju bez nazwy na mapie. Kraju w niewoli. Z kraju, który sam przegrał z imperiami, ale którego synowie potrafili walczyć za cudzą wolność tak, jakby była własna.
Tymi ludźmi byli Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko.
Pułaski oddał życie za niepodległość Stanów Zjednoczonych. Kościuszko budował amerykańskie umocnienia, walczył o sprawę amerykańską, a potem wrócił do Europy, aby bić się o Polskę. Pradziadek Coopera znał Kościuszkę osobiście, a pamięć o Polakach walczących za Amerykę przetrwała w rodzinie. Dla Coopera nie była to więc nudna ciekawostka z podręcznika. To był rodzinny rachunek honorowy.
Polacy kiedyś przyszli pomagać Ameryce, gdy ta rodziła się jako wolne państwo. Teraz w 1918 po zakończeniu Wielkiej Wojny Cooper usłyszął że Polska wróciła na mapę i znowu walczyła z dużo większym przeciwnikiem. Zobaczył w tym ciąg dalszy tej samej historii.
Dzida historyczna
Merian C. Cooper zaciągnął się do służby w polskiej armii.
Zgłosił pomysł, aby amerykańscy piloci mogli walczyć w polskich mundurach. Początkowo patrzono na to nieufnie, bo młode państwo nie chciało wyglądać, jakby wynajmowało awanturników. Ale Cooper nie przedstawiał tego jako najemniczej przygody. Przedstawiał to jako obowiązek honorowy. Skoro Pułaski oddał życie za Amerykę, to Amerykanin ma prawo spłacić dług wobec Polski.
Potem ruszył do Paryża i zaczął szukać ludzi takich jak on: pilotów po Wielkiej Wojnie, którzy potrafili latać, nie bali się ryzyka i mieli w sobie jeszcze ten stary, rycerski odruch — że czasem trzeba stanąć po właściwej stronie, nawet jeśli nie jest to własna wojna z paszportu.
Tak powstała grupa amerykańskich ochotników, która trafiła do 7. Eskadry Myśliwskiej. Niedługo później jednostka przyjęła imię Tadeusza Kościuszki. Samo godło eskadry było symbolem: amerykańskie barwy, polska rogatywka, kosy kościuszkowskie.
Amerykanie trafili na południowy front wojny polsko-bolszewickiej.
Ich zadanie było proste tylko na papierze: latać, rozpoznawać, meldować, atakować. W praktyce oznaczało to wznoszenie się nad ogromną ruchomą masą Konarmii Budionnego, szukanie jej kolumn, taborów, pociągów pancernych i oddziałów kawalerii, a potem zejście nisko, bardzo nisko, tak nisko, że z ziemi widać było twarz pilota, i uderzenie z karabinów maszynowych, bomb oraz granatów.
Budionny miał konie. Cooper i jego ludzie mieli samoloty.
Budionny myślał kategoriami stepu: szybkość, szabla, obejście, rajd, panika na tyłach. Amerykanie w polskich mundurach rekonesans z góry. Nagle ta wielka szybka i mobilna końska fala nie była niewidzialna. Można było ją wypatrzyć, śledzić, meldować jej ruch, a nawet atakować z powietrza. Dla kawalerii, która chciała być duchem stepu, samolot był jak reflektor na złodzieja.
Sami ni wygrali wojny. Nie. Polskę uratowało współdziałanie dowództwa, radiowywiadu, piechoty, artylerii, pociągów pancernych, obrony miast, ułanów i zwykłej żołnierskiej wytrzymałości. Ale Amerykanie z Eskadry Kościuszkowskiej byli jednym z ostrzy. Pomogli tam dokładnie, gdzie bolało: w jej ruch, pewność siebie i poczucie bezkarności.
Końska apokalipsa ostatecznie zatrzymała się na polskich szablach, lancach, karabinach i działach w bitwie pod Komarowem. Gdzie 1500 polskich kawalerzystów stanęło naprzeciwko 17,5tys kawalerzystów Budionnego. Za cenę olbrzymich strat rozbito konarmię. Na jednego zabitego polskiego kawalerzystę przypadało 10 bolszewickich. 
Trzy groby Amerykanów we Lwowie to:
Edmund Graves z Bostonu.
Arthur Kelly z Richmond w Wirginii.
G. MacCallum z Detroit.
Trzech Amerykanów pochowanych na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Pod napisem: „Amerykanom Poległym w Obronie Polski w latach 1919–1920”.

W OBRONIE POLSKI
Merian C. Cooper nie skończył jako zapomniany pilot z przypisu. Po wojnie został filmowcem. I to nie byle jakim. To on współtworzył King Konga z 1933 roku — jeden z najbardziej kultowych filmów w historii kina. Człowiek, który wcześniej latał nad bolszewicką kawalerią i w walce o niepodległość Polski, później stworzył obraz gigantycznej bestii niszczącej miasto i ginącej od ognia samolotów nad Nowym Jorkiem. W finale King Konga samoloty robią to, co Cooper znał z życia: człowiek w maszynie z nieba uderza w potwora, który wydawał się nie do zatrzymania.
Znak Eskadry Kościuszkowskiej przeszedł dalej — do polskiego lotnictwa, do tradycji Dywizjonu 303, do opowieści o ludziach, którzy walczą nie tylko za swoje granice, ale za pewien porządek świata.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Merian_C._Cooper
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Komarowem
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4856893/sprawa-honoru-dywizjon-303-kosciuszkowski-zapomniani-bohaterowie-ii-wojny-swiatowej
We wrzutce jest zdaje się urywek średniego filmu "1920 bitwa warszawska"
Dzida historyczna
0.07162618637085