1
Opuszczony klasztor w okolicach Sicignano [1], który mieszkańcy okolicznych wiosek uparcie nazywają Convento dei monaci del diavolo [2], leży trochę na uboczu współczesnych dróg. Zarośnięty dziedziniec, wykruszone arkady krużganków i puste okna, z których dawno wypadły szyby, tworzą scenę gotową na opowieść grozy. Jeszcze zanim ktokolwiek wspomni o duchach. Kiedy zapada zmrok, klasztor odcina się ciemną plamą od zbocza wzgórza, a ludzie z pobliskich domów wolą spoglądać w inną stronę.
Kompendium strachu: „Mnisi, którzy nie mogą odejść”, Convento dei monaci del diavolo, vol. 34
Zła sława klasztoru ma według miejscowej tradycji sięgać XVII wieku, epoki wojen, zaraz i skomplikowanej walki Kościoła z herezjami. W opowieściach, które krążą po Kampanii [3], mówi się, że mieszkający tu mnisi mieli zbyt chętnie sięgać po księgi zakazane przez Inkwizycję. Zbyt często zamykać się w podziemnych pomieszczeniach, gdzie nocą migotało niepokojące światło. Z tego właśnie mroku miały narodzić się szeptane po kątach plotki o potajemnych obrzędach, wykrzywionych modlitwach, o czarnych mszach odprawianych pod pozorem nocnych czuwań. W wiejskim folklorze granica między „mnichami niesfornymi” a „mnichami diabelskimi” jest bardzo cienka. Wystarczy zaledwie kilka złych decyzji i jeden nieszczęśliwy zbieg okoliczności, by klasztor na zawsze zyskał przydomek diavolo.
Kompendium strachu: „Mnisi, którzy nie mogą odejść”, Convento dei monaci del diavolo, vol. 34
Z biegiem lat wokół murów klasztoru obrósł cały bukiet ludowych opowieści, przekazywanych z dziadka na wnuka. Jedni twierdzą, że po korytarzach przechadza się zakapturzona postać mnicha, który rzekomo sprzedał duszę diabłu w zamian za wiedzę lub bogactwo i teraz nie może opuścić miejsca swojej zdrady. Inni mówią o odgłosach kroków rozlegających się po wybitych schodach, gdy w środku nie ma żywej duszy, o przesuwaniu się cienia po wewnętrznej ścianie krużganku.
Kompendium strachu: „Mnisi, którzy nie mogą odejść”, Convento dei monaci del diavolo, vol. 34
W lokalnym folklorze funkcjonuje kilka wariantów historii tłumaczących pojawianie się widma. W jednej wersji pewien mnich miał zaprzedać się złu, by zdobyć wpływy i władzę w zgromadzeniu. Kiedy sprawa wyszła na jaw, zginął w niejasnych okolicznościach. Czy to zamordowany przez współbraci, czy to targnąwszy się na własne życie. W innej opowieści to cały konwent zostaje dotknięty klątwą za rzekome praktyki herezji, a duch jednego mnicha uosabia winę wszystkich. Typowo dla ludowych narracji, kolejne pokolenia dopisują nowe szczegóły. Raz mówi się o ukrytym skarbie zakopanym gdzieś pod posadzką. Innym razem o pobożnej kobiecie, która odważyła się wejść do ruin z różańcem i po wyjściu straciła mowę.
Kompendium strachu: „Mnisi, którzy nie mogą odejść”, Convento dei monaci del diavolo, vol. 34
Motyw „diabelskich mnichów” [4] dobrze wpisuje się w szeroki europejski wzorzec opowieści o zakonnikach, którzy zamiast świętości wybierają drogę grzechu i tajemnicy. W literaturze grozy i gotyckiej od XVIII wieku powracają podobne figury. Zakonnicy schodzący nocą do krypt, odprawiający mroczne rytuały, klasztory zamienione w labirynty zbrodni i herezji. Choć żaden wielki klasyk nie umiejscawia akcji w Sicignano, to atmosferę Convento dei monaci del diavolo łatwo skojarzyć z powieściami o upadłych mnichach. Klasztor staje się przez to jednym z „punktów na mapie wyobraźni”- realnym miejscem, które wchłonęło literackie motywy, a zarazem ich lokalnym odpowiednikiem.
Kompendium strachu: „Mnisi, którzy nie mogą odejść”, Convento dei monaci del diavolo, vol. 34
[1] Skrótowa nazwa miejscowości Sicignano degli Alburni, niewielkiego miasteczka w prowincji Salerno, w południowych Włoszech.

[2] Potoczna nazwa opuszczonego klasztoru w okolicach Sicignano degli Alburni, związanego lokalnie z legendami o „diabelskich mnichach”.

[3] Region administracyjny w południowych Włoszech (Campania), obejmujący m.in. Neapol, Salerno i okolice Sicignano.

[4] Określenie używane w lokalnym folklorze na mnichów oskarżanych o herezję, tajemne obrzędy lub pakt z siłami zła, które miały sprowadzić klątwę na klasztor.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Czy kiedykolwiek włożyliście maskę Mamuthone? Mnie uderzyło to doświadczenie, jakby inne ‘ja’ wzięło nade mną górę. To były chwile niezwykle intensywne.”

- cytay z artykułu L’Essere Mamuthone, 1 Febbraio 2022, Barbaricina
W Mamoiadzie [1] wszystko zaczyna się od ognia. W noc św. Antoniego, kiedy na placach rozpalają się su fucone [2], z ciemności wychodzą Mamuthones w czarnych, drewnianych maskach i futrach, z zestawami ciężkich dzwonów (campanacci) przypiętych do skórzanych pasów. Idą parami w dwóch rzędach, ciężkim, równym krokiem, każde jednoczesne szarpnięcie barkami wydobywa z dzwonów głuchy, zsynchronizowany dźwięk. Obok i przed nimi poruszają się Issohadores w białych maskach i czerwonych kaftanach z dzierżąc w rękach sa soha [3], którą symbolicznie „chwytają” widzów. Już sama choreografia mówi o napięciu między ciężarem i ciszą (Mamuthones) a ruchem i językiem społecznym (Issohadores).
Kompendium strachu: „Pochód masek nocy i dnia”, Mamuthones i Issohadores, vol. 18
W literaturze etnograficznej i regionalnej opisywano te maski na kilka sposobów, ale niemal zawsze spotykają się trzy wątki interpretacyjne. Pierwszy, agrarny i apotropeiczny, odczytuje pochód jako rytuał przejścia między zimą a latem, między bezruchem a urodzajem. Dzwony, których dźwięk czyści przestrzeń, mają odpędzać choroby, złe oko i nocne mary, a jednocześnie przywoływać to, co potrzebne: deszcz, płodność, zgodę w domu. Drugi wątek, pamięciowy, widzi w masce i kroku echo dawnych traum najazdów i przymusowych pochodów. Obecnie wspólnota nadała im formę ujarzmionego, wspólnego ruchu. Stąd rola Issohadores jako tych, którzy prowadzą i spinają grupę liną, czyli porządkiem. Trzeci wątek, ancestralny, wskazuje na związki z lokalnym kultem przodków. Mamuthones bywają w opowieściach dawnymi duszami (anime antiche) wracającymi, by sprawdzić progi domów. Jeśli dzwony brzmią równo, rok zapowiada się dobrze, jeśli rytm „pęka”, trzeba dom oczyścić popiołem i solą z ognisk św. Antoniego.
Kompendium strachu: „Pochód masek nocy i dnia”, Mamuthones i Issohadores, vol. 18
Folklor mówiony dopowiada temu sensy praktyczne. Złapanie pętlą sa soha uchodzi za pomyślny omen, dotyczy zdrowia, płodności i „spokoju serca” . Zarazem bywa opisywane jako gest, który „wyciąga” ze złapanego to, co przylgnęło do niego nocą: zły urok, zawistną myśl, ciężar niepokoju. Czarna maska Mamuthonesa „nie mówi”, biała maska Issohadorego „mówi” ruchem i gestem. Dlatego to ci drudzy tłumaczą milczący, ciężki rytuał na język spotkania z ludźmi. W tej relacji między „milczeniem” i „mową” widać logikę całego obrzędu. społeczność negocjuje z tym, co niewidzialne, używając ognia, rytmu i uzgodnionych znaków.
Kompendium strachu: „Pochód masek nocy i dnia”, Mamuthones i Issohadores, vol. 18
Opowieści krążą przy tych samych ogniskach, które wskazują rok obrzędowy. Jedne mówią o dzwonach, które potrafią odezwać się same, gdy ktoś w szeregu niesie więcej niż tylko metal i skórę. Inne mówią o linie, która raz do roku „zatrzymuje się” przy właściwym ramieniu, zostawiając po sobie ślady w popiele na progu. Tego rodzaju narracje nie tyle straszą, ile oswajają. Nadają kształt temu, co niepokoi, i włączają je w ciąg znaków, na które wspólnota ma odpowiedź w formie ognia, rytmu, pętli, popiółu. Dlatego właśnie w Mamoiadzie mówi się, że Mamuthones i Issohadores nie są tylko maskami, ale sposobem pamiętania i porządkowania świata. Literacki obraz i etnograficzny opis spotykają się tu z żywym rytuałem, który co roku „wyprowadza” lęki do światła ognia i zamienia je w dźwięk dzwonów idących równo, aż znikną w gwarze karnawałowej nocy.
Kompendium strachu: „Pochód masek nocy i dnia”, Mamuthones i Issohadores, vol. 18
[1] Miasteczko w regionie Barbagia (prow. Nuoro, Sardynia), słynące z karnawałowych masek oraz muzeum masek śródziemnomorskich. Miejsce żywej tradycji obrzędów zimowych.

[2] Dosł. „wielkie ognisko” (sard.). Ognie rozpalane 16–17 stycznia, w wigilię i dzień św. Antoniego Opata. To przy nich rozpoczynają się pochody. Żar i popiół mają znaczenie oczyszczające/ochronne w lokalnym zwyczaju.

[3] lina/pętla (sard.) używana przez Issohadores podczas pochodu. Symbolicznie „chwyta” widzów na szczęście,
Kompendium strachu: „Pochód masek nocy i dnia”, Mamuthones i Issohadores, vol. 18
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.083210945129395