...chociaż każdy może spróbować. Czyli od 28. do 34. dnia bazgrania. Zbliżające się Wszystkich Świętych strasznie mnie dojebało i im bliżej 1 listopada, tym mniej mi się chciało robić cokolwiek. Wizyty u lekarza żony sprawiły też, że nie pojechaliśmy na południe Polski na grób mamy ani do rodzinnej wsi żony na grób jej brata. Tragedii nie było, ale jednak nie miałem głowy do rysowania.
W ramach eksperymentu spróbowałem rysować na pionowo ustawionym szkicowniku, ale chyba wróce do poziomego.
Jak widać, w tym okresie głównie skupiłem się na dłoniach. Próbowałem kilku metod ich rysowania znalezionych na YouTubie, rzadna mi szczególnie nie podpasowała. Dodałem do tego pierwsze próby cieniowania i średnio wyszło. Teoria brzmi prosto, ale jak już się napierdala tym ołówkiem, to jest ciężej. Na koniec już na siłę siadałem, byle tę godzinkę porobić, no i wróciłem na chwilę do oczu. Nadal nie wiem, w jakim kierunku właściwie iść, więc robię po kolei to, co wpadnie mi w oko.