36
Ford nie stał się symbolem przemysłu dlatego, że znalazł najtańszych ludzi do pracy. Jego przewaga wynikała przede wszystkim z organizacji produkcji, standaryzacji części, wykorzystania taśmy montażowej i ogromnej skali wytwarzania. Dzięki temu udało mu się radykalnie zwiększyć produktywność.

Efektem była nie tylko możliwość produkowania samochodów na masową skalę i obniżania ich ceny. W 1914 roku Ford wprowadził słynną stawkę 5 dolarów za ośmiogodzinny dzień pracy. Dla wielu robotników była to oferta zdecydowanie atrakcyjniejsza niż typowe wynagrodzenie w ówczesnym przemyśle, które często wynosiło około 2–3 dolarów dziennie.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację dzisiaj. Powstaje nowa fabryka, która dzięki automatyzacji i nowoczesnej organizacji produkcji osiąga tak wysoką wydajność, że może zaoferować pracownikom dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż konkurencja.

Problem polega na tym, że ten model trudno zastosować we współczesnej Polsce. Przez lata polska gospodarka budowała swoją przewagę konkurencyjną między innymi na relatywnie taniej i dobrze wykształconej sile roboczej. Samo to nie jest jeszcze problemem, problem zaczyna się wtedy, gdy niski koszt pracy przestaje być etapem przejściowym, a staje się fundamentem modelu biznesowego.


Jeżeli pracownik zaczyna domagać się wyższego wynagrodzenia, przedsiębiorca ma zasadniczo dwie drogi. Może zainwestować w automatyzację, reorganizację produkcji i nowe technologie, które zwiększą produktywność każdego pracownika. Może też wybrać rozwiązanie prostsze i tańsze: znaleźć jeszcze tańszą siłę roboczą.


W praktyce oznacza to sprowadzanie pracowników z biedniejszych państw i zatrudnianie ich na możliwie tanich formach zatrudnienia albo przeniesienie całej produkcji do kraju, w którym koszty pracy są jeszcze niższe. Z punktu widzenia pojedynczego przedsiębiorcy jest to racjonalne ekonomicznie, zamiast inwestować w zwiększenie produktywności, obniża koszt pracy.

Problem polega na tym, że taki model nie prowadzi do rzeczywistego rozwoju gospodarki. Przedsiębiorca nie zwiększa wydajności produkcji, nie tworzy nowych technologii i nie podnosi wartości pracy. Po prostu znajduje tańszego człowieka.

Dlatego kapitaliści budujący swoją przewagę przede wszystkim na eksploatacji taniej siły roboczej powinni być poddawani większej presji podatkowej. Nie po to, aby karać przedsiębiorczość, lecz aby zmienić bodźce: bardziej opłacalne powinno być zainwestowanie w maszynę, technologię i produktywność pracownika niż znalezienie człowieka, który zgodzi się pracować taniej.

Bo jeśli jedyną innowacją przedsiębiorcy jest znalezienie tańszego pracownika, trudno mówić o tworzeniu wartości dodanej. To nie jest wzrost produktywności. To jedynie optymalizacja kosztu człowieka.
0.06047797203064