9
Indonezyjski folklor cz.1
Od jakiegoś czasu mieszkam z żoną w Indonezji i trochę interesuję się lokalnym folklorem, wierzeniami, zjawami itd. Oto jedna z nich na dobry początek.

Szukasz dreszczyku z tropików? No to proszę bardzo, oto cała ta Wasza indonezyjska celebrytka z horrorów – Kuntilanak (albo Pontianak, jak kto woli, w sumie jedno i to samo indonezyjskie szaleństwo).
Skrót dla opornych: to nie żaden uroczy duszki-kacperek, tylko złośliwa, rozhisteryzowana i permanentnie wkurwiona zjawa baby, która zeszła z tego świata w ciąży albo przy porodzie. Zamiast zająć się czymś pożytecznym w zaświatach, woli straszyć ludzi i drzeć mordę w środku nocy.
Oto najważniejsze punkty programu tej lokalnej gwiazdy:
1. Wygląd menelicy z buszu
Wyobraź sobie typową parkę na haju albo laskę po trzydniowej imprezie techno, tylko że w wersji hardkor. Kuntilanak tradycyjnie nosi dłuuugą, śnieżnobiałą suknie (która naturalnie jest ujebana krwią, bo jakże by inaczej). Do tego ma rozczochrane, czarne kudły sięgające niemal ziemi, pod którymi czai się twarz blada jak dupa ślimaka. Jej ulubionym fetyszem jest skakanie po drzewach (najchętniej po bananowcach – bo tam podobno najlepiej smakuje widok na okolicę) i gapienie się na przechodniów z góry z miną psychopatki.
2. Dźwięki, od których więdną uszy
Zamiast normalnie zapukać do drzwi albo chociaż cicho zasyczeć, ta idiotka drze się wniebogłosy. Jej znak rozpoznawczy to chichot przemieszany z płaczem, który słychać na kilka kilometrów:
* Jeśli rzuca śmiechem z bliska – znaczy, że jest daleko i spoko, masz jeszcze sekundę na ucieczkę.
* Jeśli rzuca śmiechem z daleka – gratulacje, właśnie stoi tuż za twoimi plecami i czeka, aż odwrócisz głowę, żeby zrobić ci z mózgu jesień średniowiecza.
3. Anatomia i supermoce (czy raczej: patologia z zaświatów)
Kuntilanak ma jeden fundamentalny problem biologiczny (a raczej powermechaniczny): w plecach ma wielką, ziejącą dziurę, przez którą wiatr hula aż miło. Jeśli więc jakiś mądrala chce ją uciszyć albo zdobyć jej „względy”, musi podejść od tyłu i wepchnąć jej w tę dziurę w gipsie zwykły gwóźdź. Podobno wtedy robi się posłuszna jak baranek i rodzi się z niej idealna, potulna żona (tak, indonezyjskie legendy bywają tak absurdalnie seksistowskie, że aż zęby bolą).
Poza tym laska potrafi zmienić się w sowę (specjalnie po to, żeby drzeć dzioba prosto w okno) albo wabić samotnych, napalonych taksówkarzy pod postaciami oszałamiającej piękności, która po zmroku zamienia się w rozkładające się truchło. Klasyk gatunku.
Jak się przed tym uchronić?
Krótka piłka: jeśli w Indonezji słyszysz w nocy dziwne chichoty pod oknem, a pies sra po kątach ze strachu – nie wychodź. I miej pod ręką ostry gwóźdź, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jakaś wściekła ciążowa zjawa zechce zrobić sobie z ciebie podwieczorek.

A teraz tradycyjnie wypierdalam.
0.062563180923462