12
Dąb sonoma stał się symbolem estetycznego przesytu i pójścia na łatwiznę, przez co u wielu osób budzi dziś silne skojarzenia z tanimi meblami z marketu czy bezdusznymi mieszkaniami na wynajem. Ten konkretny laminat ma bardzo określoną historię sukcesu i upadku.

Kiedy wchodził na rynek, był chwalony za jasny, neutralny odcień i praktyczność, dobrze maskował kurz czy drobne zarysowania i łatwo było zestawić go z bielą, szarością czy czernią. Przez to deweloperzy i producenci zaczęli wciskać go absolutnie wszędzie, od biurek, przez szafy, aż po panele podłogowe. Jeden uniwersalny dekor można było zastosować w całych mieszkaniach i dziesiątkach różnych produktów.

I właśnie tutaj pojawił się paradoks, im bardziej miał być neutralny i uniwersalny, tym bardziej stał się charakterystyczny. Kiedy ten sam wzór pojawia się na biurku, komodzie, szafie, łóżku i podłodze, przestaje być neutralnym tłem, a zaczyna definiować całe wnętrze. W efekcie sam dekor zaczął kojarzyć się z masową produkcją i wyposażeniem kupowanym w jednym rzucie.

Charakterystyczne, powtarzalne, szarawe usłojenie nadrukowane na płycie wiórowej z czasem zaczęło wyglądać wyjątkowo nienaturalnie, zwłaszcza w połączeniu z tanimi, plastikowymi uchwytami. Problemem nie jest nawet sam laminat czy jego kolor, lecz to, że materiał próbuje naśladować coś, czym nie jest. Gdy wzór się powtarza, powierzchnia jest idealnie płaska, iluzja drewna po prostu się rozpada.

Dlatego problem z dębem sonoma nie polega wyłącznie na tym, że jego kolor wyszedł z mody. Zestarzał się cały kod kulturowy, który wokół niego powstał. Stał się wizualnym skrótem dla masowej, bezpiecznej i pozbawionej charakteru aranżacji do nijakich beżowych mieszkań.
0.061113834381104