Wiedza
1 m
3
„Musimy ponownie zakorzenić się w przodkach i wnukach, w tym wiecznym łańcuchu i wiecznym szeregu.”
- Heinrich Himmler, 9 czerwca 1942 r.
źródło: Heinrich Himmler über Religion und Christentum (9. Juni 1942.
- Heinrich Himmler, 9 czerwca 1942 r.
źródło: Heinrich Himmler über Religion und Christentum (9. Juni 1942.
I. Towarzystwo Thule
Towarzystwo Thule było jednym z najbardziej charakterystycznych środowisk niemieckiego okultyzmu po I wojnie światowej. Późniejsza popkultura znacznie wyolbrzymiła jednak jego rolę, przedstawiając je jako tajny zakon kierujący narodzinami narodowego socjalizmu. Powstało w Monachium pod koniec wojny jako bawarska odnoga Germanenorden [1]. Nazwa Thule odwoływała się do znanej ze starożytnych źródeł mitycznej krainy położonej daleko na północy. Część późniejszych ezoteryków zaczęła przedstawiać jako legendarną praojczyznę ludów nordyckich. Członkowie stowarzyszenia fascynowali się genealogią, mitami, teoriami rasowymi oraz koncepcją odrodzenia Niemiec poprzez powrót do przedchrześcijańskiej przeszłości. W jego otoczeniu działał Rudolf von Sebottendorff, zainteresowany astrologią, mistyką i praktykami ezoterycznymi. Towarzystwo posługiwało się również swastyką, zanim stała się ona oficjalnym symbolem NSDAP. Thule było miejscem, w którym polityczny ekstremizm spotykał się z mitologią, romantycznym kultem przodków oraz przekonaniem o wyjątkowym pochodzeniu Germanów.
[1] Tajna organizacja völkisch łącząca niemiecki nacjonalizm, rasizm, i zainteresowanie symboliką germańską.
Towarzystwo Thule było jednym z najbardziej charakterystycznych środowisk niemieckiego okultyzmu po I wojnie światowej. Późniejsza popkultura znacznie wyolbrzymiła jednak jego rolę, przedstawiając je jako tajny zakon kierujący narodzinami narodowego socjalizmu. Powstało w Monachium pod koniec wojny jako bawarska odnoga Germanenorden [1]. Nazwa Thule odwoływała się do znanej ze starożytnych źródeł mitycznej krainy położonej daleko na północy. Część późniejszych ezoteryków zaczęła przedstawiać jako legendarną praojczyznę ludów nordyckich. Członkowie stowarzyszenia fascynowali się genealogią, mitami, teoriami rasowymi oraz koncepcją odrodzenia Niemiec poprzez powrót do przedchrześcijańskiej przeszłości. W jego otoczeniu działał Rudolf von Sebottendorff, zainteresowany astrologią, mistyką i praktykami ezoterycznymi. Towarzystwo posługiwało się również swastyką, zanim stała się ona oficjalnym symbolem NSDAP. Thule było miejscem, w którym polityczny ekstremizm spotykał się z mitologią, romantycznym kultem przodków oraz przekonaniem o wyjątkowym pochodzeniu Germanów.
[1] Tajna organizacja völkisch łącząca niemiecki nacjonalizm, rasizm, i zainteresowanie symboliką germańską.
Znaczenie Thule dla narodzin nazizmu było realne, choć miało przede wszystkim charakter pośredni. Członkowie stowarzyszenia uczestniczyli w finansowaniu i organizowaniu działalności antykomunistycznej w Bawarii. Utrzymywali związki z prasą nacjonalistyczną oraz wspierali Deutsche Arbeiterpartei, z której później wyłoniła się NSDAP. Nie oznacza to jednak, że Hitler został wtajemniczony przez Towarzystwo ani że partia nazistowska była politycznym ramieniem ezoterycznego zakonu. Tego rodzaju opowieści zaczęły rozpowszechniać się głównie po II wojnie światowej, gdy literatura sensacyjna połączyła w jeden obraz Thule, Atlantydę, Tybet i tajemne rytuały. W rzeczywistości organizacja była przede wszystkim radykalnym stowarzyszeniem völkisch, którego członkowie wierzyli w rasową nierówność ludzi i konieczność narodowego odrodzenia. Okultyzm stanowił ważny element tego środowiska, ale nie był jego jedyną treścią.
II. Nowa religia
Najbardziej konsekwentną próbę stworzenia czegoś przypominającego nową religię podjął Heinrich Himmler. Reichsführer SS nie chciał widzieć w swojej organizacji jedynie policji politycznej czy formacji wojskowej. W jego wizji SS miało stać się elitarnym zakonem, którego członkowie byliby biologicznymi i duchowymi spadkobiercami wspólnoty germańskiej. Himmler coraz częściej postrzegał chrześcijaństwo jako religię obcą pierwotnemu duchowi Germanów. W obrębie SS próbowano więc tworzyć alternatywne obrzędy związane z narodzinami, małżeństwem, śmiercią oraz przesileniami słonecznymi. Tradycyjne święta chrześcijańskie starano się zastępować lub przekształcać poprzez elementy Julfest [2]. Małżeństwo stawało się rytuałem służącym nie tylko parze, ale także przyszłości narodu, natomiast genealogia zyskiwała znaczenie niemal sakralne. Kandydaci do SS musieli dokumentować swoje pochodzenie, a zawierane przez nich małżeństwa podlegały kontroli organizacji. Krew nie była jedynie metaforą wspólnoty. Traktowano ją jako rzeczywisty nośnik dziedziczonych cech.
[2] Święto przesilenia zimowego, wykorzystywane przez SS jako germańska alternatywa dla chrześcijańskiego Bożego Narodzenia.
Najbardziej konsekwentną próbę stworzenia czegoś przypominającego nową religię podjął Heinrich Himmler. Reichsführer SS nie chciał widzieć w swojej organizacji jedynie policji politycznej czy formacji wojskowej. W jego wizji SS miało stać się elitarnym zakonem, którego członkowie byliby biologicznymi i duchowymi spadkobiercami wspólnoty germańskiej. Himmler coraz częściej postrzegał chrześcijaństwo jako religię obcą pierwotnemu duchowi Germanów. W obrębie SS próbowano więc tworzyć alternatywne obrzędy związane z narodzinami, małżeństwem, śmiercią oraz przesileniami słonecznymi. Tradycyjne święta chrześcijańskie starano się zastępować lub przekształcać poprzez elementy Julfest [2]. Małżeństwo stawało się rytuałem służącym nie tylko parze, ale także przyszłości narodu, natomiast genealogia zyskiwała znaczenie niemal sakralne. Kandydaci do SS musieli dokumentować swoje pochodzenie, a zawierane przez nich małżeństwa podlegały kontroli organizacji. Krew nie była jedynie metaforą wspólnoty. Traktowano ją jako rzeczywisty nośnik dziedziczonych cech.
[2] Święto przesilenia zimowego, wykorzystywane przez SS jako germańska alternatywa dla chrześcijańskiego Bożego Narodzenia.
Szczególnie istotną rolę w kształtowaniu tej symboliki odegrał Karl Maria Wiligut, austriacki mistyk i oficer SS. Twierdził on, że posiada odziedziczoną po przodkach wiedzę o pradawnej religii Germanów. Rozwijał własny system wierzeń określany jako irminizm [3] i przedstawiał Himmlerowi fantastyczną historię rzekomo starożytnej tradycji religijnej. Jego wpływy można dostrzec w części symboliki i ceremoniału SS, a także w projektowaniu Totenkopfringu [4]. Centralnym miejscem tej nowej mitologii miał stać się zamek Wewelsburg, planowany jako ośrodek najwyższej elity SS. W jego północnej wieży powstały pomieszczenia o wyraźnie ceremonialnym charakterze, choć nie istnieją wiarygodne dowody, że odprawiano tam rytuały magiczne. Himmler próbował stworzyć raczej świecko-pogański kult przodków, rodu, śmierci oraz bezwarunkowej służby organizacji.
[3] Ezoteryczny system Wiliguta, przedstawiany przez niego jako ocalała tradycja pradawnej religii germańskiej.
[4] Honorowy pierścień SS z symbolem trupiej czaszki, nadawany przez Himmlera wybranym członkom organizacji.
[3] Ezoteryczny system Wiliguta, przedstawiany przez niego jako ocalała tradycja pradawnej religii germańskiej.
[4] Honorowy pierścień SS z symbolem trupiej czaszki, nadawany przez Himmlera wybranym członkom organizacji.
III. Ahnenerbe
Ahnenerbe było jednym z najważniejszych narzędzi, za pomocą których Himmler próbował nadać nazistowskim mitom pozory naukowej wiarygodności. Organizacja powstała w 1935 roku z inicjatywy Himmlera, Hermanna Wirtha i Richarda Walthera Darré. Jej nazwa oznaczała w przybliżeniu Dziedzictwo Przodków. Oficjalnie zajmowała się badaniem historii, archeologii, folkloru, języków, muzyki ludowej, obyczajów oraz materialnego dziedzictwa dawnych ludów Europy. W praktyce część jej projektów rozpoczynała się jednak od z góry przyjętej tezy ideologicznej. Należało udowodnić, że ludy nordyckie i germańskie stworzyły pradawną cywilizację o szczególnym znaczeniu dla rozwoju Europy. Badacze związani z Ahnenerbe interesowali się runami, rytami naskalnymi, stanowiskami archeologicznymi, dawnymi miejscami kultu oraz przekazami folklorystycznymi. Wśród najbardziej znanych miejsc znalazły się Externsteine [5]. Poszukiwano więc nie tylko przedmiotów, lecz także symbolicznej geografii, miejsc, które miały rzekomo przechowywać pamięć o utraconym świecie przodków.
[5] Formacja skalna w Westfalii, uznawana przez część środowisk völkisch za pradawne germańskie miejsce kultu.
Ahnenerbe było jednym z najważniejszych narzędzi, za pomocą których Himmler próbował nadać nazistowskim mitom pozory naukowej wiarygodności. Organizacja powstała w 1935 roku z inicjatywy Himmlera, Hermanna Wirtha i Richarda Walthera Darré. Jej nazwa oznaczała w przybliżeniu Dziedzictwo Przodków. Oficjalnie zajmowała się badaniem historii, archeologii, folkloru, języków, muzyki ludowej, obyczajów oraz materialnego dziedzictwa dawnych ludów Europy. W praktyce część jej projektów rozpoczynała się jednak od z góry przyjętej tezy ideologicznej. Należało udowodnić, że ludy nordyckie i germańskie stworzyły pradawną cywilizację o szczególnym znaczeniu dla rozwoju Europy. Badacze związani z Ahnenerbe interesowali się runami, rytami naskalnymi, stanowiskami archeologicznymi, dawnymi miejscami kultu oraz przekazami folklorystycznymi. Wśród najbardziej znanych miejsc znalazły się Externsteine [5]. Poszukiwano więc nie tylko przedmiotów, lecz także symbolicznej geografii, miejsc, które miały rzekomo przechowywać pamięć o utraconym świecie przodków.
[5] Formacja skalna w Westfalii, uznawana przez część środowisk völkisch za pradawne germańskie miejsce kultu.
Ahnenerbe nie było jednak wyłącznie klubem ekscentrycznych archeologów i poszukiwaczy pradawnych tradycji. Wraz z rozwojem III Rzeszy organizacja coraz silniej włączała się w państwowy aparat ideologiczny. Prowadziła badania na terenach okupowanych i uczestniczyła w grabieży dóbr kultury. Niektóre związane z nią struktury zostały powiązane z eksperymentami przeprowadzanymi na więźniach obozów koncentracyjnych. Najbardziej znanym przykładem był projekt stworzenia antropologicznej kolekcji szkieletów więźniów, który zakończył się zamordowaniem wytypowanych ofiar. Pseudonaukowa fascynacja bardzo szybko mogła więc przejść od wykopalisk, folkloru i badań nad przeszłością do bezpośredniej zbrodni. Jednocześnie Ahnenerbe nigdy nie było jednolitą organizacją okultystyczną. Pracowali w niej zarówno ideologiczni fanatycy i pseudonaukowcy, jak i osoby prowadzące badania metodami bliższymi tradycyjnej nauce. Ostatecznie jednak działalność całej instytucji została podporządkowana potrzebom ideologicznym państwa nazistowskiego.
IV. Ekspedycje i artefakty
Najbardziej znaną wyprawą związaną z SS była ekspedycja Ernsta Schäfera do Tybetu w latach 1938–1939. Schäfer był zoologiem i podróżnikiem. Wyprawa rzeczywiście otrzymała wsparcie struktur SS i znalazła się w orbicie zainteresowań Ahnenerbe. Jej uczestnicy wykonywali fotografie, zbierali okazy zoologiczne i botaniczne, prowadzili obserwacje etnograficzne oraz dokonywali pomiarów antropologicznych. W późniejszych dekadach ekspedycja została jednak obudowana legendą, według której SS miało poszukiwać w Himalajach Shambhali i Agarthy [6]. Rzeczywistość była mniej fantastyczna, choć nadal niepokojąca. W badaniach antropologicznych uczestników wyprawy widoczne były bowiem rasowe obsesje oraz próby odnajdywania fizycznych śladów domniemanego pokrewieństwa między ludami Azji i pradawnymi Aryjczykami. Podobnie wyglądały inne ekspedycje i badania prowadzone przez Ahnenerbe w Skandynawii, Karelii oraz na terenach Europy. Dokumentowano ryty naskalne, pieśni, obrzędy i stanowiska archeologiczne w poszukiwaniu śladów cywilizacji nordyckiej.
[6] Legendarne ukryte krainy duchowej wiedzy, spopularyzowane w zachodnim ezoteryzmie XIX i XX wieku.
Najbardziej znaną wyprawą związaną z SS była ekspedycja Ernsta Schäfera do Tybetu w latach 1938–1939. Schäfer był zoologiem i podróżnikiem. Wyprawa rzeczywiście otrzymała wsparcie struktur SS i znalazła się w orbicie zainteresowań Ahnenerbe. Jej uczestnicy wykonywali fotografie, zbierali okazy zoologiczne i botaniczne, prowadzili obserwacje etnograficzne oraz dokonywali pomiarów antropologicznych. W późniejszych dekadach ekspedycja została jednak obudowana legendą, według której SS miało poszukiwać w Himalajach Shambhali i Agarthy [6]. Rzeczywistość była mniej fantastyczna, choć nadal niepokojąca. W badaniach antropologicznych uczestników wyprawy widoczne były bowiem rasowe obsesje oraz próby odnajdywania fizycznych śladów domniemanego pokrewieństwa między ludami Azji i pradawnymi Aryjczykami. Podobnie wyglądały inne ekspedycje i badania prowadzone przez Ahnenerbe w Skandynawii, Karelii oraz na terenach Europy. Dokumentowano ryty naskalne, pieśni, obrzędy i stanowiska archeologiczne w poszukiwaniu śladów cywilizacji nordyckiej.
[6] Legendarne ukryte krainy duchowej wiedzy, spopularyzowane w zachodnim ezoteryzmie XIX i XX wieku.
Innym symbolem nazistowskich poszukiwań tajemniczych artefaktów stał się Święty Graal. Otto Rahn był niemieckim pisarzem zafascynowanym średniowieczną literaturą o Graalu, katarami oraz twierdzą Montségur w południowej Francji. W książce Kreuzzug gegen den Gral próbował wykazać związki pomiędzy legendą Graala a katarską tradycją religijną. Przedstawiając prześladowanych katarów jako spadkobierców alternatywnej duchowości europejskiej. Jego poglądy zainteresowały Himmlera, a sam Rahn został członkiem SS. Z jego historii wyrosła późniejsza legenda o nazistowskich ekspedycjach poszukujących Świętego Graala. Miał on gwarantować władzę, niezwykłą moc lub nawet nieśmiertelność. Znacznie bardziej prawdopodobne jest jednak to, że Graal fascynował część tego środowiska przede wszystkim jako symbol utraconej, przedchrześcijańskiej tradycji duchowej. W podobny sposób interpretowano runy, pradawne sanktuaria, legendarne miejsca kultu czy mity o Atlantydzie.
V. Konkluzje
Ostatecznie prawdziwa historia okazuje się bardziej złowroga niż legendy o demonach, tajnych rytuałach i nadprzyrodzonych artefaktach. Demonów nie trzeba było przywoływać. Wystarczyło przekonać ludzi, że ich krew pochodzi od lepszych przodków, że należą do wspólnoty stojącej ponad innymi i że ziemia należy im się na mocy rzekomego pradawnego prawa. Runy, mity, rytuały i wyobrażone sanktuaria nie zabijały same. Mogły jednak stworzyć język, dzięki któremu przemoc zaczynała wyglądać jak przeznaczenie, podbój jak odzyskiwanie dziedzictwa, a zbrodnia jak obowiązek wobec przodków i przyszłych pokoleń.
Ostatecznie prawdziwa historia okazuje się bardziej złowroga niż legendy o demonach, tajnych rytuałach i nadprzyrodzonych artefaktach. Demonów nie trzeba było przywoływać. Wystarczyło przekonać ludzi, że ich krew pochodzi od lepszych przodków, że należą do wspólnoty stojącej ponad innymi i że ziemia należy im się na mocy rzekomego pradawnego prawa. Runy, mity, rytuały i wyobrażone sanktuaria nie zabijały same. Mogły jednak stworzyć język, dzięki któremu przemoc zaczynała wyglądać jak przeznaczenie, podbój jak odzyskiwanie dziedzictwa, a zbrodnia jak obowiązek wobec przodków i przyszłych pokoleń.
Dyskusje ogólne
3 m
4
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
Wiedza
7 m
1
„Z głębin powstał syn dawnego morza i ciemności, którego imię niesie lęk starszy niż pieśń. Wynurzył się tam, gdzie człowiek dostrzega jedynie fale, lecz pod nimi kryje się obca i pradawna moc. Gdy zaś unosi głowę ponad wodę, drży nie tylko morze, ale i sam porządek świata.”
- inspiracja: Kalevala, Runo XLII.
- inspiracja: Kalevala, Runo XLII.
Iku-Turso należy do najbardziej niepokojących i zarazem najbardziej niejednoznacznych istot fińskiej wyobraźni mitycznej. Nie jest jedynie morskim potworem w baśniowym znaczeniu tego słowa, lecz bytem o zatartych granicach, istniejącym gdzieś pomiędzy olbrzymem a demoniczną siłą głębin. W najstarszych warstwach tradycji nie występuje jako istota o jednym, stałym kształcie i jasno określonej naturze. W pieśniach i przekazach fińsko-karelskiego folkloru jawi się jako istota wynurzająca się z wody, związana z ogromem, ciemnością i siłą starszą niż świat ludzi. Nie jest jedynie drapieżnikiem z dawnych opowieści, lecz echem czegoś bardziej pierwotnego.
Pochodzenie Iku-Turso jest złożone, ponieważ jego obraz nie wyłania się z jednego tekstu, lecz wyrasta z długiej tradycji ustnej. Badacze zwracają uwagę, że imię tej istoty może być związane z bardzo starym kręgiem pojęć odnoszących się do olbrzymów lub demonów. W folklorze fińskim i karelskim postać ta wiązała się przede wszystkim z wodą, ale nie z wodą oswojoną i przyjazną, lecz z morzem i głębiną rozumianymi jako przestrzeń chaosu, obcości i zagrożenia.
Jedna z najważniejszych legend związanych z Iku-Turso dotyczy opowieści o wielkim dębie. W tym micie potężny byt wyłania się z morza i uczestniczy w wydarzeniu prowadzącym do wyrośnięcia olbrzymiego dębu, tak wielkiego, że zasłania on słońce i księżyc. To niezwykle znamienne, ponieważ pokazuje, że Iku-Turso nie był wyobrażany wyłącznie jako bestia zagrażająca pojedynczemu człowiekowi. Jego obecność wiąże się z zaburzeniem ładu całego świata. W tej opowieści przestaje być jedynie potworem, a staje się siłą uczestniczącą w kosmicznej katastrofie.
Opis Iku-Turso nigdy nie został w dawnych przekazach ustalony z pełną precyzją. W różnych interpretacjach jawi się jako morski potwór, demoniczny mieszkaniec głębin, a także jako istota przypominająca pradawnych przeciwników bogów i ludzi z mitów północnych. To właśnie ta nieuchwytność wzmacnia jego aurę. Iku-Turso przeraża nie tym, że można go dokładnie zobaczyć, lecz tym, że pozostaje czymś ledwie dostrzegalnym, wynurzającym się tylko na chwilę z ciemności. To groza morza, które nie odsłania całego swojego wnętrza, lecz ukazuje jedynie ślad tego, co kryje się pod powierzchnią.
W przekazach ustnych oraz w badaniach nad folklorem podkreśla się, że postaci takie jak Tursas, Turisas czy Iku-Turso pierwotnie nie musiały oznaczać jednej i tej samej istoty. W różnych tradycjach mogły bowiem odnosić się do potwora wodnego, olbrzyma, wroga bohatera albo demonicznej siły związanej z żywiołem. Z czasem te wyobrażenia zaczęły się na siebie nakładać, aż ukształtowały postać, którą dziś rozpoznajemy pod imieniem Iku-Turso. Iku-Turso nie jest więc jedną postacią z jednego mitu, lecz skupieniem wielu dawnych lęków.