68
Kilka lat temu pewien komik (bodajże Dave Chapelle, aczkolwiek nie jestem w 100% pewien) żartował sobie, jak to dawniej nadzwyczaj łatwo można było zniknąć z życia towarzyskiego, zostawić żonę i rodzinę w pizdu, bo wystarczyło tylko jechać przez 40 minut do jakiegoś nowego miasta, no i tam nikt by Cię nie znalazł, nikt Cię nie zna, można rozpocząć życie na nowo. Stwierdził jednak, że dzisiaj takie coś jest niemożliwe ze względu na ilość kamer i nagminność mediów społecznościowych. No i coś jest na rzeczy, czego przykładem jest temat dzisiejszego odcinka.
Ten ciul powyżej to Ryan Borgwardt. Jego życie nie wyróżniało się za bardzo, dorastał normalnie, aczkolwiek kiedy był młody, to jego ojciec spierdolił z jego życia, zostawiając jego i jego matkę samych. Twierdził, że było to dla niego traumatyczne przeżycie… No i biorąc pod uwagę, co Ryan sam zrobił, trochę nóż mi się otwiera w kieszeni, ale nie uprzedzajmy faktów.
Jakoś sobie w życiu poradził – został stolarzem, po czym ożenił się z kobietą o imieniu Emily, która pracowała jako nauczycielka. Żyli razem przez ponad 22 lata w mieście Watertown w stanie Wisconsin, w międzyczasie spłodził 3 dzieci. Uzyskał on opinię dobrego człowieka, ponieważ był członkiem ochotniczej straży pożarnej, oraz pełnił funkcję odźwiernego w kościele (mam nadzieję, że dobrze przetłumaczyłem słowo „usher”). Naprawdę wielu ludzi mogło mu pozazdrościć. Był tylko jeden problem… On sam sobie nie zazdrościł. Stwierdził, że nie jest szczęśliwy ze swojego życia, że wszystko spieprzył i jest przegrywem. Te myśli zostały jeszcze bardziej nakręcone przez fakt, że Ryan był nadzwyczaj fatalny, jeśli chodzi o pieniądze – miał długi w wysokości 200,000 dolców. To nie było tak, że musiał wydać to na leczenie czy coś, nie, on przepierdalał kasę na pierdoły. Na domiar złego, on te długi ukrywał przed żoną, bo duma nie pozwalała mu przyznać się do czegoś takiego. Co więcej, bał się tego, jak jego ukochana zareaguje. O tyle, co nie sądził, że zostawi go w pizdu, to bał się, że to ona przejmie zajmowanie się finansami, a takiego czegoś jego ego by nie przetrwało. Nie mógł też spłacać tych długów bez zwracania na siebie uwagi, bo żona zauważyłaby, że kasa zniknęła z ich konta.
W pewnym momencie coś mu się w głowie ewidentnie pomieszało, bo zaczął nienawidzić tego, że jego rodzina wydaje pieniądze. Przy czym nie chodzi tu o to, że jego żona i dzieci też wydawały pieniądze na pierdoły, nie, jego wkurwiały ich normalne wydatki. Nienawidził tego, że jego żona kupowała jedzenie i przyprawy w sklepie, żeby zrobić obiad. Wkurwiało go, kiedy dzieci potrzebowały zeszytów do szkoły. To następnie przerodziło się w nienawiść do jego własnej rodziny, bo uznał, że oni aktywnie powstrzymują go przed szczęściem, że przeszkadzają mu w prowadzeniu takiego życia, jakie on chciał.
Jego zachowanie się zmieniło, przy czym jego żona to zauważyła, bo stał się trochę bardziej podirytowany. Kiedy zapytała się go, czy coś jest nie tak, ten przyznał, że jego praca ostatnio mocno zwolniła, przez co było mniej kasy, no i niestety znalazł się tam jakiś dług na karcie kredytowej. Wiecie, jaka była reakcja jego żony? Powiedziała mu, że współczuje mu, że ma z jej strony pełne wsparcie, przy czym jak musi to spłacić, to może użyć na to kasy, jaką odkładali na czarną godzinę. Powiedział jej, że nie ma potrzeby na takie coś, że sam sobie poradzi. Oczywiście, ta kasa na czarną godzinę nie wystarczyłaby do spłacenia tego wszystkiego, ale tutaj bardziej chodziło o to, że znowu jego duma miała tutaj więcej do gadania niż mózg… Jest powód, dla którego pycha jest jednym z siedmiu grzechów głównych, tak tylko mówię.
Jakoś sobie w życiu poradził – został stolarzem, po czym ożenił się z kobietą o imieniu Emily, która pracowała jako nauczycielka. Żyli razem przez ponad 22 lata w mieście Watertown w stanie Wisconsin, w międzyczasie spłodził 3 dzieci. Uzyskał on opinię dobrego człowieka, ponieważ był członkiem ochotniczej straży pożarnej, oraz pełnił funkcję odźwiernego w kościele (mam nadzieję, że dobrze przetłumaczyłem słowo „usher”). Naprawdę wielu ludzi mogło mu pozazdrościć. Był tylko jeden problem… On sam sobie nie zazdrościł. Stwierdził, że nie jest szczęśliwy ze swojego życia, że wszystko spieprzył i jest przegrywem. Te myśli zostały jeszcze bardziej nakręcone przez fakt, że Ryan był nadzwyczaj fatalny, jeśli chodzi o pieniądze – miał długi w wysokości 200,000 dolców. To nie było tak, że musiał wydać to na leczenie czy coś, nie, on przepierdalał kasę na pierdoły. Na domiar złego, on te długi ukrywał przed żoną, bo duma nie pozwalała mu przyznać się do czegoś takiego. Co więcej, bał się tego, jak jego ukochana zareaguje. O tyle, co nie sądził, że zostawi go w pizdu, to bał się, że to ona przejmie zajmowanie się finansami, a takiego czegoś jego ego by nie przetrwało. Nie mógł też spłacać tych długów bez zwracania na siebie uwagi, bo żona zauważyłaby, że kasa zniknęła z ich konta.
W pewnym momencie coś mu się w głowie ewidentnie pomieszało, bo zaczął nienawidzić tego, że jego rodzina wydaje pieniądze. Przy czym nie chodzi tu o to, że jego żona i dzieci też wydawały pieniądze na pierdoły, nie, jego wkurwiały ich normalne wydatki. Nienawidził tego, że jego żona kupowała jedzenie i przyprawy w sklepie, żeby zrobić obiad. Wkurwiało go, kiedy dzieci potrzebowały zeszytów do szkoły. To następnie przerodziło się w nienawiść do jego własnej rodziny, bo uznał, że oni aktywnie powstrzymują go przed szczęściem, że przeszkadzają mu w prowadzeniu takiego życia, jakie on chciał.
Jego zachowanie się zmieniło, przy czym jego żona to zauważyła, bo stał się trochę bardziej podirytowany. Kiedy zapytała się go, czy coś jest nie tak, ten przyznał, że jego praca ostatnio mocno zwolniła, przez co było mniej kasy, no i niestety znalazł się tam jakiś dług na karcie kredytowej. Wiecie, jaka była reakcja jego żony? Powiedziała mu, że współczuje mu, że ma z jej strony pełne wsparcie, przy czym jak musi to spłacić, to może użyć na to kasy, jaką odkładali na czarną godzinę. Powiedział jej, że nie ma potrzeby na takie coś, że sam sobie poradzi. Oczywiście, ta kasa na czarną godzinę nie wystarczyłaby do spłacenia tego wszystkiego, ale tutaj bardziej chodziło o to, że znowu jego duma miała tutaj więcej do gadania niż mózg… Jest powód, dla którego pycha jest jednym z siedmiu grzechów głównych, tak tylko mówię.
Chcąc jakoś utopić swoje smutki, Ryan polazł do internetu. A dokładniej mówiąc, polazł na… Nie wiem w sumie, jak to opisać. Nie podali samej nazwy strony, ale z tego, co czytam, to jest taka strona do uczenia się języków obcych, w której można odbyć wideo konferencje z obcokrajowcami. Po co akurat tam się znalazł – nie wiem, choć się domyślam. W każdym razie, na tej stronie poznał kobietę o imieniu Ekaterina Vladislavovna, przydomek „Katya” (jedno źródło pisze mi, że to Ukrainka, drugie pisze mi, że Rosjanka, jeszcze trzecie pisze mi, że Gruzinka… Ja pierdole, nie potrafią się te skurwysyny zdecydować?!). Po jakimś czasie zabujał się w niej, ale tak fez – napisał do niej, że bardzo chciałby mieć z nią dzieci, więc specjalnie dla niej miał zabieg, którego celem było odwrócenie jego wazektomii (czy takie coś jest w ogóle możliwe? Nie wiem, nie znam się, nie mam zamiaru się przekonywać. Żaden lekarz mi nigdy nie majstrował przy chuju i tak pozostanie). Był gotów zostawić dla niej całą swoją rodzinę, tylko nie chciał brać rozwodu. Zamiast tego, zdecydował się odstawić to samo, co jego własny ojciec – chciał po prostu spierdolić. Tylko on nie chciał robić tego w klasyczny sposób. Chciał, aby jego „dziedzictwo” przetrwało, aby ludzie pamiętali go jako dobrego człowieka, a nie jako największego kutafona w całym mieście. Dlatego uznał, że najlepszym sposobem na takie coś będzie upozorowanie własnej śmierci.
Ten plan oczywiście wyjawił Katii. No i co ona na to? Powiedziała mu, że jest pierdolnięty. Taki sposób wydawał jej się obleśny, po czym błagała go, aby albo wziął rozwód z żoną i przyjechał do niej w legalny sposób, albo przestał się z nią kontaktować i po prostu został z rodziną… Naprawdę trzeba się postarać, aby internetowe kurwiszcze miało lepszy kompas moralny.
Oczywiście, Ryan sobie coś ubzdurał, więc żadne argumenty nie były w stanie odwieść go od tak poronionego pomysłu. Nakłamał swojej kochance, że weźmie ten rozwód, podczas gdy już zaczynał przygotowywać swój plan. To na czym polegał jego mistrzowski plan? Uznał, że upozoruje wypadek podczas łowienia ryb na kajaku, bo z jego własnego „badania” wynikało, że najtrudniej właśnie w takich warunkach będzie znaleźć ciało, więc policja się szybko podda. Takie coś było nadzwyczaj pospolite w pobliskim jeziorze (Big Green Lake), które ze względu na ukształtowanie sprawiało, że policyjni nurkowie notorycznie nie byli w stanie odnajdować ciał.
Według jego rozumowania, o tyle co rodzina byłaby zdruzgotana, to przynajmniej zapamiętają go jako dobrego męża i ojca, który zginął w wypadku, a nie będą się zastanawiać, czy to oni coś zrujnowali, nikt nie będzie gadał o nim oszczerstw, a nawet jak jego długi wyjdą na jaw, to żona przymknie na nie oczy z powodu żałoby, ewentualnie rodzina i przyjaciele pomogą jej je spłacić… Mnie samego już kurwa nosi z każdym kolejnym zdaniem, ale jeszcze nie dotarliśmy do jego apogeum spierdolenia (wiem, że trudno to sobie wyobrazić).
Jak postanowił, tak zrobił – założył nowe konto na amazonie, kupił tam rowerek elektryczny z bateriami (co kosztowało go jakiś tysiąc). Po tym usunął to konto, bo miał nadzieje, że nie będzie się dało tego wtedy namierzyć. Wysłał też w stronę Katii jakieś 20 tysięcy… Chuj, że tej kasy można było użyć do spłacenia chociaż części długów, kogo to niby obchodzi… Uznał, że skoro już jego rodzina będzie miała tak potężne długi, to 20 tysi nie zrobi większej różnicy.
Ten plan oczywiście wyjawił Katii. No i co ona na to? Powiedziała mu, że jest pierdolnięty. Taki sposób wydawał jej się obleśny, po czym błagała go, aby albo wziął rozwód z żoną i przyjechał do niej w legalny sposób, albo przestał się z nią kontaktować i po prostu został z rodziną… Naprawdę trzeba się postarać, aby internetowe kurwiszcze miało lepszy kompas moralny.
Oczywiście, Ryan sobie coś ubzdurał, więc żadne argumenty nie były w stanie odwieść go od tak poronionego pomysłu. Nakłamał swojej kochance, że weźmie ten rozwód, podczas gdy już zaczynał przygotowywać swój plan. To na czym polegał jego mistrzowski plan? Uznał, że upozoruje wypadek podczas łowienia ryb na kajaku, bo z jego własnego „badania” wynikało, że najtrudniej właśnie w takich warunkach będzie znaleźć ciało, więc policja się szybko podda. Takie coś było nadzwyczaj pospolite w pobliskim jeziorze (Big Green Lake), które ze względu na ukształtowanie sprawiało, że policyjni nurkowie notorycznie nie byli w stanie odnajdować ciał.
Według jego rozumowania, o tyle co rodzina byłaby zdruzgotana, to przynajmniej zapamiętają go jako dobrego męża i ojca, który zginął w wypadku, a nie będą się zastanawiać, czy to oni coś zrujnowali, nikt nie będzie gadał o nim oszczerstw, a nawet jak jego długi wyjdą na jaw, to żona przymknie na nie oczy z powodu żałoby, ewentualnie rodzina i przyjaciele pomogą jej je spłacić… Mnie samego już kurwa nosi z każdym kolejnym zdaniem, ale jeszcze nie dotarliśmy do jego apogeum spierdolenia (wiem, że trudno to sobie wyobrazić).
Jak postanowił, tak zrobił – założył nowe konto na amazonie, kupił tam rowerek elektryczny z bateriami (co kosztowało go jakiś tysiąc). Po tym usunął to konto, bo miał nadzieje, że nie będzie się dało tego wtedy namierzyć. Wysłał też w stronę Katii jakieś 20 tysięcy… Chuj, że tej kasy można było użyć do spłacenia chociaż części długów, kogo to niby obchodzi… Uznał, że skoro już jego rodzina będzie miała tak potężne długi, to 20 tysi nie zrobi większej różnicy.
11 sierpnia 2024 roku, po południu, Ryan powiedział, że pojedzie na ryby. Kiedy już był nad jeziorem, wszystko sobie przygotował – telefon, portfel, nadmuchiwany ponton itp. Popłynął na środek jeziora, wyjebał swoje rzeczy do wody, nadmuchał ponton, aby mieć jak wrócić do brzegu, po czym przewrócił kajak, aby sprawić wrażenie, że się wyjebał. No i tak oto użył tego elektrycznego rowerka, żeby spierdolić do lasów, następnie polazł na przystanek autobusowy, po czym wybrał się do przejścia granicznego z kanadą, a następnie na lotnisko w Toronto.
Następnego dnia o 5:24, kiedy Ryan nie wrócił do domu, zaniepokojona Emily zadzwoniła pod numer alarmowy, informując ich o jego ostatnim znanym miejscu pobytu. Około 5:45, na miejscu zjawił się Pierwszy Zastępca Szeryfa (Chief Deputy) Matthew Vande Kolk, który znalazł porzucone auto Ryana. Nikogo nie było w środku, więc natychmiast poszedł do wypożyczalni kajaków, gdzie dowiedział się, że Ryan zgłosił się do nich, ale nigdy nie oddał kajaku. Kiedy przechadzał się po brzegu i wypytywał rybaków, czy widzieli coś niepokojącego, jeden z nich wspomniał, że widział przewrócony kajak.
Matthew natychmiast zadzwonił po innych. Na miejsce przybył sam szeryf, podczas gdy detektywi Josh Ward i Jeremiah Hanson przepytywali Emily, ponieważ chcieli ustalić, czy Ryan mógł mieć myśli samobójcze. Kiedy już to zostało wykluczone, śledczy zastanawiali się, czy Ryan nie mógł mieć wypadku – czy kajak mu się nie wyjebał, ten próbował dopłynąć do brzegu, ale ze względu na ciemność nie mógł znaleźć dobrej drogi, po czym zmęczył się i utonął. Wszystko na to wskazywało. Przez następne kilka dni zastępcy szeryfa znajdowali rzeczy należące do niego – jego wędkę, kamizelkę ratunkową, skrzynkę na przynęty oraz portfel.
Szeryf zdecydował się wyciągnąć ciężkie działa – zadzwonił po eksperta od ratunków i wydobycia ciał z jeziora, Keitha Cormicana. Ten przyjechał na miejsce z łodzią oraz takim specjalnym ustrojstwem, które robi obraz terenu przy użyciu ultradźwięków. Keith spędził z tą technologią tak sporo czasu, że był w stanie stwierdzić na pierwszy rzut oka czy dany obiekt na radarze to ciało lub korzeń. No i Keith faktycznie wie, o czym gadał – ilekroć mundurowi widzieli coś na ekranie, zastanawiając się, czy to ciało lub głowa, to Keith był w stanie stwierdzić, że to albo kamulec, albo puszka po piwie. Kiedy śledczy nalegali, aby jednak sprawdzić którąś rzecz bardziej dogłębnie, to Keith używał takiego specjalnego haka do wydobywania… No i za każdym razem okazywało się, że to Keith miał rację. Przeszukali w ten sposób całe jezioro, po czym stwierdzili, że żadnego ciała tam nie ma. Żeby nie było, nie przepływali przez jezioro tylko raz, nie – oni to robili kilka razy, na przestrzeni dwóch miesięcy. Wtedy to wszyscy w wydziale zaczęli się głupio zastanawiać… Co, jeśli typ nigdy nie utonął?
Przejrzeli jego laptop. Okazało się, że na krótko przed zaginięciem, Ryan przeczytał dosyć sporo reportaży, jak i naoglądał się dokumentu o ludziach, którzy próbowali upozorować własną śmierć. Wiedział, że to właśnie ślad elektroniczny jest największym tropem, więc zdecydował się kupić drugi laptop i zduplikować zawartość… Problem był taki, że zduplikował wszystko jak leci, w tym wszelakie e-maile od jego dupy pobocznej, wszelakie wyniki wyszukiwania, różne maile, różne numery telefonów, numery kont bankowych, kurwa wszystko… Szeryf wkurwiony.
Następnie, mundurowi skontaktowali się z takim centrum informacji (Mid-States Organized Crime Information Center), które to przekazuje sobie informacje dotyczące spraw kryminalnych. Wyszukiwali, czy ktoś szukał imienia Ryana po tym, jak zaginął. Oprócz faktu, że ktoś wyszukiwał jego imienia w Google jakiś czas po zaginięciu, to jedna rzecz rzuciła im się w oczy… Wyszukiwanie imienia przez Kanadyjską straż graniczną… Tak, kiedy ten cep spierdolił, użył do tego własnego paszportu… Szeryf bardzo wkurwiony.
No i wtedy, kiedy przejrzeli nagrania z monitoringu na przejściu granicznym…
Następnego dnia o 5:24, kiedy Ryan nie wrócił do domu, zaniepokojona Emily zadzwoniła pod numer alarmowy, informując ich o jego ostatnim znanym miejscu pobytu. Około 5:45, na miejscu zjawił się Pierwszy Zastępca Szeryfa (Chief Deputy) Matthew Vande Kolk, który znalazł porzucone auto Ryana. Nikogo nie było w środku, więc natychmiast poszedł do wypożyczalni kajaków, gdzie dowiedział się, że Ryan zgłosił się do nich, ale nigdy nie oddał kajaku. Kiedy przechadzał się po brzegu i wypytywał rybaków, czy widzieli coś niepokojącego, jeden z nich wspomniał, że widział przewrócony kajak.
Matthew natychmiast zadzwonił po innych. Na miejsce przybył sam szeryf, podczas gdy detektywi Josh Ward i Jeremiah Hanson przepytywali Emily, ponieważ chcieli ustalić, czy Ryan mógł mieć myśli samobójcze. Kiedy już to zostało wykluczone, śledczy zastanawiali się, czy Ryan nie mógł mieć wypadku – czy kajak mu się nie wyjebał, ten próbował dopłynąć do brzegu, ale ze względu na ciemność nie mógł znaleźć dobrej drogi, po czym zmęczył się i utonął. Wszystko na to wskazywało. Przez następne kilka dni zastępcy szeryfa znajdowali rzeczy należące do niego – jego wędkę, kamizelkę ratunkową, skrzynkę na przynęty oraz portfel.
Szeryf zdecydował się wyciągnąć ciężkie działa – zadzwonił po eksperta od ratunków i wydobycia ciał z jeziora, Keitha Cormicana. Ten przyjechał na miejsce z łodzią oraz takim specjalnym ustrojstwem, które robi obraz terenu przy użyciu ultradźwięków. Keith spędził z tą technologią tak sporo czasu, że był w stanie stwierdzić na pierwszy rzut oka czy dany obiekt na radarze to ciało lub korzeń. No i Keith faktycznie wie, o czym gadał – ilekroć mundurowi widzieli coś na ekranie, zastanawiając się, czy to ciało lub głowa, to Keith był w stanie stwierdzić, że to albo kamulec, albo puszka po piwie. Kiedy śledczy nalegali, aby jednak sprawdzić którąś rzecz bardziej dogłębnie, to Keith używał takiego specjalnego haka do wydobywania… No i za każdym razem okazywało się, że to Keith miał rację. Przeszukali w ten sposób całe jezioro, po czym stwierdzili, że żadnego ciała tam nie ma. Żeby nie było, nie przepływali przez jezioro tylko raz, nie – oni to robili kilka razy, na przestrzeni dwóch miesięcy. Wtedy to wszyscy w wydziale zaczęli się głupio zastanawiać… Co, jeśli typ nigdy nie utonął?
Przejrzeli jego laptop. Okazało się, że na krótko przed zaginięciem, Ryan przeczytał dosyć sporo reportaży, jak i naoglądał się dokumentu o ludziach, którzy próbowali upozorować własną śmierć. Wiedział, że to właśnie ślad elektroniczny jest największym tropem, więc zdecydował się kupić drugi laptop i zduplikować zawartość… Problem był taki, że zduplikował wszystko jak leci, w tym wszelakie e-maile od jego dupy pobocznej, wszelakie wyniki wyszukiwania, różne maile, różne numery telefonów, numery kont bankowych, kurwa wszystko… Szeryf wkurwiony.
Następnie, mundurowi skontaktowali się z takim centrum informacji (Mid-States Organized Crime Information Center), które to przekazuje sobie informacje dotyczące spraw kryminalnych. Wyszukiwali, czy ktoś szukał imienia Ryana po tym, jak zaginął. Oprócz faktu, że ktoś wyszukiwał jego imienia w Google jakiś czas po zaginięciu, to jedna rzecz rzuciła im się w oczy… Wyszukiwanie imienia przez Kanadyjską straż graniczną… Tak, kiedy ten cep spierdolił, użył do tego własnego paszportu… Szeryf bardzo wkurwiony.
No i wtedy, kiedy przejrzeli nagrania z monitoringu na przejściu granicznym…
Przejebane.
Szeryf zwołał konferencję prasową, gdzie wyjawił kilka rzeczy (ale nie wszystko). Po tej konferencji udało mu się nawiązać kontakt z Katyą… Tam oczywiście miała wątpliwości, czy to faktyczna policja, a nie wyłudzacze, jednak kiedy tylko zobaczyła nagrania z tej konferencji, to przekonali ją. Teraz ona była wkurwiona, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co Ryan zrobił. Koniec końców, pozwoliła na kontakt z samym Ryanem, który potwierdził, że żyje, ale mocno migał się od powrotu do stanów zjednoczonych. Dodatkowy problem był taki, że był w kraju, który nie ma umowy o ekstradycję ze stanami, więc nie mogli go siłą zabrać. Przy czym, zanim ktoś się zapyta, czy upozorowanie własnej śmierci jest nielegalne – nie jest, aczkolwiek funkcjonariusze chcieli mu wlepić zarzut utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości (obstruction of justice), bo on świadomie zostawiał tropy, chcąc zmylić wszelakie zespoły poszukiwawcze. To w ogóle nie jest zarzut kryminalny, tylko wykroczenie, więc nawet gdyby to było możliwe, trudno byłoby uzyskać zgodę na ekstradycje.
Prośby ze strony Katii i mundurowych nic nie dały. Miał wyjebane na podarowanie swojej rodzinie jakiejkolwiek formy zakończenia tej epopei, bo jak stwierdził, sam doskonale wie jak to jest być porzuconym przez ojca, że taka nienawiść nigdy nie maleje, więc nie chce doświadczać jej na własnej skórze (im częściej otwiera usta, tym bardziej chce mu przypieprzyć…).
Wtedy do akcji wkracza Pierwszy Zastępca Matthew, który podszedł do tego wszystkiego w inny sposób – zamiast grać na jego sumieniu, którego ewidentnie nie miał, zdecydował się on na zabawę jego ego. Powiedział, że jego historia zajebiście nadawałaby się na książkę lub film. Mówił, że wielu ludziom chodziło po głowie opuszczenie własnej rodziny, przy czym nikt nie będzie miał mu tego za złe (oczywiście Matthew kłamał w żywe oczy, po prostu chciał go przekonać w jakikolwiek sposób). No i tak nagle Ryan stał się bardziej gadatliwy. Ten sposób oczywiście trochę zajął, bo nie ot tak się zgodził. W trakcie tych rozmów czasami wewnętrznie Matthew-owi puszczały nerwy, bo gadanie z takim kolesiem jest iście bolesne nawet dla najbardziej zaprawionych w boju funkcjonariuszy. Wspomnę tutaj tylko, że Vande Kolk sam jest żonaty i ma dwójkę dzieci, dlatego dosyć mocno brzydzi się Ryanem, bo nie potrafi sobie wyobrazić odjebania takiej akcji i zadania takiego ciosu własnej rodzinie. Po wielu, wielu, ale to naprawdę wielu rozmowach, w końcu udało mu się przekonać Ryana na powrót do kraju.
10 grudnia 2024 roku, Ryan powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie został przetransportowany z lotniska do biura szeryfa przez Pierwszego Zastępcę Matthew-a oraz Detektywa Hansona. Tam zaczęli z nim gadać… No i ostało się nagranie z przesłuchania. Nie winię was, jeśli nie chce się wam tego oglądać, bo oprócz faktu, że to trwa 3 godziny, to jeszcze słuchanie tego kolesia fizycznie boli.
Szeryf zwołał konferencję prasową, gdzie wyjawił kilka rzeczy (ale nie wszystko). Po tej konferencji udało mu się nawiązać kontakt z Katyą… Tam oczywiście miała wątpliwości, czy to faktyczna policja, a nie wyłudzacze, jednak kiedy tylko zobaczyła nagrania z tej konferencji, to przekonali ją. Teraz ona była wkurwiona, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co Ryan zrobił. Koniec końców, pozwoliła na kontakt z samym Ryanem, który potwierdził, że żyje, ale mocno migał się od powrotu do stanów zjednoczonych. Dodatkowy problem był taki, że był w kraju, który nie ma umowy o ekstradycję ze stanami, więc nie mogli go siłą zabrać. Przy czym, zanim ktoś się zapyta, czy upozorowanie własnej śmierci jest nielegalne – nie jest, aczkolwiek funkcjonariusze chcieli mu wlepić zarzut utrudniania pracy wymiaru sprawiedliwości (obstruction of justice), bo on świadomie zostawiał tropy, chcąc zmylić wszelakie zespoły poszukiwawcze. To w ogóle nie jest zarzut kryminalny, tylko wykroczenie, więc nawet gdyby to było możliwe, trudno byłoby uzyskać zgodę na ekstradycje.
Prośby ze strony Katii i mundurowych nic nie dały. Miał wyjebane na podarowanie swojej rodzinie jakiejkolwiek formy zakończenia tej epopei, bo jak stwierdził, sam doskonale wie jak to jest być porzuconym przez ojca, że taka nienawiść nigdy nie maleje, więc nie chce doświadczać jej na własnej skórze (im częściej otwiera usta, tym bardziej chce mu przypieprzyć…).
Wtedy do akcji wkracza Pierwszy Zastępca Matthew, który podszedł do tego wszystkiego w inny sposób – zamiast grać na jego sumieniu, którego ewidentnie nie miał, zdecydował się on na zabawę jego ego. Powiedział, że jego historia zajebiście nadawałaby się na książkę lub film. Mówił, że wielu ludziom chodziło po głowie opuszczenie własnej rodziny, przy czym nikt nie będzie miał mu tego za złe (oczywiście Matthew kłamał w żywe oczy, po prostu chciał go przekonać w jakikolwiek sposób). No i tak nagle Ryan stał się bardziej gadatliwy. Ten sposób oczywiście trochę zajął, bo nie ot tak się zgodził. W trakcie tych rozmów czasami wewnętrznie Matthew-owi puszczały nerwy, bo gadanie z takim kolesiem jest iście bolesne nawet dla najbardziej zaprawionych w boju funkcjonariuszy. Wspomnę tutaj tylko, że Vande Kolk sam jest żonaty i ma dwójkę dzieci, dlatego dosyć mocno brzydzi się Ryanem, bo nie potrafi sobie wyobrazić odjebania takiej akcji i zadania takiego ciosu własnej rodzinie. Po wielu, wielu, ale to naprawdę wielu rozmowach, w końcu udało mu się przekonać Ryana na powrót do kraju.
10 grudnia 2024 roku, Ryan powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie został przetransportowany z lotniska do biura szeryfa przez Pierwszego Zastępcę Matthew-a oraz Detektywa Hansona. Tam zaczęli z nim gadać… No i ostało się nagranie z przesłuchania. Nie winię was, jeśli nie chce się wam tego oglądać, bo oprócz faktu, że to trwa 3 godziny, to jeszcze słuchanie tego kolesia fizycznie boli.
Uwielbiam, kiedy na przesłuchaniu mówi się zatrzymanym, że mają prawo do adwokata, a oni nie korzystają z tego i dają wszystko śledczym na srebrnej tacy.
Ku własnemu zdziwieniu, Ryan stanął przed sądem, gdzie przydzielono mu już faktycznego prawnika, ale ten na niewiele się zdał, bo na wcześniejszym przesłuchaniu Ryan wyśpiewał wszystko. Za utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, sędzia nałożył na Ryana grzywnę w wysokości 30,000 dolców, oraz pobyt 89 dni w areszcie… Co jest prawie dwukrotnie większą karą niż to, co sugerował sam prokurator.
Jeśli chodzi o jego rodzinę, to jego dzieci unikają go jak ognia. Tam co prawda dwoje najmłodszych odpisuje na jego sms-y jak jakieś wyśle, ale najstarszy syn odmawia jakiegokolwiek kontaktu. Jego żona natomiast o dziwo nie wzięła z nim rozwodu, aczkolwiek to wynika z faktu, że rozwód nie jest dopuszczalny w wierzeniach Chrześcijańskich. Żyją obecnie w separacji. Emily wspomniała, że zastanawia się nad przebaczeniem, aczkolwiek to nie wynika z tego, że jej nie przeszkadza zachowanie Ryana, tylko z powodów religijnych.
Katya odmówiła jakichkolwiek komentarzy, ale wiadomo, że nie utrzymuje kontaktów z Ryanem. Od tamtej pory, jedyny związek jakiego Ryan doświadczył to związek jego odbytu z kutasem Tyrone-a.
Wielu funkcjonariuszy pracujących nad tym pierdolnikiem stwierdziło, że to była jedna z najgorszych spraw, w jakie kiedykolwiek byli zaangażowani (a zdarzały im się morderstwa). Keith Cormican uznał, że kiedy wyławiał trupy z jezior, nie czuł się aż tak obrzydzony, jak podczas sprawy Ryana. Pierwszy Zastępca Matthew Vande Kolk natomiast ograniczył wyjazdy na ryby, aby spędzać więcej czasu z własną rodziną. Jak stwierdził, zwyczajne nudne życie nie jest aż takie złe.
Nie wiem jak wy, ale podczas pisania tej dzidy przetaczało mi się przez głowę jedno zdanie. „Przynajmniej nie zabił całej swojej rodziny”. Szkoda, że poprzeczka jest ustawiona tak nisko. Przy czym ja się nawet nie odnoszę teraz do tego kurwiszcza, o którym wszyscy trąbią na prawo i lewo, zwyczajnie jest po pęczki spraw, w których faceci podobni do Ryana uśmiercili całe swoje rodziny.
Ku własnemu zdziwieniu, Ryan stanął przed sądem, gdzie przydzielono mu już faktycznego prawnika, ale ten na niewiele się zdał, bo na wcześniejszym przesłuchaniu Ryan wyśpiewał wszystko. Za utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, sędzia nałożył na Ryana grzywnę w wysokości 30,000 dolców, oraz pobyt 89 dni w areszcie… Co jest prawie dwukrotnie większą karą niż to, co sugerował sam prokurator.
Jeśli chodzi o jego rodzinę, to jego dzieci unikają go jak ognia. Tam co prawda dwoje najmłodszych odpisuje na jego sms-y jak jakieś wyśle, ale najstarszy syn odmawia jakiegokolwiek kontaktu. Jego żona natomiast o dziwo nie wzięła z nim rozwodu, aczkolwiek to wynika z faktu, że rozwód nie jest dopuszczalny w wierzeniach Chrześcijańskich. Żyją obecnie w separacji. Emily wspomniała, że zastanawia się nad przebaczeniem, aczkolwiek to nie wynika z tego, że jej nie przeszkadza zachowanie Ryana, tylko z powodów religijnych.
Katya odmówiła jakichkolwiek komentarzy, ale wiadomo, że nie utrzymuje kontaktów z Ryanem. Od tamtej pory, jedyny związek jakiego Ryan doświadczył to związek jego odbytu z kutasem Tyrone-a.
Wielu funkcjonariuszy pracujących nad tym pierdolnikiem stwierdziło, że to była jedna z najgorszych spraw, w jakie kiedykolwiek byli zaangażowani (a zdarzały im się morderstwa). Keith Cormican uznał, że kiedy wyławiał trupy z jezior, nie czuł się aż tak obrzydzony, jak podczas sprawy Ryana. Pierwszy Zastępca Matthew Vande Kolk natomiast ograniczył wyjazdy na ryby, aby spędzać więcej czasu z własną rodziną. Jak stwierdził, zwyczajne nudne życie nie jest aż takie złe.
Nie wiem jak wy, ale podczas pisania tej dzidy przetaczało mi się przez głowę jedno zdanie. „Przynajmniej nie zabił całej swojej rodziny”. Szkoda, że poprzeczka jest ustawiona tak nisko. Przy czym ja się nawet nie odnoszę teraz do tego kurwiszcza, o którym wszyscy trąbią na prawo i lewo, zwyczajnie jest po pęczki spraw, w których faceci podobni do Ryana uśmiercili całe swoje rodziny.