21
WAKACYJNY KURWA EXPRESS, CZYLI JAK ZWYKŁY DZIEŃ W PRACY ZAMIENIŁ SIĘ W ODCINEK UKRYTEJ KAMERY

Środek sezonu wakacyjnego. Czytaj: każdy pociąg to jebany Bangladesz na szynach. Nie ma znaczenia, czy TLK, czy Express, czy osobowy do Pcimia Dolnego. Wszędzie ludzie, wszędzie walizki, wszędzie dzieci drące mordę, a w kiblu warunki sanitarne jak po ewakuacji Czarnobyla.

Przychodzę do roboty, lukam w grafik.

Gdynia.

No ja pierdolę. W obie strony pełno ludzi. Co może pójść nie tak?

Konduktor z doświadczeniem na pociągu porównywalnym do skuteczności naszej reprezentacji w strzelaniu bramek. Czyli teoretycznie jest, praktycznie nie wiadomo, do czego służy.

Patrzę na zestawienie. Espresso z Krakowa do Helu. Wyjazd ze Wschodniej, potem Gdańsk. Myślę sobie: dobra, kurwa, damy radę. Przecież nie takie rzeczy człowiek widział.

Pociąg przyjeżdża 15 minut w dupę, bo oczywiście trzeba było poczekać na opóźnionych pasażerów z Kijowa. Ale chuj, jedziemy.

I już na dzień dobry krakowska załoga przekazuje nam raport z frontu:

- 12 kibli, czynnych 7.
- Zdalne sterowanie nie działa.
- Szczekaczka nie działa.
- WARS zdechł.

Jak to pepiki mówią: poruchany bez prądu.

Wspaniale. Wakacje, pełny skład, 15 minut opóźnienia, siedem kibli i WARS, który może zaoferować co najwyżej wspomnienia po kawie.

Na skargę już ustawia się pierdolony komitet kolejkowy. Kawa? Nie będzie. Jedzenie? Nie będzie. Może chociaż atrakcje? Proszę bardzo, mamy zapach toalety i możliwość obserwowania konduktora w stanie przedzawałowym.

Podchodzę do młodego.

- Samodzielny jesteś na składzie? Dasz radę z kontrolą?
- Tak, jasne. Ale może dałby pan numer telefonu, tak na wszelki wypadek.

Kurwa.

Zaimponował mi chłopak. Nie dość, że pewny siebie, to jeszcze wie, że życie potrafi przypierdolić znienacka.

Daję numer i ruszam ogarniać ten pierdolnik.

WARS zdechł przez bezpiecznik przetwornicy. W połowie kibli gówno postanowiło opuścić swoje naturalne środowisko i zacząć karierę w pionie. Co mogłem, zrestartowałem. Co się dało, uruchomiłem. Reszta została przekazana wyższym siłom i Matce Boskiej Kolejowej.

Szczekaczka? W pierwszej klasie działa. W służbowym nie, bo linia zajęta. Czyli pociąg może informować pasażerów, ale tylko tych, którzy mają odpowiedni status społeczny.

Ogarnąłem, co mogłem, siadam robić papiery.

Myślę: do Malborka spokojnie ogarnę dokumentację, potem wyjdę na kontrolę.

I wtedy dzwoni telefon.

Młody.

- Panie, może pan przyjść do pierwszego wagonu? Jest tu pan bez dokumentów.

No dobra. Idziemy.

Chłopak prawie cały skład objechał kontrolą, więc trzeba go wesprzeć. Wstaję, przechodzę sześć wagonów i otwieram drzwi pierwszego.

I wtedy mnie uderza.

Zapach.

Kurwa, zapach.

Mieszanka menelaose po tygodniowym braku prysznica, starego moczu, przepoconej żonobijki i sera spod napleta. Coś pomiędzy szatnią po meczu B klasy a piwnicą, w której od 1998 roku nikt nie otwierał okna.

Idę dalej.

A tam siedzi ON.

Rozjebany w przedsionku jak krowa w oborze. Ryj czerwony, oczy szkliste, a morda pracuje na pełnych obrotach.

Młody stoi obok i chyba właśnie zastanawia się, czy konduktor może złożyć wypowiedzenie w trybie natychmiastowym.

No ale nic. Trzeba uczyć padawana rzemiosła.

Włączam pełną kulturę osobistą.

- Dzień dobry. Wtórna odprawa podróżnych. Poproszę bilet do kontroli.
- PANIE, OKRADLI MNIE!

Każdego okradają, kurwa. Taki kraj.

- Miałem pieniądze z Niemiec! Wracam! Miałem 1200 euro! Widział pan kiedyś takie pieniądze?! Ja cały miesiąc, od świtu do nocy, na to zapierdalałem!

W głowie odpalam kalkulator. Zaokrąglając, jakieś 5 tysięcy złotych. No dobra, chłop stracił majątek.

Ale procedura procedurą.

I tu zaczyna się prawdziwy cyrk.
- Poproszę bilet do kontroli.
- PANIE, OKRADLI MNIE!

Każdego okradają, kurwa. Taki kraj.

- Miałem pieniądze z Niemiec! Wracam! Miałem 1200 euro! Widział pan kiedyś takie pieniądze?! Ja cały miesiąc, od świtu do nocy, na to zapierdalałem!

W głowie odpalam kalkulator. Zaokrąglając, jakieś 5 tysięcy złotych. No dobra, chłop stracił majątek.

Ale procedura procedurą.

- Czy posiada pan bilet na przejazd?
- 
- WYPIERDALAJ, CHUJU! MÓWIĘ, ŻE MNIE OKRADLI! JA DO DOMU JADĘ!

Po czym typ rzuca we mnie butelką po Pepsi i zaczyna machać łapami jak wiatrak podczas huraganu.

No i mnie odpalił.

Patrzę w rozkład. Zaraz Prabuty.

Biorę radio.

- Maszynista, jak się słyszymy?
- Na piątkę, kieras. Co tam?
- Zamawiam nieplanowy postój na wysadzenie klienta bez honoru, czci i wiary.
- Jasne, wodzu. Przystanek na rządzenie.

Kurwa, kocham tę robotę.

Mija może minuta.

I nagle czuję jebnięcie hamulca.

Typ się podrywa, idzie na mnie z łapami. Ja odruchowo łapię gaśnicę. Dał nam przykład Braun, jak zwyciężać mamy.

W jednej ręce gaśnica, w drugiej szczekaczka, a w głowie tylko jedna myśl: oby nie trzeba było tego wszystkiego wpisywać w raport.

Włączam komunikat:

- Szanowni Państwo, nieplanowany postój pociągu spowodowany agresywnym zachowaniem pasażera.

Pociąg staje.

Patrzę na gościa.

- Zielony przycisk i się zwijamy.

Typ nadal bluzga, wyzywa wszystkich od najgorszych, ale w końcu opuszcza pociąg.

Ja wychodzę za nim, bo przecież trzeba jeszcze dać odjazd.

I wtedy zaczyna się finał.

Maszynista wygląda z kabiny, ja patrzę na typa, a ten, kurwa, postanawia przejść do prezentacji swoich walorów osobistych.

Zdejmuje spodnie.

I zaczyna machać fujarą.

Stoję, patrzę na znak i próbuję zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.

Myślałem, że Prabuty, a tu jednak Susz.

- Odjazd, mechaniku.
- Aj, aj, wodzu.

I pojechaliśmy.

---

PODSUMOWANIE DNIA:

☑ Siedem czynnych kibli na dwanaście.

☑ WARS zdechł. Ale wskrzesiłem

☑ Szczekaczka działa tylko tam, gdzie nie jest potrzebna - Ogarnięta 

☑ Młody zaliczył pierwszą samodzielną kontrolę.

☑ Pasażer bez biletu został wysadzony.

☑ Gaśnica pozostała niewykorzystana.

☑ Jeden obywatel zaprezentował przyrodzenie na szlaku kolejowym.

☑ Kawa nie została wydana.

☑ Godność zawodowa została wystawiona na próbę.

I wiecie co?

Warto było 

PKP Intercity. Podróżuj z nami. Nigdy nie wiesz, kto wysiądzie, a kto pokaże ci fiuta.
Pamiętnik Kanara 3
Pamiętnik Kanara 3
0.20457911491394