87
W latach 90. mięso na stołówkach nie pojawiało się tak często jak dziś i jakoś przeżyliśmy. Polska kuchnia jest zresztą pełna bezmięsnych przepisów opartych na nabiale, jajach, ziemniakach, kaszach czy roślinach strączkowych. Chłop kiedyś zjadł kartofli, popił maślanką i miał siłę pracować cały dzień.

A teraz nagle słyszymy, że dzieci mają być niedożywione, jeśli w szkolnym jadłospisie będzie mniej mięsa? Problem współczesności jest raczej odwrotny: żywności jest pod dostatkiem, ale duża jej część jest wysoko przetworzona i ma niską wartość odżywczą. Rynek działa tutaj dokładnie tak, jak można się spodziewać, tj. konsument chce kupić tanio, a producent chce zarobić, więc szuka sposobów na obniżenie kosztów.

Dlatego zdrową, dobrze zbilansowaną dietę warto porównywać nie z jakimś wyidealizowanym jadłospisem, tylko z tym, co dzieci faktycznie jedzą na co dzień. A rzeczywistość jest taka, że wiele dzieci w domach nie odżywia się szczególnie zdrowo. Trudno więc twierdzić, że rozsądnie zaprojektowana zmiana jadłospisu w szkole sama w sobie będzie dla nich większym zagrożeniem niż codzienne jedzenie wysoko przetworzonej żywności.

I jeszcze jedno: przeciętny człowiek nie odżywia się według żadnego idealnego modelu. Nawet przy pozornie normalnej, zróżnicowanej diecie mogą występować niedobory poszczególnych składników. Idealna dieta jest przede wszystkim modelem teoretycznym, tj. podobnie jak modelowe społeczeństwo czy modelowa organizacja pracy. W rzeczywistym życiu żywienie jest kompromisem między zdrowiem, dostępnością, ceną, kulturą, preferencjami i zwykłą wygodą.

Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: "Czy ten jadłospis jest idealny?", tylko raczej: "Czy jest wystarczająco dobry i czy jest lepszy od realnej alternatywy, którą dzieci mają obecnie?". Oczywiście należy uwzględnić, że dzieci są przekarmiane i tuczone w domu, więc posiłek w szkole o mniejszej kaloryczności spełnia swoją rolę.
0.075324058532715