Wiedza
4 m
20
Większość ludzi, gdy zostanie zapytana „kim jesteś?”, odpowie imieniem i nazwiskiem, czyli czymś, co zostało im nadane przez innych. To jednak bardziej etykieta społeczna niż odpowiedź na głębsze pytanie o tożsamość. Można też wskazać ciało i powiedzieć „to jestem ja”, ale jednocześnie mówimy „moje ciało”, co już sugeruje pewien dystans, jakby istniał ktoś, kto to ciało posiada, obserwuje i doświadcza. Podobnie jest z myślami i emocjami, zmysłami: pojawiają się i znikają, zmieniają się nieustannie, więc trudno uznać je za coś stałego, czym moglibyśmy być w istocie.
Z tej perspektywy pojawia się bardziej fundamentalne pytanie: jeśli nie jesteśmy ani nazwą, ani ciałem, ani myślami, ani emocjami, to czym właściwie jesteśmy? Wiele osób, które zatrzymują się na chwilę w ciszy i szczerze zadają sobie to pytanie, dochodzi do wniosku, że są tym, co doświadcza wszystkiego ,samą świadomością, w której pojawia się ciało, myśli, emocje i cały świat. W takim ujęciu znika wyraźne oddzielenie pomiędzy „mną” a „doświadczeniem”, ponieważ wszystko, na co kierowana jest uwaga, staje się częścią pola świadomości, a to, co obserwuje, pozostaje niezmienne i obecne niezależnie od treści doświadczenia.
Im głębiej eksploruje się własne wnętrze w poszukiwaniu „ja”, tym bardziej zaczyna słabnąć automatyczne utożsamianie się z myślami, emocjami i problemami. W efekcie pojawia się większy dystans do tego, co się wydarza, a rzeczy, które wcześniej mogły mocno angażować emocjonalnie, zaczynają być postrzegane bardziej spokojnie i „na chłodno”, jako przejściowe zjawiska w świadomości, a nie coś, co definiuje nas w całości. Dzięki temu łatwiej jest zachować klarowność i równowagę nawet w trudniejszych sytuacjach, ponieważ nie wszystko od razu jest brane osobiście i nie każda myśl czy emocja staje się automatycznie prawdą o nas samych.
Z tej perspektywy pojawia się bardziej fundamentalne pytanie: jeśli nie jesteśmy ani nazwą, ani ciałem, ani myślami, ani emocjami, to czym właściwie jesteśmy? Wiele osób, które zatrzymują się na chwilę w ciszy i szczerze zadają sobie to pytanie, dochodzi do wniosku, że są tym, co doświadcza wszystkiego ,samą świadomością, w której pojawia się ciało, myśli, emocje i cały świat. W takim ujęciu znika wyraźne oddzielenie pomiędzy „mną” a „doświadczeniem”, ponieważ wszystko, na co kierowana jest uwaga, staje się częścią pola świadomości, a to, co obserwuje, pozostaje niezmienne i obecne niezależnie od treści doświadczenia.
Im głębiej eksploruje się własne wnętrze w poszukiwaniu „ja”, tym bardziej zaczyna słabnąć automatyczne utożsamianie się z myślami, emocjami i problemami. W efekcie pojawia się większy dystans do tego, co się wydarza, a rzeczy, które wcześniej mogły mocno angażować emocjonalnie, zaczynają być postrzegane bardziej spokojnie i „na chłodno”, jako przejściowe zjawiska w świadomości, a nie coś, co definiuje nas w całości. Dzięki temu łatwiej jest zachować klarowność i równowagę nawet w trudniejszych sytuacjach, ponieważ nie wszystko od razu jest brane osobiście i nie każda myśl czy emocja staje się automatycznie prawdą o nas samych.