9
TL;DR: Sos grzybowy taki że ja pierdolę. Także tutorial do bazy do różnych sosów, zapiekanek, lasagne i innych takich.

Witajcie! Czas na tele grę!

Dzisiaj opowiem Wam jak swoje grzyby.
Na początek pytanie:  po chuj to czytasz???
Prawidłowa odpowiedź na końcu postu.
Grzyby są zajebiste i możne je wpierdalać po prostu obsmażone i będzie gites. Ale że mnie ambicja poniosła i chciałem coś zajebistego żonie ugotować to poszperałem po internetach i wyciągnąłem kilka tricków, dodałem do tego swoje doświadczenia kulinarne i wyszło konkretnie zajebiście.
Chciałeś grzybów...
Sosiwo jest treściwe, kremowe, nie zabija smaku grzybów, ale go eksponuje.

A teraz żeby Was wkurwić dopierdolę wstępniak w stylu Ania Gotuje (możecie szare przewinąć)
Mój teściu jest fanatykiem grzybów. W sumie to powiedzieć że jest fanatykiem to jak powiedzieć że gówno jest nieszczególnie smaczne - niby się zgadza ale istoty nie do końca oddaje. Typ ogląda filmiki na YT z grzybobrań z całego świata. Zamrażarka zajebana grzybami. Weekend? Od świtu grzyby. No i zajebiście bo dzięki temu dostajemy dobra natury które się nie zmieściły u teściów w lodówce. Polecam takiego teścia mieć. Po chuj to mówię? Bo to też jest człowiek, który uważa że wszystko robi najlepiej na świecie. A grzyby to najlepsze same, z cebulą smażone. Jak dostali od nas ten sos to nie dość że smakowało, to jeszcze mnie o przepis wypytywał i do tego się czerowny robił, że nie zgadł połowy rzeczy która tam wchodzi. To najwyższe kulinarne wyróżnienie jakie można zdobyć u grzybiarza.

Co potrzebujesz:
- Grzyby (!) polecam ok 500g ale zadziała wszystko od 300 do 700. Jak macie wiecej to lepiej podzielić.
ALE JAKIE GRZYBY? MUŁOWE CZY PIEKILNIKI?
Testowałem na opieńkach, podgrzybkach, kozakach i miksie różnych resztek od Teścia z zielonkami i maślakami. Myślę, że prawdziwki będą zajebiste też. Robiłem raz z kurkami (kupne z Selgrosa), ale z jakiegoś powodu śmietana zniknęła i zostały tylko białe grudy (grzyby wciągnęły?) - było pyszne ale jakoś brzydko wyglądało.
- Boczek ok 150g - 300g słupki. Pewnie taniej wyjdzie jak kupicie kawałek i pokroicie, ale wygodne są paczki z marketu. Łatwiej jest zrobić jak kupisz tłusty.
- Cebula 2 małe - 2 duże zależnie od ilości grzybów.
- Czosnek 3-4 ząbki.
- Śmietana 18% (gęsta). Przepisy mówią 250ml, no zajebiście jak na kubkach jest w gramach, a śmietana jest jednak gęściejsza trochę od wody xD Ja kupuję 400g i tyle wpierdalam do sosu.
- Śmietanka 12% (lejąca jak mleko) - zawsze mam taką w lodówce, bo żona często zupy robi i zabiela je tym. Pojemnik ma 250 ml ja zużywam od 1/4 do 1/2 pojemnika.
- Masło
- Masło klarowane
- Tymianek - świeży będzie super, tylko trzeba się z nim jebać. Osobiście wolę suszony, nie jest dużo gorzej.
- Cząber - z torebki suszony.
- Majeranek
- Gałka muszkatołowa (nie wiem czy świeża jest lepsza bo zawsze używam z torebki)
- Sól, pieprz, opcjonalnie miód.

Uwaga będę się spuszczać nad smażeniem boczku i cebuli. Jeżeli masz to w dupie i umiesz lepiej, przewiń

Zaczynamy od smażenia boczku. Najlepiej jest zacząć od metody "low and slow" czyli mała temperatura (ok 100 stopni patelnia) do wytopienia tłuszczu i zagotowania boczku w jego własnych sosach.
Na tym etapie możemy sobie to zostawić w spokoju, zwalić konia w kiblu, ugotować herbatę, pograć na kompie, nie umrze.
Minus - trwa to dość długo, sam boczek to ok 30 min.
Ale warto - boczek, który najpierw się gotuje rozrywa struktury kolagenowe irobi się delikatniejszy. Im dłużej to trwa tym delikatniejszy się robi.
Ale ale, hola hola urwisie! Nie zostań z gotowanym boczkiem a'la wędlina z PRL, zaraz pokażę Ci co zrobić żeby każdy kawałek był bombą smakową a nie jebanym rozgotowanym glutem z dewolaja.
Chciałeś grzybów...
Boczek podgrzewany na małym ogniu po jakimś czasie zacznie wyglądać tak - cały obgotowany, zero reakcji Millarda, zero smaku, za to dobra tekstura. Teraz pora NA KILKA MINUT rozkręcić gaz NA PEŁNĄ PIZDĘ. Celujemy w taki efekt, że małe frędzle są ładnie zarumienione, a te grubasy mogą jeszcze nie być:
Chciałeś grzybów...
Teraz uwaga, jeżeli Chrystus Was opuścił i kupiliście chudy boczek z jakiegoś pojebanego powodu to pewnie na patelni zrobi się Wam tzw. Fond, czyli taka brązowa warstwa która wygląda jakby się coś przypaliło, ale to nie to. Nie myjcie patelni, następna bohaterka powinna wyciągnąć cały smak tam uwięziony do sosu.

CEBULA
Dodajemy cebulę pokrojąną w kostkę. Tu znowu zasada low and slow - kolejne 20 min walenia konia w kiblu aż się zeszkli na małym ogniu. Czy koniecznie trzeba - NIE. Czy będzie lepsze - ZDECYDOWANIE TAK.
Chciałeś grzybów...
Jak już mniej więcej tak to wygląda, znowu na krótko NA PEŁNĄ PIZDĘ gaz jakbyśmy chcieli przywrócić porządek świata bez napletkosceptycznych obywateli. Jeżeli jest za sucho, wpierdol łyżkę masła klarowanego. Trzymamy tak ok 1-2 min, po czym dodajemy czosnek posiekany po chuju byle jak (byle nie całe ząbki ani nie plasterki - w miarę cienko). Jeszcze kilka sekund niech poczuje skurwiel ciepło. To jest Mega Spoko Baza Do Dań Różnych (MSBDDR?) polecam takie robić często i dodawać do spaghetti i innych fajnych rzeczy.

Czemu w ogóle się pierdolę tak z tym boczkiem i cebulą? 
Cel jest taki: uzyskać najszersze możliwe spektrum tekstur i smaków jakie te wspaniałe warzywa dają (tak, boczek JEST warzywem). Boczek jest w tym wydaniu jebaną bombą smaku, jak na niego trafisz w tym sosie to się cieszysz jak skurowl w mięsnym. Cebula powinna dać i słodkie i chrupkie. Generalnie podgrzewanie low and slow zmiękcza składniki i uwalnia cukier z cebuli, a pełna pizda wytwarza reakcję Maillarda, rozwija smaki "Skwarków".

 Teraz wrzucamy grzyby. Tu koniecznie wpierdol łyżkę masła klarowanego, nawet jeżeli wcześniej już dodałeś. Dalej zostawiam ogień na fulla, chyba że jakoś drastycznie się coś pierdoli - no kurwa masz oczy, widzisz że trzeba skręcić nie?
Grzyby powinny zacząć przywierać do patelni - to znak, że można przejść dalej.
Chciałeś grzybów...
Kłamałem. Jak dodałem zdjęcie to skumałem, że jestem jebanym dzbanem i zapomniałem napisać, że teraz trzeba dopierdolić aromatyków. Czyli przyprawy ziołowe, wiesz o co chodzi. Z grzybami dobrze się komponują:
- tymianek (może być świeży, ale trzeba listki z gałązek obrywać - próbowałem i "nie widzę specjalnej różnicy ze świeżym czy bez")
- cząber (ok 1/2 ilości tymianku)
- majeranek - podobnie jak cząber
- czarny pieprz - dużo, sos (zwłaszcza śmietanowy) nabiera charakteru od pieprzu. Można zawsze dodać więcej pod koniec roboty.
Zioła prowansalskie, oregano, bazylia - sprawdzą się, ale mają mniej "leśne" klimaty i ogólnie polecam używać ich jako substyt jak czegoś z listy wyżej Wam zabraknie.
Wypada też posolić żeby potem było łatwiej poziom słoności dostosować.
Chciałeś grzybów...
To teraz śmietana, dodaję 18% gęstą 400g (duży kubeczek). Jak widać biednie to teraz wygląda i warto by było pokryć sosiwem resztę grzybni (i chujni). Tu wchodzi śmietanka 12% ("do dupy") której dolewam aż mi się spodoba. Zwykle jest to mniej niż 1/2 250ml pojemnika z biedry (dolina spermy, dolina biedy czy jak się firma nazywa).
Teraz tajna broń podkręcająca smak sosów na bazie śmietany (i zaskakująco zajebiście komponuje się z grzybami): gała. Muszkatołowa. Min. 1/2 łyżeczki, max 1 łyżeczka.
Chciałeś grzybów...
(weź to kurwa wymieszaj, no chyba nie zostawisz tak tego no...)
Dobra, to teraz powoli finiszujemy - pozostało dodać 4 łyżki masła (odkrajam z kostki łyżką stołową tyle ile mi się urwie i wrzucam do sosu, nie spuszczaj się nad tym że ma być dokładnie łyżka, masz tu zdjęcie i nie marudź):
Chciałeś grzybów...
Teraz redukujemy. Zajmie to z 20 min znowu, więc już się jebiemy ponad godzinę z tym sosem. Na szczęśćie przez większość czasu nie trzeba nad tym stać. Zredukowany sos po przejechaniu łyżką powinien zostawiać ślad na tyle długo, że da się w telefonie ustawić lampę błyskową, zrobić zdjęcie i objebać bachora że Ci do kuchni wchodzi jak gotujesz.
Chciałeś grzybów...
I teraz fine - tuning. Dzisiaj wyszedł mi jakis kwaśny (podejrzewam, że to przez zielonki, nie przepadam za nimi) - dodałem więc łyżkę miodu. Dojebałem też więcej ziół i trochę więcej soli i pieprzu. Generalnie od strzała powinno być zajebiste, ale polecam spróbować i przemyśleć "czego brakuje" i skorygować wedle uznania. Matematykę zostawiam Wam.
Ja się łapię na tym, że próbuję, dochodzę do wniosku że "Okurwa ale zajebiste" a potem sprawdzam "ale czy na pewno" i po piątym razie mówię sobie dość kurwa, zrobione. Uważajcie tylko bo świeżo po redukcji gorące jak skurwysyn.
Dobrze się komponuje z mięsem, ale też samo można żreć albo do jakiejś kanapki dodać. Możliwości są nieskończone.

Wypierdalam a Wy Wpierdalajcie. Z Bogiem. (niech też podje)

Aha i prawidłowa odpowiedź na pytanie konkursowe to "Pies Zbigniew"
0.038867950439453